chemiczna_ala
23.10.07, 22:21
...wzięłam bachora sąsiadki do kina na Ratatuja. Ona nigdzie z nim
nie chodzi, zresztą, chyba ledwie wiążą koniec z końcem. Całą drogę
do kina buzia mu się nie zamykała, taki był podniecony. A ja
starałam się go słuchać, choć drażniła mnie ta dziecięca paplanina.
W kinie hałas i te wszystkie efekty specjalne wprawiły mnie w
niepokój, ale wytrwałam. W drodze powrotnej kupiłam mu colę.
Dam sobie radę, prawda?
Ale bez ojca. Ojcem jest bocian.