hopelessowa
23.12.03, 07:25
Przyjaciolka zamowila mi wizyte u psychiatry. Wcale nie chcialam tam pojsc i
wlasciwie poszlam tam troche dla niej, zeby jej przykrosci nie zrobic. Troche
tez z ciekawosci, bo to juz kolejny lekarz w moim 25-cio letnim zyciu.
Jeszcze wczoraj rano bylam gotowa popelnic samobojstwo, szykowalam sie juz
tak dlugo, ale oczywiscie zcykalam i poszlam grzecznie do pracy zamiast sie
zabic. Zreszta nie mialam pewnosci, ze sie uda.
No i lekarka okazala sie przemila, serdeczna kobieta, poswiecila mi mnostwo
czasu (fakt, ze wizyty sa platne, ale te 50 PLN bylo tego warte) i wychodzac
od niej czulam sie silniejsza, lzejsza i zachcialo mi sie znowu wrocic do
zywych. Wiem, ze nie od razu. Juz pare razy wychodzilam i to troche trwalo.
Wiem, ze najpierw chemia, a potem juz nie uciekne przed konfrontacja ze soba,
potem wielkim wysilkiem chce sie nauczyc zgody na sama siebie, po raz
kolejny. Jeszcze slabo wierze, ze cokolwiek mi sie uda w tym zyciu, ale juz
wystarczajaco dlugo siedzialam w tym dole, by miec go dosyc. Jednak jestem za
duzym tchorzem, by pozbawic sie zycia, choc czasem tak o tym marze.
Teraz najwyzszy czas posprzatac ten caly balagan jaki po sobie zostawilam. W
sensie doslownym i nie tylko. Zrobic zalegle pranie, posprzatac w domu,
zadbac o cialo, nadgonic prace. Duzo jeszcze musze zrobic, bo sporo zdazylam
napsuc w ciagu dwoch miesiecy mojej choroby.
pozdrawiam Was wszystkich
zyczac PRZETRWANIA TYCH SWIAT :)