Gość: sc
IP: *.dedicated.hosteurope.de
28.12.07, 12:12
Zbigniew Ćwiąkalski posiadł wiele tajemnic swoich klientów
Był przecież obrońcą Henryka Stokłosy, Ryszarda Krauzego i Piotra
Bykowskiego, a także poszukiwanego dotąd Tomasza Wróblewskiego,
właściciela przestępczej firmy Bioferm. Jako adwokat jest
zobowiązany do zachowania w ich sprawach tajemnicy zawodowej. Jak
prokurator generalny Ćwiąkalski chce pogodzić to ze skutecznym
ściganiem osób, których bronił?
W latach 70. Zbigniew Ćwiąkalski działał w komitecie uczelnianym
PZPR na Uniwersytecie Jagiellońskim pod okiem ostatniego szefa tego
komitetu, Andrzeja O. Potem O. wszedł do rady nadzorczej Banku
Współpracy Regionalnej, którą tworzyli głównie dawni działacze
PZPR.
- Andrzej O. pomagał załatwiać kredyty Barbarze K., znanej jako
Aleksis z afery węglowej. Dzięki znajomościom w BWR Aleksis obracała
wierzytelnościami kopalń - mówi jeden z prokuratorów krakowskich. -
Zbigniew Ćwiąkalski był doradcą prawnym Aleksis w wielu sprawach -
dodaje.
To właśnie Barbara K., szara eminencja branży węglowej, "wsypała"
Barbarę Blidę. Aleksis była związana od połowy lat 90. z politykami
SLD. Śląska policja zatrzymała ją w lipcu 2005 r. Jej zeznania były
sensacyjne. Twierdziła, że w zamian za łapówki zdobywała bardzo
korzystne kontrakty na handel węglem. Dzięki łapówkom dostawała od
Skarbu Państwa duże rabaty. Aleksis miała zeznać, że Barbara Blida
brała łapówki za lobbing na rzecz prywatyzacji polskich kopalń i
wspierała ją w staraniach o dotacje z Narodowego Funduszu Ochrony
Środowiska.
- Zajmowałem się doradztwem prawnym - udzielałem porad prawnych BWR,
ale nie byłem pełnomocnikiem w sprawach banku - mówi "GP" minister
Zbigniew Ćwiąkalski. Dodaje: - Natomiast Barbary K. zwanej Aleksis
nie znam, nie miałem z nią do czynienia.
Ludzie popełniali samobójstwa
W 1993 r. wstrząsnęła opinią publiczną afera Biofermu, jedna z
największych afer lat 90. Przestępcy naciągnęli wówczas 46 tys.
ludzi na około 9 mln zł. Niektórzy stracili cały dorobek życia.
Kilka osób popełniło samobójstwo. Właściciel Biofermu sprzedał firmę
Niemcowi, który posługiwał się fałszywym paszportem, a ten dokonał
przelewu gotówki za granicę. Trafiła na konta spółek
współpracujących wcześniej z Biofermem w Liechtensteinie, Kanadzie i
Hiszpanii.
- Transakcję sprzedaży firmy Bioferm obsługiwała spółka komandytowa
SPCG, której współwłaścicielem był Zbigniew Ćwiąkalski -
przygotowała plan biznesowy, udzielała też Biofermowi porad
prawnych - mówi jeden z krakowskich stróżów prawa.
Spółka SPCG - kancelaria adwokatów i radców prawnych, powstała w
1988 r. Jej nazwa to skrót od nazwisk współzałożycieli: T.
Studnicki, K. Płeszka, Z. Ćwiąkalski, J. Górski. Siedziba kancelarii
znajduje się w Krakowie, ale SPCG swoim działaniem obejmuje teren
całego kraju. W 1999 r. utworzono jej oddział w Katowicach.
- Nie pamiętam, byśmy zajmowali się sprawą Biofermu, ale mogę się
mylić, bo to sprawa sprzed kilkunastu lat. Ale nawet gdybym
pamiętał, nie mógłbym tego panu powiedzieć, bo wiąże nas zasada
tajemnicy wobec klienta - mówi "GP" Tomasz Studnicki ze spółki
SPCG.
Bioferm powstał w 1993 r. Pomysł był prosty. Chałupnicza produkcja
miała być wynagradzana ze stuprocentowym przebiciem. Produktem miał
być susz mleczny do produkcji szwajcarskich kosmetyków, skupowany
przez Bioferm. W siedzibie firmy za kaucję o równowartości
dzisiejszych 800 zł (stare 8 mln) dostawało się porcję tzw.
aktywatora, czyli preparatu spożywczego, który dosypany do mleka
zamieniał je w suche granulki. Za dostarczony do siedziby Biofermu
susz mleczny jego producent otrzymywał zwrot 800 zł plus drugie 800
za wytworzony towar. Ludzi ogarnął amok. Produkcja suszu,
nazywanego "serkiem", była niezwykle prosta. Można ją było prowadzić
w zwykłym mieszkaniu w bloku. Bioferm bardzo szybko założył filie w
ośmiu miastach.
Nagle 27 października 1993 r. krakowski sanepid wydał decyzję o
zakazie dalszej działalności firmy. Pod siedzibami Biofermu w
Krakowie i na Śląsku wybuchła panika. Ludzie rzucili się do kas,
żądając wypłaty pieniędzy, ale biura były zamknięte, a z konta
Biofermu zniknęło około 8 mln dolarów. Zniknął również i nadal jest
poszukiwany właściciel Biofermu, Tomasz Wróblewski. Wyszło też na
jaw, że wytwarzanie serków rzekomo do produkcji kosmetyków było
mistyfikacją.
- Nie zajmowałem się sprawą Biofermu. Byłem obrońcą Tomasza W., jej
właściciela, ale wypowiedziałem swoje pełnomocnictwo w tej sprawie,
gdy zostałem ministrem - mówi "GP" minister Ćwiąkalski. - Kiedy
otrzymałem nominację ministerialną, złożyłem wniosek do Okręgowej
Rady Adwokackiej w Krakowie o przeniesienie mnie na listę osób
niewykonujących zawodu - dodaje minister.
AntyZiobro
Zbigniew Ćwiąkalski był zaangażowany w obronę ludzi, przeciwko
którym minister Ziobro wytoczył najcięższe armaty. Napisał analizę
prawną dowodzącą, że nie można postawić Ryszardowi Krauzemu zarzutów
karnych, ponieważ wezwanie na przesłuchanie nie zostało, jego
zdaniem, skutecznie doręczone biznesmenowi.
Do czasu otrzymania nominacji był też obrońcą Henryka Stokłosy,
ukrywającego się przed wymiarem sprawiedliwości. Kilka dni temu
zatrzymała go policja niemiecka. To Ćwiąkalski miał zabiegać, by
biznesmenowi wystawiono list żelazny. Stokłosa był poszukiwany m.in.
za afery podatkowe w Ministerstwie Finansów. Zniknął, kiedy
prokuratura chciała postawić mu zarzuty, głównie korumpowania
państwowych urzędników, dzięki którym miał załatwiać sobie umorzenia
podatków. Stokłosa zarobił na umorzeniach i innych korzystnych dla
niego decyzjach fiskalnych szacunkowo 40 mln zł.
Według Zbigniewa Ćwiąkalskiego akcje CBA w ministerstwie rolnictwa i
przeciw byłej posłance PO Beacie Sawickiej "graniczyły z podżeganiem
do przestępstwa". Skrytykował także konferencję wiceministra
sprawiedliwości w rządzie PiS Jerzego Engelkinga, na której ujawnił
on materiały operacyjne w sprawie Janusza Kaczmarka i Ryszarda
Krauzego. Według niego "zupełnie niepotrzebnie" ujawniono niektóre
dane osobowe.
Nie ulega wątpliwości, że nowego ministra można nazwać antyZiobro.
- Jest sprawa obrony pana Stokłosy, pana Bykowskiego. To nie jest
zwykły adwokat. To jest adwokat od szczególnego rodzaju spraw i
szczególnego rodzaju ludzi - powiedział o kandydaturze
Ćwiąkalskiego, jeszcze jako premier, Jarosław Kaczyński.
Piotr Bykowski, poznański biznesmen, którego reprezentował
Ćwiąkalski, był bohaterem jednej z największych afer w polskiej
bankowości. W jego finansowym imperium najważniejsze były dwa banki:
Staropolski i Invest-Bank. Po kontroli nadzoru bankowego w 2000 r.
okazało się, że Staropolskiemu brakuje ponad 500 mln zł. Ogłoszono
upadłość banku. Do dziś nie wiadomo, co się stało z pieniędzmi.
Wypłaty dla 250 tys. klientów kosztowały fundusz gwarancyjny ponad
400 mln zł. Wcześniej Bykowski założył firmę Drewbud, która miała
budować tanie domy z drewna na nisko oprocentowany kredyt, ale nigdy
ich nie wybudowała. Za zebrane od ludzi pieniądze Bykowski utworzył
Invest-Bank.
Bykowski był doradcą premiera Pawlaka. Wymyślił piramidę spółek
państwowych i prywatnych, które miały udzielać gwarancji w handlu ze
Wschodem. NIK uznała, że groziło to utratą kontroli nad majątkiem
państwowym. Pomysły Bykowskiego wcielali w życie ministrowie
współpracy gospodarczej z zagranicą - Lesław Podkański i Jacek
Buchacz (obaj z PSL).
Zbigniew Ćwiąkalski był też obrońcą w procesach Andrzeja
Modrzejewskiego, byłego prezesa PKN Orlen. Reprezentował także
Donalda Tuska i Hannę Gronkiewicz-Waltz w procesie o zniesławienie z
powództwa byłych działaczy PO związanych z Pawłem Piskorskim.
Mecenas Zbigniew Ćwiąkalski zna wiele szczegółów ze spraw swoich
klientów, także tych, którymi nadal zajmuje się prokuratura. Mogą to
być fakty, które skrywają oni przed prokuratorem. Czy tę wiedzę