sowka1
21.07.03, 12:20
Ponad pół roku temu spotkalismy sie na tym forum. Był dla mnie jedymym
oparciem, pomagał zrozumieć siebie i otaczający mnie świat. Ja starałam się,
tak jak umiałam, pomóc jego umęczonej duszy.
Minął jakis czas. Ja wyszłam z depresji, daję sobie radę samodzielnie.
Był tez taki moment, w którym wydawało się, że mój przyjaciel równiez rozwija
żagle i skończy się jego koszmar. Lekarz zdecydował, by odtawic leki i uznał
dalszą psychoterapię za zbędną. Okazało się, że to tylko złudzenie.
Z dnia na dzien jest coraz gorzej. Znam doskonale wszytskie stany, w których
znajduje się mój przyjaciel. Etap, który przechodzi w tej chwili jest jednym
z najgorszych: szuka pełnej izolacji.
Niestety miszkamy w pewnej odległości od siebie i nie mozliwe jest, bym mogła
przy nim trwać dzien i noc, zmuszając do wyrzucania wszystkich nagromadzinych
emocji. Boję się bardzo o niego, gdyz wiem, jak może się to skonczyć.
Moze ktos z Was miał tego typu doświadczenia i podpowie, co robić.
Nie mogę i przede wszytskim nie chcę zostawić go samego, jest dla mnie bardzo
wazną osoba, gdyz dzięki niemu udało mi się dojśc do końca zwyciesko i od
czasu poznania go, nigdy nie czułam sie sama.
Pozdrawiam
Sowka