12.11.03, 11:54
wczoraj miałam straszny dzień, zwlekłam się z łóżka dopiero ok. 15 ból głowy
i tak się dziwię, że potem spałam w nocy. Znowu mi się chce płakać dzisiaj.
Nienawidzę tego, mam tego dość, to wszystko jest okropne i do du.. , a nie
mogę się poddać, mam małe dziecko, które mnie potrzebuje i mase, mase
problemów. Czy będzie lepiej? Czy zdarzy się jakiś cholerny cud? Przecież
takie życie to nie jest życie. Złość, złość, złość na siebie. Jestem do dupy.
Takich jak ja życie powinno samo eliminować. Pozdrawiam cieplo wszystkich w
choć trochę podobnej sytuacji. hejo.
Obserwuj wątek
    • starowinka40 Re: złość 12.11.03, 12:13
      Wiem, ze niektorzy sie oburza, ale uwazam, ze monopol na cuda wyczerpal Jezus.
      Wczoraj bylo wrednie, dlatego sie zle czulas, ja potykalam sie o wlasne nogi i
      pobilam rekord jedzenia czekolady - 2 tabliczki naraz.
      Ja tez jestem stale zla na siebie, uwazam sie za istote beznadziejna,
      taki "wstyd i obraza boska", "paszkwil na czlowieka", ale ciagle tu jestem, bo
      moje zycie widocznie mnie lubi i nie chce wyeliminowac. Natura eliminuje
      osobniki najslabsze, a skoro obie tutaj jeszcze jestesmy, to znaczy, ze nie
      jest tak najgorzej. Wez dziecko na spacer, poswiec mu czas i nie mysl, ze
      jestes do d-y. Dla dziecka jestes centrum wszechswiata, wiec tak trzymaj.
      Pozdrawiam tez cieplo...:-)
      • katara Re: złość 12.11.03, 19:13
        niestety jestem też nie za dobrą matką. Taka jest prawda, nie chcę wcale się
        nad sobą użalać. Poprostu wszystko jest o dupkę rozbić. Ale pozdrawiam cieplo i
        dziękuję za wsparcie.
    • kierowca.autobusu Re: złość 12.11.03, 15:09
      kataro,
      nie wiem, jakie masz problemy i nie wiem, jak często dopada Cie ten nastrój, w
      którym wszystko wydaje Ci się do d... Wiem jednak na pewno,że Twój umysł
      spłatał Ci depresyjnego figla, tz przerobił Twoja złość na konkretne stuacje i
      ludzi na złość na samą siebie. W moim przypadku ta "mózgowa przetwórnia"
      działała sprawnie przez wiele lat, dzięki czemu dorobiłem się depresji jak
      malowanej. Czułem się wtedy dokładnie tak, jak w Twoim opisie - do dupy,
      zasługujący na eliminację i w ogóle jak jakiś podczłowiek. Na szczęscie okazało
      się (a najważniejsze, że ja sam to poczułem), że jest szansa by z tego wyjść
      (dla mnie to był cud - chodź z prawdziwym cudem nie miał nic wspólnego). Pisze
      o tym właściwie tylko na wypadek, gdyby Twój stan postanowił Cię nie opuścić
      przez dłuższy czas, bo jeśli jest tylko chwilowy (a tego Ci życzę) na pewno
      sama dostrzeżesz,że nie jesteś wcale do dupy i że jesteś w stanie zmierzyć się
      ze swoimi problemami.
      Trzymaj się mocno
      KA
      • katara Re: złość 12.11.03, 19:11
        cały czas się z nimi mierzę, ale chyba jednak jestem do du.., ponieważ jakoś
        nie widać na horyzoncie pozytywnych rozstrzygnięć, ale gratuluję, że Tobie się
        udało. Tkwię w tym bajorku już dość długo i niestety ale szansy na wyjście z
        dołka nie widzę. W sumie to się chyba przyzwyczaiłam, chociaż jestem smutna i
        niekiedy płaczę. Cóż czasami chyba takie właśnie jest życie. Pozdrawiam ciepło.
        • empeka Re: złość 12.11.03, 21:05
          katara napisała:
          > nie widać na horyzoncie pozytywnych rozstrzygnięć
          >Tkwię w tym bajorku już dość długo

          A jak masz zobaczyć, skoro nie dajesz sobie szansy? I to od dawna?
          Ja serio to piszę: osoba dotknięta takimi zaburzeniami ma
          sfałszowany ogląd rzeczy i umiejętnośc osądzania.
          Nie dajesz sobie i dziecku szansy na poprawę, która może przyjdzie
          samoistnie, ale równie dobrze może nadejść prawdziwe piekło.
          Poszłabym natychmiast do psychiatry i czekała dobrych wieści,
          czego gorąco życzę

          Marta
        • kierowca.autobusu Re: złość 12.11.03, 23:44
          kataro,
          Nie napisałem o tym, żeby się pochwalić :) Poza tym do wyjścia z depresji sporo
          mi jeszcze brakuje. Na razie tylko poczułem, że jest to możliwe (choć tak
          bardzo długo wydawało mi się, że pozostanę w tym stanie na zawsze). Stało się
          tak dzięki temu, że w końcu, po długich namowach znajomych poszedłem do
          psychiatry. Przez kilka miesięcy brałem tylko leki, które co prawda nie
          rozwiązały moich problemów, ale przyniosły wyraźna ulgę. Potem zacząłem chodzić
          na terapię, która trwa juz rok i w sumie dopiero niedawno poczułem, że jestem w
          stanie cos zmienić w swoim życiu.
          Dlatego radzę Ci ze szczerego serca, spróbuj skorzystać z pomocy specjalisty. W
          końcu nic nie możesz na tym stracić. I nie zrażaj się jeśli od razu nie
          poczujesz pozytywnych efektów. Zapewniam CIę, że z czasem odczujesz wyraźną
          zmianę:)
          Ja wiem, że wobec ogromu przygniatających Cię problemów i złego samopoczucia,
          które każe CI mysleć, że jesteś do niczego, takie rozwiązanie może wydawać się
          trywialne. Ja sam miałem poczucie, że psychitara i psychlog to za mało, by
          pomóc mi wydobyć się z doła, w którym się znajdowałem. Okazało się jednak
          inaczej.
          Pamiętaj też, że tak jak napisała empeka, to właśnie Twój depresyjny stan nie
          pozwala Ci dostrzec wyjścia z sytuacji. Rzeczywistość jest znacznie lepsza niż
          Ci się wydaje. Wiem, że tego nie czujesz, ale uwierz mi na słowo i (wiem, że
          się powtarzam ;) daj sobie pomóc specjaliście.
          Pozdrawiam
          KA
          • katara Re: złość 13.11.03, 13:25
            dopiero chce mi się płakać i złosc mnie bierze jeszcze większa, jak sobie
            pomyślę, że jestem już tak beznadziejna, że tylko się nadaję do psychiatry. No
            nieżle, całkiem super. Ale strasznie dziękuję za wypowiedzi i życzę wszystkim
            coraz sprawniejszego wychodzenia z problemów. Pozdrawiam serdecznie i
            cieplutko. Hejo.
    • pantera80 Re: złość 12.11.03, 15:23
      Wyrzuć swoją złość. Nie pozwól by siedziała w środku i psuła Ci nastrój.
      Pobiegaj z dzieckiem na spacerze. Poćwicz. Pośpiewaj. Do działania :)
    • hella100 Re: złość 13.11.03, 14:08
      No to mozemy podac sobie reke, tylko ja mam dwoje dzieci. Kiedys nawet
      postanowilam sie leczyc, ale ze leczenie nie przynosilo oczekiwanych rezultatow
      to przestalam. Mysle, ze nauczylam sie zyc z moim poczuciem beznadziejnosci,
      niska samoocena, strachem /ostatnio przestalam odbierac telefony, domofony, nie
      otwieram drzwi.../ a ze jestes do de, to sie nie przejmuj - ja tez
      pozdrawiam

      • katara Re: złość 13.11.03, 14:20
        też się trochę przyzwyczaiłam, i jakoś się żyje, ale jednak jest jakiś straszny
        ból w środku, strach, no i jakieś totalne przytłoczenie. Czasami jest lepiej,
        czasami gorzej. Coś się wyrywa ze środka i nie może się wyrwać. Pozdrawiam
        cieplutko z nadzieją że może jakoś to będzie, może czekają na nas jeszcze
        piękne chwile???Prawda???Kiedy wszystko się jakoś ułoży i będzie fajnie -
        marzycielka za dychę, re he he hi.
        • hella100 Re: złość 13.11.03, 14:37
          Nie, nie jestes marzycielka za dyche, trzeba wierzyc, ze bedzie kiedys lepiej
          bo inaczej to tylko polozyc sie i umrzec...Gdyby nie dzieci, to nie wiem jak by
          bylo. Moze nie powinnam, ale czasem mysle, ze bez dzieci byloby mi
          latwiej /kocham je nad zycie, ale.../ Ach, szkoda gadac.
          No i ciagle placze, czasami sama nie wiem dlaczego, /nie placz mamo.../
          Caluje, trzymaj sie :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka