apricot_juice
22.04.06, 16:24
od jakiegoś czasu obserwuję te forum... nie udzielam się, bo nie sądze żebym
miała coś mądrego do powiedzenia i czy w jakikolwiek sposób mogłabym komuś
pomóc z moim nastawieniem...
widzę, że jest wiele osób z podobnymi problemami do moich. gdzie tam
podobnymi - nawet pewnie 1000 razy większymi. mój "stan" to chyba normalka.
kiedy rozmawiam ze znajomymi, słysze od nich że wpadają w dołki, humor jakiś
nie taki, nie chce się wstać rano... rozumiem co czują.
z drugiej strony zaczynam się bać... przeraża mnie to o czym myślę i o czym
marzę od wielu miesięcy. powoli przestaję widzieć siebie w przyszłości, tak
jakby miało jej już nie być. jestem teraz, bede za miesiąc, za dwa ... ale co
będzie później? może wreszcie upragniony spokój- cisza, żadnych uczuć,
niczego co może "zaboleć". a tak bardzo chciałabym normalnie żyć, kochać
planować przyszłość, cieszyć się. nie umiem :( w dodatku nie widzę powodów
które mogą powodować moje samopoczucie. mam kochającą rodzinę, chłopaka,
studia, pracę, (moze nie wymarzoną,ale mam...) dlaczego nie potrafię tego
docenić i dlaczego te dobre rzeczy które mnie otaczają i przytrafiają mi się
nie mogą wygrać z tym ciągłym smutkiem, niepokojem, łzami, bólem i chęcią
zniknięcia raz na zawsze....?