aidka
24.10.06, 23:55
nie mam nikogo już
ani znajomych
ani rodziny
mogę odezwać się do kogoś
tylko wtedy,gdy idę do sklepu
po bułki
zasypiam około 7-mej-8-mej rano
a rozpacz jest największa
w czasie tych nocy bezsennych
myślałam onegdaj
że nie może być gorzej
myliłam się
i nie doceniałam obecności zwykłych znajomych
będąc skupioną
na bólu
jaki zadał mi
Nie-mój Ukochany
który prawie zabił mnie
rok i 10 miesięcy temu
i do tej pory
nie mogę się podnieść
nigdy jeszcze
nie byłam samotna tak bardzo
i tak długo
przez to wszystko,
co się działo
straciłam nie tylko przyjaciół
ale nawet znajomych
nie wiem, co robić
mój ubiegłoroczny plan wyjścia z kryzysu
nie wypalił
a gorączkowe moje próby
wymyślenia innego ratunku
nie kończą się powodzeniem
lęk
panika
bezradność
rozpacz
jestem więźniem w tym niewykończonym mieszkaniu
o tyle gorszym
od tego na Żoliborzu,
gdzie mieszkałam
z Nie-mmoim Ukochanym
mój Boże...