Dodaj do ulubionych

dorastające córki...

09.04.03, 17:37
Mam ponad 40 lat. Czasami nie mogę dojść do porozumienia z własnymi córkami.
Już sama nie wiem, może za dużo od nich wymagam?! Obie mają ukończone 20 lat
(24 i 21). Gdy miały kilka lat do ich stałych obowiązków należała dbałość o
posprzątanie zabawek po skończonej zabawie. Od 5 klasy szkoły podst. miały
niekiedy (1 raz na tydzień) umyć naczynia, czasem wyjść do sklepu (lekkie
zakupy)i pozamiatać. Zawsze pilnowałam natomiast aby sprzątały po sobie
(biurko, ubrania po przyjściu ze szkoły itp). Wszystko było OK. aż do mniej
więcej ukończenia przez nie 15 roku życia... Wtedy się zaczęło! Wiadomo,
okres buntu - ale czy może on trwać tyle lat? Nie było już mowy o
posprzątaniu po sobie czegokolwiek. Tak właściwie jest do dzisiaj. Łóżko nie
pościelone do godz. 14:00, kurtka na dywanie, na środku pokoju, na biurku
jest ogrom rzeczy: brudne szklanki, resztki jedzenia, kartki, ogryzki itd.
Staram się tam nie wchodzić, jednak bez przewrwy giną z pokoju nożyczki itp.
Córka nie mogąc znaleźć czegoś u siebie zabiera innym. Wiele rzeczy ginie
gdzieś u niej bezpowrotnie. Rozmowy, prośby nie przyniosły rezultatu. Były
krzyki, nerwy, moje łzy. Czsami tego nie wytrzymuję. Mnie już nie obchodzi,
że ma bałagan (piszę ma, ponieważ starsza mieszka już ze swoim mężem), ale
chciałabym by nie zostawiała wszędzie swoich rzeczy (łazienka, pokoje,
kuchnia). Nie jestem i nigdy nie byłam pedantką ale nie można żyć w takim
otoczeniu. Jestem także chora i chodzenie sprawia mi ból. A ciągle jest tyle
pracy. Czuję się strasznie rozżalona.... Napiszcie do mnie. Czy macie
podobne problemy?
Obserwuj wątek
    • mr_hyde Re: dorastające córki... 10.04.03, 01:23
      Słuchaj babo,to jest forum "Depresja" a nie "Moje Małe Smuty Codzienne".
      Spadaj na inne forum.
      • ulaska Re: dorastające córki... 10.04.03, 01:45
        Po pierwsze: nie jestem "babą", po drugie: wiem, że jest to forum "Depresja",
        po trzecie wreszcie: chyba nie dotarlo do Ciebie niestety, że nie chodzi o
        zwykłe, codzienne "smuty", jak je nazwałeś. To owszem - moja szara
        rzeczywistość - ale gdybyś sięgnął myślami głębiej to zrozumiałbyś może, że
        widocznie te problemy codzienne nie są takimi błahymi, że może wskutek nich
        mam już wielu innych rzeczy dość - co Ty wiesz o pokładaniu w kimś jakichś
        nadzieji, o codziennej szarpaninie nerwów. Ta szara rzeczywistość i cholerne
        problemy, których mi się tak wiele nawarstwiło właśnie mnie dobijają. Tak jest
        od wielu miesięcy a właściwie lat. To, że nie wspomniałam o depresji, nie
        znaczy, że jej nie mam. Lekarz stwierdził, że po tym co przeszłam, cud że
        jestem jeszcze normalna. Więc nie pisz mi, że to smuty - nie wiesz nic o
        innych sprawach - więc bądź tak łaskaw nie obrażać mnie.... Napisałam w
        chwili właśnie totalnego żalu, z nadzieją, że może znajdzie się jakaś kobieta
        (bo domślam się, że jesteś młodym facetem), która mnie wesprze. Mam cholernie
        wszystkiego dość. Życia, ludzi (właśnie takich jak TY!!!! i tego pieprzonego
        świata). Więc spadaj do diabła, tak jak polecę kiedyś ja) Co Ty możesz
        o mnie wiedzieć. K.jego mać! Nie dobijaj mnie. Jest mi tak cholernie źle,
        czekałam na odrobinę ciepła a Ty mnie potwornie wkurzyłeś!!! Więc siedzę
        teraz i wyję przez Ciebie. ulaska
        • mr_hyde Re: dorastające córki... 10.04.03, 02:02
          ulaska napisała:

          > Po pierwsze: nie jestem "babą", po drugie: wiem, że jest to forum "Depresja",
          > po trzecie wreszcie: chyba nie dotarlo do Ciebie niestety, że nie chodzi o
          > zwykłe, codzienne "smuty", jak je nazwałeś. To owszem - moja szara
          > rzeczywistość - ale gdybyś sięgnął myślami głębiej to zrozumiałbyś może, że
          > widocznie te problemy codzienne nie są takimi błahymi, że może wskutek nich
          > mam już wielu innych rzeczy dość - co Ty wiesz o pokładaniu w kimś jakichś
          > nadzieji, o codziennej szarpaninie nerwów. Ta szara rzeczywistość i cholerne
          > problemy, których mi się tak wiele nawarstwiło właśnie mnie dobijają. Tak
          jest
          > od wielu miesięcy a właściwie lat. To, że nie wspomniałam o depresji, nie
          > znaczy, że jej nie mam. Lekarz stwierdził, że po tym co przeszłam, cud że
          > jestem jeszcze normalna. Więc nie pisz mi, że to smuty - nie wiesz nic o
          > innych sprawach - więc bądź tak łaskaw nie obrażać mnie.... Napisałam w
          > chwili właśnie totalnego żalu, z nadzieją, że może znajdzie się jakaś kobieta
          > (bo domślam się, że jesteś młodym facetem), która mnie wesprze. Mam cholernie
          > wszystkiego dość. Życia, ludzi (właśnie takich jak TY!!!! i tego pieprzonego
          > świata). Więc spadaj do diabła, tak jak polecę kiedyś ja) Co Ty
          możesz
          > o mnie wiedzieć. K.jego mać! Nie dobijaj mnie. Jest mi tak cholernie źle,
          > czekałam na odrobinę ciepła a Ty mnie potwornie wkurzyłeś!!! Więc siedzę
          > teraz i wyję przez Ciebie. ulaska



          WOW!Ale egzaltacja i jaki popis neurotyzmu.Lekarz powiedział,że cud,że jestes
          normalna po tym co przeszłaś tzn. po niesprzatajacych córkach bo tak prosto
          wynika z tekstu.No w mordę.....fajny lekarz a Ty jaka wielce wrazliwa.Nadal
          upieram sie,że nie jest to odpowiednie forum dla Ciebie(i Twoje szczęście).
          Bardziej odpowiednie byłoby forum psychologia i odzew na pewno większy.
          A córom Twoim życzę by ja najszybciej wyrwały się spod skrzydełek(szpon?)
          mamusi,coby w jaką depresje czy nerwice nie wpadły.
          • dorota5 Re: dorastające córki... 10.04.03, 10:28
            mr_hyde napisała:
            > WOW!Ale egzaltacja i jaki popis neurotyzmu.Lekarz powiedział,że cud,że jestes
            > normalna po tym co przeszłaś tzn. po niesprzatajacych córkach bo tak prosto
            > wynika z tekstu.No w mordę.....fajny lekarz a Ty jaka wielce wrazliwa.Nadal
            > upieram sie,że nie jest to odpowiednie forum dla Ciebie(i Twoje szczęście).
            > Bardziej odpowiednie byłoby forum psychologia i odzew na pewno większy.
            > A córom Twoim życzę by ja najszybciej wyrwały się spod skrzydełek(szpon?)
            > mamusi,coby w jaką depresje czy nerwice nie wpadły.



            mr hyde czy tak zwracasz sie do kazdej kobiety? po chamsku?
            szczegolnie starszej?
            gratuluje twojej przyszlej babie. chyba ze juz ja masz.
            czy nie mogles spokojnym tonem napisac zeby przeniosla sie na
            forum psychologia, tylko wprowadzasz niezdrowa atmosfere tu na forum.

            D,
            • bibelot Re: dorastające córki... 10.04.03, 11:39
              Twój opis pasuje do mojej córki jak ulał - jest identyczna, ma 20 lat

              przestałam walczyć, nie proszę, sprzątam sama, nic nie wskórałam prosząc o
              malutką pomoc - nigdy, ale za to nie ma już kłótni, pewnie nie tak powinno być

              moj mąż mówi, że to maja wina, bo we wszystkim ją wyręczałam gdy była dzieckiem
              skapitulowałam ...
          • rosalinda21 Re: dorastające córki... 10.04.03, 19:35
            ale debil z ciebie koles! jak ci sie ni epodoba to spadaj stad i nie obrazaj
            innych ludzi!!!!jeju,co za matol!
            • empeka To Ty tak stale...? 07.09.03, 06:16
              rosalinda21 napisała do mr_hyde'a:

              > ale debil z ciebie koles! jak ci sie ni epodoba to spadaj stad i nie
              obrazaj
              > innych ludzi!!!!jeju,co za matol!

              Przypadkiem spotkałam ten wątek i zmatrwiłam się. Dlaczego
              przejawiasz tyle agresji od tak dawna?

              Ja jestem taka i owaka, ta i inna osoba też (zdaje się wyłącznie
              kobiety).
              Przemyśl styl pisania - jest marny.
              I smutny.

              Marta
              • empeka Re: To Ty tak stale...? 07.09.03, 11:54
                Oczywiście mam na myśli mr_hyde'a.

                Pytanie dodatkowe:
                Dlaczego, mr_hyde, rozsiewasz tyle złości wokół siebie?
                Zaszkodzisz głównie sobie.

                Z poważaniem
                Marta
      • johnbrown do hyda 10.04.03, 17:50
        mr_hyde napisała:

        > Słuchaj babo,to jest forum "Depresja" a nie "Moje Małe Smuty Codzienne".
        > Spadaj na inne forum.

        To jest forum jak zauwazyłeś palancie "depresja" a nie "głupota", "chamstwo"
        albo "prostactwo"!

        Więc spadaj na bambus frajerze!

        ulaska - nie przejmuj sie tym pacanem i ignoruj takich gości!
      • termit6 Re: dorastające córki... 10.04.03, 19:37
        mr_hyde napisała:

        > Słuchaj babo,to jest forum "Depresja" a nie "Moje Małe Smuty Codzienne".
        > Spadaj na inne forum.

        Szkoda, że nie istnieje forum dla chamów i prostaków. Znalazłbyś wreszcie swoje
        miejsce.
        Słusznie zauważyłeś "DEPRESJA", a nie "AGRESJA". Myślę, że napadnięta przez
        Ciebie osoba może liczyć na Twoje przeprosiny.
        Pozdrawiam.
    • fredt Re: dorastające córki... 10.04.03, 18:43
      Ulaska. Nie przejmuj się tym debilem, który tak niegrzecznie cię potraktował.
      A za swoimi córkami spróbuj porozmawiać, a jeśli już nie potraficie rozmawiać,
      jak to dzieje się w wielu rodzinach, to napisz do nich list. Ja w ten sposób
      naprawiłem problem braku kontaktu ze swoim dzieckiem. Zacząłem pisać listy i na
      nowo zaczęliśmy nawiązywać nić porozumienia. List szczery , jak do przyjaciela.
    • johnbrown Re: dorastające córki... 10.04.03, 18:45
      Ciężko jest Pani cokolwiek powiedzieć i pomóc. Keep strong!
      Wiem ze bałaganiarstwo córki moze denerwować i przeszkadzać. Ale czy tak
      naprawdę czegoś od niej w życiu wymagano? Czy dziś wymagasz?
      Musi się nauczyć szacunku do ludzi a popierwsze do Ciebie, tego ze życie nie
      skalda sie z samych przyjemnosci ale też z obowiazków a nawet rzeczy
      nieprzyjemnych (ile osób lubi sprzatać, zmywac, gotować, itd.?!?)
      Spróbuj sie ciut zdystansować do tego i po pierwsze polubić (czy wręcz
      pokochać) siebie. Bo bez tego....
      ;-))))))

      Trzymaj się! Trzymam kciuki!
      • ulaska Re: dorastające córki... 10.04.03, 19:33
        Jest mi strasznie, strasznie źle!!!! Córki to jeden z powodów. Drażni mnie
        ich egoizm i brak zrozumienia ale tak naprawdę to nie potrafię się odnaleźc od
        jakiegoś czasu. Wczoraj miałam kolejny atak szału (dusiłam się, szlochałam,
        wydawało mi się, że rozwalę głowę o podłogę). Byłam sama w pokoju - nie
        chciałam, aby ktokolwiek to widział. Boję się o siebie - tak bardzo. Kiedyś
        leczyłam się - miałam spore problemy z psychiką. To były 3 lata wycięte z
        życiorysu. nie chcę, aby wróciły. Przeszłam piekło, choć nie wszystko z tego
        okresu pamiętam. Duże dawki środków uspakajających tłumiły reakcje ale też
        uczyniły spustoszenie w mojej pamięci. Boję się, że to wróci. Gdy usiadłam w
        nocy do komputera przeczytałam okrutne słowa mr-hyde. Normalnie nie
        zareagowałabym ale teraz były one zbyt bolesne. Przeniosłam ten temat na
        forum: psychologia.
        Pa! Dzięki za ciepłe słowa. Są mi potrzebne, ale wiem że muszę teraz walczyć
        sama o siebie. Mam nadzieję, że podołam. Wiem, nie mogę przegrać tej walki z
        samą sobą. Nie mogę znów być uzależniona. ulaska
        • johnbrown Re: dorastające córki... 10.04.03, 19:57
          Witam serdecznie,

          Genialne jest to ze wiesz że musisz walczyć, chcesz walczyć, itd! Jesteś
          naprawde dzielan i masz juz jeden duży krok do sukcesu! :-))))

          Moze to głupie co napiszę, ale zatrzymaj sie na chwilę! Przestań czytać,
          myśleć, martwić sie, cokolwiek. Weźkilka głebokich, spokojnych oddechów, i
          uśmiechnij sie do siebie! To duzo daje!
          Nie wiem czy jesteś osobą wierzącą czy nie, ale mi bardzo dużo dawało jak sie
          po prostu uśmiechalem do Boga! Czułem jesgo obecnosć i sie do niego
          uśmiechalem. I niesamowity spokój spływal na mnie.

          Życze CI tego naprawde szczerze!

          Pozdrawiam serdecznie i nadal trzyamm kciuki!

          jb

          • samanta5 Re: dorastające córki... 07.09.03, 08:52
            johnbrown napisał:

            > Nie wiem czy jesteś osobą wierzącą czy nie, ale mi bardzo dużo dawało jak
            sie > po prostu uśmiechalem do Boga! Czułem jesgo obecnosć i sie do niego
            > uśmiechalem. I niesamowity spokój spływal na mnie.

            Z wielkim zainteresowaniem zapytam i może Ty mi odpowiesz dlaczego tak często
            osoby piszące na tym forum odnoszą się do Boga? Nie mam nic przeciw ale nie
            wszyscy są wierzący czy też jednakowo swoją wiarę pojmują. Zastanawiam się,
            czy taktownie jest wprowadzać do rozmowy wątek wiary jeżeli nie ma ona z wiarą
            nic wspólnego. Byłabym wdzięczna za odpowiedż.
            • empeka Z Bogiem 07.09.03, 12:09
              samanta5 napisała:

              > dlaczego tak często
              > osoby piszące na tym forum odnoszą się do Boga? Nie mam nic
              > przeciw ale nie wszyscy są wierzący czy też jednakowo swoją
              > wiarę pojmują. Zastanawiam się,
              > czy taktownie jest wprowadzać do rozmowy wątek wiary jeżeli nie
              > ma ona z wiarą nic wspólnego.

              Mnie to też ciekawi.
              Ostatnio przeczytałam książkę Josepha Murphy'ego pt "Potęga
              podświadomości". Znalazłam tam materiał, który odpowiada na tak
              postawione pytanie.

              Nie wiem czy J.Murphy jest autorytetem, ale jest propagatorem
              skutecznej metody rozwiązywania własnych problemów. Polega ona
              w wielkim skrócie powierzeniu swych problemów Bogu. Słowo "bóg"
              można przy tym zastąpić przez "potęga podświadomości". No i
              wykonywać to, co autor zaleca.
              Brzmi to naiwnie.
              Ja akurat w ogóle w Boga osobowego nie wierzę. Jednak uważam, że
              to co cenne w dziele pana J.M. to pozytywne podchodzenie do
              każdej sprawy i wiara w siebie.

              Odpowiadając wprost na pytanie: ludzie tak często odwołują się do
              Boga, bo nieświadomie dążąc do zmniejszenia cierpienia osiągają
              "wyniki jak z Murphy'ego" dzięki praktykowaniu modlitwy i innych
              ćwiczeń duchowych.

              Marta
              • samanta5 Re: Z Bogiem 07.09.03, 17:39
                Nie do końca rozumiem, nie czytałam tej książki ale dzieki za odp.
                Tylko z tego co napisałaś wynika pewna sprzeczność - albo wiara w siebie albo
                w Boga, czyli pomoc w przeżyciu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka