escaper69
13.10.08, 23:39
witajcie, dawno mnie nie było, moze troche przez to ze straciłem
całkowicie jakąkolwiek nadzieje i motywacje. Wakacje całe
przesiedziałem w domu(było mi z tym dobrze,ale mysli typu:chłopie
kurwa wakacje sa, słonce, ludzie sie bawią, biegają po plazy,
grillują, romansuja a ty jak czop siedzisz w chacie doprowadzały
mnie do obłedu, wiec spacerowałem sobie po lasach itp, ale ja nie o
tym chciałem). Mianowicie przyszedł ten jebany 1 pazdziernika.
Myslałem ze jakos to bedzie dzien za dniem, ale to kurestwo mnie
przerasta. Jak mam wyjsc na uczelnie to jestem sparalizowany,
wycienczony od stresu, mam biegunki, cały drze, poce sie
niemiłosiernie, sami wiecie co i jak, tylko ze własnie wszystko
kilkakrotnie silniejsze niz zwykle. Tak silnych objawów nie miałem
nawet przed studniówką [potem i tak nie poszedłem].
I tu moje pytanie do fobików-studentów, mieliscie tak, jak to
przezyliscie, bo ja kazdy dzien co zajde tam mysle sobie:to ostatni
dzien tutaj, chce uciec. Wszedzie przebojowi ludzie, smieją sie,
rozmawiają, cieszą, a ja stoje jak debil. Juz sie zaczynaja rozmowy
o imprezach integracyjnych dla kotów, juwenaliach i innym gównie, a
ja sie dusze na samą mysl o tym. Probowalem jechac na xanaxie, ale
teraz juz 2tabsy mi nic nie pomagają.Po prostu fobia rosnie w siłe