Dodaj do ulubionych

Odważni tchórze...

10.03.08, 09:19
Zawsze zastanawia mnie jedna rzecz związana z tą chorobą. Otóż
zadziwiające jest, że często w sytuacjach najbardziej dla nas
stresujących (przystanki, biblioteki, wykłady,itp.) mamy jeszcze
tyle odwagi w sobie, żeby zwiać z takiego miejsca. Wychodzimy z
wykładu, wysiadamy w połowie trasy z autobusu, odchodzimy z kolejki.
Jasne, że jak się ma wrażenie, ze zaraz się zemdleje albo padnie na
zawał, to trudno czekać ;) Ale skąd ta odwaga? Przecież wtedy
jeszcze bardziej zwracamy na siebie uwagę. Myśleliście kiedyś nad
tym? A może to zwykły instynkt przetrwania, który mówi nam "zabieraj
się stąd zanim serce wyskoczy ci z klatki"?
Obserwuj wątek
    • mumiak17 Re: Odważni tchórze... 10.03.08, 18:58
      Lepiej chyba zrobić coś co chwilowo spowoduje silniejszy lęk, ale jednocześnie szybko uwolni nas od niego, niż trwać w sytuacji pernamentnego lęku, który może mieć jeszcze tendencje rosnącą dotakiego poziomu, że nawet nie będzie się miało sił na ucieczke. Może ucieka się właśnie wtedy kiedy czuje się, że ten lęk rośnie i to ostatni moment by uciec zanim dostanie się ataku paniki.
      Pisze tak teoretycznie bo akurat te sytuacje mnie nie dotyczą, ja raczej unikam sytuacji lub długo ociągam się przed sytuacjami, które wywołują u mnie lęk, ale jak już w nie wejde to raczej udaje mi się nich wytrwać, tym bardziej, że zazwyczaj okazują się mniej przerażające niż w moich wyobrażeniach.
      Czasami robie może coś lekko podobnego to znaczy ide celowo w wiekszy lęk by mieć coś szybko za sobą np. zgłaszam się na pierwszy referat na seminarium albo ide jako pierwszy do odpowiedzi ustnej na egzaminie, ale to akurat myśle, że całkiem niezła strategia bo to nie jest ucieczka przed lękiem odczuwanym w danej chwili, a zminimalizowanie ryzyka jego nagromadzenia w przyszłości. Żeby być sprawiedliwy to czasem robie wrecz odwrotnie np. do końca semsestru czekam z referatem, a do tego z braku czasu robie go na odwal więc wiadomo, że jest on mocno taki sobie, co jeszcze bardziej nakreca mój lęk w momencie wygłaszania.
      • dbb6 Re: Odważni tchórze... 10.03.08, 19:44
        Ja też tak robiłam i wiem ile to kosztuje więc gratuluje Ci odwagi i
        wytrwałości. Trzy lata tak walczyłam i co tu dużo gadać było bardzo
        ciężko. Robiłam dokładnie tak samo jak Ty. Zgłaszałam się jako
        pierwsza do referatów, chodziłam "na siłę" do biblioteki i na
        przystanek. Na początku było fatalnie. Czasami nawet tragicznie :/
        Ale w końcu zaczęło się robić lepiej. I było tak pół roku. A ja,
        głupia, myślałam, że tak będzie juz zawsze. Czułam się dobrze. Dla
        mnie to było coś niesamowitego, dla innych ludzi to codzienność
        przecież. Nareszcie mogłam gdzieś wyjść, spotykać się z ludźmi i
        czuć się normalną dziewczyną. I nagle wszystko wróciło. Trzy lata
        walki ze samą sobą poszły na marne. Wszystko wróciło dwa razy
        mocniej. Ale z Tobą nie musi tak być i oczywiście mam nadzieje, że w
        końcu Twoje sposoby pomogą. Życzę szczęścia, bo chyba wszyscy tutaj
        tego potrzebujemy. pzdr.
        • runaway85 Re: Odważni tchórze... 10.03.08, 20:15
          A ja od ponad 4 miesięcy łażę po
          urzędach,sklepach,szpitalach...Mniej więcej od miesiąca nie czuję
          lęku tylko taki przyjemny dreszczyk emocji,nabrałem do tego
          dystansu.Dziś na przykład przemierzyłem miasto wzdłuż i
          wszerz,łaziłem od 9 do 16:30,niejednokrotnie w tłumie
          rozchichotanych nastolatków,byłem w szpitalu,5 dużych sklepach i 2
          urzędach.A we wrześniu szkoła...nigdy więcej nie będę uciekał!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka