Dodaj do ulubionych

NN i małżeństwo

13.07.06, 13:54
Drozdy, zdecydowałam się założyć ten wątek gdyż z dyskusji w innych wątkach
wynika, że większość nerwicowców są osoby mające trudności z nawiązaniem
znajomości (o trwałym związku nawet nie wspominają).
Mam więc następujące pytanie, czy na tym forum uczęstnicy ktoś kto żyje w
małżeństwie lub w długotrwającym związku (powyżej 2 lat)? Ja i mój
nerwicowiec jesteśmy razem 10 lat. I ostatnio moje życie stało się koszmarem.
Jak Wasze małżeństwo przebiega? Ja nerwica wpływa na jego jakość? Czy
kiedykolwiek próbowaliście terapię małżeńską (partnerską)? Pomogło?
Obserwuj wątek
    • natretna Re: NN i małżeństwo 14.07.06, 12:00
      Obawiam sie że bedziesz miała mało wpisow :P
      Oczywiscie zartuje, napewno nerwicowcy maja zony i mezów ale to jest naprawde
      trudne. W moim przypadku ja juz nawet sobie tego nie wyobrazam
      • kot9912 Re: NN i małżeństwo 14.07.06, 13:15
        A ja sobie wyobrażam:) Tylko nie teraz. I myślę, że małżeństwo jest w ogóle
        cięzka "pracą" aby bylo udane. Ja uważam, że w przypadku bardzo ciężkiego
        przebiegu jest to trudne, ale sa też osoby, które żyją prawie normalnie i
        potrafia funkcjonować z NN i wtym przypadku to jest mozliwe i stopień trudności
        jest taki sam jak w przypadku "zdrowej " pary:))))
      • camomilla2 Re: NN i małżeństwo 22.08.06, 17:43
        jestesmy 6 lat po slubie mamy 2 dzieci.Moj mąz nie rozumie do konca nerwicy i
        wcale mu sie nie dziwię:)ale akceptuje moją chorobę.Nigdy nie mialam problemow
        z zawieraniem znajomosci.
        • magmawa3 Re: NN i małżeństwo 02.06.07, 14:09
          jak zachodzilas w ciaze to musialas odstawic leki-zakladam ze jakies
          bierzesz.jak sobie radzilas w ciazy bez lekow?ja planuje dziecko ale zawsze po
          odsstawieniu lekow mam nawrot i sie boje jak to wszystko przetrwam.napisz do
          mnie chetnie pogadam.czy bierzesz teraz jakies leki jak sobie radzisz w pracy
          i z dziecmi.jak dlugo chorujesz.napisz prosze magmawa@op.pl
    • dola_niedola Re: NN i małżeństwo 18.08.06, 18:04
      To z całą pewnością stwierdzam, że terapia partnerska w leczeniu nn nie pomaga.
      To znaczy pomaga tylko na tyle, że w jej wyniku terapeuta poleca terapię
      indywidualną jednemu s partnerów. Na co mój nerwicowiec stwiedził: "jak ja
      pójdę na terapię indywidualną i pomoże to, to okaże się, że błąd był po mojej
      stronie... i ja niechcę zostać niechlujnym, leniwym i egoistycznym typem jak
      moja żona". I na tym sprawę zakończono.
      Uważam więc, że nn (albo cokolwiek jest to za świństwo) i małżeństwo nie idą w
      parze.
      • elmone Re: NN i małżeństwo 18.08.06, 19:11
        hej:) mój związek dobiega coprawda dopiero roku ale uważam, że zwiazek to
        sztuka kompromisów i indywidualnej pracy każego z partnerów na wspólny sukces.
        inaczej sie nie da zdajesie,a nn troche to utrudnia ale nie wyklucza.oczywiscie
        ciężej jest być z chorym człowiekiem ale to dotyczy każdej przewlekłej
        choroby:) No ale cóż życie to nie je bajka, życie to je bitwa:) Nikt nikomu nie
        obiecywał że będzie lekko:)
        Pozdrawiam
      • kot9912 Re: NN i małżeństwo 18.08.06, 21:09
        Dola niedola oczywiście o wszelkie niepowodzenia obwinia NN - nic nowego.
        Cytując Twoje słowa "Uważam więc, że nn (albo cokolwiek jest to za świństwo) i
        małżeństwo nie idą w
        > parze" stwierdzam, iż jestes EGOSITKĄ sugerując na stronie dla chorych na
        nn iż nn wyklucza małżeństwo i szczęśliwy związek. Prawde mówiąc to na miejscu
        Twojego męża zakończyłabym to małżeństwo i poszukała szczęścia z dojrzałą
        partnerką.

        Marta
        • elmone Re: NN i małżeństwo 18.08.06, 23:14
          Ja nie wiem czy jestes egoistką czy nie. Myślę, że nn jest tylko jednym z wielu
          elementów waszego kryzysu.
          Natomiast Marto, napewno NN nie wyklucza szcześliwego życia, czego Tobie, sobie
          i wszystkim forumowiczom życze;):):)
          • kot9912 Re: NN i małżeństwo 19.08.06, 12:14
            Elmone, dzieki:)))))) Ja po prostu nie rozumiem jak ktoś zdrowy może tu wejść
            na to forum i pisać, że NN i małżeństwo nie idzie w parze?????? To jest
            bezczelne i trzeba mieć tupet. Piszą tu ludzie z ZOK zarówno ci, którzy
            borykaja się z tym kilka lat, ale też osoby które dopiero próbują się odnaleźć
            w nowym życiu z OCD i takie słowa moga odbierać im nadzieję.

            Marta
            • tralala74 Re: NN i małżeństwo 22.08.06, 03:18
              > Elmone, dzieki:)))))) Ja po prostu nie rozumiem jak ktoś zdrowy może tu wejść
              > na to forum i pisać, że NN i małżeństwo nie idzie w parze??????

              A ja rozumiem i nawet jestem sklonna przyznac doli niedoli racje. Oczywiscie
              choroba nie wyklucza zbudowania szczesliwego zwiazku, ale na pewno go nie ulatwia.

              Chwilami czytajac to forum mam wrazenie, ze w dobrym tonie jest pisac tutaj o
              plusach nn, rzekomej wyjatkowej wrazliwosci chorych i ich specjalnym
              postrzeganiu swiata oraz wyzszosci nad cala reszta swiata, a opinie burzace
              troche ten wyidealizowany obrazek sa przyjmowane niechetnie.

              Nie nazwalabym doli egoistka - pisze tutaj o wlasnych dosw. z partnerem chorym
              na nn, ktore akurat w jej przypadku nie sa rozowe. Szczerze mowiac nie rozumiem
              skad sie biora proby zamkniecia jej ust ani czemu ma sluzyc tworzenie
              towarzystwa wzajemnej adoracji, ktore utwierdza sie nawzajem w przekonaniu o
              swojej wyjatkowosci i wyzszosci nad reszta swiata.
              • kot9912 Re: NN i małżeństwo 22.08.06, 08:19
                Przeczytaj sobie inne wątki - o deprsji, o wątpliwościach i strachu jaki
                towarzyszy spoglądając w przyszłość. Oczekujesz, że będziemy się tu wzajemnie
                dołować??? Poza tym to nie jest wyższość nad światem, ale po prostu szukanie
                tych drobnych pozytywnych aspektów nn.

                Jest wolność słowa, ale wyładowywanie swoich frustracji na innych jest po
                prostu zachowaniem niedojrzałym. Jesli zwązek doli sie nie układa. to niech
                pisze o związku jak chce, a nie wyciąga wnioski typu- nn i małżeństwo nie ida w
                parze. Na to forum trafiaja często osoby w satnie gdy objawy są nasilone bo
                własnie wtedy wstukują w wyszukiwarkę ZOK. I ja na ich miejscu nie chciałabym
                przeczytać, że nerwicowcy nie potrafia kochać itp. Mnie to zpełnie nie rusza,
                ale takie osoby mogą sie załamać. O to wam chodzi????

                Poza tym nie zamykam nikomu ust - ale widzę, że tak interpretujesz wyrażenie
                własnego zdania. Zauważyłam, że przez niektórych wyrażanie swoich uczuć,
                szczęścia jest odbierane jak jakas zbrodnia. Nie dziwię się, że wiele osób
                rezygnuje z tego forum. Naszczęcie mozna z nimi pisac na
                prive:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))

                • bellio Re: NN i małżeństwo 15.02.07, 10:44
                  A ja jestem mężatką prawie 3 lata i nie widzę, żeby nn miało jakikolwiek wpływ
                  na nas. Problemy są jak u wszystkich, ale raczej nie wynikają z mojej choroby.
                  Po pierwsze staram sie z nią walczyć i nie dawać rzadzic sobą natrectwom, po
                  drugie mój mąz wie co mi jest i nie probuje mnie na sile zmieniac. wie co
                  prawda od niedawna, bo wczesniej starałam sie to ukryc, ale w końcu dojrzalam
                  do rozmowy, powiedzialam, jak ja odczuwam moją chorobę, z czym to sie je itd. I
                  w tej chwili próbuje mi pomoc jak umie, czasem zartem, czasem przemilczeniem
                  sprawy, a ja sie staram zeby moje natrectwa nie mialy wplywu na niego.

                  Ale jeszcze raz podkreslam, ze wszelkie nasze klopoty malzenskie, klotnie,
                  roznice zdan itd nie sa zwiazane z nn. Mysle tez, ze jezeli ktos ma problem ze
                  związkiem, to zwykle osoba z nn, bo strach, niepewnosc jak druga osoba to
                  przyjmie itd. Zdrowa strona ma mniejszy problem - musi tylko zaakceptowac
                  chorobe osoby, ktora KOCHA. A milosc nie polega na wyzywaniu sie na kims za to
                  ze jest inny, tylko miedzy innymi na zrozumieniu.

                  Mój mąż niejednokrotnie powtarzał, ze nie rozumie moich niektorych zachowan,
                  ale moj spokój jest dla niego wazny. dlatego czasem pomaga mi sprzatac czysta
                  wg niego kuchnie, bo pracy niewiele, a ja bede spokojniejsza. ja ze swojej
                  strony staram sie sluchac logicznych argumentów i nie wciagac go w swoje
                  kompulsje.

                  Malzenstwo to sztuka kompromisu. I mysle sobie - oczywiscie moge sie mylic - ze
                  w malzenstwie doli niedoli problem lezy gdize indziej. W niedogadaniu na jakims
                  innym polu, a natrectwa sa po prostu najlatwiejszym gruntem, zeby to wybuchlo,
                  bo dla zdrowej osoby sa bez sensu, dla chorej pretekstem zeby ponarzekac, ze
                  nikt jej nie rozumie. Przy wzajemnym zrozumieniu i madrej milosci ten problem
                  nie przeklada sie na jakosc zycia. bo to tak jak akceptacja kazdej choroby i
                  pomoc w niej. trudno wymagac od kogos kto nie ma rąk, zeby robił obiad. trudno
                  wymagac od osoby z nn, zeby byla zawsze racjonalna i logiczna. problem
                  zrozumienia choroby i juz.

                  Ja jestem szczesliwa mezatką, czuje sie bezpieczna i "zaopiekowana" ;) powiem
                  wiecej - odkąd jestesmy razem duzo latwiej jest mi radzic sobie z nn.

                  I zgadzam sie z Marta - stawianie tez nie podlegajacych duskusji wylacznie na
                  swoim przykladzie jest malo odpowiedzialne.
            • narcysa Re: NN i małżeństwo 23.02.07, 16:31
              czesc,dola_niedola,przeczytalam o Twoim mezu,mysle,ze nn to jedno,a drugie,ze nie ma prawa Cie
              obrazac i nie wszystkie osoby z nn sa wrazliwe,dobre,pracowite it.d.,po prostu piekne,a nawet gdyby byl
              takim,moze Ci tez nie odpowiadac,ja mysle,ze powinnas mu cos ostrzej powiedziec,niech nie zwala na
              nn,a gdyby nadal Cie obrazal...no,coz,to w koncu jego problem...powiedz mu,ze jak sie nie zmieni,ty
              odfruwasz,przeciez jestes zdrowa.tylko nie daj sie wciagnac w poczucie winy,ze np.przez Ciebie ma
              nn,przeciez on tez nie musi z Toba byc,jak nie chce,jest doroslym facetem,niech sam sie soba zajmie.
    • chp1955 Re: NN i małżeństwo 31.08.06, 22:08
      Ja jestem żoną nerwicowca już od 30 lat. Nasze życie jest bardzo udane, kochamy
      się oboje bardzo. Dopiero około pół roku temu mąż mi wyjawił,że jest chory na
      NN. Ja przez 30 lat nic nie podejrzewałam, wiele jego zachowań interpretowałam
      jako dziwactwa, ale mi to nie przeszkadzało, bo przecież wszyscy mamy jakieś
      dziwactwa i porostu go kochałam i kocham takim jaki jest - czułym, wyrozumiałym
      mężem i ojcem, dbającym o swoją rodzinę. Teraz wiem o jego chorobie i moim
      obowiązkiem i jednocześnie pragnieniem jest pomóc mu i wpierać go, a nie
      dołować. Od chwili, kiedy mi wyjawił swoją długoletnią tajemnicę (NN zaczęło go
      przerastać) i wie, że może na mnie liczyć, że nie odejdę i będę go wspierać to
      wiele objawów NN wyciszyło się. Nigdy nie próbowaliśmy terapi.
      Mam wrażenie, że większość nerwicowców potrzebuje pewności, że są kochani i
      bezpieczeństwa w związku (tzn. pewności, że zawsze mogą liczyć na bliską im
      osobę, która będzie rozumiała i akceptowała ich wzloty i upadki). I właśnie ta
      pewność i bezpieczeństwo, uważam, może przyczynić się do minimalizacji choroby.

      Pozdrawiam wszystkich forumowiczów
      • lupiak1 Re: NN i małżeństwo 15.02.07, 21:55
        Od kilku dni wchodzę dopiero na to forum mam nn i jestem w związku pięc lat.
        Nadodatek mam małego synka. Mój partner juz ledwo ze mna wyrabia. Ja mam
        ogromne poczucie winy. Mam nadzieję że mój związek pretrwa i że nie skrzywdzę
        mojego synka. Pocieszające są sałowa Pani chp1955. Mam nadzieję ze moi blizcy
        też mnie zrozumieją. Może łatwiej by było chorować.
        • mtrekking Re: NN i małżeństwo 15.02.07, 23:33
          Proszę się nie obwiniać za tę chorobę. Przecież Pani nikogo o nią nie prosiła,
          nie jest też ona skutkiem Pani decyzji. Cokolwiek by pisały osoby, które żyją z
          neriwcowcami, przez tę chorobę najbardziej ZAWSZE cierpi sam chory. Jestem
          pewien, że jest Pani w stanie zbudować szczęśliwy związek i dobrze wychować
          swojego synka. Warto powiedzieć o chorobie bliskim. Jestem pewien, że
          zrozumieją, i będą Panią wspierać - należy się to Pani.

          A słowa Pani chp1955 mnie się również wydały bardzo pokrzepiające. Gratuluję
          Pani takiej wyrozumiałości wobec choroby męża - to naprawdę bardzo niezwykłe.
    • kasiulinka78 Re: NN i małżeństwo 15.02.07, 09:22
      Mój mąż pracuje za granicą,wraca do domu co 2 tyg. na weekend,który dla mnie
      zawsze jest...koszmarem.Po prostu mój mąż przeszkadza mi wtedy w "moim
      harmonogramie natręctw" i modle się żeby już sobie pojechał...małżeństwem
      jesteśmy od 7 lat.choruję na NN od roku.Nie wiem jak długo tak jeszcze pociągnę...
      • bellio Re: NN i małżeństwo 15.02.07, 10:49
        I jeszcze raz ja - to forum nie jest towarzystwem wzajemnej adoracji. Nikt z
        nas nie twierdzi, ze jest lepszy bo jest chory. ale staramy sie sobie pomagac,
        znajdowac rozwiazania. i w calej rozciagłosci podpisuje sie pod tym co napisala
        marta - czesto na forum trafiaja ludzie, ktorym w danym momencie jest zle,
        ciezko, trudno. I zadaniem forum jest pomaganie im. pelne kompendium wiedzy o
        chorobie mozna sobie znaleźc w dowolnym artykule naukowym. tutaj mamy sobie
        pomagać
        • mauritzi Re: NN i małżeństwo 15.02.07, 11:13
          Na tym świecie wiele jest możliwe, dlatego ciągle mam nadzieję, ze wyleczenie z
          ZOKa również. Sam jestem w związku z kobietą, która wie o chorobie i bardzo
          stara mi się pomóc, a ja staram się jej nie zamęczać, tylko znalazłem w końcu
          skuteczną terapię. Przypadki i nasilenia mogą być bardzo różne, tak jak różni są
          ludzie. Czasem paradoksalnie związek przetrwa, choć istnieje większe nasilenie
          objawów, a rozpadnie się przy słabym. Przykład Sławomira z Bydgoszczy jest
          wymowny: miasta.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35608,1228524.html?as=2&ias=4
          • kot9912 Re: NN i małżeństwo 15.02.07, 14:04
            Czytałam o tym przypadku kiedy wykonywano ten zabieg. Lokalna prasa opisała
            tego Pana - nasilenie objawów u niego było przerażające. A ta docent A.
            Borkowska to niesamowita, dobra, inteligentna kobieta. Miałam z nią stycznośc
            kilka razy i jakby wszyscy medycy tacy byli to byłoby cudownie. Naprawde
            osobowośc tej Pani zrobiła na mnie wrażenie ogromne, bardzo mi pomogła, bardzo.

            Belio, co u Ciebie? Jestem ciekawa jak Ci się wiedzie w życiu:) A swoją drogą
            te osoby, które piszą o kółku wzajemnje adoracji po prostu są niekompetentne w
            zakresie psychologii bo każdy kto sie na tym zna wie, że wszelkie doświadczenia
            trudne wpływaja na dojrzałość osób, które muszą im sprostać. Np. dzieci z
            rodzin alkoholowych niekiedy w wieku 7 lat są "rodzicami" dla swojego młodszego
            rodzeństwa, kiedy rodzice sa pijani. To nie jest standardowe postępowanie.
            Takie jest życie.

            Marta
            • bellio Re: NN i małżeństwo 15.02.07, 17:00
              Marta,

              U mnie jakos lepiej. Chodze na terapie i ... o dziwo nie zajmujemy sie nn.
              Powiedzialam mojej psycholog o moich natrectwach i o tym, jak sobie z nimi
              poradziłam i powiedziala, ze jest ok, ze na tę chwile nie ma co sie w tym
              grzebać. Natomiast rozpracowujemy moje inne przypadłosci, juz
              bardziej "normalne" i "niechorobowe". I dzieki temu jestem duzo spokojniejsza,
              dogaduje sie z mezem i ogolnie nabralam wiatru w zagle. A z normalnych rzeczy -
              praca, praca i troche książek :) zima nawet dobija mnie w tym roku jakoś mniej
              niż zwykle. A co u Ciebie?
              • kot9912 Re: NN i małżeństwo 15.02.07, 19:13
                To super, że się tak ładnie Tobie układa. Dobrze, że masz takiego psychologa,
                przed którym sie otwierasz. Oby ten wiatr w żagle wiał już zawsze:)))) Domyślam
                sie więc, że jestes szczęśliwa i bardzo mnie to cieszy. Naprawde bardzo:)

                Ja piszę prace mgr, ale oczywiście zostawiłam to na ostatnia chwilę więc
                troszke stresu mam czy wyrobie sie z czasem. Dzięki lampie do fototerapii ta
                zima też jest dla mnie łaskawa - brak słońca nie daje w kość:) No ale teraz
                pozostaje wybór dlaszej drogi, bo studia kończe już w maju...

                A jakie książki czytasz??? Bo ja ciągle thrillery:))) Czasem robie wyjątek na
                rzecz innego gatunku:)

                Pozdrawiam ciepło:)

                Marta
                • bellio Re: NN i małżeństwo 16.02.07, 10:21
                  Czytam co popadnie :) ostatnio sporo fantasy przewaliłam, pare poważniejszych
                  rzeczy, troche kryminałów. Mój mąż ciągle znosi wszelkie sensacyjno-
                  thrillerowate ksiązki do domu, wiec korzystam :)
                  Z mgr wyrobisz sie spokojnie, ja sie do swojej zabrałam baardzo późno i stres
                  był, ale sie udało. Kwestia determinacji :) a egzamin magisterski to naprawde
                  przyjemna rzecz, ale o tym pewnie słyszysz na każdym kroku :)
                  • kot9912 Re: NN i małżeństwo 16.02.07, 19:33
                    EEE, fajnie masz, że mąż znowsi Tobie książęczki. Ja sama albo kupuję, albo
                    wypożyczam. Dzis czytałam do 4 - czasem jestem nieodpowiedzialna bo rano
                    musiałam wstać i leciec robić badania do magisterki. Oj, ciężko było oderwać
                    głowę od poduszki... A temat magisterki to sobie taki wybrałam i jeszcze badam
                    go w tylu aspektach, że chyba jestem niepoważna, że się na to porwałam!!! Do
                    maja jestem stracona dla świata:))))) Samej obrony sie nie boję, bo wiem, że
                    piąteczka będzie:))))

                    Wiesz, tak sobie myśle, że super masz, że Mąż Cię tak wspiera. Normalnie
                    ekstra. Ja zawsze radziłam sobie sama z NN i tak juz pozostanie pewnie. No ale
                    cóż, takie życie:)

                    Trzymaj się ciepło i miłego wieczorku.

                    Marta
                    • narcysa Re: NN i małżeństwo 16.02.07, 22:23
                      przeczytalam o Panie Slawomirze...Nasilenie moich objawow bylo podobne,w ogole nie dawalo sie z nimi
                      zyc,w krytycznym momencie nie spalam 3 noce...nie chce dalej pisac i wspominac,bo mi sie robi
                      niedobrze...o zwiazkach: bylam zakochana 4 razy,z jednym z nich jestem w zwiazku malzenskim,w sumie
                      mialam ciekawe zycie towarzyskie,zawsze komus sie podobalam,albo ktos mi, nn czasami mi w "tym"
                      przeszkadzalo...ale i tak...mimo leku... :) pozdrowienia.
                      • bellio Re: NN i małżeństwo 19.02.07, 10:20
                        he he, nie do końca jest tak, że mąż mi książki znosi. On sobie znosi, a ja
                        korzystam :)
                        • kot9912 Re: NN i małżeństwo 19.02.07, 18:53
                          Ale i tak masz fajnie:) ja się grzeję na nową książkę kellermana ale jak kupię
                          to zarwę noc - bo się nie oderwę od czytania!!!! a potem mam kłopoty z
                          zasypianiem bo zegar rozregulowany. Ogólnie dla mnie książki to sposób na walke
                          z NN - jak się zaczytam to nie myślę o sobie, a czasami to jest wskazane:)
                          Ogólnie w czwartek mam egz na prawko i się w ogóle nie stresuję. To normalne?
                          bo koleżanki to kilka dni wcześnie były kłębkiem nerwów. Pewnie obleje bo zdaje
                          co ósma osoba. Ale Tata powiedział, że sfinansuje koszty, to kamień mi z serca
                          zleciał... a Ty masz prawko?
                          • bellio Re: NN i małżeństwo 20.02.07, 16:32
                            Nie mam, ale mam mieć :) to znaczy jest taki plan, ale najpierw trzeba sie na
                            kurs zapisać, a ja mam ostatnio straszny problem z załatwieniem czegokolwiek po
                            pracy, bo spac mi sie chce notorycznie.
                            Kellermana nie znam - mozesz w skrocie scharakteryzowac? Ja obecnie - wstyd sie
                            przyznać, ale niech bedzie - czytam 6 tom Harrego Pottera i tez nocki sie
                            zrobiły dziwnie krótsze ;) a w kolejce 2 kryminaly Akunina, wiec jest co robić.
                            Wiesz - ja tez zawsze tak miałam, ze ksiązki mi pomagały pozbyć sie natręctw.
                            Odrywały od rzeczywistości i łatwiej było zapomniec.
                            • mtrekking Re: NN i małżeństwo 20.02.07, 18:02
                              Też czytam teraz Akunina :). Uwielbiam po prostu jego książki :).
                              • bellio Re: NN i małżeństwo 21.02.07, 10:24
                                :) to fakt, umie gość pisać ;)
                            • kot9912 Re: NN i małżeństwo 23.02.07, 22:01
                              Witam:)

                              Przepraszam, że dopiero odpisuję, ale mam milion spraw na głowie w związku ze
                              studiami i nie tylko. A prawko... zdałam!!!!!!! za 1 razem:)))))))))))) ze
                              szczęścia myślałam, że oszaleje, nie podejrzewałam, że sprawi mi to taką
                              radość.

                              Wstyd się przyznać, ale Harrego nie czytałam... Akunina też nie, jakoś do tej
                              pory kręciły mnie thrillery,a kryminały były poza kręgiem zainteresowania.
                              Teraz kupiłam kolejną książke Kellermana:)))))) On pisze thrillery
                              psychologiczne i określa fascynująco portrety psychologiczne bohaterów (z
                              zawodu jest bowiem psychologiem i pediatrą). Czasem przegina z brutalnością, to
                              fakt, ale ten element psychologii jest urzekający:))))))

                              A Twoja senność to czym jest spowodowana?? ja też tak czasem miałam, ale teraz
                              raczej nie. wiem jakie to bywa wkurzające:/ i ograniczające. A Ty kochana na
                              prawko się zapisuj bo te nowe przepisy egzaminowania będą ciężkie!!!

                              Pozdrawiam ciepło i wieczornie:)

                              M.

                              • bellio Re: NN i małżeństwo 24.02.07, 13:59
                                no no no! gratulacje!!!! na prawko sie zapisze, musze sie tylko zebrać w sobie ;)
                                moja senność jest prawdopodobnie spowodowana tym, ze mam koszmarnie niskie
                                ciśnienie, nawet kawa mnie nie ratuje ;) no i pracy mam dużo i mysle, ze spaniem
                                troche odreagowuje stresy.

                                Bede musiala zajrzeć do kellermana, bo to co piszesz brzmi fajnie. A harry - no
                                coz. zaczelam czytac jak juz caly ten boom na niego troche minął, bo bylam mocno
                                zle do niego nastawiona, ze glupie, dziecinne i za duzo szumu wokoł. a potem
                                przez przypadek obejrzalam jeden z filmow i mnie zaciekawił. no i teraz mam
                                zarwane nocki ;) jak bedziesz sie kiedys zabierać, to polecam wersje oryginalne,
                                jezeli znasz angielski. bardzo prosty jezyk i fajniejszy klimat niz w tlumaczeniu.

                                a jak twoja magisterka?
                                • kot9912 Re: NN i małżeństwo 24.02.07, 16:21
                                  Oj, witaj w klubie nickociśnieniowców - znam ten ból :/ a ja kawy na dodatek
                                  nie lubię, czasem wolę red bulla wypić:) pomaga:) A co do odreagowywania
                                  spaniem stresów - to też tak mam:) mimo, że prawkiem nie miałam czasu sie
                                  bardzo stresować, ale też nie uważałam oblania jako porażki. Oby tylko w życiu
                                  były takie porażki to świat byłby piękny!! No ale podświadomie się chyba
                                  stresowałam i teraz śpię, śpię i śpię:)

                                  A angielski nie jest moją mocną stroną - uczyłam się niemieckiego, byłam w
                                  klasie z rozszeżonym nauczaniem tego języka.

                                  A magisterka... Hmmm.. no teraz to tak zamulam, że nie piszę aktualnie nic, ale
                                  zbieram materiały do rozdziału badawczego. Większość już mam - teraz muszę
                                  zacząć działać. Ale ten weekend będzie słodkim lenistwem:)))))))))))

                                  Super masz, że masz pracę:) i to jeszcze dużo pracy:) a pracujesz w zawodzie
                                  czy musiałaś sie przekwalifikować? ja właśnie boję się jak to bedzie po
                                  studiach, jak z pracą :/ No ale czas pokaże.


                                  Pozdrawiam:)

                                  M.
                                  • bellio Re: NN i małżeństwo 26.02.07, 10:26
                                    Pracuje zupełnie nie "po kierunku". Kończyłam muzykologie, a pracuje w
                                    marketingu :) ale nei jest źle. A ty co studiujesz?
                                    Niemiecki to jest mój duzy ból - uczyłam sie w liceum, nawet mature pisemną
                                    zdawałam, wiec jakos to szło. a pozniej dlugo nie maialam kontaktu i teraz nic
                                    nie pamietam i strasznie mnei to wkurza, bo mialabym drugi jezyk
                                    obcy "nauczony" :( ale nic to, ciagle sobie postanawiam, ze sie za to wezme i
                                    przypomne.
                                    • kot9912 Re: NN i małżeństwo 26.02.07, 22:07
                                      Hej:)

                                      Dzis to właściwie normą się robi, że pracuje się w innym zawodzie. Dlatego
                                      wiele ludzi idzie na studia obojetnie jakie bo wiedzą, że i tak będą musieli
                                      sie przekwalifikować. No ja to tak jakby uczyć powinnam po swoich studiach, ale
                                      mam inne plany:) Ogólnie gdzieś tam mam plany, któryvch wole nie zapeszać. A
                                      jesli nie wyjdzie to wyjadę z kraju. Ta wizja jest bardzo interesująca dla
                                      mnie:) A języki... hmmm... moja mocna strona to nie jest za co siebie nie
                                      cierpię!!!!! Kiedyś dość dobrze umiałam niemiecki, potem przerwa i teraz to
                                      wiesz jak jest... Porażka. Bez języków dziś to jak bez ręki.... Ale bardzo dużo
                                      czytam, bo marzę o tym, żeby kiedyś cos napisać, ale to za wiele lat. Może się
                                      uda:) Uwielbiam też takie książeczki z serii SŁONECZNE PROMYKI ... słońca,
                                      miłości, nadziei itd. Jak jest mi smutno to sięgam po nie i myślę... :) Warto
                                      przeczytać, naprawdę:) Czytanie to naprawde świetna terapia na NN, tak jak
                                      pisałaś. Fajnie zatopić się w innym świecie.

                                      Belio, mam takie pytanko. Ponieważpodobno 50 % osób z NN ma osobowość
                                      anankastyczną, czy Ty także masz takie cechy jak pedantyczność, troszkę
                                      konserwatywne poglądy itp.???

                                      Pozdrawiam wieczornie i mroźnie:)

                                      Marta
                                      • bellio Re: NN i małżeństwo 27.02.07, 10:23
                                        oj tak, jestem stara konserwa, chociaz wlasciwie tylko w stosunku do samej
                                        siebie. wiele zachowan u innych osob odbieram jako normalne, ale sobie nie mog
                                        ena nie pozwolić. czasem zastanawiam sie, czy to kwestia tylko pogladów, czy to
                                        czesc nn, bo wiele rzeczy po prostu mi nie wolno i nie ma na to racjonalnego
                                        wytłumaczenia. no i perfekcjonizm, ambicja (czesto slyszalam ze chora).
                                        Pedantką raczej nie jestem, raczej balaganie, ale są rzeczy, ktore musza być w
                                        porzadku - ciuchy w szafie np w kostke, nieznosze uchylonych szafek itd.
                                        A Ty? tez tak masz, czy należysz do "normalniejszych" 50 %?
                                        • kot9912 Re: NN i małżeństwo 27.02.07, 23:53
                                          Hmmm... No niestety, nie należe do tej "normalnej" grupy :) też konserwa ze
                                          mnie:) to ma swoje plusy, ale i minusy. a bałaganię to strasznie... ale jak
                                          sprzątam, to tak skrupultanie, że sama nie moge tego wytrzymać:) zzawkami
                                          uchylonymi też tak mam. ale najbardziej to nie lubię czynności, które wysuszają
                                          dłonie - mycie naczyń, pranie ręczne (choć wszystko tak piorę) itp. Ja jak już
                                          coś robię to robię to bardzo dokładnie, albo się za to nie zabieram.

                                          Ale największa konserwa ze mnie w kontaktach z ludźmi - np. nie wybaczam
                                          zdrady, a jak ktos mi podłoży świnię to nie ma zmiłuj się, nie daję drugiej
                                          szansy. To zdarza się jednak rzadko, bardzo rzadko. Np. zostawiłam mężczyznę,
                                          którego kocham do dziś, a minęło 1,5 roku. Jestem sama, boli,bo myslę o nim,
                                          ale nie żałuję. Przekreśliłam wspólne zycie za zdradę, bo co to za życie by
                                          było. Ale chyba odbiegłam od tematu teraz:)

                                          Wiesz, swoją drogą nienawidzę w sobie robienia wszystkiego na ostatni moment. Z
                                          jednej strony człowiek jest wtedy bardziej twórczy (choć nie każdy), ale to
                                          jest naprawdę uciążliwe. Np. na jutro mam cos do zliczenia i nocka z głowy...

                                          Ale sie rozpisałam -łał:)

                                          Pozdrawiam, Marta
                                          • bellio Re: NN i małżeństwo 01.03.07, 11:04
                                            he he, jakbym czytała o sobie :) potrafie przez dlugi czas nie zauważac
                                            bałaganu, w jak sie juz do tego zabiore zajmuje mi dlugie godziny, bo musze
                                            wypucować każdy fragment powierzchni. zmywania tez nie cierpie. No i nigdy nie
                                            robie nic "na zapas", wszystko na ostatnią chwile. całą szkole i studia tak
                                            przezyłam, uczac sie w nocy przed egmzaminem i w pracy mam to samo :) najpierw
                                            daje sobie troche luzu, a potem wszystko na wczoraj :)
                                            • kot9912 Re: NN i małżeństwo 01.03.07, 22:09
                                              Jeny, my siostry chyba:) Ja przez bardzo długi czas zastanawiałam sie nad
                                              czynnikiem genetycznych predyspozycji. I wiesz co, mój Tata to pedant, Mama
                                              sprzata jak my - jak ruszy to nie ma zmiłuj sie, syf cały dzień, Dziadkowie -
                                              pedanci (ułożone wszystko równiutko, jak mój dziadek grządki robił to niemalże
                                              co do centymetra!!!). Ciekawe czy "odziedziczyłam" to społecznie, czy może
                                              jakies predyspozycje w genach przeszły na moją niekorzyść.

                                              A Ty jestes podobna do rodzinki pod jakimis względami? Ja zaczęłam sie nad tym
                                              zastanawiać własnie jak poznałam tego kolegę z tego forum - jesteśmy tacy
                                              podobni, on też analizuje wszystko i rozkłada na czynniki pierwsze. Wiele cech
                                              mamy wspólnych. Ogólnie to czasem mysle, że całe życie spędzę na zastanawianiu
                                              się, szukaniu odpowiedzi na pytania... Czasami zbyt wiele rzeczy chciałabym
                                              zrozumieć. A wiele spraw wykracza poza ludzkie poznanie.

                                              Jeny, nie mogę sie już wakacji doczekać:) Troszkę sie peniam, że nie zdążę mgr
                                              napisać:/ bo oczywiście na ostatnią chwilę zostawiłam:)))))

                                              Pozdrawiam ciepło

                                              Marta
                                              • bellio Re: NN i małżeństwo 02.03.07, 10:46
                                                Moi rodzice to tez pedanci, u mamy nic nie moze na wierzchu lezec, tata tez
                                                sprzata, jak jade do nich na swieta, to jakbym wpadla do szpitala, tak
                                                sterylnie :) i mame bardzo denerwuje, jak sie ten porzadek zakłoci. moje
                                                siostry juz nie tak - jedna jest pedantką, dwie pozostale trzymają sie normy :)
                                                z rzeczy, ktore prawdopodobnie odziedziczyłam po mamie (i moje siostry tez)
                                                jest jeszcze skołonność do lęku, wszystkie mialysmy okres w zyciu, kiedy sie
                                                bałysmy roznych irracjonalnych rzeczy. mi to zostało no i przeksztalcilo sie
                                                gdziestam po drodze w nn.
                                                • kot9912 Re: NN i małżeństwo 02.03.07, 11:59
                                                  Co masz na mysli, z tą skłonnością do lęku? Bo to interesujące. Ja po
                                                  mojej "odziedziczyłam" skłonności depresyjne. A w ogóle to SUPER masz - tyle
                                                  Sióstr!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Zawsze chciałam mieć dużo rodzeństwa.

                                                  Jeśli chodzi o lęk, ja miałam taki okres w swoim życiu, że nie wychodziłam sama
                                                  z domu. To trwało rok. Stało się to po liście z pogróżkami, że zabiją mojego
                                                  Brata, a jak on sie nie poprawi, to mnie też. Opisali to brutalnie. Rok byłam w
                                                  rozsypce, sama ani razu nie wyszłam z klatki!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ale dzis mnie
                                                  to śmieszy - ale głupia byłam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Rok
                                                  później zachorowałam na NN... Wiesz, nie wiem dlaczego, ale nie mam żalu do
                                                  tego człowieka co to napisał. Juz dawno nie mam.

                                                  Powiedz mi, dlaczego uważasz, ze te leki jakoś przekształciły się w NN???

                                                  Pozdrawiam ciepło:)

                                                  Marta
                                                  • bellio Re: NN i małżeństwo 05.03.07, 10:14
                                                    Marta,

                                                    Z tą skłonnością do lęków, to nic skomplikowanego - zadna z nas nie lubi
                                                    siedziec sama w domu, zwlaszcza po zmroku, zapalamy wszytkie swiatła,
                                                    obowiązkowo telewizor albo radio. Strach przed: duchami, zlodziejem - zależnie
                                                    od upodobań. U wiekszości moich siostr to minęło, u mamy chyba też, ja walcze :)

                                                    Wydaje mi sie, ze w moim przypadku nn przyplątuje sie, kiedy jestem w gorszej
                                                    formie - a jak sie boje, to tak wlasnie jest. Boje sie czedgos, roztrząsam to,
                                                    a chwile pozniej pojawia sie natręctwo. Na szczescie juz nad tym pracuje z moją
                                                    panią psycholog, no i jak juz mowilamm mam remisje, dość dlugą (3 lata).

                                                    to co napisalas o liscie, to jakis koszmar! kto mogl zrobić cos takiego? za
                                                    same groźby tego typu powinno sie wsadzac ludzi za kratki.

                                                    Pozdrawiam :)
                                                  • kot9912 Re: NN i małżeństwo 08.03.07, 01:36
                                                    Kochana,to świetnie, że pracujesz nad tym z Pania Psycholog. Psychoterapia jest
                                                    bardzo ważna. ja nie chodzę, choćbym chciała... ale zrezygnowałam... Choć
                                                    właściwie moja Dokrorka:) działa na mnie jak najlepszy terapeuta. Ona daje mi
                                                    takiego kopa życiowej wiary, energii, optymizmu!!!!! Ona jest naprawde
                                                    niesamowita.

                                                    a w ogóle to przepraszam, ze dopiero odpisuję, ale dopadła mnie
                                                    wirusówka :///////// od poniedziałku byłam nie do życia.. Niedługo obrona mgr a
                                                    ja nie nadaję się jeszcze do pisania bo nie myślę:)

                                                    Wiesz, a ja jestem zupełnie inna - uwielbiam być sama w domu, śpie wtedy super,
                                                    nie boję się, chodzę noca po mieście, wcinam się w bójki jak kogoś leją i
                                                    wyzywam "karki" <tylko to mogę, bo chyba siłą to bym nic nie zdziałała>. Nie
                                                    boję się zupełnie takich rzeczy. Tylko, że u mnie to jest bardziej groźne niż u
                                                    Ciebie, bo kiedyś mi głowa spadnie...

                                                    A co do tego listu... wiesz, gdyby teraz ktos mi powiedział, ze złapali ich, i
                                                    by sie okazali normalnymi ludźmi to bym wycofała pozew (choć to nie możliwe
                                                    kurcze, bo to ścigane z urzędu, a nie z powództwa cywilnego)... aczkolwiek nie
                                                    chciałabym aby ich ukarali. Może popełnili błąd? Poniosły ich emocje?

                                                    wiesz, teraz niedawno wyszła nowa książka COBENA "Obiecaj Mi" :))))) fajniutki
                                                    thriller:)))


                                                    Gorąco pozdrawiam

                                                    Marta
                                                  • bellio Re: NN i małżeństwo 08.03.07, 11:30
                                                    Marta, mam nadzieję, ze już sie lepiej czujesz, nie ma to jak zachorować w
                                                    momencie, kiedy trzeba zrobić coś waznego :(
                                                    Zazdroszcze ci tego, ze umiesz być sama. Mi sie to zupelnie nie udaje, odkąd
                                                    pamiętam czułam się nieswojo, kiedy nikogo nie było w pobliżu. Dlatego nie
                                                    umiem odpoczywać, kiedy np. mój mąż wyjedzie w delegacje, tylko przeczekuję ten
                                                    okres robiąc wielkie sprzątanie, 5 prań, czytając wszystko co się nawinie i
                                                    oglądając głupie filmy w tv. Ale moze sie nauczę - tym sie ostatnio zajmuję z
                                                    moją panią psycholog. Z tymi ludzmi, ktorzy wyslali wam list to cie podziwiam.
                                                    nie wiem, czy umialabym sie doszukać dobra w kims takim, chociaz tez zawsze sie
                                                    staram to robić.

                                                    Cobena nowego jeszcze nie czytałam, ale owszem, owszem - na półce stoi. Mąż
                                                    kupił jak tylko pojawił się w księgarni :) teraz czytam przygody siostry
                                                    Pelagii Akunina, Harrego już skończyłam. nastepny w kolejce bedize chyba Coben
                                                    własnie :)

                                                  • bellio Re: NN i małżeństwo 13.03.07, 11:44
                                                    No i po Twoich namowach kupilam Kellermana :) jeszcze sie nie dorwalam, bo mąż
                                                    zabrał i wozi w plecaku, zeby w metrze czytac :) Jak przeczytam to sie podziele
                                                    wrażeniami.

                                                    A jak idzie pisanie mgr?
                                                  • kot9912 Re: NN i małżeństwo 14.03.07, 02:34
                                                    Hej kochana:)

                                                    cieszę się, że skusiłaś sie na kellermana - a jaki tytuł? właśnie pisałam pracę
                                                    mgr, juz po 2 ale rano muszę dać tą częśc:( ogólnie pochorowałam się - mam cos
                                                    z nerkami. napiszę jutro bo padam na pyszczek...

                                                    paaaaaaaaaaa

                                                    Marta
                                                  • bellio Re: NN i małżeństwo 14.03.07, 10:04
                                                    "wsciekłośc", czy jakoś tak. He he, przypomina mi sie moje pisanie mgr - dlugo
                                                    dlugo nic a potem do 2-3 w nocy, bo termin goni :) Co sie dzieje z nerkami? mam
                                                    nadzieje, ze nic poważnego! trzymaj sie i nie dawaj chorobom glupim!
                                                  • kot9912 Re: NN i małżeństwo 15.03.07, 00:16
                                                    Czytałam "wściekłość". bardzo fajna. z nerkami nie wiem co mam... idę dopiero
                                                    na badania, ale bolą strasznie. a co do magisterki to własnie tak mam - na
                                                    ostatni dzwonek robie wszystko:) obym zdążyła...

                                                    eeeehhhhhhh... teraz jakos taka atmosfera na uczelni zrobiła się cieżka...
                                                    jedna osoba narozrabiała, oj, bardzo, w ogóle brak słów... a teraz kłamie,
                                                    knuje, manipuluje.... dobrze, że to nie mnie bezpośrednio dotyczy ta sprawa,
                                                    ale stwierdzam, że ludzie bywają bezwzględni w drodze do osiągniecia swoich
                                                    niecnych zamiarów.................... szok.....

                                                    Kochana, a jak u Ciebie atmosfera w pracy? masz fajnych znajomych,
                                                    współpracowników?????????? jeny, to jest bardzo ważne. w pracy gdzie jest miły
                                                    personel człowiek się rozwija, rozwkita,a w cięzkiejatmosferze męczy się 10
                                                    razy bardziej..................

                                                    pozdrawiam nocna porą...

                                                  • bellio Re: NN i małżeństwo 19.03.07, 10:26
                                                    Czesc kochana, przepraszam, ze dopiero odpisuję.
                                                    U mnie atmosfera w pracy zawsze była super - swietny zespól i szefowie malo
                                                    namolni. ostatnio to sie zmienia, bo zespól został swietny, ale szefowa ma
                                                    mocne parcie na zarzadzanie, dziwnie pojęte niestety. bezsensowne zarzuty,
                                                    wymagania ponad norme, ciezko sie zrobiło. ostatnio wracam do domu i albo
                                                    momentalnie zasypiam, albo uderzam w placz. znak to chyba niechybny, ze czas na
                                                    zmiane :)

                                                    badania zrob koniecznie, bo z takimi rzeczami nie ma zartów. ja mam z lekarzami
                                                    zawsze problem, bo nie chodze (zawsze mi sie wydaje, ze nic mi nie jest i
                                                    lekarz mnie wysmieje, ze panikuję - wiem, bez sensu), a potem okazuje sie, ze
                                                    przechodze rozne choróbska, ktore mozna było stlamsic, poki sie zaczynały.
                                                    mojemu podejsciu zawdzieczam np. nieleczone wrzody zołądka :) mojej metody nie
                                                    polecam :)

                                                    Z magisterką na pewno dasz rade, zreszta co ci bede mowic, sama wiesz :)

                                                    Pozdrawiam cie bardzo bardzo serdecznie :)
                                                  • kot9912 Re: NN i małżeństwo 21.03.07, 02:13
                                                    Witam Cie nocnie:)

                                                    Pora późna, rano muszę wstać, a pisałam właśnie pracę - wena mnie naszła:)))))
                                                    Moja droga, jak Ty to zrobiłas, ze nie trafiłas do lekarza z wrzodami
                                                    żołądka??? jeny, to musiało boleć!!!! ja też jak mam iść do lekarza to horror,
                                                    ale jak ide prywatnie to jest ok -nie ma kolejki, kameralne gabinety,
                                                    poczekalnie, a nie wielkie korytarze... Mam nadzieję poza tym, że Twoje wrzody
                                                    sa wyleczone?

                                                    Co do pracy to szkoda, ze tak się atmosfera zmieniła. Hhhhmmm... ta kobitka,
                                                    szefowa, to jakas nadgorliwa nieco. Czy tacy ludzie nie widzą jak działaja na
                                                    innych???? przecież to wcale nie mobiliuje do pracy, efekt jest odwrotny od
                                                    zamierzonego. Ale dobrze że odreagujesz płaczem, nie ma co w sobie dusić
                                                    negatywnych emocji. A co zamierzasz z tą sytuacją? chcesz zmienić pracę czy
                                                    zacisnąć zęby???

                                                    Wiesz, dziś szukałam czegoś w gazetach sprzed kilku miesięcy i tak przeglądając
                                                    je nie mogłam uwierzyc, ze od tych wydarzeń niektórych minęło tyle czasu... Ten
                                                    świat pędzi jak oszalały, czas płynie niesamowicie szybko... Pół roku temu
                                                    kogos opłakiwano, dzis pewnie prawie nikt już o tym nie mysli. Choć taka kolej
                                                    rzeczy zapewne...

                                                    Jest juz po 2, a mnie sie jeszcze spac nie chce... Nie wiem jak rano
                                                    wstanę!!!!!!!!!!!!!

                                                    Trzymaj się ciepło!!!!!!!!!

                                                    M.
                                                  • bellio Re: NN i małżeństwo 22.03.07, 12:49
                                                    He he, jak ja to zrobiłam? Bardzo prosto, ze poszłam do lekarza, az doszło do
                                                    tego, ze niewiele mogłam jeść i chodziłam z maaloxem w torbie :) Zawsze mi sie
                                                    wydaje, ze moja choroba to moj wymysl i jak z tym pojde do lekarza, to tylko
                                                    bede mu glowe zawracac. takie podejscie zreszta mam wi wielu sprawach i nad tym
                                                    miedzy innymi pracuje z moją panią psycholog. A wrzody zaleczyłam, odzywają sie
                                                    co czas jakis, glownie jesienią i wiosną (ups, to teraz ;)

                                                    Nad zmianą pracy myśle, ale jak ze wszystkim - mam problem z przesciem od
                                                    myslenia do czynów. w nieskończoność poprawiam cv, bo jest nie dość dobre, boje
                                                    sie nowej pracy i dla swietego spokoju zostawiam wszystko tak jak jest. Nad tym
                                                    tez pracuje z panią psycholog :)

                                                    Czas zasuwa, to prawda, wrecz mam ciągle poczucie, ze nie wiem kiedy i gdzie to
                                                    ucieklo, a ja nic nie zrobiłam waznego. Takie wredne poczucie niedosytu przy
                                                    jednoczesnym blokowaniu sie przed zmianami. Niefajnie :/

                                                    z nowości - uczymy sie z mezem jezdzic na rolkach :) i jest naprawde baaaaardzo
                                                    fajnie, zwlaszcza, ze już pomału lapie o co w tym chodzi i zaczyna mi to
                                                    sprawiac przyjemność. Przymierzam sie tez do prawka, po raz setny chyba,moze w
                                                    koncu zapisze sie na kurs :)

                                                    A u Ciebie jak? Kiedy musisz oddać prace?

                                                    Sciskam :)
                                                  • kot9912 Re: NN i małżeństwo 26.03.07, 07:31
                                                    Przepraszam, że doiero piszę, ale siedziałam nad magisterką cały weekend.

                                                    Rolki - fajna rzecz, ale można nieźle sie poobijać jak się szaleje, a ja jeśli
                                                    chodzi o rolki i łyżwy (do niedawna jeździłam) zawsze szaleję. Super, że z
                                                    mężem macie taki wyluzowny, ciepły, przyjacielski kontakt - bo tak wnioskuje z
                                                    Twoich postów.

                                                    A nie myślisz kochana, ze to twoje myslenie, że nie zrobiłas nic ważnego nie
                                                    jest dążeniem do perfekcjonizmu??? gdybyś siedziała bezczynnie to wiesz, inny
                                                    temat, ale Ty skończyłaś studia, pracujesz, rozpieszczasz pewnie męża ;p :))))
                                                    to mało???? pomyśl o szczęściu tu i teraz, bez wzniosłych planów przebudowy
                                                    świata:) Plany są ważne, bardzo ważne, ale nie ma sensu wprowadzać sie przez
                                                    nie w nastrój niespełnienia. a na prawko serio się zapisz - nowe przpisy to
                                                    masakra!!!!!! :)

                                                    A odnośnie mojej pracy... nie wiem dokładnie kiedy musze ją oddać, ale myśle,
                                                    że gdzieśnajpóźniej w pierwszym tygodniu maja.. teraz ruszyłam z kopyta, bo
                                                    zaczęłam sieshizować, ze nie zdążę:)))))))) wybrałam sobie bardzo, bardzo,
                                                    bardzo rozbudowany temat, uwzględniam różne uwarunkowania i roboty mam bardzo
                                                    dużo. Bo dla sztuki mogłabym napisać taką magisterke byle mieć tego mgr, ale
                                                    nie chciałam:) choć czasem mam ochotę się sama skopać w tyłek za ten pomysł -
                                                    szczególnie jak piszę do rana, a razno muzsę biegać dalej w związku z
                                                    pracą... :/

                                                    Jeny, znowu poniedziałek... chcę
                                                    weekend!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                                    !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                                    Trzymaj się
                                                    ciepło!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                                    !!!!!!!

                                                    Marta

                                                  • bellio Re: NN i małżeństwo 28.03.07, 10:44
                                                    Z rolkami jest problem, bo mężowska sie rozkreciła, teraz jest w serwisie a mi
                                                    sie samej nie chce jeździc. Mam nadzieję, ze szybko ją odbierzemy, bo teraz
                                                    jest pogoda idealna, wczesniej zasuwaliśmy w deszczu i wietrze, zeby sie
                                                    nauczyć, a jak w końcu jest ładnie, to nie ma na czym :/

                                                    Kontakt rzeczywiście mamy fajny, mam nadizeję ze to sie nigdy nie zmieni. Są
                                                    oczywiscie zgrzyty jak wszedzie i u wszystkich, ale ogolny bilans jest mocno na
                                                    + :)

                                                    Wiem, ze to moje poczucie, ze nic waznego nie zrobiłam i ze marnuje czas wynika
                                                    z perfekcjonizmu. Ale tez troche z nieumiejętności zabierania sie do zmian.
                                                    Czesto mam tak, ze wiele spraw przelatuje mi koło nosa, bo nie mam energii i
                                                    siły, zeby sie za coś wziąć. Pracuje nad tym :) Prawko musze zrobić koniecznie,
                                                    tym bardziej, ze mocno odczuwam jego brak i ograniczenia wynikające z tego.
                                                    Mysle, ze po swietach sie w końcu za to wezmę :))

                                                    No to juz jestes na finiszu kochana :) Super. Zobaczysz jaką poczujesz ulge
                                                    kiedy to juz bedzie za tobą - praca napisana, obroniona i dyplom w kieszeni :)
                                                    A z ciekawości - jaki kierunek studiujesz?

                                                    Wracam do pracy, bo duzo roboty mam dzisiaj. A nie chce sie, oj nie ;)))

                                                    Pozdrawiam wiosennie!



              • yoz18 Re: NN i małżeństwo 27.02.07, 22:50
                Heja :)

                Marta mogę Cię spytać gdzie chodzisz na terapię ??
                • yoz18 Re: NN i małżeństwo 27.02.07, 22:54
                  Jeszcze raz ja :)

                  Nie Marta tylko bellio gdzie chodzi na terapię :)
    • agbrz78 Re: NN i małżeństwo 23.02.07, 12:33
      Witam wszystkich serdecznie:))

      Nigdy nie pisałam na takich forach , ale musi być pierwszy raz:)
      Przeczytałam wszystkie maile, rozterki i dokładnie nie wiem na czym polega ta
      NN?
      Może mi podpowiecie czy to włsie to?:))

      Mam 29 lat - kobieta , 1,5 roku po ślubie:)) I kłębek nerwów. Nerwicy ( tak
      myślę, że to nerwica) "dostałam" w poprzedniej pracy. Pracowłam w Banku. Ktoś
      kto ma znajomych w banku wie co to oznacza, liczy się tylko ilu Klientów
      dziennie zwerbujesz!! I wiadomo 24 h na dobę, obowiązków tyle, że wszystko
      wali , ale najgorsi są ludzie , którzy myślą, że mozna na Ciebie narobic, bo
      oni sa Panami sytuacji. To było straszne. Oczywiscie wszystko wyładowywuje na
      mężu:( Zmieniłam pracę , mialobyć lepiej ale nie jest :(( Drażnią mnie ludzie -
      to jest chore- NIE CHCĘ ABY TAK BYŁO!!! I znów zaczęło się z mężem:(( On ma
      naprawdMam 29 lat - kobieta , 1,5 roku po ślubie:)) I kłębek nerwów. Nerwicy (
      tak myślę, że to nerwica) "dostałam" w poprzedniej pracy. Pracowłam w Banku.
      Ktoś kto ma znajomych w banku wie co to oznacza, liczy się tylko ilu Klientów
      dziennie zwerbujesz!! I wiadomo 24 h na dobę, obowiązków tyle, że wszystko
      wali , ale najgorsi są ludzie , którzy myślą, że mozna na Ciebie narobic, bo
      oni sa Panami sytuacji. To było straszne. Oczywiscie wszystko wyładowywuje na
      mężu cierpliwość, ale jak wszyscy wiemy cierpliwość się kiedyś kończy a ja nie
      chcę dopuściĆ do tego momentu. Co ja mam robić ?!!! Wydawało mi się , że jestem
      normalna, a nie mogę poradzic sobie z moimi wachaniami nastrojów. Często kłócę
      sie z mężem o głupoty, za chwilę mam wyrzuty sumienia i tak od jakiegoś czasu.
      U mnie w domu moja mama to nerwus. Jak patrzę na nią to jestem przerażona , ale
      upodabniam si do niej :(( Kocham ją bardzo ale nie chcę być podobna do niej:(
      Chcę iść gdzieś do psychologa. Bo nie chcę straci męża i chęci, radości z życia:
      ( Teraz jest mi trochę lżej:)) Czy to jest NN ?
      Dziękuję z góry za odpowiedzi:))
      • tralala74 Re: NN i małżeństwo 23.02.07, 15:56
        Nie, z Twojego opisu nie wynika, zeby to bylo NN. Nerwus i neurotyk to nie sa
        synonimy.
        • narcysa Re: NN i małżeństwo 23.02.07, 17:18
          czesc,dola_niedola,przeczytalam o Twoim mezu,nie powinien Cie tak obrazac,niech nie zwala wszystkiego
          na nn,jak by sie nie zmienil,to odfruwaj...w koncu jestes zdrowa,nie powinnas sobie chrzanic zycia,niech
          bedzie wdzieczny,ze jest chory,a jestes z nim.
    • ana1331 Re: NN i małżeństwo 30.05.07, 10:04
      Hej. Bardzo zależy mi na kontakcie z osobami, ktore sa zdrowe, ale na codzien
      zyja z osoba cierpiaca na nerwcie natrectw. Bardzo prosze o kontakt ana1331@wp.pl.
      • magmawa3 Re: NN i małżeństwo 02.06.07, 14:13
        ja mam nn i jestem z mezem od 7 lat.jak chcesz to napisz do mnie moze kontakt z
        osoba chora pomoze ci bardziej zrozumiec partnera.magmawa@op.pl
    • kaana1 Re: NN i małżeństwo 02.06.07, 20:57
      Moja nn polega na tym, że przed pójściem spać lub wyjściem z domu sprawdzam czy
      wyłączone są kurki z gazem, wodą, kontakty itp. Gdy przez kilka lat byłam w
      związku mój partner wiedział, że mam nerwicę co prawda w ogóle nie rozumiał po
      co to sprawdzam. Ale na sam związek moja nerwica nie miała wpływu, może
      dlatego,że mój partner był wyjątkowo spokojny i tolerancyjny (pod tym
      względem). Czasami trochę mi pomagał. Na przykład przed pójściem spać prosiłam
      go, żeby on sprawdził kurki z wodą, bo ja będę je sprawdzać dość długo. Nie
      rozumiał po co, ale szedł i sprawdzał. I tak dalej.
      • ana1331 Re: NN i małżeństwo 03.06.07, 13:38
        Rozumiem tylko mój facet nie chce się przyznać, że ma nn. Będzie chodził szukał
        pytał się co mu jest.A przeciez to jest jasne i widoczne. Jego natręctwa sa dużo
        poważniejsze. Ciagle spóźnia się wszędzie- a ja z nim. Musi myć ręce, siebie i
        wiele innych rzeczy przed wyjściem.Dla mnie jest to niezrozumiałe i nie
        wytrzymuję nerwowo. Strałam się póki miałam dość sił odciągać od kranu,
        poganiać, ale widzę, ze to żadnych efektów nie daje. W końcu sama jestem
        wykończona psychicznie. Potrzebuje wiedzieć jak mam z nim postępować. Może
        powinnam go zostawić dla mojego dobra psychicznego. Leczył się przez 2 lata-
        chodził na terapię, ale nic mu to nie dało. Nie radzi sobie w życiu jak małe
        dziecko. Nad wszystkim muszę czuwać, o wszystkim decydować, nie ma mowy o
        normalnie funkcjonującym związku, gdzie ludzie wyjeżdżają gdzieś, odpoczywają
        razem, mają plany na przyszłość. Widzę, że się męczy i że nie chce wykonywać
        tych różnych czynności, ale nie może tego pokonać. Ja też już nie wiem co
        robić.Chciałabym mu pomoć, wiedzieć jak mu pomóc. Myślałam, że sama mu pomoge...
        Mówił, że mu pomogę, ale niestety nic nie uległo zmianie, choć jesteśmy ze sobą
        od ponad 2 lat i robię to co on mi mówi- czyli poganiam go. Sytuacja jest
        beznadziejna. Najgorsze jest to, że sama wykończyłam się nerwowo. Kto normalny,
        by to wytrzymał?!
        • piekna5552 Re: NN i małżeństwo 03.06.07, 18:50
          A jak dlugo mu zajmuja te czynnosci,godzine dziennie,dwie...?czy tylko przed wyjsciem sie myje ,czy,np.
          bedac w mieszkaniu non stop lata do lazienki? co na to jego rodzina?
          • ana1331 Re: NN i małżeństwo 03.06.07, 20:18
            ile mu zajmuja? no tak maksymalnie 2 godziny potrafi się spóźnić...Mógłby je
            robić bardzo długo gdyby nie ja, gdybym go nie pospieszała.Mieszka tylko z
            matka, jest jedynakiem, ojciec w pierony ich zostawil, nawet go nie znam! Bronią
            mi spotkać się z nim. Moj facet kiedys mi pokazał który to jest, bo akurat był
            niedaleko nas. Wiem gdzie pracuje jego ojciec.Jesli chodzi o matke- jest tak
            samo chora na nn, ma rente i nigdy z tego nie wyjdzie- szczerze mi to mowi, ale
            o sobie stwierdza- o niej w sumie tez, ze ma tylko problemy, nie ze jest chory!
            tylko ze ma problemy! normalnie nerwowo nie wytrzymuje.Co tu robic ? Wszyscy
            mowia mi zebym go zostawila. Ta choroba jest starszna, a ja sama zalamuje sie
            psychicznie przy jego objawach. Mysli nie znam. Wydaje mi sie ze nie mowi mi,
            chce sobie sam z nimi poradzic. Tragedia!!!
            • piekna5552 Re: NN i małżeństwo 03.06.07, 23:03
              Chory czy problemy...musi chciec sie leczyc,bo sam ani z Toba sobie nie poradzi,niestety.Jak nie
              kochasz,to rzuc, bo to jest ciezkie dla zdrowego i niezrozumiale.Jestes jeszcze mloda,na pewno sobie
              chlopaka znajdziesz,chyba ze go strasznie kochasz.pozdrawiam.
            • piekna5552 Re: NN i małżeństwo 03.06.07, 23:09
              A jak Ty go pospieszasz,jak Ty z nim nie mieszkasz? Czy Ty tam tez mieszkasz,z nim i jego matka? A on
              pracuje czy sie uczy czy co? jak sobie radzi? pytam sie,bo jakos mnie zainteresowalo.
              • ana1331 Re: NN i małżeństwo 03.06.07, 23:31
                jak go pospieszam? razem spedzalismy ze soba bardzo duzo czasu on mi mowil ze mu
                pomoge jak bede stala nad nim i mowila mu zeby nie myl tyle rak.Nieprawda nic mu
                nie pomoglo!moge powiedziec ze sprawialo to, ze jeszcze gorzej bylo wsciekal sie
                na mnie, zachowywal sie agresywnie ja to wszysto znosilam!bardzo dzuo czasu
                spedzalismy razem prawie jakbysmy mieszakali.Studiuje teologie jeszcze kierunek
                nawet sobie wybral pod te swoje schizy religijne.Czytajac strone www.zok.net.pl
                moge powiedziec ze ma 100 procent objawow jakie tam sa wymienione nie wytrzymuje
                juz nerwowo.Przez cale 2 lata nigdzie nie wybralismy sie dalej bez jego objawow
                myslalm ze sie jakos wyluzuje wytrzyam.nie wiem co robic.piszesz ze nie rozumiem
                a jak mam rozumiec?!?przeciez to jest nienormalne!!!Odpisz
                • piekna5552 Re: NN i małżeństwo 04.06.07, 19:28
                  Masz racje,to nie jest normalne,najgorsze,ze on sie nie chce leczyc, ja bym ci radzilam go zostawic,a Ty
                  jak chcesz?
                  • ana1331 Re: NN i małżeństwo 05.06.07, 15:11
                    Mysle ze zostawienie go jest najlepsza sytuacja dla mnie, tylko ja juz troche
                    przyzwyczailm sie do niego i jest mi trudno.Nawet nie za bardzo wiem jak
                    mialabym go zostawic i dlaczego.
                    • ana1331 Re: NN i małżeństwo 09.06.07, 23:36
                      Pieprzona choroba.Zrywam z nim to koniec. Dość się nasłuchałam o tej chorobie
                      mam dość przez nią problemów ze sobą. Nie potrzebuje tego ciągnąć. Wychodzę z tego
                      • ane1235 Re: NN i małżeństwo 10.06.07, 09:08
                        ja bym bardzo chciała ślubu, moj narzeczony także, tylko.... mam tak silne lęki
                        przed ślubem, że jak tylko mamy iść do urzędu to się wycofuję. Nagle nękają
                        mnie wątpliwości, myśli że go nie kocham, obawy że poznam kogoś innego i nie
                        będę umiała opanować swoich uczuć i kontrolować się - i zdradzę męża. Nie
                        znalazłam jeszcze recepty jak się pozbyć tych okropnych myśli, bo że bede z
                        moim narzeczonym to nie mam wątpliwości, ale na myśl o ślubie ogarnia mnie
                        pania :((
                    • kiki3337 Re: NN i małżeństwo 01.07.07, 20:37
                      Witaj ana1331!
                      Domyślam się, że jest Ci bardzo ciężko. Wiem coś o tym, bo pamiętam jak mój
                      były chłopak się ze mną męczył i jakie to musiało być dla niego trudne do
                      zaakceptowania - nie potrafił i nawet nie chciał zrozumieć na czym polega ta
                      choroba. Koniec końcem zostawił mnie. Ale później poznałam innego i jego
                      podejście do całej sprawy NN było i jest zupełnie inne. A mianowicie takię, że
                      on po prostu nie zwraca uwagi na moje dziwactwa i daje mi "wolną rękę". Jeśli
                      muszę wykonać swoje rytuały to je poprostu robię a świadomość, że mu to nie
                      przeszkadza - bo przecież nikogo tym nie krzywdzę - sprawia, że tych natręctw
                      jest o wiele mniej i czasem nawet łapię się na tym, że kurcze ja już nie
                      potrzebuję i nie mam przymusu robić tego czy tamtego - zapominam o natręctwach
                      i to jest chyba najlepsza terapia, że jest ktoś kto akceptuje mnie taką jaka
                      jestem. Nie mam ćiśnień, że muszę się zmieniać na siłę, bo inaczej mnie zostawi
                      i w związku z tym mam mniej lęków a co za tym idzie mniej natręctw. Więc jeśli
                      jeszcze nie do końca straciłaś chęci do bycia ze swoim chorym chłopakiem to
                      spróbuj zmienić na jakiś czas swoje zachowanie względem niego - nie poganiaj,
                      nie patrz jak na psychola, niech nie czuje na sobie Twojego krytycznego wzroku
                      i zdenerwowania. Daj mu odczuć choć na pewien czas, że akceptujesz jego chorobę
                      i nie próbuj zmieniać go na siłę, bo uwierz wywołujesz odwrotny efekt. On czuje
                      ciągły lęk przed tym, że go zostawisz, nie może się ani na chwilę przy Tobie
                      odprężyć a to sprawia, że chcąc pozbyć się tego lęku potęgują się w nim jego
                      natręctwa - wiem to, bo tak właśnie było w moim wcześniejszym związku.
                      Wiem, że jesteś na skraju wyczerpania ale i on jest u kresu sił, bo bardzo nie
                      chce Cie stracić a widząc co się dzieje nie panuje nad swoimi kompulsjami i
                      błędne koło się zamyka. Więc jeśli on czuje, ze ma ochotę na swoje rytuały to
                      po prostu daj mu więcej luzu, nie zwracaj uwagi i nie patrz na niego, najlepiej
                      zajmij się czymś innym i nie daj po sobie poznać że ponoszą Cię nerwy. Po
                      jakimś czasie powinien się trochę wyciszyć, będzie spokojniejszy i natręctwa
                      powinny się zmniejszyć - tak było u mnie. Pamiętaj, że poczucie bezpieczeństwa
                      i spokój jest dla chorych na NN bardzo ważne. Nie serwuj mu proszę dodatkowego
                      stresu. Powinien też udać się do psychiatry po leki na depresję - te nowej
                      generacji działają naprawdę super i dają świetne efekty - ja biorę asertin
                      (jest tani i na mnie dobrze działa). Uzbrój się w cierpliwość a na efekty się
                      na pewno doczekasz. My chorzy na NN nie jesteśmy psycholami, jesteśmy
                      całkowicie normalni tylko zaburzona budowa naszego mózgu sprawia, że nasze
                      myśli nie biegną dalej tylko kręcą się w kółko i dlatego jak się czasem
                      uczepimy jakiejś rzeczy to ona nas męczy i męczy i ciągle o niej myślimy
                      odczuwając przy tym narastający lęk a na ten lęk nasze ciało odpowiada
                      kompulsyjnym zachowaniem. To jest tak jak z tym czarnym kotem przebiegającym
                      przez drogę i tym podobnymi - ludzie wtedy też bojąc się pecha odczyniają czy
                      tam nie wiem co się robi jak ten kot przelezie :) a z nami jest dokładnie tak
                      samo tylko bardziej i przesadniej - przed strachem że coś złego się stanie
                      robimy to czy tamto aby poczuć ulgę i tyle. A poza tym jesteśmy całkiem
                      normalni.
                      Więc jeśli jeszcze masz na to siłę i kochasz go mimo wszystko to daj mu jeszcze
                      jedną szansę a na pewno odwdzięczy Ci się piękną miłością i będzie chciał dać
                      Ci wszystko za to że go akceptujesz takim jaki jest. Tylko pamiętaj nic na
                      śiłę, bo wychodzenie z tej choroby to bardzo powolny proces związany przede
                      wszystkim z akceptacją i zrozumieniem otoczenia.

                      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę wiele szczęścia i to może właśnie przy boku
                      Twojego chłopaka.
                      • ana1331 Re: NN i małżeństwo 02.07.07, 11:24
                        Kiki zaskoczylas mnie trescia tego listu. Ciesze sie ze w twoim nowym zwiazku
                        tak dobrze ci wychodzi pomijanie natrectw. tylko ze widzisz w tej chorobie nie
                        tylko sa kompulsje ale i natretne mysli. u mojego bylego juz moge powiedziec
                        chlopaka dochodzi zazdrosc i nie wiem czy on jest chory tylko na zok. czy nie
                        jest bardziej chory... ale moze nie moze wszystko wynika z jego natretnych
                        mysli. musze ci przyznac ze go kocham ale nie wiem czy mam odwage na nowo
                        zmierzyc sie z jego choroba jako jego dziewczyna. to bardzo trudne! jego mama
                        jest na rencie i lekach prawdopodobnie do konca zycie wiec widzisz choroba jest
                        bardzo ciezka on nie za bardzo chce przyjmowac leki panikuje jak cos mu sie
                        zaczyna po nich dziać. to jest bardzo trudne do wytrzymania dla zdrowego. ja
                        jestem ciekawa jak twoj chlopak odreagowuje stres zwiazany z twoja choroba i jak
                        dlugo jestescie razem i do jakiego stopnia masz natrectwa czy sie leczysz?
                        Pozdrawiam :)
                        • ana1331 Re: NN i małżeństwo 02.07.07, 11:35
                          i powiem ci ze nie chodzi tylko o kompulsje on ma tyle lęków ze poporostu sobie
                          z nimi nie radzi ja tez i do niczego byl taki zwiazek. nie umiem dobrze
                          podchodzic do tej choroby. potrzebuje kogos zdrowego aktwnego udzielajacego sie
                          wsrod ludzi a nie uciekajcaego przed nimi, sycac mnie swoimi ląkami, a ja
                          przyjmując je. to był błąd nie wiem jak sie przed tym bronic. przd 2 i pol roku
                          nie bylismy na zadnym wyjezdzie zorganizowanym przez niego! koszmar! zadnego
                          odpoczynku luzu tylko nerwy przynamjmniej od momentu kiedy zobaczylam ze ma
                          dziwne zachowania. Pozdrawiam
                          • kiki3337 Re: NN i małżeństwo 02.07.07, 23:12
                            ana - nie zniechęcaj się ilością treści :) Tak jakoś znowu dużo mi się
                            napisało:)

                            Ja rozumiem wszystkie Twoje rozterki i myślę, że chyba faktycznie należy Ci się
                            odpoczynek, bo Twoje zdrowie też jest ważne a jak do tąd to i tak bardzo dużo z
                            siebie dałaś. Nie miej poczucia winy, że zostawiłaś swojego chłopaka on
                            powinien to zrozumieć, że ten problem Cię przetrasta. Ja do swojego byłego też
                            nie miałam żalu wiedziałam, że było mu ciężko i borykał się z tym samym
                            problemem co Ty - chciał po prostu mieć zdrową dziewczynę, mimo, że u mnie nie
                            było aż tak źle. Zresztą mężczyźni poddają się wcześniej w takich
                            problematycznych sytuacjach, są słabsi od nas kobiet - my walczymy długo i
                            wierzymy, że za naszą sprawą wszystko się zmieni. Jednak niektóre rzeczy są nie
                            do przejścia. Ja i tak bardzo Cię podziwiam, za tak wielkie poświęcenie i
                            cierpliwość. Jednak czasem siły opadają wszystkim i może lepiej, że już nie
                            jesteście parą, bo po jakimś czasie to byłyby być może dwie osoby chore zamiast
                            jednej - mam na myśli Ciebie, że jeśli dalej byś to ciągnęła to mogłoby to
                            odbić się bardzo poważnie na Twoim zdrowiu, choć i tak myślę że kilka lat życia
                            przez to masz z głowy :)
                            Myślę jednak, że mogłabyś czasem go odwiedzić i pogadać tak od serca. Szkoda,
                            że się boi leczenia - bardzo na tym traci - a w jego przypadku to powinien
                            również bardzo poważnie pomyśleć o terapii.

                            Moja NN jest raczej do zniesienia, bo pracuję i wogóle funkcjonuję w
                            społeczeństwie. Nie jestem może jakaś tam super odważna ale wiem, że nie mogę
                            się tak poprostu poddać chorobie i pozwolić aby mną zawładnęła w całości - choć
                            bardzo się boję, że moj stan może kiedyś wyglądać tak jak u Twojego chłopaka.
                            Jednak kiedy 6 lat temu poczułam, że dzieje się ze mną coś dziwnego to nawet
                            jeszcze nie wiedząc o istnieniu NN sama zgłosiłam się do psychiatry (choć nie
                            od razu-ta decyzja we mnie dojrzewała)i nikt o tym nie wiedział nawet rodzina,
                            bo wstydziłam się tego bardzo i ukrywałam przed wszystkimi moje natręctwa.
                            Bałam się pamiętam też tej pierwszej wizyty u psychiatry, bo sądziłam,że wyjdę
                            od niego z przyklejoną etykietą "PSYCHOL" i że wtedy już całkiem świat mi się
                            zawali ale teraz stanowczo stwierdzam, że to był najlepszy krok jaki mogłam
                            wtedy wykonać i nie żałuję. Leki bardzo mi pomogły choć nigdy nie miałam tak,
                            że czułam się wolna od nn w całości- w jakimś tam malutkim stopniu zawsze
                            natręctwa były - a bałam się też zażywać największą skuteczną dawkę, bo
                            przecierz chodziłam do pracy i nie mogłam pozwolić sobie na jakąś tam senność
                            albo inne objawy brania leków, więc cały czas to jest u mnie tylko stłumione a
                            nie wyleczone całkiem (choć lekarze mówią,że to jest uleczalna choroba to ja
                            sądzę, że chcą mnie tylko pocieszyć, bo gdzieś przeczytałam, że można ja tylko
                            zaleczyć i kiedyś mieć nawroty choroby np. wted gdy przeżywa się jakieś
                            stresy). Od tylu lat cały czas biorę leki z kilku miesięcznymi przerwami na
                            własna życzenie. Na początku to była Asentra, później Fevarin a teraz Asertin
                            i dobrze na nie reaguje - choć na początku też miałam niepokojące reakcje na
                            nie ale wiedziałam, że te "złe" objawy miną a organizm się przyzwyczai i tak
                            faktycznie było - po 2 tygodniach już było ok. Aha jeszcze kiedyś w
                            międzyczasie chcąc uzyskać szybsze efekty leczenia poprosiłam moją panią doktor
                            o coś mocniejszego i przepisała mi Seronil. Tylko 2 razy go zażyłam - to był
                            koszmar. Pierwszą tabletkę wziełam specjalnie w piątek wieczorem aby mieć
                            następny dzień wolny od pracy jakby coś złego się działo - no i dobrze
                            zrobiłam, bo działo się i to wiele (okropne zawroty głowy, ból głowy, wymioty,
                            przeraźliwe kołatanie serca i tak jakby brakowało mi tchu, może coś jeszcze
                            było ale już nie pamiętam), ale chcąc być twarda zażyłam kolejną tabletkę w
                            sobotę wieczorem myśląc, że się wszystko unormuje. A tu lipa w niedzielę rano
                            jakoś tak się stało,że wszyscy domownicy z domu wybyli gdzieś i nagle słyszę
                            pukanie do drzwi no i wchodzi ciocia z całą swoją rodzinką - a ja sama i do
                            tego zakręcona jak kołowrotek - to był prawdziwy koszmar pierwszy raz w życiu i
                            to po tych gównianych lekach przeżyłam lęk sytuacyjny albo coś w tym stylu.
                            Czułam się jak sparaliżowana, nie mogłam nic powiedzieć i chyba zaczęłam się
                            trochę trząść. Jednak za chwilę wróciła mama i uratowała sytuację, bo zaczęła z
                            nimi rozmawiać no i oni już przestali się na mnie gapić i dopiero wtedy mogłam
                            się ruszyć i uciec do łazienki, że niby bardzo źle się czuję. - Oj tak naprawdę
                            to dopiero wtedy po zażyciu tego leku poczułam się jak prawdziwy psychol :) - I
                            tak to było - więcej tych leków już do ust nie wzięłam a te okropne objawy
                            chyba na drugi dzień już ustąpiły. Więc nie ma co się martwić lekami i objawami
                            jak jakiś lek nie pasuje to trzeba sięgnąć po inny słabszy albo z mniejszą
                            dawką.
                            O rany ależ się rozpisałam! Mam nadzieję, że Cię nie zanudziłam tym pisaniem i
                            że jakoś Ci pomogłam.
                            Pozdrawiam serdecznie :)
                            kiki
                            • ana1331 Re: NN i małżeństwo 03.07.07, 08:57
                              Ja zrobilam cos takiego ze weszlam w chorobe mojego chlopaka zeby mu pomoc
                              popelnilam blad bo opanowaly mnie jego lęki. Zaczęła się moja choroba. To bylo
                              dwa lata temu. A on stwierdzil ze to ja jestem chora. Tak bylo mu łatwiej niz
                              przynzac sie, że jest chory. Jego choroba jest bardzo zaawansowana, Ty ją
                              zwlaczyłas na początku. On zaczął zazywać Asentre ale przerwal po kilku dniach
                              bo zle sie czul. On ma cos takiego ze chce sie izolowac udawac zdrowego, żeby
                              inni mowili mu, że jest z nim wszystko ok. Mysle ze to jest facet i przez to też
                              jest mu trudniej się leczyć, bo nie umie sie przyznać do swojej choroby.
                              Pozdrawiam
                              • ana1331 Re: NN i małżeństwo 07.07.07, 19:19
                                kiki chcialabym sie z Toba jakos skontaktowac czy moglabys mi podac swojego
                                maila jesli odwiedzasz go czesto powiedziec skad jestes i ewentualnie moglybysmy
                                sie spotkac? Ja jestem spod krakowa. Wiec moze w krakowie bysmy sie spotkaly? :)
                                Pozdrawiam! :)
                                • kiki3337 Re: NN i małżeństwo 30.07.07, 20:00
                                  Witaj!
                                  Wybacz,że dopiero teraz odpisuję ale miałam urlop i spędzałam go w miejscu
                                  gdzie internetu nie było.
                                  Mój mail: kiki3337@gazeta.pl - jeśli masz ochotę to napisz do mnie.
                                  Pozdrawiam serdecznie :-)
    • kingulina1 Re: NN i małżeństwo 14.06.07, 18:23
      Ja też żyję z nerwicowcem już 9 lat i moje życie też jest koszmarem Mam dość i
      szukm kogoś w podobnej sytuacji. Możesz napisać na maila gazetowego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka