Dodaj do ulubionych

do tych w związkach

30.01.07, 19:20
jak rozumieją was partnerzy? czy potrafią zrozumieć wasze zachowania? czy są
tolerancyjni?

Drugie pytanie, co zrobić, żeby mąż zechciał ZROZUMIEC, że moje zachowanie, to
nie są zwykłe fochy, czy kaprysy, tylko od środka coś nakazuje się wycofać z
życia...i zamknąć w 4 ścianach

Jak wy żyjecie? Jakie macie relacje z ludźmi, czujecie się przez nich
zrozumiani? Szybko się zniechęcam do ludzi, kiedy idę w gości, odmierzam w
myślach wyznaczony czas na wizytę i szybko się zmywam, nie potrafię się śmiać
i bawić, jeszcze parę lat temu było zupełnie inaczej, ehhhh,

w pracy robię swoje i nie jestem już taka kreatywna, jak kiedyś, ehhh,

mój zegar biologiczny bije, mąż nie nalega, ale wiem, że chciałby już zostać
ojcem, dom jest, pieniądze jakieś też, ale w środku "coś" ogranicza moją
odwagę do życia i wzięcia odpowiedzialności za małą istotkę

w związku z pewnym epizodem szpitalnym panicznie boję się lekarzy i
wyolbrzymiam sobie poród i napędzam się strasznie, że coś może się nie udać i
w ogóle, jak zacznę się tak nakręcać, to boję się wyjść nawet do sklepu i nie
potrafię otworzyć się na planowanie dzidziusia, boję się, że nie podołam, nie
stworzę rodziny, mąż się zniechęci i odejdzie...

Chcę żyć, tak jak inni

Zdrowy ma wiele marzeń, chory tylko jedno...
Obserwuj wątek
    • mskaiq Re: do tych w związkach 31.01.07, 11:26
      Bella_donna5 napisala
      > Drugie pytanie, co zrobić, żeby mąż zechciał ZROZUMIEC, że moje zachowanie, to
      > nie są zwykłe fochy, czy kaprysy, tylko od środka coś nakazuje się wycofać z
      > życia...i zamknąć w 4 ścianach
      To co nakazuje sie wycofac z zycia to Twoj wewnetrzny krytyk, kazdy go ma. Ja
      jego nie slucham, wiem co jest dla mnie wazne i ignoruje takie nakazy.
      Zastanow sie czy chcesz sie wycofac z zycia ? Chcesz byc w lozku, ciagle
      placzaca, depresyjna ? Kiedy wstaniesz zacznies byc aktywna, te mysli znikna,
      zaczniesz cieszyc sie zyciem.
      Jesli chodzi o ludzi to nie odmierzaj czasu, staraj sie miec dobry czas, smiej
      sie, na poczatku musisz sie wciagnac w rozmowe a pozniej sama juz bedzie
      biegla.
      Wszystko zalezy od Ciebie, ja pozbylem sie mojej depresji, Ty mozesz rowniez.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • cukiereczek123 Re: do tych w związkach 31.01.07, 11:38
        Nie mogę wyjść z podziwu że Mask jest taki genialny, wszystko miał i ze
        wszystkiego się wyleczył. Znajdź mi drugą osobę która miała tyle chorób
        psychicznych i wyszła z tego lekką ręką.
        • bella_donna5 Re: do tych w związkach 31.01.07, 14:29
          Cukiereczku nie drwij ze słów Mądrego Człowieka. To wszystko o czym pisze jest
          tak proste, a zarazem tak trudne do zrealizowania i oczywiste po namyśle,

          Mask! Masz rację! To ten głupi krytyk... Staram się zrozumieć siebie i dużo czytam.

          Pracowałeś może kiedyś w General Motors? ;-)
          • atom1001 Re: do tych w związkach 31.01.07, 19:14
            Depresja jest jakas ulomnoscia, ale przeciez ulomni ludzie tez moga miec
            normalna rodzine. Zawsze od zdrowego partnera wymaga to pewnego (mniejszego lub
            wiekszego) poswiecenia, ale nie ma w tym nic strasznego. Sprawa jest prosta.
            Twoj maz zastanawia sie czy Twoja choroba mu przeszkadza, a jesli tak to czy
            moze i chce to spokojnie zniesc; wtedy odchodzi lub zostaje. Jezeli zostal, to
            znaczy, ze Cie kocha, ze mu zalezy, ze poswiecenie nie jest wedlug niego duze
            albo jest duze, ale cos innego ceni sobie bardziej. Ja na Twoim miejscu
            staralabym sie nie panikowac. Zastanow sie jak Twoja choroby wplywa na meza i
            czy naprwde to jest dla niego takie uciazliwe? W koncu ogladanie zony lezacej w
            lozku to jeszcze zadna tragedia. Utrzymywanie zony takze nie jest straszne,
            moze nawet byc w pelni zgodne z jego przekonaniami, w koncu wielu mezczyzn
            utrzymuje swoje zony i uwazaja, ze to jedyne prawidlowe rozwiazanie. Z naszej
            strony to zawsze wyglada strasznie, ale pamietaj, ze Twoj maz jest zdrowy wiec
            i jego podejscie do Twojej choroby jest zdrowe. Jemu pewnie "wszytko jedno" czy
            masz depresje czy jakas chorobe somatyczna. Po prostu ma zone, ktorej trzeba
            czasme pomoc i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo malzonkowie sobie pomagaja,
            czesto sie dla siebie poswiecaja, czesto wzajemnie sie o siebie troszcza i
            czesto zrodlem szczescia jest dla nich to, ze moga sobie pomagac, dawac z
            siebie cos wiecej. Taka jest istota milosci i bycia razem. Twoj maz ma swoj
            rozum, jesli chce byc z Toba, to oznacza, ze jest z Toba szczesliwy.
            Jesli chodzi o dziecko, to radzilabym najpierw sie podleczyc. Chodzi tylko o
            to, ze dzecko bedzie Cie potrzebowalo 24h na dobe, zwalszcza w pierwszych
            latach zycia. Bedziesz musiala sie nim opiekowac, przytulac itd. Tan kontakt
            fizyczny z matka jest bardzo wazny dla rozwoju dziecka i lepiej, zeby nie bylo
            sytuacji, ze maluch placze, a Ty nie masz sily wziac go na rece, czy chocby
            reka dotknac jego glowki. Z 2 strony mozesz sie jako matka bardzo sprawdzic.
            Opieka nad dzieckiem, jakby to nie brzmialo nieladnie, moze byc swietna
            terapia. Trudno powiedziec czy dzidzius Cie zmobilizuje i Ci pomoze, czy Cie
            oslabi i dobije.
            A jesli chodzi o leczenie depresji to radze Ci rozpoczac regularne cwiczenia
            fizyczne. Na poczatku moze byc trudno, ale jesli bedziesz cierpliwa po jakims
            czasie zauwazysz efekty. Nie wiem dlaczego tak sie nie docenia ruchu w leczeniu
            tej choroby.
    • atom1001 Re: do tych w związkach 31.01.07, 19:28
      > Drugie pytanie, co zrobić, żeby mąż zechciał ZROZUMIEC, że moje zachowanie, to
      > nie są zwykłe fochy, czy kaprysy, tylko od środka coś nakazuje się wycofać z
      > życia...i zamknąć w 4 ścianach

      Radze poszukac dobrej ksiazki o depresji i dac ja mezowi do przeczytania. Mozna
      takze wypozyczyc gruby podrecznik psychiatrii dla studentow medycyny i
      udowodnic mezowi, ze to choroba.


      nie
      > potrafię otworzyć się na planowanie dzidziusia, boję się, że nie podołam, nie
      > stworzę rodziny, mąż się zniechęci i odejdzie...

      Wiesz co przemawia na Twoja koryzsc w tym zdaniu? Napisalas dzidzius. Tak nie
      mowia osoby, ktore nie chca miec dzieci. One mowia bezosobowo-nie chce zajsc w
      ciaze albo jeszcze gorzej, nazwajac dzieci obrazliwymi slowami.
      A rodzine tworzy sie wspolnie. Nie musisz tego robic sama. Ty zrob ile mozesz,
      maz zrobi reszte i naprawde bedzie dobrze. Nie panikuj, to choroba jak kazda
      inna i jak z kazda inna da sie z nia zyc i stworzyc wspolnie z kims rodzine.
      Jeszcze Cie moge pocieszyc, ze dzieci wzorce zachowan przejmuja zwykle od ojca,
      a glowna rola matki polega na trosce o dziecko (dotykanie malucha, zabawa z
      nim, pokzywanie mu roznych przedmiotow, potem wspolne spacery, sluchanie
      dziecka, odpowiadanie na rozne pytania, glaskanie przytulanie, slowem otaczanie
      miloscia, opieka i akcpracja). Raczej twoje dziecko nie przejmie sklonnosci do
      depresji od Ciebie jesli tylko bedziesz sie nim dobrze opiekowac, z tego
      prostego powodu, ze matka z reguly nie jest dla dziecka wzorcem zachowan (tylko
      uczy sie rol zwiazanch z plcia). Wiec dobra opieka z Twoje strony polegajaca na
      byciu z dzieckiem i wsluchiwaniu sie w jego portzeby i nawet mozesz byc przy
      tym zdolowana plus madre i zdrowe zachowania Twojego meza (oczywiscie
      niepozbawione konatku z dzieckim i opieki) i bedzie naprawde bardzo dobrze!!!




      • bella_donna5 Re: do tych w związkach 31.01.07, 22:24
        Dziękuję za mądre słowa. Mój mężczyzna dostał odpowiednią lekturkę- pewna
        dziennikarka opisuje swoją nerwicę i przeżywa dosłownie to samo, co ja. Może
        zrozumie, dlaczego przed samym wyjazdem na urlop potrafiłam się wycofać......
        Pochłaniam "fachowe" książki i staram się odkryć mechanizmy mojej choroby. Na
        lekach jest lepiej, ale mam ambicje, aby było tak dobrze, jak kiedyś, kiedy nie
        byłam niczym ograniczona,
        moja przygoda z nerwicą rozpoczęła się już w szkole średniej, pojawiły się
        dziwne myśli, depersonalizacja, w zupełnej nieświadomości przyczyn mojego
        samopoczucia przyjmowałam krytykę ze strony dorosłych, że jestem nerwusem,
        histeryczką...
        będą na studiach odwiedziłąm po raz pierwszy psychiatrę, później poznałam Jego i
        zapomniałam, co to nerwy...
        Pierwsza praca, ambicja, dążenie do doskonałości i wypalenie zawodowe już po 6
        miesiącach pracy! Dziś wiem, że to tak się nazywa, wtedy bardzo cierpiałam i
        sądziłam, że to co czuję, to moja uroda...
        Teraz walczę z emocjami i nie mogę znaleźć dla nich ujścia. Może, jak zrozumiem
        siebie, to uda mi się odstawić chemię
        to jest moje największe marzenie, wszystko inne ułoży się samo
        w końcu to jakaś lekcja od Boga, tylko nie wiem, co Autor chciał powiedzieć,
        może zrozumiem
        Pozdrawiam mocno

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka