Dodaj do ulubionych

właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilighta

16.01.09, 13:34
normalnie jestem w szoku. byłam bardzo oporna na wszelkie znaki, zakładke do
siotrzanego forum pod fanami Musierowicz, artykuły w gazetach... dopiero jak
obejrzalam zwiastun filmu to sie trochę zainteresowałam. podobno to następca
Harryego Pottera. e tam, Potter jest tylko jeden !mam rację? przeczytalam
streszczenia w wikipedii, opinie i na razie to mi sie straszna szmira wydaje i
grafomania. chyba ze ktos z tu obecnych ma inne zdanie? to przekonajcie mnie,
ze warto to czytac :)
padam do nóżek :)
Obserwuj wątek
    • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 14:58
      Heh, Twilight to dla mnie pewien fenomen;)

      Bo tak - z jednej strony JEST to grafomania, pod każdym praktycznie
      względem. Styl - żaden, język prostacki, bohaterowie papierowi,
      intrygi przewidywalne, kiczowatość, inteligencja emocjonalna autorki
      na poziomie gimnazjum itd itp. No naprawdę niewiele plusów. Gniot
      kompletny. Porównania do Pottera są śmiechu warte, bo jak to celnie
      określiła moja koleżanka, obok Pottera to ta książka nawet nie
      leżała:)

      Niemniej jednak, przeczytałam wszystkie 4 części, przy czym 3
      pochłonęłam w tydzień, a czwartą... Cóż, akurat do jej czytania nie
      będę zachęcać, im więcej o niej myślę, tym bardziej się przekonuję,
      że gorszej książki w życiu nie czytałam, a trochę ich było:) No ale
      3 pierwsze - bardzo mnie wciągnęły, mimo że byłam jak najbardziej
      świadoma wszystkich niedociągnięć, wkurzałam się na bohaterów, na
      nieudolność autorki. Ale oderwać się nie mogłam. I na tym polega dla
      mnie fenomen, bo znam też inne osoby, który wchłonęły po prostu te
      książki i chętnie o nich potem dyskutowały, choć doskonale
      wiedziały, że jakość tych dzieł leży i kwiczy. I z jednej strony,
      głoszę wszem i wobec, że NIE MOGĘ uwierzyć w tą wielką sławę
      Twilight, skoro tyle jest lepszych książek dookoła, a z drugiej -
      sama przeczytałam całość i to z pewnym masochistycznym rodzajem
      przyjemności:)

      Wiem, że jeszcze Biljana czytała, to może się też wypowie:)

      Ciężko mi doradzać, czytać czy nie. Może będziesz należała do tych
      osób, które pomimo irytacji wciągną się w to szaleństwo, ale może ta
      gniotowatość cię odrzuci. Mnie wciągnęło jak odkurzacz przy
      pierwszych częściach - nie będę zaprzeczać:) A co sobie potem
      ponarzekałam to moje:D A w ogóle najlepiej czytać Twilight z kimś
      jeszcze, tzn podrzucić koleżance albo komuś - bo wtedy ma się z kim
      powywlekać te wszystkie brudy, hehe, i to jest dopiero radość:D
      • nessie-jp Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 15:35
        Ej, no bo przecież czytamy, a raczej pochłaniamy, nie tylko pozycje wysmakowane
        literacko! Nie ma się co dziwić, ludziom smakuje od czasu do czasu coś takiego
        właśnie na poziomie umysłowej Coca-Coli: bez żadnych głębszych wartości, woda z
        cukrem i odrobiną barwnika, niezdrowe
        • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 15:54
          Może... choć jest mnóstwo książek lekkich, łatwych i przyjemnych sto
          razy lepszych niż Twilight. Najgorsze w tej książce jest to, że
          miała potencjał, który został zmarnowany (oczywiście, zagorzałe
          fanki w wieku nastu lat zapewne tak nie uważają, autorka licząca
          dochody ze sprzedaży pewnie też nie:))

          A Mroczne Materie też czytałam, ale prawdę mówiąc, choć były motywy,
          które mi się podobały, moje ostateczne odczucia są raczej negatywne.
          Ale powodów jest wiele, więc nie będę się rozpisywać:)
          • nessie-jp Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 17:03
            > A Mroczne Materie też czytałam, ale prawdę mówiąc, choć były motywy,
            > które mi się podobały, moje ostateczne odczucia są raczej negatywne.

            No więc ja mam podobne odczucia
            • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 20:35
              U mnie to chyba o wiek nie chodzi, mam raczej wysoką odporność na
              ten aspekt (czyli pierwotny target książek:D). Takie Muminki na
              przykład przeczytałam pierwszy raz już w wieku 20+, zastanawiając
              się przy Dolinie Muminków w listopadzie, gdzie ta książka była całe
              moje dotychczasowe życie:) Harry Potter też łączy pokolenia:D Tak
              więc - dla mnie dobra książka to dobra książka, może czasem nie
              zafascynuje mnie jak dziecko czy nastolatka, ale jakoś ją docenię.

              Ale Mrocznych Materii nie doceniam, mam wrażenie że się ta historia
              Pullmanowi kompletnie rozlazła, czytanie trzeciej części było jak
              droga przez mękę (a też czytałam już tylko, byle skończyć).
              Wszystkie te cudowne machiny ratujące bohaterów w ostatniej chwili,
              magiczne urządzenia których Lyra zupełnie przypadkiem potrafi używać
              jak nikt inny, nagromadzenie wątków, z których potem nic nie wynika
              (Nessie, jeśli masz nadzieję się dowiedzieć czym jest naprawdę i
              dokładnie pył, to nie licz na to;))... Wiem, że niektórzy uważają te
              książki za doskonałe, ale mnie po prostu ZMĘCZYŁY. Może bym tą
              ciężkawość wybaczyła, gdybym lubiła bohaterów albo gdyby historia
              mnie porwała (w HP też są przecież nieścisłości i cudowne zbiegi
              okoliczności;)), ale Lyra pozostała dla mnie nieznośnym dzieciuchem,
              hisoria mnie bynajmniej nie porwała, a w dodatku moje opinie
              odbiegają bardzo od światopoglądu Pullmana. I tak biorąc to do kupy,
              wychodzi mi minus dla Mrocznych Materii:)
              • nessie-jp Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 21:29
                I mnie Mroczne Materie męczą. Nieopatrznie kupiłam wszystkie trzy tomy od razu.
                Przeczytam kiedyś w końcu
    • ananke666 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 18:42
      A ja pierwszy raz słyszę o jakimś Twilight...
      • nessie-jp Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 20:23
        Ja właściwie wiem niewiele, tylko że zrobiono film na podstawie. Film ponoć
        nienajgorszy, ale też i nienajlepszy
        • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 21:00
          No ja wlasnie czytalam, ze film duzo gorszy niz ksiazka, a tu dziewczyny pisza,
          ze ksiazka raczej slaba, wiec hmm... Film ponoc jest naiwny, aktorstwo drewniane.
          • nikadaw1 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 21:07
            przeczytałąm parę recenzji i nie były one miażdżace. tzn. przy wytknięciu
            wszelkich naiwności, brakow aktorskich, zenujacych efektow specjalnych, krytycy
            pisali wlasnie, ze to u-ro-cze.

            mnie zastanawia co innego: skoro to takie zjawisko, to dlaczego ja sie dowiaduje
            o nim dopiero teraz? moze sie starzeje czlowiek, bo mam wrazenie ze to takie
            powiesci dla nastolatkow emo.
            • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 21:14
              Czytalymy inne recenzje, moje tylko wypunktowywaly braki;-). Jak ktos chce film
              zobaczyc, nie bede przeciez go zniechecac. Ja na pewno nie wybieram sie na
              niego, ten glowny mlodzieniec- wampir strasznie mi sie nie podoba, taki budyn z
              soczkiem. Dla mnie nic nie pobije Spike'a z Buffy:-)
              • nessie-jp Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 21:25
                > Dla mnie nic nie pobije Spike'a z Buffy:-)

                Ha! Dla mnie też!!!

                W ogóle wampir = brytyjski akcent. Nie ma inaczej :)
                • catriona Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 21.01.09, 22:49
                  Nessie - LOL @ brytyjski akcent
                  wlasnie dzis ogladalam Spike'a w drugiej serii BUffy i dziwny ten jego akcent,
                  czasem jakis londynski, czasem polnocny, ale tak w gruncie rzeczy jakies niziny
                  spoleczne, a ja to sobie wyobrazalam raczej wampiry jako bardziej wyrafinowane
                  stwory

                  Ale Spike jest niezly

                  NAtomiast chcialam sie wypowiedziec ze BARDZO mi sie podobal ten aktor w
                  Twilight. I, Nessie, on jest rodowitym Brytyjczykiem (nie tak jak Spikey) -
                  pieknie go fotografuja w filmie, inne zdjecia z internetu nie sa juz takie
                  intensywne. To musi byc ten niebieski filtr w obiektywie.
                  Piekne sa tez zdjecia krajobrazow, niz tylko wsiasc w samolot i do stanow
                  podziwiac te cuda.

                  JA jestem jak najbarzdie "za" gosciem z Twilight.

                  Nie wiem czy ktos juz widzial nowa ekranizacje Tess of the D'Urbervilles z BBC,
                  ale ten gosc ktory gra tam Angela Clare tez jest niezly. I tez z gatunku
                  "scrawny". Mniam mniam. ;)
                  • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 21.01.09, 22:54
                    Mnie wlasnie to bardzo zawsze bawilo w pomysle na postac Spike'a- ze wampiry
                    powinny byc wyrafinowane, sluchac opery itp. A tu maamy wampira- punka, z
                    robotniczym akcentem w dodatku:-). I jeszcze bez imienia typu Armand (swoja
                    droga, strasznie mnie smieszy scena w serialu True Blood, gdy bohaterka
                    dowiaduje sie, ze walsnie poznany wampir ma na imie...Bill). Spodziewala sie
                    raczej czegos typu Antoine:-)
                  • nessie-jp Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 21.01.09, 22:57
                    > wlasnie dzis ogladalam Spike'a w drugiej serii BUffy
                    > i dziwny ten jego akcent,

                    James Marsters podobno uczył się tego akcentu na bieżąco od aktora, który grał
                    Gilesa (Anthony Head to rodowity Brytyjczyk, z tego co wiem). Jak na moje
                    niewprawne ucho, to całkiem fajnie wyszło
                    • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 21.01.09, 22:59
                      Anthony Stewart Head to Brytyjczyk, owszem, i w przeciwienstwie do akcentu,
                      jakim posluguje sie w roli Gilesa, na codzien mowi takim raczej podobnym do
                      akcentu Spike'a:-)
                      • catriona Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 21.01.09, 23:13
                        www.squarehippies.com/actors/2008/06/anthony-head/
                        Anthony Head - to rzeczywiscie Brytyjczyk, ale dakota, nie mialam pojecia ze on
                        ma robotniczy akcent w rzeczywistosci? To ciekawe.

                        Ja go znam tylko jako ojca Anne z "Perswazji" (tej z Sally Hawkins i ciachem
                        Rupertem Penry-JOnesem) no i jeszcze z Audiobooka Bleak Expectations, parodii
                        Dickensa, gdzie tez ma sliwki w gardle. Ide googlowac Antosia.
                        • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 21.01.09, 23:15
                          Moze sie wyglupial, ale w programach tv, w ktorych go widzialam nie brzmial jak
                          absolwent Oxfordu:-). W Nowej wersji Perswazji tez go widzialam.
                    • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 21.01.09, 23:25
                      Z imdb: Anthony Head tutored James Marsters in his London accent for Spike. In
                      reality, Head's accent is more like Spike's than the clipped English tones that
                      he sports in the show.
                    • paszczakowna1 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 22.01.09, 00:20
                      Dokładnie, Spike może mieć nieco zmienny akcent, bo Spike jest autokreacją. Co
                      prawda, byłoby jeszcze lepiej, gdyby mu w chwilach silnego zdenerwowania akcent
                      'public school' przebijał. Ale mam wrażenie, że ta postać rozrosła się i poszła
                      w stronę zupełnie nie przewidzianą przez scenarzystów na początku, jak widzowie
                      zażądali więcej Spike'a. Niewątpliwie między innymi dzięki świetnego aktorstwu -
                      Spike kradnie każdą scenę (mimo że w Buffy dobrych aktorów nie brakuje), a już
                      Angel szczególnie głupio przy nim wygląda (ech, gdzie Buffy miała oczy...).

                      Szkoda, że Marstersa jakoś nie widać (a może ja za mało filmów oglądam).
                      Osobiście ciągle go widzę oczyma duszy jako Legolasa w mojej osobistej wersji
                      'Władcy Pierścieni'.
                      • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 22.01.09, 00:25
                        No wlasnie, tworcy planowali pozbyc sie Spike'a po drugiej serii.
                        A Marsters wcale malo nie gra, np. niedawno byl w "P.S. I love you":)
                        • catriona Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 24.01.09, 23:20
                          ło jery... ale sie porobiło...

                          pragne doniesc ze wlasnie koncze czwarty tom Twilight Saga - i sie rumienie ze
                          wstydu ze to czytam ale nie moge przestac.

                          Ale alpha male z tego Edwarda, on jest prosto z Mills & Boon, wszystko ma jak
                          trzeba. Szkola kreacji meskiej postaci.

                          Dziewczyny, nie ukrywam, ze po czesci winie Was za ten link do 4shared.com ;)

                          czy jeszcze ktos przebrnal i sie nie wstydzi przyznac?
                          • ananke666 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 25.01.09, 12:57
                            Ja nie, tylko kawałkami. Za to jak będę miała czas, przejadę się po dziele na
                            blogu. Aż się prosi.
                            • catriona Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 28.01.09, 23:32
                              Jasne Ananke, trzeba sie rozprawic z ta Mary Sue.
                              I z tym nierownym zwiazkiem z Edwardem. Jaki on jest kontrolujacy i jeszcze
                              stalker.
                              I ten misogynizm. Pisarki feministyczne sie meczyly od lat, a Meyer tak wszystko
                              do tylu o lata swietlne posuwa.

                              Ale jak to jest ze kobietom tak sie podobaja tacy wlasnie mezczyzni
                              kontrolujacy? (Przynajmniej w ksiazkach)
                              Vide Pan Darcy z Dumy i uprzedzenia albo Pan Thornton z Polnocy i poludnia.

                              Ide sobie odgrzac lasagne w mikrofali, a potem sobie umyje zeby i zaloze brazowy
                              sweter i zakrece sie wokol wlasnej osi bo taka wlasnie Mary Sue jestem ;)))
                              Fanki Belli prosze sie nie obrazac, bo ona mnie irytuje jak nic.

                              Ale mam celebrity crush na Pattinsona, a moze raczej Edwarda - jest taki
                              intensywny. Co z tego ze zasadniczo sporo mlodszy ode mnie...
                              • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 28.01.09, 23:47
                                A kiedy pan Thornton był kontrolujący? Względem Margaret albo swoich
                                bliskich, bo względem pracowników to oczywiste:)
                                • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 28.01.09, 23:49
                                  A pytam się bo go uwielbiam, bardziej niż Darcy'ego, a jakoś to
                                  określelnie nie przyszło mi nigdy do głowy:)
                                  • catriona Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 29.01.09, 23:42
                                    Vixen, Ty tez jestes RAddicted?

                                    No wiec ja takie mam wrazenie ze Margaret z nim sobie za duzo nie uzyje. W
                                    jednym z listow do przyjaciolki E Gaskell napisala ze jej sie wydale ze JT i MH
                                    nie beda razem szczesliwi, wlasnie przez to ze ona taka wiecej poetyczna dusza,
                                    a on taki przyziemny.
                                    Nie chodzi mi tylko w tym kontrolowaniu o stereotym wiktorianskiego mezczyzny,
                                    ale czasem mi sie wydaje, ze Margaret bardzo emocjonalnie podchodzi do swiata i
                                    ona w Johnie widzi ta "polnocnosc" ktora tak podziwia, te zacisniete zeby, etos
                                    pracy itp. I ze kiedy z czasem sie to wypali, ten jej podziw dla niego i troche
                                    tez wspolczucie, to moze byc ciezko. To tylko moje odczucia, tak z wierzchu,
                                    jestem ciekawa jak Ty myslisz?
                                    (Dodam przy tym, ze sama uwielbiam polnoc Anglii i to jak tam mowia)

                                    A Pan Darcy to w normalnym zyciu bylby chyba nie do zniesienia! Tylko Lizzy z
                                    jej poczuciem humoruu moze go troche sprowadzic na ziemie... Ale mnie i tak Pan
                                    Darcy pociaga, nie bede tu klamac.

                                    Wlasnie Edward ze Zmierzchu tez mnie w ten sposob pociaga - mysle ze w zyciu bym
                                    go odprawila z kwitkiem, jak by mi tak wlazl przez okno do sypialni jak bym
                                    spala, bez zaproszenia. Albo jak by mi probowal zabraniac spotykania sie z
                                    przyjaciolmi. Albo jakby tak na mnie chuchal jak na Belle, zeby na niej zostawic
                                    swoj zapach. Takie to jakies niezbyt ladne na dluzsza mete. (Chociaz ta scena
                                    bardzo mi sie podoba, wydaje mi sie bardzo erotyczna, mimo ze on tylko chucha w
                                    jej wlosy i sie smieje do siebie).
                                    Ale ta cicha pewnosc siebie Edwarda pociaga mlode dziewczyny, bo wiadomo ze ich
                                    rowiesnicy nie moga sie z nim rownac, przeciez dorastaja, maja kompleksy itp.
                                    Nawet u trzydziestoletnich mezczyzn trudno taka wewnetrzna rownowage znalezc (i
                                    prosze mi tu nie pisac ze Edward dwubiegunowy jest.. ;)

                                    Mnie troche martwi to czego Twilight uczy nastolatki o zwiazkach i o roli
                                    kobiety w zwiazku. Gdyby im przedstawic takie zachowanie faceta bez wspominania
                                    ze to zachowanie Edwarda, to nie wierze ze wiekszosc by cos takiego
                                    tolerowala... A tu wystarczy uroda bijaca po oczach i juz wszystko mozna wybaczyc.

                                    I jeszcze mnie denerwuje ze ta Bella taka niewychowana i niewdzieczna i ze pod
                                    ta swoja niesmialoscia jest przekonana o swojej wyzszosci i ma w glebokiej
                                    pogardzie kolegow i kolezanki, bo zyje tylko nadzieja na wieczne wampirstwo z
                                    Eddiem.
                                    • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 31.01.09, 19:05
                                      > Vixen, Ty tez jestes RAddicted?

                                      Widziałam go tylko w N&S, więc nie wiem, czy zasługuję na to miano:)
                                      Ale BARDZO mi się tam podobał:)

                                      Nie wiedziałam, że Gaskell tak powiedziała... W kontekście książki
                                      jestem w stanie uwierzyć, że na dłuższą metę by im może nie wyszło,
                                      ale raczej z winy Margaret niż Thorntona. Przecież on tak jest
                                      emocjonalny jak tylko usłyszy imię Margaret:D I zawsze, zawsze
                                      będzie kochał Margaret, a ona może mu naskoczyć:D

                                      Natomiast w serialu to Margaret jest wg mnie sympatyczniejsza i
                                      bardziej dojrzała niż w książce, i tam widzę przed nimi świetlaną
                                      przyszłość:))) I między innymi ze względu na to wolę serial niż
                                      książkę.

                                      A że Twilight promuje jakieś chore wzorce co do związków, do pełna
                                      zgoda. Na szczęście mnie ani Edward ani Jacob nie pociągają, uff:)
                                      • catriona Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 02.02.09, 17:12
                                        supervixen napisała:

                                        > > Vixen, Ty tez jestes RAddicted?
                                        >
                                        > Widziałam go tylko w N&S, więc nie wiem, czy zasługuję na to miano:)
                                        > Ale BARDZO mi się tam podobał:)
                                        >
                                        > Nie wiedziałam, że Gaskell tak powiedziała... W kontekście książki
                                        > jestem w stanie uwierzyć, że na dłuższą metę by im może nie wyszło,
                                        > ale raczej z winy Margaret niż Thorntona. Przecież on tak jest
                                        > emocjonalny jak tylko usłyszy imię Margaret:D I zawsze, zawsze
                                        > będzie kochał Margaret, a ona może mu naskoczyć:D
                                        >
                                        > Natomiast w serialu to Margaret jest wg mnie sympatyczniejsza i
                                        > bardziej dojrzała niż w książce, i tam widzę przed nimi świetlaną
                                        > przyszłość:))) I między innymi ze względu na to wolę serial niż
                                        > książkę.
                                        >
                                        > A że Twilight promuje jakieś chore wzorce co do związków, do pełna
                                        > zgoda. Na szczęście mnie ani Edward ani Jacob nie pociągają, uff:)
                                        >
                                        >


                                        Ha, no to jestes RAddicted ;)

                                        Musze pomyslec nad tym co mowisz o serialowej vs. ksiazkowej Margaret.
                                        Mnie Margaret to troche irytuje (serio, nie dlatego ze w pociagu caluje RA:)
                                        bo jest taka troche jak jej matka, jakas taka bezwolna czasami, i za czesto jak
                                        na moj gust narzeka. Jak np sie tlumaczy jak zasnela podczas herbatki z Panem T.
                                        Ze niby musiala firanki prasowac etc.

                                        Taka z niej troche lala, a ja to wole bohaterki z - ze tak to ujme - jajem. No i
                                        poczucia humoru jakos nie ma, nie wiem dlaczego JT ja wybral? To troche jak z
                                        Bella i Edwardem. Z kolei widze dlaczego Lizzie zrobila na Darcym wrazenie -
                                        miala osobowosc. Tak, wiem ze nie wszystkie bohaterki musza byc silnymi
                                        osobowosciami, ale jak myslisz kiedy JT zakochal sie w MH? Czy to dlatego ze ona
                                        mu sie wydala duzo bardziej wyrafinowana niz inne babki/ albo babki w Darkshire?
                                        • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 03.02.09, 11:03
                                          Wiesz, naprawdę bym nie powiedziała, że Margaret była bezwolną lalą
                                          podobną do matki. Jak dla mnie to właśnie ona jedna w tym domu miała
                                          jako tako głowę na karku, a jej rodzice byli kompletnie
                                          niepozbierani. Jak jej ojciec postanowił 'zrzucić sutannę', to była
                                          to wielka decyzja i nie bał sie jej podjąć, ale już żonie się
                                          obawiał o tym powiedzieć i zrzuca to na Margaret. I to ona napisała
                                          list do brata. Wg mnie była silną osobą, przecież w książce jest to
                                          dość wyraźnie zaznaczone, że np w czasie choroby matki Margaret
                                          okazywała słabość jedynie w chwilach samotności (w filmie tych scen
                                          nie ma). Oczywiście, Margaret też się buntowała po przeprowadzce do
                                          Milton, ale przynajmniej starała się tam zaaklimatyzować, a jej
                                          matka nie bardzo.

                                          No i jasne, że M. jest inna niż Lizzie, ale ton tych dwóch książek
                                          jest tak różny, że jest to dla mnie dość naturalne.
                                          Nie ma w N&S ogólnie zbyt wiele humoru, i nie ma go też w
                                          charakterze Margaret.

                                          A co Mr T. w niej widział?:) Faktycznie, było coś takiego w książce,
                                          że Margaret była inna niż znane mu dziewczęta. Ja bym się nie
                                          zdziwiła, jakby on w ogóle niewiele tych dziewcząt znał, miał inne
                                          sprawy na głowie:) W książce w ogóle nie było mowy o innych
                                          kobietach, w filmie dodali ta córkę bankiera czy kogo tam, która
                                          nawet żadnej kwestii nie miała:) W każdym razie M. była inna niż
                                          Fanny, a to już wielka zaleta:D Ale na pewno zaczął się zakochiwać w
                                          niej już od pierwszego spotkania (w książce, bo w serialu dodali tą
                                          rozróbę w fabryce jako pierwsze spotkanie:))
                              • nessie-jp Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 29.01.09, 00:27
                                O przepraszam, pan Darcy za wstępne zaloty dostał w metaforyczne ucho od Lizzy,
                                aż zaświszczało, a panienka uznała, że może warto go poślubić, dopiero po
                                *dokładnym obejrzeniu sobie majątku tego pana*!

                                Krótko mówiąc, Lizzy poślubiła piękną posiadłość, a pan Darcy nauczył się być
                                grzeczny :P
            • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 21:19
              Ja się pierwszy raz z manią na Twilight spotkałam w 2007 roku, a
              książki przeczytałam rok temu (poza czwartą, która wyszła w
              sierpniu). A mania jest, nie da się ukryć, ale czy to emo - to nie
              wiem, nie znam się:)

              Film dość wiernie odwzorowuje książkę (może zbyt wiernie), ale przez
              to że nie miał tej dziwnej przyciągającej siły;), to jedynie obnażył
              wady oryginału i tyle - nie polecam. I tak, aktorstwo bardzo
              drewniane.
    • nighthrill Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 21:26
      To jest to o wampirze?
      Moja uczennica maturzystka jest zafascynowana, chciała mi pożyczyć, ale jakoś
      nie mam ochoty. Oprócz Tolkiena i Rowling nie przepadam za fantastyką, no,
      jeszcze Ursula K. Le Guin mi się podobała, i "Krew elfów" Sapkowskiego i
      "Żmijowa harfa" Anny Żmijewskiej.
      Podobno nowy Sapkowski wychodzi na dniach.
      • nessie-jp Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 21:32
        Sapkowski mi się przejadł. Pierwsze dwa zbiory opowiadań o wiedźminie były
        genialne
        • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 21:49
          Mnie tez Sapkowski sie przejadl. Opowiadania i sage o wiedzminie przeczytalam
          kilka razy. Ale juz Trylogii Husyckiej jakos nie zmoglam, choc uwielbiam
          sredniowiecze. Teraz od niego odpoczywam. Swoja droga nie mialam pojecia, ze cos
          nowego ma sie ukazac.
          Za to juz gryze palce, czekajac na "Letni deszcz. Sztylet" Brzezinskiej, a
          ksiazka wciaz sie opoznia:-(. Uwielbiam pisarstwo Anny Brzezinskiej.
          • nessie-jp Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 21:51
            Muszę się zainteresować Brzezińską. Czy to jest chociaż odrobinę humorystyczne,
            czy zupełnie śmiertelnie poważne?

            Z innych polskich autorów
            • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.01.09, 22:04
              Polecam Sage o Twardokesku i Opowiadania z Wilzynskiej Doliny, innych ksiazek (
              dugiegom tomu opiwiadan i ksiazek o I wojnie, ktore pisze z mezem nie czytalam).
              Dla mnie, ale podkreslam, dla mnie, to jest literatura idealna. Wszystko, o czym
              pisze autorka do mnie trafia i porusza. To sa specyficzne ksiazki, swiat
              przedstawiony nie jest rozowy i naiwny, ale jest tam duzo humoru. Wedlug mnie te
              ksiazki wciagaja, wzruszaja i momentami bawia, ale wiem, ze jest masa ich
              przeciwnikow. Wiele osob zarzuca im, ze sa ciezkie w lekturze. Ja na twoim
              miejscu zaczelabym od Opowiadan z Wilzybskiej Doliny, one dzieja sie w tym samym
              swiecie co Saga, ale na jego uboczu. Jesli to cie wciagnie, zabierz sie za Plewy
              na wietrze ( nowa wersja pierwszego tomu sagi, starsza wersja nazywa sie
              Zbojecki Gosciniec. Niby to samo, ale autorka poprawila te ksiazke i teraz jest
              spojniejsza).
              • sowca Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 17.01.09, 00:02
                Wiecie, aż się zastanawiałam, kiedy się pojawi na naszym forum wątek
                o "Zmierzchu". Ja czytałam pierwszą część jakoś w grudniu, na fali
                olbyrzmiej popularności jaką cieszyła się w mojej grupie: dziewczyny
                czytały to na wszystkich wykładach, wyrywały sobie z rąk i mówiły do
                siebie cytatami! To było istne szaleństwo. Co do mnie: mam podobne
                uczucia jak Supervixen. Książka jest SŁABA, więcej: jest po prostu
                TRAGICZNA. Banał niesamowity, fabuła rozwleczona do niemożliwości,
                dialogi martwe i naładowane niepotrzebnym patosem, akcja rozgrywa
                się właściwie wyłącznie pod koneic dzieła i w dodatku jest nader
                mierna i przewidywalna. Jednym słowem, gniot kompletny. A mimo to
                wciąga cholerstwo jak najlepsza powieść. Przez cały czas lektury
                byłam w pełni świadoma, że czytam gniota, ale zupełnie mi to nie
                przeszkadzało: chłonęłam jak gąbka wodę. Do tego boski Edward.
                Chociaż muszę przyznać,że pod koniec już nie wyrobiłam i ostatnie
                kilka stron przeczytałam w tramwaju, którym jechałam na spotkanie z
                właścicielką książki, co by jej oddać dzieło.
                A film? Trochę podobnie jak ksiązka, ale tym razem słabości jednak
                przewyższają zalety. Lekki, łatwy w odbiorze, skoncentrowany głównie
                na miłości, zupełnie pozbawiony drugiego dna i z tragiczną żeńską
                rolą główną (Stewart zasłużyła na Złotą Malinę...). Jeśli kogoś
                bardzo interesuje, to napisałam dla własnej przyjemności recenzję,
                mogę wysłać :)
                • moleslaw Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 17.01.09, 01:41
                  Jakby to ująć,mam czytałam i nie tylko to również "Intruz",powieść nie
                  należąca do serii leży na półce przeczytana.Są to zdecydowanie romanse,Edward
                  mnie nie zachwyca wolę Jacoba.Warto przeczytać jako fenomen,nie zamierzam
                  ukrywać że wchłonęłam całą serię i faktycznie jakaś tam akcja zaczyna się
                  dopiero w drugim tomie.
                  "Intruz" tez o miłości,moje osobiste wrażenie stawia jednak ją zdecydowanie
                  wyżej i czekam na jeszcze.

                • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 17.01.09, 11:18
                  Sowca, ja poproszę:) Też miałam kiedyś zamiar napisać recenzję, ale
                  jakoś zawsze było co innego do roboty...
                  • sowca Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 17.01.09, 22:36
                    Supervixen, wysłałam Ci na pocztę, daj znać, czy doszło ;)
                    • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 17.01.09, 23:05
                      Doszło:) Właśnie smaruję refleksje do twoich refleksji, jeśli nie
                      masz nic przeciwko temu:D
                      • sowca Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 18.01.09, 22:43
                        Absolutnie nie mam nic przeciwko temu! Mam nadzieję, że pozwolisz mi
                        odpowiedziec na Twoje refleksje odnośnie moich refleksji :P
                        • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 19.01.09, 13:06
                          "... i nie zwraca uwagi na nasze uwagi." :D
                • croyance Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 19.01.09, 19:15
                  Daj recenzje, daj. Nie czytalam ksiazki, ale uwielbiam czytac
                  recenzje :-D
                  • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 19.01.09, 19:17
                    Ja te uwielbiam recenzje, przylaczam sie zatem do prosby:-)
    • mmoni Borejkowie a Twilight - uwaga, spoilery 17.01.09, 17:57
      A ja mam teorię, która łączy ten wątek z zasadniczą tematyką forum. Zaznaczam
      uczciwie, że (cytując Franca Fiszera), mam nad Wami tę przewagę, że niektóre z
      Was czytały te książki, a ja nie. Natomiast z wydarzeń z książki przytoczonych
      przez recenzentów wyciągnęłam wniosek, że Cullenowie to Borejkowie, tylko bardziej.

      Uwaga: następują potężne spoilery, zwłaszcza z ostatniej książki cyklu, która
      jeszcze chyba nie wyszła w Polsce. Kto nie chce, niech nie czyta. Użyłabym
      tagu spoilerowego, ale ten chyba na forum GW nie działa.
      S
      P
      O
      I
      L
      E
      R

      S
      P
      A
      C
      E

      S
      P
      O
      I
      L
      E
      R

      S
      P
      A
      C
      E


      1. Cullenowie (rodzina wampirów) są wszyscy piękni, niesamowicie mądrzy i
      wyróżniają się z tłumu amerykańskich Kopców.
      2. Co więcej, są tak atrakcyjni, że aby stać się jedną z nich, Bella przystaje
      na rozłąkę z rodziną, przyjaciółmi i całym swoim dotychczasowym życiem. Coś jak
      Grzegorz czy Robrojek, którzy dając się wessać w wir Borejkowski zapominają o
      takich drobiazgach jak ojcowie czy dzieci z poprzednich związków.
      3. Bella wychodzi za mąż zaraz po skończeniu szkoły średniej i natychmiast
      zachodzi w ciążę. Oczywiście o seksie przed ślubem nie ma mowy (autorka jest
      mormonką).
      4. Aczkolwiek bije ją na głowę w dziedzinie wczesnych związków jej córka, której
      wilkołak Jacob wdrukował się zaraz po urodzeniu i pewno się pobiorą, jak tylko
      Nessie urośnie. Związków od kołyski nawet Musierowicz nie wymyśliła.

      Wniosek: Borejkowie są wampirami, co wyjaśnia tajemnicze zniknięcie sąsiadów
      (tych mieszkających koło pani Szczepańskiej), mieszkanie z gumy i inne
      ponadnaturalne fenomeny.

      Wszystkie moje informacje na temat Twilighta zaczerpnięte są stąd
      www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2008/08/07/AR2008080702528.html
      oraz z jeszcze jednej recenzji, której autora/ki niestety już nie pamiętam.
      Jeśli coś pokręciłam, to z góry przepraszam fanki.
      • nessie-jp Re: Borejkowie a Twilight - uwaga, spoilery 17.01.09, 18:26
        > wilkołak Jacob wdrukował się zaraz po urodzeniu i pewno się pobiorą, jak tylko
        > Nessie urośnie.

        Ze co proszę???

        No coś podobnego. :D
    • filifionka-listopadowa Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 18.01.09, 19:43
      ha! Twilight! Gdy zacznie mi się choroba nazywana "wolnym czasem" a skończy inna
      nazywana "sesją" to mam zamiar stać się zapamiętałą czytelniczką tego ów dzieła
      na wzór Idy i nieszczęsnej Jane Eyre.
      Wiem ,ze do Pottera to się nie umywa ale innych rzeczy wymagam do niego a innych
      "sagi zmierzchu". Muszę popracować nad moim angielskim słownictwem a poza tym
      uwielbiam zapaść się w cukierkowy kicz. Byłam już w kinie na filmie, wielbiąc
      całą sztampę i naśmiewając się do łez z Edwarda jako Personifikacji Marzeń
      Romantycznej Nastolatki O Idealnym Mężczyżnie.
      Nie samymi przepiórkami człowiek żyje.
      • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 18.01.09, 21:11
        A ja dzis zaczelam ogladac serial " True Blood", w ktorym wampiry, dzieki
        stosowaniu tytulowego produktu, czyli substytutu krwi, mogly sie ujawnic i
        zaczac probowac normalnie zyc w spoleczenstwie. Bedzie i ludzko-wampirzy romans,
        a jakze, tylko nie z nieletnimi:-). Pierwszy odcinek mi sie podobal, dam znac
        jak reszta.
        • nessie-jp Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 19.01.09, 21:33
          Próbowałam oglądać True Blood, ale... nie wytrzymałam. To jednak nie to samo, co
          Buffy, która była rzeczą świeżą i z dużym ładunkiem autoironii. A w True Blood
          • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 19.01.09, 22:01
            Do Buffy tego nie probuje nawet porownywac, Buffy jest jedna:-). Nie sadze, bym
            byla w stanie polubic inny serial o wampirach w takim samym stopniu. A jednak
            True Blood jak na razie calkiem mi sie podoba, choc faktycznie bohaterka mnie
            raczej drazni. Nie jestem wielka wielbicielka naiwnych dziewczatek, czy to na
            ekranie, czy to w literaturze.
    • ready4freddy Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 18.01.09, 21:08
      ja tam nie wiem, istnienie Pottera TEZ ignoruje :) dla mnie istnieje tylko Harry
      Plopper a.k.a. SpiderPig :DDD
      • croyance Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 19.01.09, 19:25
        Freddy, czytalam juz nowego Adriana. Akcja dzieje sie pomiedzy
        pozarem domu Adriana, a wyjazdem Williama do Nigerii (mniej wiecej).
        Wyobraz sobie, ze ma on krotki romans z Pamela Pigg, pracownikiem
        socjalnym :-D

        Sue Townsend trzyma poziom :-)
        • ready4freddy Re: Aidy OT 20.01.09, 00:26
          wiem, wiem, lezy przeczytany od... jeszcze przed swietami przeczytalem :) swoja
          droga autor recenzji na amazon niczego nie zrozumial i cos gledzil o pomylkach
          czasowych, ze niby "Ivan ozyl" :)))
          • croyance Re: Aidy OT 20.01.09, 14:01
            He he, powaznie?
            • ready4freddy Re: Aidy OT 25.01.09, 12:52
              powaznie :) na amazon.uk, kiedy zagladalem pierwszy raz w poszukiwaniu tej
              ksiazki, byla tylko jedna recenzja, i autor pisal o pomylkach pani Townsend :)))
              • nighthrill Re: Aidy OT 25.01.09, 13:21
                oż cholera, nowy Adrian jest?!
                Proszę o tytuł i szczegóły...ale niezbyt wiele:) Oczywiście minie kupa czasu,
                zanim przełożą na polski.

                Teraz po raz kolejny spędzam wieczory z "Czasem cappuccino". Nie wiem, czy Wy,
                Croyance i Freddy, czytaliście tłumaczenia polskie, są niezłe, ale mnie
                osobiście wkurza nieco, że każdy tom tłumaczy inna osoba, i potem np. książka
                Barry'ego kenta raz nosi tytuł "Dziennik kretyna" a raz "Dziennik Dorka",
                Brainbox Henderson raz jest Brainboxem, a raz "Bystrzakiem", a wiekopomne dzieło
                Adriana nosi tytuł "Oto płaskie wzgórza mej ojczyzny", by potem zamienić się w
                "Oto płaskie wzgórza mego kraju"...
                Brak redakcji i nadzoru, niestety. Szkoda, bo to niszczy trochę spójność. Z
                drugiej strony - książki były w Polsce wydawane i tłumaczone niechronologicznie.
                • ready4freddy Re: Aidy OT 28.01.09, 23:48
                  ksiazka nazywa sie "The Lost Diaries of Adrian Mole, 1999-2001" i tak naprawde
                  powstala z tego , co pani Townsend pisala w odcinkach w gazecie (nie pamietam,
                  jakiej). oczywiscie umiejscawia sie miedzy "Cappuccino Years" a "Weapons of Mass
                  Destruction".

                  co do tlumaczen to sie nie wypowiem, a to dlatego, ze:
                  - znam i mam tlumaczenia pierwszych dwoch czesci, wrecz wyroslem na nich
                  (ksiazki maja po kilkanascie lat :), i sa niezle, rzeklbym, a nawet bardzo
                  dobre. mam tez tlumaczenie "Cappuccino Years" i przeczytalem je przed oryginalem
                  i cala reszta ksiazek (wszystkie pozostale znam tylko w oryginale). szczerze
                  mowiac nie zwrocilem na to uwagi, ale to chyba wlasnie dlatego, ze te
                  wczesniejsze byly lepsze (albo tych pozniejszych nie porownywano ze starszymi
                  dla zachowania spojnosci).
    • ananke666 Autorka Twilight to... spryciara! 19.01.09, 23:22
      Zainteresowałyście mnie i zapoznałam się z jednym tomem dzieua owego. A także z
      kawałkiem filmu. O mamo, co za szmira, specjalnie dla tej roztelepanej panienki
      co Bellę odgrywa, powinni wymyślić nagrodę Drewniaka. Jest równie ładna, jak
      fatalnie gra, czyli bardzo :p Ktoś pisał, że Malinę powinna dostać - nieee...
      Maliny czasem trafiały do bardzo dobrych aktorów - inna rzecz, że zwykle nie
      oceniali gry, tylko głupią rolę w głupim filmie, nie znaczy wcale, że źle odegraną.

      Do rzeczy.
      Nie ukrywam, że przy lekturze co i rusz wyrywał mi się sarkastyczny rechocik i w
      ogóle ubaw miałam niezgorszy. Łokropne to, przewidywalne, głupawe, nad
      szczegółami się teraz nie będę znęcać, bo nie o to mi tu idzie.
      Otóż autorka owego dzieua to cwana sztuka!
      Pamiętacie opki miełosne, co tu były kiedyś omawiane? Przecież ta książka jest
      podobna do nich ogromnie, tyle tylko, że bardziej rozbudowana. Te same bzdury
      podane, te same marzonka... pomyślcie o tych pannach, produkujących pełne
      namiętności wizje jak internet długi i szeroki - to jest książka napisana
      specjalnie dla nich. Osoby, które takie bzdety czytają i zachwycają się nimi, a
      co gorsza piszą, będą lekturą uszczęśliwione. Czytając miałam ciągle wrażenie,
      że kobita przed napisaniem książki przeprowadziła dogłębny research po
      tfurczościach tego typu, zebrała wszystko do kupy, wytrąciła esencję, uładziła
      coś tu i tam i wzięła się do roboty, zacierając ręce. I jej się, kurczę,
      opłaciło! Cwana bestia, miała na dłoni wszystko - wiek i płeć odbiorców, ich
      marzenia, oczekiwania, zachwyty, niechęci itd., a nawet język, który do nich
      trafi! Książka jest fatalna, ale to nie literatura, tylko biznes - i udał się,
      oj udał. Autorka wyczuła moment, redaktorzy też, zarobili wszyscy. Chapeau bas.
      • nessie-jp Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 00:03
        Też bym się zapoznała, ale szczerze powiedziawszy, szkoda mi pieniędzy.

        Jak napisałaś, Internet jest pełny tego rodzaju twórczości
        • ananke666 Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 00:15
          I słusznie, że Ci szkoda, bo to dno i wodorosty.
          Ebooki są, znalazłam bez trudu.
      • supervixen Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 14:04
        Ananke, myślisz? Myślałam kiedyś o tym, i ogólnie o tej popularności
        Twilightu, z czego wynika i czy faktycznie jest to tylko wynik
        jakiejś wydawniczej przebiegłości, ale ostatecznie po przeczytaniu
        czterech książek Meyer i jakichś wywiadów z nią doszłam do wniosku,
        że 'ten typ tak ma' po prostu i przypisując jej taki spryt wręcz ją
        przeceniamy:)

        A że trafiła swoim, ekhem, pistarstwem, w jaką niszę, to inna sprawa
        i jej agent zapewne do końca życia będzie sobie gratulował
        instynktu:) A ta nisza to taka... bad-fanfikowa nisza właśnie
        (zarzut o styl fanfikowy jest zresztą bardzo częsty i jakże
        trafny:)). Tzn Meyer sobie bardzo folguje w swoich książkach, pisze
        co jej tylko do głowy przyjdzie, nie bawi się w żadne subtelności. I
        choć to właśnie robi z jej książek kicz, to też - według mnie -
        sprawiło, że stała się taka popularna. No i muszę jeszcze dodać, że
        w przeciwieństwie do tych blogowych fanfików z HP, to jednak książki
        Meyer są czytane nie tylko przez trzynastolatki, których
        dotychczasowa lektura ograniczała się do Bravo Girl (a mówię to nie
        tylko na przykładzie swoim i Sowcy;)).

        No ale oczywiście mogę się mylić - może Meyer to faktycznie
        spryciara:) W takim razie miałabym chyba dla niej więcej szacunku
        niż teraz (teraz nie mam prawie wcale, jako do pisarki:))
        • nessie-jp Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 14:43
          > A ta nisza to taka... bad-fanfikowa nisza właśnie

          Ja tam lubię sobie od czasu do czasu poczytać fanfiki, nawet bad-fanfic :) A już
          zwłaszcza lubię sobie czytać badfic napisany przez dobrego (sprawnego językowo)
          autora :)

          Tylko nie jestem pewna, czy chcę za to płacić... :P
          • supervixen Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 14:57
            Nessie, a nie masz od kogo pożyczyć?

            Co do fanfików w ogólności to ja do nich absolutnie nic nie mam!
            Jeśli akurat przeżywam ciężką fascynację jakimiś książkami czy
            serialem, to zazwyczaj sięgam i po fanfiki i bardzo to lubię.

            Ale, pomijając już kwestię badfików, to i dobre fanfiki dzielą się
            na te naprawdę dobre (gdzie widać, że autor przy odrobinie
            determinacji mógłby spróbować sił we własnej twórczości, choćby to
            było genre fiction), a są i takie, które choć się dobrze czyta i są
            sprawnie napisane to nadają się one tylko na fanfiki - bo są
            odrobinę zbyt dramatyczne, odrobinę zbyt patetyczne, zbyt często
            opisują co bohater ma na sobie:) W fanfiku to nie przeszkadza,
            właśnie to jeden z powodów dla którego ludzie je piszą - bo mogą tam
            zmieścić rzeczy, które w oryginale by się nigdy nie pojawiły.
            Twilight tak naprawdę bardziej tą kategorię mi przypomina niż
            klasyczne badfiki; przynajmniej pod względem stylu. Pod względem
            fabuły, szczególnie w czwartej części - badfic jak obszył;)
            • nessie-jp Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 15:06
              No nie mam akurat od kogo pożyczyć, same stare wyedukowane baby wokół mnie i
              nikt młodzieżowych pozycji nie czyta :)


              > a są i takie, które choć się dobrze czyta i są
              > sprawnie napisane to nadają się one tylko na fanfiki - bo są
              > odrobinę zbyt dramatyczne, odrobinę zbyt patetyczne, zbyt często
              > opisują co bohater ma na sobie:) W fanfiku to nie przeszkadza,

              No właśnie, i jest wręcz fajne i w tym cały urok :)
              • supervixen Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 15:28
                > No nie mam akurat od kogo pożyczyć, same stare wyedukowane baby
                wokół mnie i
                > nikt młodzieżowych pozycji nie czyta :)

                No tak, teraz poczułam się boleśnie sprowadzona do poziomu
                małoletniej, niewyedukowanej małolaty:D Kopiec Krystal jakby:D
                • supervixen Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 15:35
                  Eee, jedną 'małoletnią' można skreślić, zapędziłam się;)
                  • nessie-jp Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 15:42
                    Idź ty, ja się czuję sprowadzona do pozycji Feministki z Pociągu, tej od
                    papierocha. Stare to, smętne i w ogóle młodzieży nie rozumie :)

                    Chyba się przejadę w weekend do Empiku i posiedzę w kucki pod regałem w
                    towarzystwie małolatów, podczytując Twilight.
                    • ananke666 Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 17:11
                      Ach, nie wygłupiaj się. Wejdź na www.4shared.com i uśmiechnij się do wyszukiwarki ;)
                      • nessie-jp Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 17:24
                        No weszłam, znalazłam, przeczytałam pierwszy akapit dramatycznego wstępu i
                        dostałam takiej czkawki ze śmiechu, że aż mi łzy popłynęły!
                        • ananke666 Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 17:57
                          Dawaj dalej, potem jest jeszcze weselej... xD
                        • dakota77 Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 18:11
                          Skusilyscie mnie, tez to znalazlam i zobaczylam na razie wstep:-). Alez sie
                          usmialam. Ten wstep to zywcem fanfic, lektura zapowiada sie ciekawie, he he:-).
        • sowca Re: Autorka Twilight to... spryciara! 20.01.09, 22:14
          Biorąc pod uwagę fakt, że studiuję jednak na powaznych studiach
          (przez niektórych uważane za studia o niczym, ale nie będziemy
          sluchac tych kłamliwych szeptow), ludzie na moim roku są
          inteligentni i oczytani, a mimo to podczytują "Zmierzch"... to to
          zdecycowanie nie jest lektura wyłącznie dla 13-latek XD
          • szprota lekki foch względem studiów o niczym ;) 25.01.09, 12:51
            A po mojemu socjologia dała mi naprawdę fajne ogólne wykształcenie. A warsztat
            pracownika socjalnego do tego sporo asertywności :)
    • nula8 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 28.01.09, 23:42
      Ja miałam wielką ochotę na książkę, ale najpierw zawędrowałam na film i dawno
      nie widziałam nic tak złego. Ten film jest tak zły, że aż śmieszny... A kreacja
      aktora, który gra brata głównego bohatera... Mój Boże! No i ten dialog,
      wyszydzany już w jakiejś recenzji: Chłopak: "Jestem mordercą, potworem",
      dziewczyna: "Nie obchodzi mnie to".
      Bezcenne właściwie.
      No i teraz nie mam już ochoty na książkę, a wątek mnie też nie zachęcił. A po
      obejrzeniu True Blood naprawdę miałam ochotę na jakieś wampirze story...
      • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 28.01.09, 23:43
        A jak ci sie True Blood podobalo? Ja jestem w polowie, a serial zdecydowanie mi
        "podchodzi". Ach, te duszne luizjanskie klimaty, ten straszny akcent:-)
        • nula8 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 28.01.09, 23:52
          Podobało mi się! Pod koniec raczej mnie główna bohaterka denerwuje (brakuje mi
          dwóch odcinków, muszę ścignąć koleżankę, która ściąga, bo sama jestem debilem
          internetowym, więc nie umiem). Ale wampiry fajowe i klimacik również. Wątek jej
          przyjaciółki się ładnie rozwija i tego zakochanego w bohaterce właściciela baru
          także :)
          W sumie in plus, nieprawdaż. Ale do Dextera się jednak nie umywa.
    • alitzja Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 30.01.09, 00:00
      Ach, a ja dzięki Wam zdecydowałam się pożyczyć to "arcydzieło" od koleżanki i
      właśnie czytam. Jestem mniej więcej w połowie pierwszego tomu, więc zapewne
      mgliste mam jeszcze pojęcie o całości (czy ja chcę ją poznać? - oto jest
      pytanie). Fakt, wciąga ("Jak to, już połowa?!"), choć jednocześnie wieje nudną z
      przydługich dialogów.
      Ale ja nie o tym chciałam; ja z pytaniem. Czy boski Edward to aby nie Nerwus we
      własnej osobie? Taki typ dominująco-bezwzględny i osaczający? Nad wyraz
      urodziwy, ale i drapieżny. Hm... Jak o nim czytam, to sobie Nerwusa wyobrażam.
    • ginny22 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 01.02.09, 10:39
      Wczoraj wybrałam się do kina na "Zmierzch". Duży błąd :) Boże, jakie
      to było tragiczne! Fabuła, efekty specjalne (latanie po drzewach!),
      gra aktorska zwłaszcza "Edwarda". Jak on próbował oczami wyrażać
      emocje, ja płakałam ze śmiechu. No i postawa głównej bohaterki...
      Dawno nie widziałam w kinie kogoś bardziej irytującego i bezmyślnego.
      Broniło sie jedynie parę scen, które wyszły chyba przypadkiem. A
      teraz mnie jeszcze czeka przeprawa z książką, bo chcę sprawdzić, czy
      jest równie głupia, infantylna i ucząca panienki, że jak facet
      mówi: "Jestem mordercą", to nalezy odpowiedzieć: "Nic nie szkodzi".
      • ananke666 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 01.02.09, 12:01
        Ginny! Ostrzegam - najgłupsze kawałki z książki nie trafiły do scenariusza...
        • ginny22 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 01.02.09, 13:10
          O, hilfe... Ale za to w powieści nie widać wytrzeszczu Edwarda ani
          jego ust korali.
          • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 01.02.09, 14:05
            Na razie jestem na jakiejs 90 stronie i ksiazka zaczela sie rozkrecac, a nawet,
            musze przyznac, lekko wciagac;-)
            • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 01.02.09, 20:54
              N o i macie, zdazylam skonczyc tom pierwszy i wziac sie za drugi. Kurcze, mize
              to i smzira, ale wciaga:-)
              • catriona Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 02.02.09, 17:01
                LOL dakota!

                rozumiem w 100%


                i hej, kto to na Pattinsona boskiego najezdza? - moze wystapimy poz lokal! ;))))
                • ginny22 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 02.02.09, 17:30
                  > i hej, kto to na Pattinsona boskiego najezdza? - moze wystapimy
                  poz lokal! ;)))

                  Ja najeżdżam, bo śladu boskości w nim nie widzę :P W "Harrym
                  Potterze" jeszcze było z nim jako-tako, tu... Nie jestem chyba grupą
                  docelową.
                  • catriona Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 02.02.09, 17:38
                    ginny22 napisała:

                    > > i hej, kto to na Pattinsona boskiego najezdza? - moze wystapimy
                    > poz lokal! ;)))
                    >
                    > Ja najeżdżam, bo śladu boskości w nim nie widzę :P W "Harrym
                    > Potterze" jeszcze było z nim jako-tako, tu... Nie jestem chyba grupą
                    > docelową.


                    ja to nie wiem jak bylo w Harrym Potterze, bo go nie widzialam - choc jak bedzie
                    w TV to sobie obejrze, a co tam! - ale Ginny, moze potzrebujesz jeszcze raz isc
                    na fime? Albo dwa? Albo trzy? ;)
                    • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 02.02.09, 17:42
                      Ja tego Pattisona znam tylko ze zdjec i trailera filmu,a le boskosci sie w nim
                      jakos dopatrzec nie moge;-). Nawet teraz boje sie obejrzec film, bo po dwoch
                      tomach ksiazki ( taa, dzis skonczylam drugi)moge sobie wyobrazac Edwarda jako
                      faktycznie przystojnego, aktor kompletnie zburzylby to wrazenie, bo nie wyglada
                      jak trzeba;-)
                      • catriona Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 02.02.09, 21:02
                        Dakota, daj mu szanse;) Ja nie znalam ksiazki zanim obejrzalam film, wiec nie
                        mialam takiego problemu jak Ty. Ale mimo ze film jest sredni sam w sobie, to
                        Pattinson jest w nim nieziemski. Gra bardzo smutnego w sumie czlowieka, ale w
                        jakis sposob ten smutek emanuje z jego wnetrza, a nie tylko z miny. No i
                        najlepsze jest to ze naprawde rozpracowal "bad boya", szczegolnie w scenie kiedy
                        czeka na Belle pod jej domem i stoi przed swoim samochodem, lekko sie o niego
                        opierajac. Taka pewnosc siebie jakas "jamesdeanowska". Nie potrafie tego opisac.

                        Mnie sie wydaje ze to nie jest aktor ktory jest zainteresowany glowna rola w
                        "High School Musical 4 " albo innym teen camp movie. Nie moge sie doczekac az go
                        zobacze jako mlodego Salvadora Dalego. Moim zdaniem on moze byc nowym Johnnym
                        Deppem, kims kto jest ciagle zainteresowany kinem niezaleznym i kto bedzie mogl
                        wykorzystac swoja slawe do tego zeby robic cos mniej generycznego.

                        I przy tym chce powiedziec, ze on nie jest najpiekniejszym mezczyzna na ziemi.
                        Jest atrakcyjny, ale jest w nim cos wiecej. Nie wychodzi to we wszystkich
                        scenach, tym barzdiej ze on chcial zagrac Edwarda jako duzo "ciemniejsza" postac
                        w kryzysie, ale oczywiscie nie ta widownia, wiec mu nie pozwolono.

                        Daj znac, jesli pojdziesz na film.
                        • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 02.02.09, 21:37
                          Hm, to moze faktycznie sprobuje dac mu szanse:-). Jesli obejrze film, na pewno
                          podziele sie wrazeniami.
                    • ginny22 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 02.02.09, 20:55
                      Pattison w "Czarze ognia" wyglądał tak:
                      news.bbc.co.uk/media/images/40966000/jpg/_40966988_cedricdiggo
                      ry.jpg
                      Tam też zresztą grał młodzianka, na widok którego panienki mdleją i
                      który ma 120 zalet ;)
                      • catriona Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 02.02.09, 21:10
                        ginny22 napisała:

                        > Pattison w "Czarze ognia" wyglądał tak:
                        > news.bbc.co.uk/media/images/40966000/jpg/_40966988_cedricdiggo
                        > ry.jpg
                        > Tam też zresztą grał młodzianka, na widok którego panienki mdleją i
                        > który ma 120 zalet ;)
                        >

                        Ginny, nie moge sie dostac do tego zjecia ("page not found) ale sobie poguglowalam go.
                        A widzialas jego ostatnie zdjecia?

                        Nie jestem pewna czy tu moge podpiac fotografie ale sprobuje

                        http://i245.photobucket.com/albums/gg54/kasialambert/Robert%20Pattinson/Empire_Outtake_001.jpg

                        http://i245.photobucket.com/albums/gg54/kasialambert/Robert%20Pattinson/RPattinson.jpg

                        http://i245.photobucket.com/albums/gg54/kasialambert/Robert%20Pattinson/RPattinson2.jpg
                        • supervixen Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 02.02.09, 22:58
                          A ja sobie Pattinsona jako Edwarda wyobrażałam jakoś tak:

                          www.tinyurl.pl/?Gn9AC6zB
                          www.tinyurl.pl/?UmD84XG2
                          www.tinyurl.pl/?1oZ5ufdl
                          Ale coś nie wyszło:)
              • catriona Fanfic lepszy niz oryginal - "Wide awake" 02.02.09, 17:16

                Jak ktos ma ochote - ja na razie przeczytalam pierwsze kilka rozdzialow -
                swietnie napisany Edward.

                "Angsty" jak bym miala okreslic jednym slowem.

                Ich zwiazek tez ma powazna podstawe - jestem pod glebokim wrazeniem, to
                najlepszy fanfic jaki czytalam. Wciaga bardziej niz Meyer.

                www.fanfiction.net/s/4627414/1/Wide_Awake
      • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 01.02.09, 12:22
        Ja wlasnie czytam ksiazke, zachecona przez was i ten watek:-). Czyta sie toto
        faktycznie jak fanfic;-)
        • szprota Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 19.05.09, 22:52
          Podnoszę, bo i ja uległam pokusie. Tak, fanfic to dobre określenie. Ech, te
          marzenia o pozyskaniu względów najprzystojniejszego herosa! Nie wiem, czemu, ale
          jest w tym jakiś wdzięk. Poczułam się znów jak w szkole średniej.
          A Cedryk w roli Edwarda wcale niezły; lubiłam go już za "Czarę Ognia".
          • filifionka-listopadowa Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 19.05.09, 23:32
            Ale nic nie zaszkodzi sobie czasem pomarzyć... co?
            Lubię atmosferę filmu i uważam ,że to im się udało zachować z książki. Idealne
            tło dla takiego słodko-mrocznego romansu, marzeń o tajemniczym herosie i
            opuszczeniu wszystkich na zawsze... Nic więcej nie powiem bo nie chce psuć
            przyjemności z czytania kolejnych tomów.
          • miau78 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 26.05.09, 20:09
            Co to było z tą Czarą Ognia...?
            Aha- podczas seansu Aniołów i Demonów, w momencie konklawe, kiedy kolejne
            karteczki z głosami kardynałów trafiały do tego tam... wiaderka i główny
            kardynał je podpalał, Szprota powiedziała: "Ty, patrz! Czara Ognia!"
            Sorry za off topic, ale nie mogłam się powstrzymać.
            • szprota Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 26.05.09, 20:12
              miau78 napisała: Co to było z tą Czarą Ognia...?
              Umarł ładniej niż DiCaprio w Titanicu ;p
              Poza tym zawsze jakoś lubiłam tę wstawkę Jęczącej Marty w łazience prefektów, że
              ten poprzedni (czyli Cedryk właśnie) dłużej siedział i już wcale piany w kąpieli
              nie było...
              • miau78 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 26.05.09, 20:16
                Ach, ta Jęcząca Marta, filutka jedna...
                • filifionka-listopadowa Filuterny OT 27.05.09, 22:55
                  Powiem szczerze ten fragment sprawił ,że zaczęłam zastanawiać się nad kwestią
                  seksualności uczniów Szkoły Magi i Czarodziejstwa.
                  Wszakże nie uwierzę ,ze zgromadzenie takiej ilości młodych ludzi płci obojga, w
                  wieku buzujących hormonów nie powodowało pewnego rodzaju spotkań. Na błoniach, w
                  toaletach perfektów itp.
                  Pewnie nie było o tym głośno bo korzystali z czarów antykoncepcyjnych. Lubie
                  zresztą ta subtelną aluzję na temat ekscesów erotycznych młodych czarodziejów,
                  rzuconą przez autorkę w Czarze Ognia.

                  Kusiło mnie kiedyś by machnąć fanfika o tym jak Hermiona w toalecie pomaga
                  dziewczynom w rzucaniu czarów antykoncepcyjnych i tłumaczy ,ze lepiej myśleć o
                  tym przez , po po to już tylko eliksir pomoże i znów trzeba bedzie Snapeowi
                  składniki wykradać.
                • nikadaw1 jeszcze o wampirach 30.05.09, 17:08
                  gorąco polecam serial True Blood - tyż o wampirach, w pewnej mierze bardzo
                  podobne do Zmierzchu (bo i zmierzch garściami z tego czerpał) ale o ileż lepsze.
                  przede wszystkim jest dystans, humor, składna akcja, nie ma napuszenia, wampiry
                  mają zęby, krew się leje i trup się ściele, aktorzy potrafią grać, świetny
                  klimat wiochy w Luizjanie, wyjebista czołówka, można zachwalać bez końca...
                  • dakota77 Re: jeszcze o wampirach 13.06.09, 19:18
                    Jutro amerykanska premiera drugiego sezonu True Blood:). Swoja droga ostatnio
                    kompletnie zakochalam sie w ksiazkach o Sookie Stackhouse, na ktorych oparty
                    jest serial, choc coraz luzniej, mam wrazenie. Twilight sie do nich nie umywa:).
                    Tu wampiry sa zdecydowanie seksowniejsze ( no ale autorka to nie mormonka no i
                    dla doroslych pisze), inteligentniejsze i zabawniejsze. Bohaterka jest dowcipna,
                    inteligentna kobieta ktora wcale nie marzy o tym, zeby zostac wampirem przy
                    pierwszej okazji, jak Bella. Nie jest smetna firana uwieszona na ramieniu
                    mezczyzny:)
                    • szprota Re: jeszcze o wampirach 15.06.09, 20:06
                      Zanęciłyście mnie i zaczęłam oglądać - na razie dwa odcinki.
                      I faktycznie przyjemny. Sporo fajnego erotyzmu, bardzo sympatyczne bohaterki
                      (panowie jakby nieco mniej udani, Bill okrutnie mhroczny, Sam dupowaty, a
                      Jason... no cóż, za to tyłeczek ma zgrabny, jedyny wyjątek to Lafayette). Ale i
                      serial chyba jednak zaadresowany do starszego widza. Twilight jest bardzo
                      nastoletni i w tym jego wdzięk.
                      • dakota77 Re: jeszcze o wampirach 15.06.09, 20:19
                        Ten nastoletni wdziek Twilighta w takim razie do mnie nie trafia. No i rzekomo
                        piekny bohater wyglada jakby dostal ceglowka miedzy oczy, twarz ma nieskazona
                        mysleniem. No i ustawia te swoja panne po katach, a ona zachwycona, bo on taki
                        madry i cudowny.. Ugh.
                        Ostatnio ogladalysmy film Twilight z przyjaciolka i opowiadalam jej troche przy
                        okazji o pewnych rozwiazaniach z ksiazki ( ze Bella wie, ze bylaby szczesliwa z
                        Jacobem, ale coz, juz zakochala sie w EDwardzie, no i wiadomo, przeznaczenie).
                        ZE to takie walsnie nastolatkowe marzenie- spotkac przeznaczenie, milosc
                        idealna, po co takim dzieciakom wizja zwiazku, o ktory trzeba walczyc.
                        Co do True Blood, powtorze raz jeszcze- serial fajny, ale ksiazki, ktorymi jest
                        zainspirowany sa jeszcze lepsze. Wlasnie czytam je po raz kolejny i wciaz sie
                        zachwycam:)
                      • szprota Podciągam po obejrzeniu obu sezonów 31.10.09, 16:00
                        Zwłaszcza, że i może Filifionka dołoży garść swoich refleksji.
                        No więc, wciągnęło mnie. Wciągnęło mnie tak, że zaczęłam czytać opowiadania o
                        Sookie Stackhouse w oryginale, nie mogąc doczekać się, co dalej (i gorąco
                        kibicując Erykowi).
                        Zgodzę się z Niką, że fantastycznie oddany klimat wiochy w Luizjanie; piosenka z
                        czołówki została ustawiona na budzik w telefonie i generalnie mam ciągły podziw
                        dla odwagi obyczajowej tego serialu (znajdźcie mi inny z taką dozą erotyki i to
                        nie tylko hetero! L Word nie wliczamy, pomijając Jenny, tam nie ma wampirów :P)
                        • dakota77 Re: Podciągam po obejrzeniu obu sezonów 31.10.09, 16:38
                          Ja szczerze mowiac czuje sie dosc rozczarowana drugim sezonem, a
                          przeciez pierwszy sezon uwazam za rewelacyjny. Watek Maryann byl zbyt
                          rozwleczony, zrobil sie meczacy i przytloczyl calosc. No i serial w tym
                          sezonie za daleko odbiegl od ksiazek, ktore uwielbiam:)

                          I tak, ja tez kibicuje Ericowi. Dawno nie bylo tak fajnej meskiej
                          postaci ksiazkowej, w moich oczach rzecz jasna:)
                          • szprota Re: Podciągam po obejrzeniu obu sezonów 31.10.09, 17:36
                            Maryann była następstwem wydarzeń z pierwszego sezonu, czyli egzorcyzmów pani
                            Jeanette, której w książce (przynajmniej w pierwszej części) - nie ma. Mnie
                            zaintrygował, Maryann była dobrze zagrana, naprawdę można było uwierzyć, że do
                            tej kobiety lgną wszyscy (w podobny sposób manipulowała ludźmi Amy, dziewczyna
                            Jasona z pierwszego sezonu).

                            Dodam, że czytałam pierwszą część i jestem w połowie trzeciej, drugiej nie
                            czytałam. Małą mam zatem skalę porównawczą. Mam jednak przeczucie, że serial,
                            odchodząc od oryginału, trzyma atmosferę książek, dokłada tylko w języku
                            filmowym to, czego w literaturze dołożyć się nie da.
                            • dakota77 Re: Podciągam po obejrzeniu obu sezonów 31.10.09, 18:16
                              Alez wiem, skad sie wziela Maryann, jednak wolalabym, zeby wydarzenia
                              rozegraly sie tak, jak w ksiazce, czyli byly raczej watkiem
                              kryminalnym z niewielkim dodatkiem nadprzyrodzonym. Aktorke grajaca
                              Maryann bardzo lubie, ale mialam juz dosc tej postaci.

                              Ja przeczytalam 9 tomow serii, wiec porownanie mam:). Owszem, serial
                              do pewnego stopnia oddaje atmosfere ksiazek, ale boje sie, ze bedzie
                              od nich odchodzil coraz dalej. I powiem szczerze, drazni mnie filmowa
                              Sookie. Malo mi przypomina siebie z ksiazek. W serialu jest irytujaca
                              i jakas glupawa momentami.

                              Nie twierdze, ze serial jest zly, bardzo go lubie, klimat ma
                              fantastyczny, ale ksiazki wygrywaja. No i naprawde uwazam, ze
                              pierwszy seozn byl mocniejszy, lepiej napisany.
                            • dakota77 Re: Podciągam po obejrzeniu obu sezonów 31.10.09, 18:18
                              Swoja droga, czemu ominelas druga czesc?:) W ten sposob nie wiesz, jak
                              bardzo sezon II rozni sie od ksiazki:)
                              • szprota Re: Podciągam po obejrzeniu obu sezonów 01.11.09, 00:57
                                Głównie dlatego, że chciałam wiedzieć, co będzie dalej w trójkącie Sookie - Bill
                                - Eric. Właśnie skończyłam trzecią część i jestem usatysfakcjonowana. I zgodzę
                                się, że książkowa Sookie jest dużo sympatyczniejsza - serial oglądałam właściwie
                                dla wszystkich, tylko nie dla niej i Billa, tych dwoje mnie nieco drażniło,
                                dopóki na scenę nie wszedł Eric.
                                Zgodzę się również, że pierwszy sezon był ciekawszy. Lepiej poprowadzony wątek
                                kryminalny, bardzo dobry drugi plan w wykonaniu Tary i Lafayette'a, znakomita
                                postać Amy i wampira Eddie'ego.
                                Ale trzeci, przynajmniej z wątkiem romansowym, powinien być wcale niezły.
                                Byle do czerwca ;)
                                • dakota77 Re: Podciągam po obejrzeniu obu sezonów 01.11.09, 08:39
                                  Juz sie nie moge doczekac na trzeci, zwlaszcza ze na scene wkrocza tez
                                  wilkolaki:)
                                  A skoro lubisz Erica, bierz sie czym predzej za czwarty tom:)
                                  • szprota Re: Podciągam po obejrzeniu obu sezonów 01.11.09, 19:20
                                    Właśnie czytam i wydaję z siebie nastoletnie piski ;)
                                    • dakota77 Re: Podciągam po obejrzeniu obu sezonów 01.11.09, 19:54
                                      Nie dziwie sie:)))
              • idomeneo Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 28.05.09, 07:35
                a ten fragment, gdzie Hermiona mówi, że z Wiktorem nie rozmawiają zbyt wiele, bo
                on woli ćwiczenia fizyczne? ;)
                • filifionka-listopadowa Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 29.05.09, 18:40
                  Bardziej lubię ten fragment gdzie podczas Balu Bożonarodzeniowego Snape i
                  Karakoff idą alejką i Snape różniczką przegania kolejne parki z krzaków,
                  wykrzykująca ich nazwiska. I oczyścicie aluzje do działań Fleur i Rogera...
                  • wushum Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 13.06.09, 18:10
                    Ech...Snape:)

                    Wracając do tematu - postanowiłam zobaczyć zmierzch, poczekałam aż słońce
                    zajdzie i był :)

                    A bardziej serio - pożyczyłam toto, w ramach wypoczynku, przed pakowaniem do
                    przeprowadzki. Rola aktorów, ogranicza się tu do wyglądu. Czasem wypowiedzą
                    jakiś dialog, który jest mieszanką tragiczności i śmieszności - bo to tragicznie
                    śmieszne dialogi. Nic mnie nie ujęło. Zupełnie nic. Sztampa, karton itp. A
                    najbardziej bawił mnie jeden z rodziny - bodaj "początkujący wegetarianin"
                    /ładne będą miały dzieci pojęcie o wegetarianach;)/ - chłop ten stale wyglądał
                    jak wystraszone kurczę. O ojcu rodziny, który wygląda jak nastolatek, pisać nie
                    będę, ani o tej dobroci bijącej z ich oblicz...bo jeszcze uleję. Znam tylko dwa
                    gorsze filmy. Ten jest lekką komedyjką - ma plusy - można wyjść, zrobić sobie
                    kanapkę, herbatkę, wrócić, przeczytać książkę, a potem popatrzeć w ekran. Tylko
                    trzeba uważać, żeby się nie zakrztusić ze śmiechu, kiedy on mówi, że zabijał
                    ludzi, a ona - Nic to, luby!
                    Błagam!
                    Myślałam, że Rowling to spryciara marketingowa /chociaż mam sentyment, bo na tym
                    ćwiczyłam swój mierny angielski, no i tam jest zgryźliwy Snape/ ale widzę, po
                    obłędzie, w oczach córuchny mojej kumpeli, że tu również ktoś miał łeb na karku.
                    Idea, że Borejkowie to wampiry, jest całkiem ciekawa.
                    Z tym, że Gaba to Edward, o cierpiącem obliczu /Edward mu było?/. No i
                    Dmuchawiec przezroczysty pomiędzy światami, a już wielowiekowy:) Zimna Mila i
                    upiorny Ignac...:)
    • kotbert Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 15.06.09, 16:03
      Hmm, skusiłam się na zabrnięcie w tę tłajlajtową sagę. Pierwszy tom wydawał mi
      się interesujący do momentu wampirzego meczu. Potem było źle. Z drugiego tomu
      przeczytałam 50 pierwszych stron i 50 ostatnich, i wcale nie czuję, żeby coś mi
      umknęło, bo dalej jest tyle powtórzeń i reminiscencji, że i tak wiem, co było na
      tych kilkuset opuszczonych stronach.
      Trzeci tom przeczytałam siłą rozpędu, ale przed czwartym dałam sobie spokój -
      tzn. postanowiłam przeczytać to po angielsku z nadzieją, że to może tylko
      tłumaczenie jest tak beznadziejne, a oryginał się choć trochę obroni. We'll see.
      Ogólnie rzecz biorąc ta cała opowieść jest makabrycznie przegadana, myślę, że
      dobrze by jej zrobiło skrócenie każdego tomu o połowę.
      Bardzo bawi mnie fakt, że 8 na 10 wypowiedzi Belli (przynajmniej w wersji
      polskiej) to westchnięcia. Bella nie mówi, Bella wzdycha.
      Nie ma chyba postaci w sadze, która by mnie nie wkurzała.
      Przeczytam to jednak do końca, bo zastanawia mnie, co też rozhasana wyobraźnia
      autorki zdołała jeszcze spłodzić. Pofolgowała sobie kobita straszliwie.
      • dakota77 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 15.06.09, 16:08
        Ja czytalam te ksiazki po angielsku i nie byly przez to lepsze:). Odpuscilam
        sobie w polowie czwartego tomu i nie moge sie zmusic- ani nie zamierzm nawet-
        zeby wrocic do lektury. Za stara jestem, zeby przezywac nastoletnie problemy:).
        Strasznie mnie wkurza to, jak bohaterka jest uwieszona na swoim facecie, i to,
        ze marzy tylko o zostaniu wampirem. Brr.
        Naprawde nie wiem, o co ten caly krzyk. W tych ksiazkach nie ma nic odkrywczego.
        No bo trudno uznac fakt, ze wampiry blyszcza w sloncu, za cos przelomowego dla
        gatunku;-P.
      • anutek115 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 15.06.09, 16:16
        W kwestii folgowania, czwarty tom zwali cię z wszystkiego :-D. IMHO.

        Nie żebym chciała się narzucac ze swoim zdaniem, ale odpuściłabym sobie pierwsze pięć rozdziałów ;-D, składających się z opisów wesela, rozważań edwarda, jaki jest okrutny i beżmyślny i zapewnień Belli, że wcale nie jest okrutny i bezmyślny :-)))).
      • ginny22 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 15.06.09, 18:56
        > Przeczytam to jednak do końca, bo zastanawia mnie, co też
        rozhasana wyobraźnia autorki zdołała jeszcze spłodzić.

        Ja poprosiłam o pomoc kolegę, który przeczytał wszystkie tomy.
        Streścił mi to-to w kwadrans, płakałam ze śmiechu, wiem tyle, ile mi
        do szczęścia potrzebne i czytać tychże tomów nie mam zamiaru. Na
        filmy pójdę :P
        • kotbert Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.06.09, 16:09
          A fakt, streszczenie tej całej sagi w 15 minut ma znaczny potencjał komiczny.
          Hehe, może i pójdę za radą anutka i nie tyle odpuszczę sobie 5 pierwszych
          rozdziałów ostatniej części, ile przeczytam je na końcu. Mogę się bowiem
          założyć, że po lekturze całości i tak będę dokładnie wiedziała, co zawierały.
          Podobnie jak wspomniany już środek tomu drugiego, który radośnie pominęłam.
          • anutek115 Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.06.09, 17:22
            Kotbercie, JUŻ wiesz, co zawierały :-). Napisałam ci :-))).

            Gdzieś w tym wątku jest spoiler, bardzo interesujący, z wyjasnieniami, dlaczego
            Borejki to wampiry :-D, czytałaś?
            • kotbert Re: właśnie się dowiedziałam o istnieniu Twilight 16.06.09, 21:07
              Masz rację moja droga, zapewne faktycznie mogę na tym poprzestać :D Prawda jest taka, że już i tak mniej więcej wiem, co tam w tym całym ostatnim tomie jest...
              O Borejkach-wampirach oczywiście czytałam - wielbicielka spojlerów to moje drugie imię :]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka