amonia1
18.08.06, 14:16
Są takie momenty w depresji, ze życie przestaje mnie przerażać i że zaczynam
akceptować siebie taką jaką jestem, mimo, ze zazwyczaj wyglądam wtedy nie za
ciekawie, z kilkoma kiligramami więcej, itp. Czuję się "niemal dobrze", tyle,
że nadal nic mi się nie chce i nie mam ochoty na spotykanie się z ludźmi.
Może to przyzwyczajenie, a może strach, że gdy zacznę z tymi ludźmi
rozmawiać, to znowu się zdołuję, że zmarnowałam tyle czasu, że siedziałam w
domu, podczas gdy była pełnia lata, itp. itd.
Macie coś podobnego? Czy w takim stanie też można trwać miesiącami? Czy muszę
czekac na jakiś wstrząs, zeby się w końcu zachciało żyć?
Albo czy działa u was przekonywanie samych siebie, żeby pomimo obojetności
postępować "jak gdyby mi zależało"?