Dodaj do ulubionych

czy to nerwica?

29.10.07, 15:29

Mam problem z sobą. Byłam osobą bezpośrednią i chyba zbyt pewną siebie. Nigdy
nie miałam kłopotów z zawieraniem znajomości. Czułam się lubiana. W nowej
pracy jednak nie zostałam przyjęta do grupy. Wciąż mnie ludzie obgadywali,
śmiali się ze mnie, krytykowali. Nie wytrzymałam tej presji i odeszłam z
firmy. Myślałam że wszystko będzie ok, że z upływem czasu zapomnę a jednak to
wszystko wygląda inaczej, jakby pozostał mi jakiś uraz do ludzi. Rozmawiając z
nimi czuję poddenerwowanie, ważę każde wypowiedziane słowo. Chcę za wszelką
cenę być dobrze odebrana, nie chcę aby powtórzyła sie sytuacja z firmy. I
chociaż cała rozmowa wygląda ok to ja i tak wciąz analizuję cały jej
przebieg. Mam jakieś wyrzuty sumienia że znów powiedziałam coś nie tak, jakieś
wątpliwości że ktoś mógł mnie zle odebrać. Te myśli są tak natrętne że
doprowadzają mnie do takiego stanu ze nic nie robię tylko się zastanawiam nad
swoim postępowaniem. Oczywiście nie czuję się obgadywana, ludzie są do mnie
życzliwi, nie zamykam się w czterech ścianach. Jednak po każdym kontakcie z
osobą rozmyślam i mam doła czy znów nie powiedziałam czegoś nie tak. Często
boli mnie głowa i rano mam biegunkę z nerwów bo wiem ze znów spotkam się z
kimś chodzby z sąsiadką i po kontakcie będę miała natrętne myśli. Najbardziej
mnie wkurza ta moja sztuczność wobec ludzi ale jak się przekonałam za moją
bezpośredniość wysoko zapłaciłam. Wiem ze to wszystko bez sensu ale nie daje
rady. Co mam robić?
Obserwuj wątek
    • escaper69 Re: czy to nerwica? 29.10.07, 17:10
      własciwie to wszyscy chcielibysmy wiedziec co robić. Jesli jeszcze
      nie masz FS to nie dopusc by to sie rozwineło. Gdy nachodzą cie
      takie mysli utnij je, mysl o czyms przyjemnym(ja bym tak zrobił).
      A tak przy okazji jaka to praca i własciwie czemu cie nie
      zaakceptowali
      • malte1 Re: czy to nerwica? 29.10.07, 21:17
        nikt ci tu na forum nie bedzie diagnozy stawial, ale zapewniam cie, ze przy
        zaawansowanej nerwicy, lub fs pojawia sie w koncu taki etap, w ktorym natretne
        mysli + rozpamietywanie ,- kierowane STRACHEM (np. przed odrzuceniem w grupie,
        negatywna ocena), zaczynaja sie materializowac na plaszczyznie cielesnej w
        postaci symptomu ( np. pocenie sie, jakies tiki nerwowe, widoczne napiecie,
        lzawienie, czerwienie sie, jakanie sie, i cala masa innych w zaleznosci od
        osoby). nastepnie caly mechanizm osiaga taka perfekcje, iz konfrontujac
        stresujaca sytuacje symptom niemalze wyprzedza mysl, i wtedy delikwent ma
        PRZESRANE. wowczas zdanie pytajace "zrobilem z siebie idiote? zachowalem sie
        zle? " ustepuje miejsca formie oznajmiajacej wykrzyknikowej "zrobilem z siebie
        idiote!!! zle sie zachowalem!!!" bo nie masz ku temu watpliwosci - w koncu mysli
        masz ukryte, a automatycznie pojawiajace sie w stresowej sytuacji symptomy
        cielesne niestety juz nie. i wtedy sie zamykasz...i jestes juz niewolnikiem
        swojego ciala - witamy w swiecie nerwicy, i fs.

        pisze ci to, zeby cie wystraszyc, abys w miare szybko poprzestawiala priorytety
        w swoim zyciu, a zapewniam cie, ze w opisie nie przesadzilem.

        wyjscie:

        musisz odlaczyc wtyczke, a wiec negatywne mysli + rozpamietywanie. latwo
        powiedziane. co jest najwieksza przeszkoda w tym procesie? twoje EGO - zbior
        konceptow na temat "jak powinnam wyladac w oczach innych, jak chce byc
        postrzegana, jak chce wygladac we wlasnych oczach. ktos teraz potraktowal cie
        zle, obgadal, osmieszylas sie, zle sie zachowalas, ktos sie z ciebie zasmial, i
        twoje EGO zaczyna sie bronic - rozpamietywanie, pretensje do innych, do siebie.
        tak sie to gowno zaczyna. pojawia sie dramat, frustracja, konflikt pochlaniajce
        olbrzymia ilosc energii, powtrzalnosc wydeptuje sciezke ktora niebawem staje sie
        wzorem, utrwala sie. tak wiec mamy EGO, i teraz musimy niestety pojsc wstecz.
        OSLABIC je, a to naprawde jest caly proces, nie miesiac medytacji. wiesz,
        naprawde potrzeba olbrzymiej SILY, aby oslabic ego:-) ale jak...przez
        samoswiadomosc, i brak reakcji bez wzgledu na kontekst. zle sie zachowalem, ktos
        sie ze mnie zasmial ---> czuje smutek, rozdraznienie (ego zaczyna sie bronic -
        konflikt miedzy "tak mialo byc" a "wyszlo cos takiego" badz "tak chce widziec
        siebie" a "oni widza mnie inaczej")---> jestem tego swiadom. na poczatku
        konflikt zawsze wygra, przejedzie sie po twoim "stop, jestem tego swiadom", bo
        ma wsparcie duzej ilosci skumulowanej energii. podobnie jak uzalezniony od
        papierosow po prostu nie moze wytrzymac glodu. badz uda ci sie zatrzymac
        reakcje, ale do nastepnego razu...---> coraz czesciej jestem swiadom negatywnych
        mysli----> "znowu zle sie zachowalem, moze zrobilem z siebie idiote"---->
        swiadomosc, uwaga na cykl mysli staje powoli sie wzorem. coraz czesciej chwytasz
        automatyczny, nieswiadomy, powtarzalny, negatywny bieg mysli ---> okej, w
        porzadku, niech sie smieja, i niech im bedzie na zdrowie ----> ego slabnie,
        akceptujesz fakt, ze coz, jestem, jaki jestem, nawet swoja slabosc, ulomnosc
        (EGO tego serio nie dzierzy, buntuje sie)----> kolejne nie mile wydarzenie----->
        powyzszy cykl sie powtarza, ale w koncu bezposrednio po wydarzeniu, obojetnie
        jak wyszlo, czujesz w sobie "okej" dla tej sytuacji. nie ma sensu rozwijac
        problemu. po kilku cyklach dostrzegasz w sobie nawet zadowolenie, czujesz
        paradoksalnie sile. zachowalem sie, jak sie zachowalem, mowia co mowia, a ja
        czuje satysfakcje, nie dlatego, ze wyszlo jak wyszlo, ale ze wzgledu na moj
        wewnetrzny spokoj, sile w sobie, moj nastroj nie juz pchany na wietrze. nie
        potrzebuje akcpetacji innych, bo mam wlasna. i wtedy...symptomy zaczynaja sie
        cofac (spoko, mam nadzieje, ze ty ich nie masz, ja je mam). mam wrazenie, jakbym
        po prostu o nich zapomninal. pojawiaja sie jeszcze, ale mniej, i czesto po
        sytuacji lapie sie na czyms w stylu "ooo, zapomnialem sie .....! hehe".
        dzisiaj...powiem tak...fobie jeszcze mam, ale nie jest to juz akurat specjalnie
        wazne:-)

        kilka pomocy:

        - duzo sportu
        - jesli trudno ci sie wyciszyc, badz czujesz w sobie napiecie zwroc uwage na
        oddech, obserwuj go. mozesz sobei tez kupic specjalne torebki, i wieczorem od
        czasu do czasu w nie podmuchac wdech - wydech. swietna sprawa, wie ten kto sprobowal
        - no i to ego. a wiec nie traktuj zachowania innych w odniesieniu do ciebie, jak
        lustro, w ktorym widzisz sama siebie. nie szukaj akceptacji u innych. to wymaga
        odwagi... nie odwagi takiej filmowej, czy bohaterskiej, ale odwagi bycia nikim.
        ten dystans do siebie samej da ci sile. brzmi to pewnie jak paradoks, ale takie
        jest zycie, zaba:-)
        juhhhhhaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka