Dodaj do ulubionych

W gore serca

14.12.06, 21:09
Ktos na innym forum (nicku nie podaje, bo nie wiem, czy moge) napisal:

“No tak, kiedyś było moim pragnieniem zostać reżyserem filmowym, ale z
różnych powodów nawet nie zdawałem do szkoły filmowej. Potem miałem inne
aspiracje, które dopiero niedawno zarzuciłem (przynajmniej częściowo). No i
zacząłem pisać, a w każdym razie zmieniłem swoje nastawienie do pisania. Skoro
nic mi już nie wychodzi... To może?”


Rany boskie, takie nastawienie do zycia to ma - za przeproszeniem - recenzent
w wydawnictwie. “Skoro nic mi w zyciu nie wychodzi, to przynajmniej zostane
recenzentem”:P

Z tego co wiem to Kieslowski trzy albo cztery razy oblal egzamin do szkoly
filmowej. Ale nie o tym chcialem napisac. Ciezko jest sie przebic z ksiazka w
Polsce. Ale i tak szanse sa calkiem przyzwoite. Bo na przyklad zeby sie
przebic jako aktor czy rezyser w Stanach - to zakrawa o cud. Statystycznie
jest chyba wieksza szansa, ze zostanie sie polknietym przez krokodyla, ktory
akurat w swych trzewiach trawi zgubiony piersionek Julie Roberts. Moj kolega z
pracy jest aktorem. Zagral kilkusekundowy epizod w jakims znanym filmie,
uczestniczyl w kilku reklamach, a teraz jest okazjonalnym aktorem w jakims
amatorskim teatrze w Chicago. Ten kolega mi powiedzial, ze w Chicago jest
trzech powaznych agentow, ktorzy reprezentuja aktorow. Kazdy z tych trzech ma
gdzies ok. trzy tysiace klientow. Gdy agenci dostaja zlecenie od producentow,
zawiadamiaja swoich klientow. Czasem kilka tysiecy desperatow z calych Stanow
gna na proby. Oczywiscie na wlasny koszt. I podczas tych prob wyselekcjonowane
zostana moze ze trzy, cztery osoby. Przy czym okazuje sie juz podczas pokazu
filmu, ze kilkunastosekundowe epizody z trzema aktorami zostaly wyciete, a
ostal sie jeno jeden. Ale nawet ow wybraniec fortuny musi pilotem wlaczyc stop
klatke, zeby go rodzinka zobaczyla i zaklaskala w lapki. W tej branzy jest
bardzo ciezko. A z mlodymi rezyserami to juz zupelna tragedia. Gdzies w 2000
r. na zlecenie polonijnego tygodnika przeprowadzilem wywiad z mloda
dziewczyna, ktora nakrecila swoj pierwszy krotkometrazowy film. Zaczepila sie
w Hollywood jako recenzent w wytworni Warner Bros. To znaczy jako ten pierwszy
recenzent, ktory w zasadzie selekcjonuje koperty i na dzien dobry odrzuca cos,
co zostalo przeslane w nieprofesjonalniej formie. Pozniej rozmawialem z ta
dziewczyna kilka lat pozniej. Wciaz wykonywala swoje zajecie, ale byla juz
mocno zrezygnowana w kwestii swojej kariery. Nie chce tu wchodzic w szczegoly,
ale szanse poczatkujacych aktorow sa bliskie zeru (a i tak to okreslenie traci
eufemizmem). W porownaniu z nimi nieznani pisarze w USA czy w Polsce sa zatem
statystycznymi burzujami jesli chodzi o ich szanse na sukces. (Chociaz ja
troche zanizam nasza srednia:P)
Rozpisalem sie o ot tak, w szczytnym celu podniesienia morali:P

Spoleczny pocieszyciel
r.
Obserwuj wątek
    • skajstop Re: W gore serca 14.12.06, 21:30
      Dzięki raz jeszcze za tę opowieść. To jest to, co ja Wam czasem mówię - wcale
      nie mamy takich marnych szans. Tylko trzeba pracować i mieć w sobie upór. Nie
      każdemu sie uda, ale... w końcu ktoś się przebija, prawda? To dlaczego nie my?

      A propos tej opowieści, to przypomniał mi się Spike Lee. Nie było łatwo
      czarnoskóremu reżyserowi wkraść się w łaski Hollywood. Ale jednak w końcu się
      udało :)
    • aadsz Re: W gore serca 14.12.06, 21:46
      Myślę sobie, że w odpowiednim czasie, przy odpowiedniej determinacji i uporze
      wszystko się może zdarzyć. Trzeba wierzyć i ... pisać.
      • aadsz Re: W gore serca 14.12.06, 21:52
        Powtórzyłam sie po Skajstopie, ale to nie plagiat, tylko raczej robienie stu
        rzeczy na raz. Chcę tylko napisać, że jak dostawałam z wydawnictwa negatywną
        odpowiedź, to juz miałam rozpoczętą następną powieść i po odmowie tłukłam z
        jeszcze wiekszą determinacją. W ten sposób, po kilku odmowach, ma się trochę
        prozy na dysku... Aż przyszedł dzień, w którym przyjęto moja powieść do druku
        i... nie moge napisać niczego nowego. Ale nie o tym chciałam pisać. ja
        wierzyłam, choc niekiedy moja wiara słabła. Czy sie uda? Może utonę w morzu
        wydawanych książek i nigdy mnie nie przeczytacie, ale wiem, ze próbowałam. Mam
        świadomość tego, że jest wiele osób piekielnie zdolnych, przy których moja
        proza bedzie jeszcze jedną jakąś tam powieścią, ale może ktoś przeczyta...
    • braineater Re: W gore serca 14.12.06, 22:42
      hmmmmmmm
      a nie prościej od razu założyć, że się zostanie recenzentem?
      To naprawdę fajna fucha jest.

      P:)
      • skajstop Re: W gore serca 14.12.06, 23:03
        Jako były recenzent potwierdzę, że to jest fajna fucha. Tylko że ona jest fajna,
        Brain, jak się jest ogólnie fajną osobą, a nie jakimś popieprzonym frustratem :)
        • gamblerka Re: W gore serca 14.12.06, 23:11
          Ależ, Skay... Zapomniałeś, że takowy hipotetyczny frustrat jest przeważnie
          ostatnią osobą świadomą swojej frustracji ;) Z jego więc punktu widzenia robota
          jet nader fuchowna, a on sam jest werykul, jakby się kto pytał...;)
          • skajstop Re: W gore serca 14.12.06, 23:39
            No też racja :) ale z tego wynika, że taki recenzent to zawsze ma dobre
            sampoczucie... zatem teza Braineatera, żeby sobie darować pisanie i iśc od razu
            kursem na recenzenta, staje się słuszna i powabna...

            Kurczę, zmarnowałem sobie karierę... ;p
            • gamblerka Re: W gore serca 14.12.06, 23:43
              Ty jednak jesteś wariat, Skaj...;D
              pees. samopoczucie da się zawsze podnieść czymś innym, tak zakładam
              perfidnie...:) I powabnie :)
        • e-marqe Re: W gore serca 15.12.06, 01:01
          No,no! Popieprzony frustrat? Ciekawe czy odnosisz to do siebie biedny
          skajstopie? W końcu byłeś recenzentem! A ogólnie fajną osobą być nie możesz, bo
          gdybyś nią był nie pisał byś takich bzdur.
          • ratonsitoblanco Re: W gore serca 15.12.06, 05:15
            Skajstopie, stales sie moim idolem, choc mi towarzystwo z meliny za uszy
            wyciagasz:)Zszedles wreszcie ze spizowego pomnika i powiedziales prawde gloszona
            przez maluczkich tego swiata. Zreszta co w tym zlego, ze recenzenci sa
            popieprzonymi frustratami? Ja ich swietnie rozumie, choc mi sabotazuja tworczosc
            z uporem recydywisty. Ja bym oszlal z rozpaczy, gdybym musial orac flamastrem
            przez tysiace stron. Tragizm intelektualny recenzenta polega, i tu trudno sie im
            dziwic, ze musza czytac teksty glupszych od siebie. A najgorsze jest to, ze za
            swoje meczenstwo w imie kultury otrzymuja mizerne zarobki. I to mnie najbardziej
            przeraza. Uwazam, ze niektorzy z nich maja syndrom "poganianego kuchcika" w
            jakims barze. Narobi sie taki jak wol, smazy hamburgery i dostaje grosze. A na
            dodatek klient go czasem ochrzani. No to co taki ma zrobic? Po prostu wyrowna
            porachunki na zapleczu i napluje mu do zupy. Uwazam, ze czesc recenzentow
            bzikuje intelektualnie z rozpaczy. Dlatego sa notorycznie rozgniewani na
            grafomanska holote za utrudnianie im odfajkowania normy tygodniowej, mianowicie
            odkrycie 5 Proustow, ze dwoch Hemingway'ow i na dokladke jakiegos podhalanskiego
            Kafke. Chcialbym, zeby recenzenci byli szczesliwymi ludzmi. Bo inaczej tacy jak
            ja beda dostawac po kosciach. Jest dzien kolejarza, policjanta, pewnie niedlugo
            bedzie i menela. Ale kto doceni recenzenta? Proponuje zatem zorganizowac jakas
            akcje, ktorej uwienczeniem byloby zatwierdzenie Dnia Recenzenta w kalendarzu
            swiat panstwowych. Niech chociaz tyle maja za swoja humanistyczna posluge wsrod
            polanalfabetycznego pospolstwa.
            r.
            • braineater Re: W gore serca 15.12.06, 07:15
              Omajgasz...

              Wizja żywotu recenzenta w Twoim wykonaniu wzrusza niczym hagiograficzne
              powieści o gruźlikach:) Bidusie w zarękawkach pośród zakurzonych inkunabułów,
              co z uporem maniaka przegrzebują się przez tysiące stronic zetlałego papieru,
              by znaleźć perełkę, odkryć Kafkoproustojoyce'a i co ważniejsze pokazać go
              światu. Gotowych porwać opornym wydawcom dziecko i oblegać dom, byle tylko
              wymóc zgodę na wydanie odkrytego arcydzieła...
              Rozczulające.
              Szkoda, że lecące jakąś Borgesowską fikcją.
              Recenzent ma znaleźć tekst, który ma się sprzedać. Za to mu płacą. Po to
              czyta. Koniec misji.

              P:)
          • skajstop Re: W gore serca 15.12.06, 10:49
            Ależ wziąłeś to do siebie... a moja uwaga była w oczywisty sposób natury ogólnej :)

            Oczywiście, że nie jestem fajną osobą, nie mylisz się. Byłem tak strasznie
            niefajnym osobnikiem, że aż przestałem recenzować dzieła innych, bo naet i do
            tego się nie nadawałem, tylko do łopaty ;p

            Natomiast wyjaśnię, że absolutnie nie uważam, aby wszyscy recenzenci nadawali
            się tylko do piachu, a nawet wręcz przeciwnie, sporo z nich jest naprawdę
            fajnymi ludźmi. Znam po prostu i takich, i tych popieprzonych ;p
        • hophopi Re: W gore serca 15.12.06, 08:38
          skajstop napisał:

          > Tylko że ona jest fajna
          > ,
          > Brain, jak się jest ogólnie fajną osobą, a nie jakimś popieprzonym
          frustratem :
          > )


          hyhy, myśl złota, ale raczej ogólnielajfowa - życie jest fajne, jak się jest
          ogólnie fajną osobą, a nie jakimś popieprzonym frustratem - więc dlaczego
          miałoby to nie dotyczyć recenzentów?
          autorów tudzież ;P
      • autumna a jak się zostaje recenzentem? 15.12.06, 08:52
        Bo może zamiast skrobać do Biblionetki za darmochę...
        • braineater Re: a jak się zostaje recenzentem? 15.12.06, 09:01
          Tak jak pisarzem:)
          Kontakt do wydawcy, najlepiej z jakims udokumentowanym doświadczeniem
          polonistycznym/filologicznym i ciche modły o wakat.

          P:)
          • autumna Re: a jak się zostaje recenzentem? 15.12.06, 11:29
            Aaa, ty chyba mówisz o delikwencie, co to ocenia arcydzieła przychodzące do wydawnictwa a tym już wydanym pisze peany pochwalne na tył okładki. A ja myślałam o takim szczęśliwcu, co to do niego wydawcy przysyłają tony książek, a on sobie przebiera w tych stosach i jak mu coś przypasuje, skrobnie sobie recenzyjkę do "Wprosta", "Przekroju" czy czegójś podobnego. Chyba że mam niewłaściwe wyobrażenia o pracy recenzenta.
            • braineater Re: a jak się zostaje recenzentem? 15.12.06, 11:55
              A to, to jest jeszce prostsze i istnieją dwie metody, obie równie skuteczne:
              - na chama - czyli wysyłasz swoje recenzje redakcjom z którymi chcesz
              współpracować. I to jest metoda sprawdzona w działaniu, skuteczna
              - na wazelinę - czyli zaprzyjaźniasz się z tym i owym, ktory zna tamtego i
              innego, i tym samym wkrecasz się w krąg mający dostęp. Potem tylko odrobina
              złotustego Pr'u i już sobie piszesz. To jest metoda kłopotliwa, bo się człowiek
              pląta w zbędne kontakta międzyludzkie:)
              Co do wybierania książek ze stosu, to nie ma tak dobrze, chyba, że jesteś
              Aleksandrem Kaczorowskim, albo nikomu nie chce sie tej ksiązki kóra sobie
              upatrzyłaś, przeczytać:)
              Co skutkuje w sumie tym, że w prasie pozabranżowej jedynie nieliczne recenzje
              powstają na podstawie przeczytanych książek:) Za tto dość czesto bywamy
              zaznajamiani z tłumaczeniami już to skrzydełek wydań orginalnych, już to
              krótkich riwju z prasy angielskojęzycznej. Kilku recenzentów nawet się
              wyspecjalizowało do tego stopnia, że zaczęli chyba wierzyc, że nikt w RP nie ma
              dostępu do Times Literary Supplement i tym podobnych:)

              P:)
              • prymula7 Re: a jak się zostaje recenzentem? 15.12.06, 22:54
                braineater napisał:

                "Recenzent ma znaleźć tekst, który ma się sprzedać. Za to mu płacą. Po to
                czyta. Koniec misji."

                Poławiacz pereł, inaczej mówiąc?;)


                Poławiaczem pereł nazwałam (w myślach ) pewnego pana redaktora z pewnego
                wydawnictwa, do którego wysłałam moje "dzieło".
                Kończąc rozmowę, powiedział: "Jestem od wyławiania perełek. A perełki tu nie
                widzę".

                Widocznie moje "dzieło", to narazie ciało obce, które przedostało się do
                muszli;)
                • ratonsitoblanco Re: a jak się zostaje recenzentem? 16.12.06, 05:22
                  A moze to byl jakis stary kawaler, suchotnik w okularach, ktory zamiast perelek
                  literackich probuje wylowic niewiescie serce? A ze pan redaktor chcial pokazac,
                  ze nie wypadl sroce spod ogona, to i w jakis poetyczny sposob usilowal Cie
                  poderwac:)
                  r.
                  • prymula7 ratonsitoblanco 16.12.06, 10:00
                    Kardiolog intelektualny?;)
                    Żarty żartami, ale chyba masz rację:) pan redaktor-poławiacz pereł, rozwodził
                    się nad relacjami damsko-męskimi jakieś czterdzieści minut.
                    Może powinnam zacząć pisać powieść: "Moje kontakty telefoniczne z redaktorami
                    wydawnictw";)
                    • skajstop Re: ratonsitoblanco 16.12.06, 10:16
                      O! I nazwij ją "Telefoniadą" :) albo "Telefoniadą redaktorską" ;p
                      • ratonsitoblanco Re: ratonsitoblanco 16.12.06, 16:49
                        Prymula napisala: "Żarty żartami, ale chyba masz rację:) pan redaktor-poławiacz
                        pereł, rozwodził się nad relacjami damsko-męskimi jakieś czterdzieści minut."

                        Wszystkie redaktorki to fajne (gorace) chlopaki. Wszystkim paniom zatem zalecam,
                        by na wstepnie rozmowy wybadaly, czy poza literatura pan redaktor nie udziela
                        sie takze w pewnej partii politycznej.
                        • ratonsitoblanco Re: ratonsitoblanco 16.12.06, 19:36
                          "pan redaktor-poławiacz pereł, rozwodził się nad relacjami damsko-męskimi jakieś
                          czterdzieści minut."

                          No, zapomnialem o najwazniejszym. Teraz juz rozumiem, dlaczego do niektorych
                          redaktorow za cholere nie mozna sie dodzwonic. A w ogole to czuje sie zdolowany,
                          bo choc rozmawialem chyba z czterema albo piecioma redaktorami, to zaden nie
                          chcial mnie poderwac. Do redaktorek z kolei przystepu nie mialem. Rozmawialem co
                          prawda z recenzentka ze slynnego krakowskiego wydawnictwa, ale nie flirty jej
                          byly w glowie. A na pismie bylo jeszcze gorzej. Swoja recenzja w e-mailu
                          najnormalniej w swiecie kopnela mnie w wirtualne krocze i bylo po literackim
                          romansie.
                          Pytanie do Belinks: czy Ciebie tez podrywal jakis redaktor? Jesli tak, to czy i
                          w jaki sposob dalas opor tym zapedom?
                          r.
                          • belinks Re: ratonsitoblanco 16.12.06, 21:47
                            Ty se tu chichasz niczym działacz Samoobrony. A to problem wkurzający.
                            A żem stara i brzydka jak Hojarska Danuta, więc mnie to nie dotyczy, uff.
                            • prymula7 belinks 16.12.06, 22:04
                              Przez telefon nie widać, żeś "piękna i powabna " jak Hojarska Danuta.
                              Wykorzystaj szansę, jeśli się nadarzy;)
                              • belinks Re: belinks 16.12.06, 22:07
                                Przez telefon to mam głos 12 latki, jeszcze gorzej.
                                • prymula7 belinks 16.12.06, 22:19
                                  to jeszcze lepiej, a nie jeszcze gorzej:)

                                  Powiedz panu redaktorowi,że chcesz zrobić niespodziankę mamusi i chcesz wysłać
                                  do niego fragment książki, którą mammusia pisze, ale nie bardzo wiesz, ile
                                  stron itd.
                                  Dziecku by odmówił? Nieee ;)

                                  • kasia-asia1 Re: prymula 16.12.06, 22:28
                                    :-D Ale tak na poważnie. Czy wcześniej dzwoniłaś do wydawnictwa, przed
                                    wysłaniem tekstu?
                                    • kasia-asia1 Re: prymula 16.12.06, 22:31
                                      Przepraszam, że wtrąciłam się do rozmowy.Witam wszystkich.
                                      • prymula7 kasia-asia1 16.12.06, 22:33
                                        Zadzwoniłam po wysłaniu tekstu.
                                        Ale odczekałam grzecznie miesiąc :)
    • aadsz Re: W gore serca 18.12.06, 12:49
      Fragment wywiadu z Tomkiem Tryzną z listopada 1995 "Twój styl":
      "Jeszcze nie tak dawno myślałem, że nie trafiłem w swój czas, że zostanę
      odkryty dopiero po śmierci/..../Napisałem Pannę Nikt siedem lat temu i od
      tamtej pory probowalem ją ulokować w jakimś wydawnictwie. Jednak recenzenci
      mieli ogromne kłopoty z okresleniem adresata tej ksiażki. Jednym przeszkadzał
      infantylny język narratorki powieści dla dorosłych, innym powaga poruszanych
      problemów i drastyczność w powieści dla młodzieży./.../ Mniejsza z tym. Byłem
      uparty i namówiłem do wydania Ryśka Janikowskiego, mojego przyjaciela/.../"
    • warszawianka34 Jak w górę to w górę. 19.12.06, 23:10
      Film na podst. mojego scenariusza już jest. Chcieć to móc.
      • mysia-mysia Re: Jak w górę to w górę. 19.12.06, 23:37
        gratuluję :-)
        a zdradzisz nam jaki to film?
        • warszawianka34 Re: Jak w górę to w górę. 19.12.06, 23:55
          Krótki. Ale poruszający.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka