lachate
14.03.03, 14:22
potrafie caly dzien czytac ksiazke w rozgrzebanym lozku i zwlekac sie z niego
tylko po to zeby doniesc sobie jedzonko z kuchni, ewentualnie wykapac sie a
po drodze sprawdzic poczte jednym slowem potrafie spedzic caly dzien na
rzeczach przyjemnych ignorujac jednoczesnie to ze powinnam pojawic sie od
czasu do czasu na uczelni, troche sie pouczyc bo niedlugo egzamin, zapedzic
dziecko do odrobienia lekcji bo samo sie nie zapedzi, umyc okna bo kilka
miesiecy temu powinnam byla to zrobic itd
oczywiscie zawsze nadchodzi taki moment ze ZMUSZAM sie do tego zeby zaczac
robic cos na co nie mam ochoty a zrobic musze, na poczatku idzie bardzo
ciezko ale jak sie rozkrece to coraz lepiej i najczesciej jestem zadowolona z
efektow, jednak problem polega na tym ze istnieje duza dysproporcja pomiedzy
iloscia dni powiedzmy "aktywnych" i dni "lenia", tzn dni lenia to ostatnio
okolo 80%, zawsze mialam sklonnosci do lenistwa i nicnierobienia ale to sie
nasila do tego stopnia ze staje sie niebezpieczne, dniom lenia coraz czesciej
towarzyszy gleboki smutek i totalne doly najprawdopodobniej spowodowane
wyrzutami sumienia ktore z kolei biora sie z poczucia zmarnowanego czasu,
oczywiscie bardzo chcialabym to zmienic i codziennie rano miec ochote i zapal
do zycia ale z miesiaca na miesiac coraz trudniej mi sie zmobilizowac
mam pytanie do osob ktore maja juz zdiagnozowana depresje, czy wasza choroba
zaczynala sie w podobny sposob?