12.12.05, 22:38
Witam serdecznie,

Przypadkiem trafiłem na to forum i... od razu poczułem się wśród swoich.

Choruję na OCD od 18-go roku życia (teraz mam 24). Zaczęło się po pierwszym
roku studiów, trwa aż do dziś (jestem już po studiach). Najciekawsze jest to,
że z zawodu jestem lekarzem.

Przeszedłem różne formy terapii - od "łagodnej farmakoterapii" (Prozac,
Tegretol), poprzez trwającą prawie 3 lata psychoterapię, aż po leczenie hard-
core - wysokie dawki Anafranilu oraz Rispoleptu.

Obecnie jest... dobrze :-D Jestem cały czas na "podtrzymującej" dawce
Anafranilu, do tego Propranolol dla złagodzenia skutków ubocznych (obniża
napięcie układu nerwowego, dzięki czemu ręce mi się nie trzęsą). Moje obsesje
i kompulsje nie przeszkadzają mi w życiu codziennym, właściwie można je
określić jako dziwactwa.

Nie wiem, czy moją walkę z OCD można ocenić za wygraną. Jeśli nawet (udało mi
się skończyć studia, zaliczyć staż oraz Lekarski Egzamin Państwowy) to
odniosłem "pyrrusowe zwycięstwo"). Zakmnąłem się w sobie, w swojej
samotności. Nie mogę spojrzeć w lustro (przed leczeniem ważyłem 25 kg mniej).

Pewnie jestem jedynym na tym forum lekarzem, więc w razie czego służę pomocą
w sprawie zagadnień typu działanie leków, objawy niepożądane, albo rodzaje
psychoterapii.

Acha - nie jestem z Warszawy :)
Obserwuj wątek
    • smutna29 Re: nowy :) 15.12.05, 10:38
      A jakiej jesteś specjalności?
      Skoro jesteś lekarzem to masz kontakt z ludźmi - to duzy plus, nie być sam na
      sam z własnymi myślami...
      • doc81 Re: nowy :) 15.12.05, 17:11
        Specjalności póki co nie mam. Skończyłem studia, potem 13 miesięcy stażu. W
        listopadzie zdałem dość trudny Lekarski Egzamin Państwowy - dopiero po nim mam
        pełne prawo do wykonywania zawodu, tj. mogę samodzielnie wystawiać recepty oraz
        zwolnienia lekarskie.

        Kontaktu z ludźmi chwilowo niestety nie mam. Staż się skończył, a z nim umowa o
        pracę. Siedzę więc w domu i uczę się do specjalizacji (bynajmniej nie
        psychiatria!) - może załapię się na tzw. etat rezydencki, czyli etat fundowany
        przez państwo na czas specjalizacji.

        A moje "myśli natrętne" - tak jak wspomniałem w pierwszym poście - są zupełnie
        pod kontrolą. W latach "świetności", tak na 4-tym roku studiów, potrafiłem brać
        prysznic 3-4 godziny, ręce zaś myłem ponad 40 minut. Z pełnym rytuałem, z
        liczeniem ("magiczne" liczby to u mnie "5" i "3"). Teraz - kiedy regularnie
        przyjmuję leki - ręce myję koło 2-3 minut, prysznić - 10-15 minut. Czyli
        całkiem w normie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka