edna27
28.08.07, 11:17
Juz nie wiem, co robic. Dzisiaj sie zupelnie rozkleilam. Rycze i rycze ciurkiem.
Zacznijmy od tego ze jestem mloda mezatka - powinnam sie cieszyc moim
szczesciem, ale... moja matka nie cierpi mojego meza. Do slubu bylo jako tako,
ale po... Nie twierdze, ze moj M. nalezy do spokojnych ludzi, czasem cos tam
palnie, ale normalna osoba albo by mu odpowiedziala, albo by olala sprawe.
Moja zakompleksionej matce przeszkadza chyba to, ze dobrze sie nam powodzi i
ze sie kochamy. Nastepnego dnia po slubie, a przed wyjazdem na miesiac
miodowy, kiedy przyszlismy sie pozegnac siedziala zamknieta w ciemnosci w
pokoju i przezywala. Kiedy weszlam to w szlochach zaczela mi mowic jak to mnie
kocha, ze moj maz ja ponizyl (bo moja siostra doniosla jej, ze czepnal sie,
dlaczego moja pozegnala sie z nim na weselu na koncu, mimo ze stal obok mnie).
No i dodala na koniec, ze po powrocie mam sie z nim nie zjawiac w domu.
Miesiac miodowy uplynal tak sobie. mimo pieknej podrozy nie moglam sie nia
cieszyc - naleze do osob, ktore rozpamietuja sprawe. W dodatku ze wzgledow
zdrowotnych nie moglismy sie cieszyc "urokami podrozy poslubnej", wiec
wpadalam w histerie co ktorys dzien. Nie wiem, jak moj maz wytrzymal.
Przed slubem moja matka caly czas starala mi sie wytykac jego wady, co chwile
mi dogadywala na jego temat, do niego tez odzywala sie ironicznie. Moj maz w
przeciwienstwie do mnie nie nalezy do potulnych, wiec go to wkurzalo.
Jak sie dowiedzialam od siostry matka czekala "z nadzieja", kiedy moj obecny
maz mnie pusci kantem, kiedy chodzilismy ze soba. Teraz ponoc tez nie daje nam
wiekszych szans.
Mam juz tego serdecznie dosyc. Ona zatruwa mi zycie, co najgorsze nie potrafie
sie jej postawic, boje sie przy niej odezwac. Najgorsze, ze do mnie tez ma
stosunek ironiczny, jesli cos zrobie nie tak, zawsze jest zwalana wina na
mojego M, ze pewnie sie tak od niego nauczylam. Dzisiaj dostalam opieprz, ze
nie dalam Tacie na imieniny prezentu tylko mu zyczenia zlozylam. A ja
zamierzalam dac mu cos wiekszego na urodziny. :( No ale oczywiscie uslyszalam
zapytanie, czy przejelam juz nawyki mojego meza, ze imienin to sie nie
obchodzi (co nie jest prawda).
Chcialabym sie od niej totalnie odseparowac. To niemozliwe, bo mieszkamy w
jednym miescie. ostatnio nie dzwonilam do rodzicow przez 3 dni. Kiedy
zadzwonilam 4ego, matka w ogole nie chciala ze mna rozmawiac, obrazona, ze o
nich zapomnialam i nie dzwonie nawet, zeby sie dowiedziec ze zyja.
Sama przyjaciol nie ma, mimo ze uwaza sie za super sympatyczna, i mowi ze
wszyscy dokola ja lubia, tylko "ci zli i niedobrzy" czyli moj maz i jego
rodzice cos sobie ubzdurali na nia i mają cos do niej.
Czuje, ze jej pesymizm i zle nastawienie odbijaja sie na mnie. Dluzej tak nie
wytrzymam, boje sie, ze ktoregos dnia bedzie mi tak bardzo zle, ze cos sobie
zrobie.
Ratunku!