Dodaj do ulubionych

A ja się poddaję.

10.03.10, 10:46
Naprawdę. Czekam tylko, żeby moja córka skończyła 18 lat, żeby
wystawić jej walizki za drzwi. Nie mam już siły ani ochoty marnować
życia na walkę z nią. Problemy są coraz większe, prawdę mówiąc
zaczynają przekraczać granice, których jeszcze chwilę temu
przysięgłabym że córka nie przekroczy. Nic nie skutkuje, rozmowy są
jak kulą w płot, niby rozumie i przytakuje i obiecuje że już nigdy,
po czym od nowa odkrywam to samo. Już mi się nie chce, naprawdę.
Podziwiam Was że macie siłę wciąż i wciąż ratować swoje dzieci.
Tak, wiem, jestem wyrodną matką. Ale już naprawdę nie mogę. Niestety.
Obserwuj wątek
    • tijgertje Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 11:14
      O co w ogole chodzi? Co tak strasznego robi twoja corka?
      • nisar Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 11:17
        Robi rzeczy straszne - uwierz. Ale na forach gazetowych jestem
        rozpoznawalna, więc szczegółów nie podam, bo wstyd mi straszny.
        Niemniej fakt pozostaje faktem.
        W przyszłym tygodniu idziemy do psychologa - najpierw ja z mężem,
        potem ona. Bardzo liczę na to, ale to już ostatni mój pomysł na
        ratowanie sytuacji. Więcej nie mam i jeśli psycholog nie pomoże, to
        już nic nie poradzę.
        • hankam Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 11:48
          A ja myślę, ze bez względu na to, co robi i jeszcze zrobi Twoja corka, jest, a w
          każdym razie będzie Ci wdzięczna, że caly czas ja ratowałaś. Bez względu
          na to, jak trudne będzie jej życie.
          • nisar Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 12:32
            Być może, tylko że ja już naprawdę nie mam siły. I stąd mój post -
            skąd Wy bierzecie siłę na walkę o dziecko? Poczucie obowiązku?
            Bezwarunkowa miłość? Skąd?
            • hankam Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 12:37
              Nie wiem. Z milości, chyba. I z tych dobrych momentow.
              Moje dziecko też mi daje popalić.
              • azile.oli Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 12:50
                Bardzo Ci współczuję. Nie wiem, co robi Twoja córka, ale nie
                zadręczaj się. Niestety, nie przeżyjemy życia za nasze dzieci i
                czasem nie jesteśmy w stanie wpłynąć na ich zachowanie. Warto jednak
                walczyć i nie przekreślać córki.
        • tijgertje Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 13:09
          Tak, dzieci potrafia robic straszne rzeczy. Akurat znalazlam
          opiekunke do mojego autystycznego syna, ktora kilkanascie lat w
          wozku siedziala, jak ja corka (tez autystyczna) ze schodow
          zrzucilauncertain Jednak dziecko jest dzieckiem i bardzo duzo zalezy od
          tego, jak na nie patrzysz. Jesli wymagasz bewzglednego dostosowania
          sie do twoich zasad od nastolatki, to nic z tego nie bedzie. walka
          niczego nie osiagniesz i mysle, ze to bardzo dobry pomysl, ze
          najpierw z mezem idziesz do psychologa. "straszne rzeczy" nie biora
          sie z niczego, czesto sa reakcja na brak zrozumienia (z punktu
          widzenia dziecia!). Jesli relacje z corka uwazasz za walke, to
          niestety dla was obu bedzie lepiej, jak mozliwie szybko skonczy 18
          lat. Pytanie tylko, czy toi ty ja, czy ona sama siebie pierwsza za
          drzwi wystawi. Nie odbieraj mojej wypowiedzi jako osobistego ataku,
          naprawde pojecia nie mam o waszej sytuacji, jednak ton twojej
          wypowiedzi jest uderzajacy, a zycie udowadnia, ze nigdy tylko jedna
          strona nie jest winnauncertain
          • hankam Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 13:17
            tijgertje napisała:

            > Jednak dziecko jest dzieckiem i bardzo duzo zalezy od
            > tego, jak na nie patrzysz. Jesli wymagasz bewzglednego dostosowania
            > sie do twoich zasad od nastolatki, to nic z tego nie bedzie. Jesli relacje z
            corka uwazasz za walke, to
            > niestety dla was obu bedzie lepiej, jak mozliwie szybko skonczy 18
            > lat.


            Eee, to raczej nie jest przypadek Nisar.
            Ale psycholog może pomoc spojrzeć na sytuację z drugiej strony.
          • nisar Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 13:19
            Tak, tylko moja córka nie jest autystyczna. Ani w żaden inny sposób
            chora. Jest w pełni świadoma tego co robi, tylko tyle że nie uważa
            tego za coś złego. A zaczynamy się już ocierać o kodeks karny, więc
            zabawa się niestety skończyła.
            Problem w tym, że córka uważa zdaje się, że dostosowanie się do tego
            czego się od niej oczekuje byłoby okazaniem słabości. Ona zawsze
            musiała postawić na swoim, nawet jeśli wiadomo było od początku, że
            czkawką jej się to odbije. Taki przykład: wychowawczyni na zebraniu
            prosi mnie o wpłynięcie na córkę, żeby się nie malowała tak mocno do
            szkoły. Wracam do domu i przekazuję informację, jednocześnie
            tłumacząc, że podpadanie wychowawcy w ostatniej klasie gimnazjum to
            nie jest najlepszy pomysł. Efekt żaden, makijaż jaki był taki
            został. Konsekwencja: wychowawczyni ewidentnie jej nie lubi,
            wykorzystuje każdą okazję by jej dopiec, nie pomoże, nie wesprze w
            najdrobniejszej sprawie. Warto było? Chyba nie, ale córka musiała
            postawić na swoim, mimo że naprawdę jest inteligentna i nie jest
            problemem to, że nie zrozumiała, co będzie jeśli się nie podda
            nauczycielowi. Zrozumiała, ale nie było siły - musiała robić po
            swojemu.
            To przykład z zakresu tych, które nie mają wielkich konsekwencji.
            Ale to co robi teraz będzie miało. I też nie umiem do niej dotrzeć i
            sprawić by zrozumiała, że jest na najlepszej drodze do zmarnowania
            sobie części życia, a przede wszystkim szans, jakie ma.
            • przeciwcialo Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 16:41
              Może porada u prawnika i wyłożenie prawnych konsekwencji zrobi
              wiecej niz psycholog.
              A sprawa makijażu- w niektórych szkołach w sekretariatach jest
              mleczko kosmetyczne i zbyt wymalowane sa tam odsyłane do zmycia
              makijazu.
              • verdana Nieco OT, ale z morałem 10.03.10, 16:48
                Taak...
                Mojej córce nauczycielka zmywala makijaż 10 minut. Na zakonczenie
                musiała stwierdzić, zę córka ma po prostu kruczoczarne, długie
                rzęsy, ktore się nie zmyją. Przeprosiła.
                A swoją drogą, dziwi mnie, ze w wieku buntu szkoły wymyślają sobie
                kolejne zakazy, nikomu do niczego nie potrzebne, chyba tylko po to,
                zeby denerwować młodzież i zeby udowodnić, jaka to ona jest
                krnąbrna. I przypomina mi się wychowawczyni z I licealnej mojej
                córki, do ktorej przyszła matka malującej się uczennicy. Matka
                prosiła, aby zwrócić corce uwagę na niestosowność malowania się do
                szkoly.
                Nauczycielka powiedziała, ze uwaza makijaż za bardzo stosowny dla
                kobiety, ze ona sama tez się maluje (była ok. 60-tki) i zeby matka
                dała corce święty spokoj.
                Matka spokoju nie dała. Córka po pierwszym semestrze spakowała się i
                wyjechała do rozwiedzionego ojca, do Krakowa. Do matki już nie
                wrociła.
                • hankam Re: Nieco OT, ale z morałem 10.03.10, 17:16
                  Jeśli chodzi o makijaż, to teoretycznie nie powinien mieć on znaczenia. Pytanie
                  tylko, jaki makijaż.
                  W moim liceum makijaż i sztucznie kręcone wlosy byly zakazane, co nie znaczy, że
                  od czasu do czasu ktoraś dziewczyna nie miala pomalowanych paznokci czy rzęs. W
                  czwartej klasie rzęsy malowalyśmy już prawie wszystkie, trwalą też robilyśmy.
                  Ale to tylko tyle.
                  Na początku lat dziewięcdziesiątych przejechalam się kolo mojego liceum - z
                  liceum wyszly dziewczyny, z ktorych tapeta spływala, tusz z rzęs kapał, powieki
                  były cieżkie od cieni. Ubrane były w jakieś kuse czernie i cekiny. Wyglądaly -
                  naprawdę - jak nastoletnie lafiryndy. Gdzieś w tym wszystkim umiar się zgubił.
                  Może się mylę, ale jakoś nie wydaje mi się, żeby to wszstko sprzyjalo nauce.
                  Wydaje mi się, że szkola może tu wprowadzić jakieś wlasne regulacje. A panienki
                  nie muszą się uczyć tylko i wylącznie z Bravo Girl - w szkole też mogą się
                  dowiedzieć, że nie każdy wizerunek pasuje do każdego miejsca.
                  • verdana Re: Nieco OT, ale z morałem 10.03.10, 17:49
                    Taki, jaki jest modny. za moich czasów przeszkadzały w nauce -
                    krótkie spodnice, kolorowe rajstopy, a w mojej szkole nawet spodnie
                    (był zakaz). Dla moich nauczycieli też wygladałysmy na lafiryndy.
                    Dla nas bylo to normalne. Czasy mają to do siebie, ze się zmieniaja
                    i nie nalezy przerabiać mlodziezy na modłę poprzedniego pokolenia -
                    bo "daremne gniewy, próżny żal, swiat pójdzie swoją drogą". Tam,
                    gdzie my widzimy brak gustu, ruję i poróbstwo, mlodziez widzi modnie
                    ubrana kolezankę.
            • wieczna-gosia Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 17:29
              > sprawić by zrozumiała, że jest na najlepszej drodze do zmarnowania
              > sobie części życia, a przede wszystkim szans, jakie ma.

              to jej zycie i jej szanse- musi zaczac ponosic pewne konsekwencje
              chociazby mialo bolec- ale to beda jej wlasne konsekwencje. No
              niestety nisar, darzenie do uswiadomienia czego to ona sobie nie
              zmarnuje to slepa droga. Poza tym no co ona sobie takiego bedzie
              marnowac. Na studia mozna pojsc pozniej, mozna sie na nie dostac na
              okolo. Mozna zrobic licencjat w jakims byle jakim miejscu a na
              magisterskie dostac sie do fajnego przykladajac sie. Biorac pod uwage
              fakt ze mature nawet mozna poprawiac 4 lata- naprawde szantazyk czego
              to ona sobie nie zmarnuje daleko was nie zaprowadzi. Jesli jest
              inteligentna- zacznij to wykorzystywac ufajac jej po prostu i
              odpuszczajac co sie da.
              • verdana Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 17:43
                Najłatwiej zmarnować sobie zycie, starajac się walczyć z rodzicami,
                a już prawie na pewno można je sobie zmarnować (nie sobie wlasciwie)
                dzięki nieakceptacji wlasnej matki. Głupoty wieku dorastania mijają,
                poczucie odrzucenia pozostaje i ciąży człowiekowi w małżenstwie, w
                przyjeźni, w kontaktach z własnym dzieckiem.
                Mój syn też, jak mi się wydawało, był na skarju zmarnowania sobie
                życia przez olewanie nauki. Jakoś już mnie nie dziwi, ze wyniki na
                studiach miał o niebo lepsze, gdy zaczął mieszkac sam, a ja nie
                wiedzialam, czy się uczy, czy nie uczy.
                Mam nadzieję Nisar, ze nie robisz takiego dramatu z pogorszenia się
                wynikow w szkole? Bo jesli tak, to wybacz, ale Twoja córka ma prawo
                się bubntować. Sadze jednak,z e chodzi tu o coś o wiele
                powazniejszego, niż niezbyt liczacy się drobiazg.
            • mama303 Re: A ja się poddaję. 22.03.10, 12:39
              nisar napisała:

              > Efekt żaden, makijaż jaki był taki
              > został. Konsekwencja: wychowawczyni ewidentnie jej nie lubi,
              > wykorzystuje każdą okazję by jej dopiec, nie pomoże, nie wesprze w
              > najdrobniejszej sprawie. Warto było? Chyba nie, ale córka musiała
              > postawić na swoim, mimo że naprawdę jest inteligentna i nie jest
              > problemem to, że nie zrozumiała, co będzie jeśli się nie podda
              > nauczycielowi. Zrozumiała, ale nie było siły - musiała robić po
              > swojemu.

              To w sumie pozytywna cecha. Ma dziewczyna odwagę cywilną, broni
              swoich racji.
    • tititu Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 13:20
      Moj sposob to od czasu do czasu odpuscic sobie i wszystkim i skupic
      sie wylacznie na swoich przyjemnosciach: odwiedzinach znajomych,
      fajnych wyjsciach, zadbac o siebie, objesc sie slodyczami w jakiejs
      fajnej knajpce.
      Na zasadzie - dziecko? a gdzie? jakie? czyje? moje? eeee, raczej nie
      moje, MEZA
      ;PPP
      • verdana Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 14:43
        Nisar, współczuje - to raz. Teraz będę szczera i zaraz się
        obraziesz. Od lat czytam, ze córka okropna, bo ma tróję z chemii,
        więc trzeba ją zdyscyplinowac i ukarać. Miała rok szlabanu za jeden
        głupi wyskok. Jak nie byla doskonala, to byla karana. Teraz
        przejmujesz się glupim makijażem - nauczycielka jej nie lubi?
        Trudno, nauczycielka jest głupia, a to jednak sprawa 16-latki
        bardziej niż Twoja. Wybacz, ale po co Ela ma się starać? Doskonała
        nie będzie, lepiej oberwac za prawdziwy wyskok, niz za to, za co
        obrywała dotychczas - a karałaś za drobiazgi. Zbuntowała się. Ja
        wiem, ze robilaś to wszystko z troski o dziecko, ale to, niestety,
        bylo do przewidzenia - pisalam Ci nawet w zeszłym roku, ze to się
        może skonczyc buntem.
        I sama mowisz, ze można Cię zidentyfikować, mój syn Elę zna - nie
        pisz na otwartym forum, ze ociera sie o KK. Co robi? Kradnie w
        sklepach? Pije? Sypia z chlopakami (chyba to nie, bo to jest
        legalne...). To wszystko jest rzeczywiscie zle i wymaga poprawy, ale
        to jeszcze nie dramat, to "szeroka norma".
    • mbkow Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 14:50
      to chyba raczej proste. jak w robocie nawalisz, to starasz sie to naprawic. jak dajesz ciala jako rodzic, powinno dzialac analogicznie wink do tego jeszcze wielka milosc do dzieciaka, ktorego postepowanie, pomysly maja bezposredni zwiazek z naszym z gruntu wadliwym sposobem wychowywania. pomysl z psychologiem nie powinien byc ostatni, ale pierwszy. nie nastawiaj sie, ze pierwszy psycholog na pewno pomoze, to nie jest jakis tam lekarz, zeby pomogl, musi zdobyc zaufanie.
      • verdana Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 14:59
        Bez przesady wszelako.
        Nastolatek nie jest wiernym odbiciem metod wychowawczych rodziców.
        nastolatki, wychowywane w sposób idealny, też potrafią się zbuntować
        z powodu burzy hormonalnej, zakochania, poczucia niezalezności.
        • nisar Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 15:06
          Specjalnie napisałam coś, co nie jest prawdą, ale jest
          porównywalnego kalibru.
          Ok, być może ja jestem przewrażliwiona, ale to co akceptują/tolerują
          inni rodzice ja nie zawsze jestem w stanie przyjąć. Wydaje mi się,
          że pewne granice być muszą, jeśli ja przestrzegam w rodzinie
          konkretnych zasad, to nie rozumiem, dlaczego miałabym zwolnić z ich
          przestrzegania nastolatka.
          • triss_merigold6 Ależ to proste 10.03.10, 15:23
            POnieważ od nastolatka nie wyegzekwujesz ścisłego przestrzegania
            Twoich norm i zasad. Socjalizacja wtórna polega m.in. na analizie
            tych rodzicielskich, selekcji i budowaniu własnych. Twoje posty
            kojarzę, uważam, że przyp..... się do drobiazgów tak długo, aż w
            końcu córka zaczęła mieć dosyć. Jeśli nawet parę razy pójdzie na
            wagary, zapali jointa czy wypije wino w parku to NIC jej się nie
            stanie, nie zdemoralizuje się. Tak, jesteś przewrażliwiona,
            nadopiekuńcza i wścibska.
          • verdana Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 15:26
            Nie jesteś w stanie przyjąć? cóż, to Twoj problem, to Ty powinnaś to
            jakoś zmienić. Na razie wygląda na to, ze bedziesz musiała, bo córka
            dorosleje i po prostu nie będzie akceptowała posluszenstwa zasadom,
            ktore sa Twoje, a nie jej. Możesz albo zlagodzic rygor, albo
            pogodzić się z tym, ze bunt będzie narastał i szedł coraz dalej.
            Zamiast absolutnie karygodnej trójki z chemii, ktora jest nie do
            zaakceptowania przez matkę z zasadami, możesz mieć nastoletnia
            ciążę, ucieczke z domu, porzucenie szkoły - i co wtedy? Twoja córka
            jak widać sama zwolnila sie z przestrzegania Twoich zasad i nie
            licz, ze psycholog to zmieni. Tak już będzie - bo ona jest prawie
            dorosła i ma własne normy.
            Granice stawia się trzylatkowi - granice wolnosci nastolatka tyrzeba
            negocjować.
          • wieczna-gosia Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 16:15
            Nisar- nie rozumiesz, ok> czy dla wiernosci zasadom zaryzykujesz
            wystawienie dziecka za drzwi w 18 wiosne z ryzykiem ze juz jej nie
            zobaczysz lub zobaczysz w stanie najwyzszej koniecznosci? Na widzeniu
            w pierdlu?

            Nauczylas dziecko z pewnoscia wiele- pozwol sie tez czegos nauczyc.
            Odpusc w niektorych sprawach w imie dotrzymania zasad w tych
            najwazniejszych. Niech robi bledy i testuje tam gdzie mozna. Niech
            trzyma pion w innych wazniejszych i niech nie wchodzi w sciezki tam
            gdzie zboczyc nie wolno.

            No musisz po prostu to ogarnac bo zle sie to skonczy i dla ciebie i
            dla niej i dla waszej rodziny? a jak pierdyknie to co- pogratulujesz
            sobie wiernosci zasadom czy jednak pojdzies walic lbem w sciane?

            ja bylam nastolatka wychowywana za morde. I bita kablem ale u ciebie
            to na szczescie nie zachodzi. Efekt byl taki ze jak sie zbuntowalam i
            postawilam to zrobilam WSZYSTKO by sie z tego buntu nie wymiksowac
            przypadkiem i spalilam za soba wszystko jak leci zeby mi przypadkiem
            nie przyszlo do glowy wracac.
            I na szczescie na ojca nastoletniej ciazy wybralam sobie fajnego
            goscia. I na szczescie poza wszystkim bylam w gruncie rzeczy bardzo
            poustawiana swiatopogladowo gowniara i calkiem niezle umialam sie
            pilnowac. Ale gdyby on mnie bil? Gdybym bnie umiala sie uczyc przy
            niemowleciu? Gdybysmy sie rozstali?To wtedy poradzilabym sobie
            zapewne bo jestem z twarej gliny ale moja mamusia z moim tatusiem
            mieliby szanse nie miec coreczki ni wnuczkow. Ale za to mieliby
            zasady.
          • przeciwcialo Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 16:44
            Dokładnie.
          • tijgertje Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 21:15
            nisar napisała:
            Ok, być może ja jestem przewrażliwiona, ale to co akceptują/tolerują
            > inni rodzice ja nie zawsze jestem w stanie przyjąć. Wydaje mi się,
            > że pewne granice być muszą, jeśli ja przestrzegam w rodzinie
            > konkretnych zasad, to nie rozumiem, dlaczego miałabym zwolnić z
            ich
            > przestrzegania nastolatka.


            Bo to jest nastolatek, twoje DZIECKO a nie klon, ma wlasne zycie
            (ograniczone , ale jakies jednak) i co najwazniejsze wlasny rozum.
            Jesli corce caly czas narzucasz co i jak ma robic, to nie dziwne,z e
            sie buntuje. I nie zdziw sie, jesli przeskrobie cos naprawde
            powaznego (po pijaku ukradnie i rozbije cudzy samochod, zrobi napad
            na skleb z nozem i jeszcze sie okaze, ze jest w ciazy tylko nie wie
            z kim, bo kandydatow jest przynajmniej kilkunastu). Nie zdziw sie,
            bo jej sie wydaje, ze jest dorosla (zupelnie nie jest, bo dawno by
            sie pewnie z domu wyniosla) i chce sama o sobie decydowac, a jesli
            jej na to nie pozwalasz i karzesz za drobiazgi, to moze cos zbroic
            tylko i wylacznie po to, zeby tobie na zlosc zrobic i nawet wiedzac,
            ze bedzie musiala za to cale zycie placic, bedzie to miec gdzies.
            naprawde zdziwilabys sie jakie problemy moga stwarzac nastolatki z
            tzw. "dobrych domow", jesli rodzice nie maja do nich zaufania i
            traktuja je jak bezwolne i bezmozgowe malolaty. Twoje wartosci nie
            musza byc jej wartosciami, ludzie zazwyczaj ustawiaja priorytety
            zyciowe opierajac sie na wlasnym doswiadczeniu, a nie uwagach
            innych. Z tego co wyczytalam w tym watku mysle, ze masz cos z mojej
            mamy. Roslam w poczuciu, ze mnie nienawidzi. Robilam wszystko co w
            mojej mocy, zeby mnie RAZ pochwalila. W zamian w liceum zabraniala
            mi kontaktu z kolezankami, bo byly dla mnie "nieodpowiednie",
            czepiala sie takich pierdol, ze nie wiem, jak w ogole jeszcze mogla
            w jakikolwiek zasypiac... Uwazala, ze mnie stac, tylko mi sie nie
            chce. Dopiero niedawno okazalo sie, ze mam autyzm, ktory dzieki
            inteligencji zazwyczaj potrafie niezle ukrywac, ale jest masa
            rzeczy, ktore utrudniaja mi zycie i nie jestem w stanie nic na to
            poradzic, mimo, ze baaaardzo sie staram. Jedyne, czego mi brakowalo
            to zrozumienie. Czulam sie odrzucona, ponizana i niedowartosciowana,
            kazdy sukces stawal sie porazka. Wyroslam "na ludzi", chyba wlasnie
            dzieki temu poczuciu nienawisci. wynosilam sie z domu przy kazdej
            mozliwej okazji, majac 25 lat udalo mi sie wyrwac z domu, ale 10 lat
            pozniej i 1500km dalej walcze z demonami przeszlosci i usilowaniem
            kontrolowania mojego zycia przez rodzine. Niemal ich ne widuje,
            jesli tak, to tylko ze wzgledu na syna, ale z mama w zasadzie nie
            gadam, nie mam o czym gadac, niewazne, co mam do zakomunikowania, to
            NIGDY nie dorownuje oczekiwaniom mamy.

            Jestem za konsekwencja, sama jestem wyatkowo wymagajaca mama i musze
            sie baaaardzo starac, zeby pozwolic synowi na decyzje i wlasne
            bledy. Nawet jak 1000 razy cos powiem, to nic to nie da, on sie MUSI
            sam rpzekonac i wyciagnac wnioski. Nie odbieraj tego prawa wlasnemu
            dziecku.
        • mbkow Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 15:23
          jasne, stwierdzenie 'bezposredni zwiazek' to efekt malo wyczuwalnego poczucia wspolodpowiedzialnosci za sytuacje w poscie tytuowym. ale posredni - zawsze wink
    • wieczna-gosia Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 15:07
      No niestety sie musze zgodzic z verdana- i tyle.

      Teraz nie mozesz sie poddac. Idz do psychologa, idzcie nawet na
      terapie rodzinna. Odpusc wszelkie nieistotne spawy, te makijaze i te
      troje z chemii. Wazne by nie popelnila niczego nieodwracalnego i na
      tym musicie sie skupic. Madre masz dziecko tylko pogubione, moze
      potrzeba jej nawet przez zawodowke dojsc do matury? Trudno. Zagraj
      madrze zebys nie stracila corki....
      • hankam Wieczna O/T 10.03.10, 15:16
        Przejdź się na pocztę.
    • iwoniaw Co strasznego może robić nastolatka, żeby aż 10.03.10, 19:41
      walizki chcieć jej wystawić? Bierze udział w napadach i pobiciach? Jest czynną
      narkomanką wynoszącą rzeczy z domu? Bo jeśli mówimy o czarnych paznokciach i
      świadectwie bez paska, to JEJ terapeuta jest zbędny. Natomiast rodzicom owszem,
      przyda się.
      • nisar Wiecie co? 10.03.10, 22:14
        Jak czytam te pierdoły które wypisujecie, nie mając pojęcia o sytuacji, to słowo daję, na mdłości mi się zbiera.
        Tłem zachowania mojej córki nie jest żadną miarą moje dotychczasowe postępowanie, tylko zaistniała sytuacja rodzinna, którą ona (ja zresztą też) uważa za skrajną niesprawiedliwość ze strony Losu. I w związku z tym "obraziła się" na świat, negując wszelkie zasady, "bo i tak nie warto, skoro najlepsze osoby, które nigdy nikomu nic nie zrobiły, muszą cierpieć".
        Ja też nie bardzo radzę sobie z tą sytuacją, ale jestem już za stara, żeby popadać w skrajności. Ona jest niedojrzałą nastolatką i stąd problemy - szarpie się jak wilk w ciasnej klatce, bo nie potrafi sobie pomóc.
        Ja nie potrafię pomóc jej - stąd psycholog. A mój post - jeśli raczycie przeczytać ze zrozumieniem - dotyczył kwestii czerpania sił do walki, jeśli zniechęcenie ogarnia, a nie prośby o durnowate opinie domorosłych psychologów, kompletnie nie znających ani mnie, ani córki, ani sytuacji.
        Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że większość osób na forum ma kłopoty z poczuciem swojej wartości i mieszając innych z błotem rewelacyjnie poprawia sobie samopoczucie.

        Zapomnijcie o tym wątku, proszę. Idźcie bawić się gdzie indziej.
        • tijgertje Re: Wiecie co? 10.03.10, 22:45
          Wiesz co? Ludzie, ktorzy sie wzajemnie szanuja w razie niepowodzen
          losu nawzajem sie wspieraja, a nie walcza ze soba. Sil nie
          znajdziesz, jesli bedziesz patrzec na corke przez pryzmat wlasnych
          oczekiwan. Rzeczywiscie jest niedojrzala nastolatka i ma prawo jak
          taka reagowac. Pozwol jej na to i wspieraj, zamiast negowac jej
          uczucia i zachowania.

          Na poprawe samopoczucia jest masa innych sposobowwink
        • nangaparbat3 Re: Wiecie co? 11.03.10, 08:36
          Nisar, osoby które sie tu wypowiadają wiedzą tyle, ile zechciałaś im powiedziec.
          Masz do nich pretensje, że wiedzą za malo, by radzic sensownie? Przecież to Ty i
          tylko Ty decydujesz, ile im powiesz. Albo mow wiecej, albo nie pisz w ogole,
          albo nie zlosc się, kiedy rozmówcy blądzą.
          Jeśli sytuacja rodzinna jest zła, najwyższe koszty ponosi najslabsza osoba w
          rodzinie - i to jest własnie Twoja corka. Nie w niej samej tkwi problem, tylko w
          calym ukladzie rodzinnym. Tym sie zajmuje terapia systemowa - naprawdę
          skuteczna, polecam.
          • wieczna-gosia Re: Wiecie co? 11.03.10, 09:09
            lepiej niech sie nisar na nas domoroslych psychologow powscieka niz
            na corke smile
            nanga ma oczywiscie racje- kochana czy ty nam napisalas o jakims
            kryzysie rodzinnym? o nowej okolicznosci? Napisalas nam ze czekasz na
            18 by dziecku walizki wystawic i tyle i ze nie masz sily.

            Mam nadzieje ze przynajmniej konstruktywnie sie wkurzylas.
        • iwoniaw Tak, nisar, nie znamy szczegółów 11.03.10, 09:55
          więc właściwie dlaczego oczekujesz, że odpowiemy nie tylko, jakbyśmy je znali,
          ale jeszcze zgodnie z twoimi poglądami?

          CytatTłem zachowania mojej córki nie jest żadną miarą moje dotychczasowe
          postępowani
          > e, tylko zaistniała sytuacja rodzinna, którą ona (ja zresztą też) uważa za skra
          > jną niesprawiedliwość ze strony Losu. I w związku z tym "obraziła się" na świat
          > , negując wszelkie zasady, "bo i tak nie warto, skoro najlepsze osoby, które ni
          > gdy nikomu nic nie zrobiły, muszą cierpieć".
          > Ja też nie bardzo radzę sobie z tą sytuacją, ale jestem już za stara, żeby popa
          > dać w skrajności. Ona jest niedojrzałą nastolatką i stąd problemy - szarpie się
          > jak wilk w ciasnej klatce, bo nie potrafi sobie pomóc.
          > Ja nie potrafię pomóc jej - stąd psycholog


          Brawo. Zatem znając przyczyny problemu masz dość nastolatki dlatego, że
          zachowuje się jak nastolatka i twą jakże dojrzałą reakcją jest chęć wywalenia
          jej z domu jak najszybciej. Nie, w ogóle nie masz problemów ze sobą w pierwszym
          rzędzie, to "pierdoły" wypisywane przez "domorosłych psychologów".

          CytatA mój post - jeśli raczycie przeczy
          > tać ze zrozumieniem - dotyczył kwestii czerpania sił do walki, jeśli zniechęcen
          > ie ogarnia,


          Ok: zatem większość ludzi kocha swoje dzieci i zwłaszcza rozumiejąc przyczyny
          problemów
          nie walczy z dzieckiem, lecz stara się mu pomóc.
        • the_ukrainian Re: Wiecie co? 11.03.10, 11:07
          Ja teraz opiekuję się dziewięciolatką którą spotkało rodzinne
          nieszczęście. Jej mama umiera na raka, tata wyjechał do Irlandii,
          obiecywał jej że wróci, przekładał terminy powrotu, w końcu okazało
          się że nie wróci bo poznał jakąś kobietę i ma to gdzieś. Co
          najgorsze nie jest oczywiste kto dostanie nad nią opiekę bo wola i
          dobro dziecka w tym chorym kraju się nie liczą. Na szczęście
          jesteśmy także Ukraińcami i tam są większe możliwości żeby było
          dobrze ale nadal jest to temat niejasny. Ona odrzuciła wiarę w Boga
          bo jak stwierdziła gdyby Bóg faktycznie ją kochał to nie zabierałby
          jej rodziców. Negowanie zasad społecznych przez nastolatkę jestem w
          stanie zrozumieć bo ta moja kuzyneczka mówi różne takie rzeczy. Na
          szczęście tylko mówi. Na przykład to że osiedlowe ziomalstwo łazi,
          pije, ćpa, kradnie, przeklina i oni nie chorują na raka a jej mama
          zachorowała i że to niespawiedliwe. Jej koleżanka z klasy źle się
          uczy, przeklina, despetuje, popala papierosy a tatuś jej nie
          zostawił, a ona była dobra a ją zostawił. Ma taki sam tok myślenia
          jaki ma Twoja córka. Ona pewnie tak właśnie myśli i tak robi. Może
          to właśnie pozwala jej jakoś przetrwać to co się u Was stało. Tym
          bardziej że na pewne sytuacje rady nie ma. Jeśli podchodzisz do tego
          tak jak piszesz "Czekam tylko, żeby moja córka skończyła 18 lat,
          żeby wystawić jej walizki za drzwi. Nie mam już siły ani ochoty
          marnować życia na walkę z nią" to tak jej nie pomożesz na pewno.
          Twoja córka musi zrozumieć to co i moja kuzynka że pewne rzeczy
          dzieją się zupełnie niezależnie od tego czy ona jest dobra, zła, czy
          pali czy pije czy ćpa czy też może chodzi codziennie do kościoła i
          śpiewa w chórze kościelnym, czy ma ostry makijaż do szkoły czy też
          wygląda jak ideał naszych prababć. To nie ma znaczenia. Wygląda na
          to że Twoja córka własnie odkryła że świat jest okrutny i
          niesprawiedliwy a to w co wierzyła przez całe dzieciństwo to są
          jakieś pierdoły więc się buntuje. Coś musi robić. Ktoś ją musi
          wspierać. Nie możesz jej odrzucać.
    • roseanne Re: A ja się poddaję. 10.03.10, 22:46
      osmielilam sie napisac na priv, sprawdz poczte, prosze
    • smerfeta7 Re: A ja się poddaję. 11.03.10, 19:14
      A czy kiedykolwiek pozwliłaś jej ponieść pełną odpowiedzialność za
      swoje czyny, bez względu na to jakie były???
      Może warto dać sobie spokój i pozwolić córce na pełną
      odpowiedzialnośc skoro czuje się dorosła.
      Pełna połowa odpowiedzialności za obowiązki w domu (pranie, mycie
      sprzątanie itd..) za naukę i kompletnie ograniczony fundusz do
      minimum.
      Czy starałaś się tłumaczyć dziecko, jak większość mam, że moje jest
      niewinne i święcie wierzyłaś jej we wszystko.
      Ostatnio czytałam na tym forum, jak to mama święcie wierzy córce, a
      druga dziewczynka (najgrubsza w klasie) jest winna, bo jest
      nielubiana przez dzieci.
      • airam.as Należy też pamiętać 12.03.10, 02:31
        i jak mantrę powtarzać, że:

        problemy w 99.9 procentach rozwiązują się same.
        smile)
    • smerfeta7 Re: nisar 12.03.10, 18:58
      nisar przeczytaj orady w linku poniżej i postąp tak samo. A jesli
      tak postępowałaś to zrób to co robiły inne mamy skrytykowane przez
      ciebie. Może pomożesmile
      To tak dla polepszenia humorusmile

      forum.gazeta.pl/forum/w,567,80723967,80723967,Rece_i_cycki_mnie_opadaja_jak.html
      • marminia Re: nisar 14.03.10, 20:04
        A kto powiedział, że bycie matką jest łatwe?! Dwoimy się, troimy i
        pięciorzymy, żeby nasze dzieci wyciągnąć na prostą. "Walczymy" z
        dzieckiem, albo ze swymi koszmarami dzieciństwa, za wszelką cenę
        chcemy go uchronić od traum, które przeżyliśmy, a jednocześnie
        fundujemy mu inne. Samo życie. Nie wiem, co takiego musi zrobić
        dziecko, bym stwierdziła, że nie mam zamiaru marnować sobie przez
        nie życia i wystawić jego walizki za drzwi? Nie wiem, co czuje
        dziecko, które to słyszy od własnej matki...
        • bi_scotti Re: nisar 14.03.10, 20:18
          Czasem faktycznie ciezko jest zyc z nawet najbardziej ukochanym czlowiekiem. Gdy
          to dotyczy doroslej pary, mozna sobie zafundowac kilka miesiecy separacji i
          potem na spokojnie przeanalizowac zwiazek. Z nastolatkiem trudniej dokonac
          takich prob choc zawsze istnieja np. szkoly z internatami. Nie mam pojecia jaka
          jest Twoja corka i w czym naprawde leza te poklady Waszych problemow ale znam co
          najmniej kilkunastu rodzicow, ktorzy nie radzac sobie ze swoimi nastolatkami,
          oplacili rok czy dwa szkoly z internatem i w kazdym z tych przypadkow mlodzi
          wyszli na tzw. prosta. Jesli fatycznie dzialacie sobie wzajemnie na nerwy az tak
          bardzo, ze zadnej komunikacji miedzy Wami nie ma, to moze potrzebujecie kilku
          miesiecy bez siebie?
          I jeszcze jedno - jesli dalas corce BAZE (moralna, etyczna, ten tzw. kregoslup
          gdy miala 3 latka, 6 lat, 10, 12 ...), to Ona te baze ma i zycia sobie nie
          zmarnuje. Co najwyzej spowalnia sobie teraz proces ukladania sobie zycia wedlug
          oczekiwanych norm spolecznych. Wez gleboki oddech i uczciwie przemysl opcje nie
          mieszkania razem przez jakis czas.
    • kosher_ninja Re: A ja się poddaję. 14.03.10, 21:57
      Ty się poddajesz?
      Niedługo to się podda twoja córka. Od kilku lat przesiadujesz na forum i z
      dużymi szczegółami opisujesz życie swojej córki. Jak już wyżej stwierdzono i
      udowodniono - jesteś rozpoznawalna. Każda nauczycielka twojej córki może sobie
      tu wejść i poczytać, jak to się u was w domu dzieje. Przejmujesz się jej
      nadmiernym makijażem? Przejmij się raczej tym, ze sprzedajesz udostępniasz
      prywatność swojej córki milionom ludzi. To jest dopiero załamujące i to ty do
      psychologa powinnaś chodzić.
      W tej chwili twoja córka może być jedna z odpowiadających tu osób. To mogę być
      nawet ja, heh.
      Ogólnie - żal. Wspólczuję twojej córce tak durnej matki.
      • takijestlos Re: A ja się poddaję. 17.03.10, 10:05
        kosher_ninja napisała:
        >Przejmij się raczej tym, ze sprzedajesz udostępniasz
        > prywatność swojej córki milionom ludzi. > Ogólnie - żal. Wspólczuję twojej
        córce tak durnej matki.

        Ja mam podobne odczucia w stosunku do niektórych nicków, ale z drugiej, czysto
        egoistycznej strony, no żal by mi było, gdyby takich osobowości nie było na
        świecie, na forum.

        Do nisar: siła bierze się z wnętrza człowieka,ze wsparcia innych, jeden - ma jej
        więcej, inny - mniej i nie tylko chodzi tu o problemy z nastolatkami, ale w
        ogóle o różne przeciwności losu.
    • mamusia1999 to ja z innej beczki... 22.03.10, 16:04
      bo o tym jak postepowac z corka to sie tutaj juz babeczki wypisaly.
      skad brac sily?
      na rozniste zyciowe doliny dobrze robi np. "zycie w
      terazniejszosci". na 100% sie nie da, ale przynajmniej troche mozna
      z siebie wykrzesac. nie grzebac w przeszlosci, rozpamietywac bledy
      etc. i nie snuc czarnych wizji przyszlosci - nie zawsze, tylko na
      troche, dla zlapania oddechu. moze ci sie chociaz czasem uda do
      kolejnej awantury podejsc w ten sposob: nie widziec jej w
      kontekscie wszystkich przeszlych, nie zastanawiac sie co jeszcze z
      jej "nastawienia" moze wyniknac.

      mnie (a raczej nam)czasem rece opadaja w temacie malzenstwa,ilez to
      razy myslalam, zeby sobie dac spokoj - o dziwo zawsze wtedy, kiedy
      w potoku znojnej codziennosci zapomnimy sie swiadomie postarac o
      jakies wspolne pozytywne przezycia. a czasem trudno sie przemoc, jak
      akurat fronty bardzo chlodne...i z dziecmi tez tak miewam, czasem
      mam wrazenie, ze zycie z nimi to pasmo upominania, przypominania, ze
      zadnej z tego radosci nie mam i czasem udaje mi sie wtedy jakas
      radosc...zmontowac, sprowokowac...w srodku balaganu pograc w karty

      to moje triki na ladowanie baterii. poza tym biegam, chodze do
      fitness clubu, uprawiam reiki. moze w mojej sytuacji to wszystko
      dosc latwe, bo mam jak na razie spokojne dzieciaki ?
      z tym psychologime tez o tym pogadaj: nie tylko o tym jak postepowac
      z corka ale tze o tym jak dbac o siebie....
      • verdana Re: to ja z innej beczki... 22.03.10, 16:23
        Wiesz, ze to bardzo mi przemowiło do przekonania - to zycie "w
        teraźniejszosci". Ja mam tendencje do snucia ponurych wizji, które
        jak dotychczas, na szczęście, się kompletnie nie sprawdziły.
        Przeszłość zapominam, ale przyszłością cholernie się martwię,
        chociaż już z doswiadczenia powinnam wiedzieć, ze to głupie. Może
        spróbuję nie zastanawiać się, co będzie za dziesięć lat?
    • idyla Re: A ja się poddaję. 22.03.10, 20:52
      Racja.Walcz poki starczy Ci sil, to Twoje dziecko >Nikt nie wie co bedzie za
      kilka lat.
      • kadwa3 Re: A ja się poddaję. 23.03.10, 16:45
        pozdrowienia dla corki...jej opis to jak moj wlasny sprzed nastu
        lat...wyszlam na ludzi...a robienie na przekor calemu swiatu to byl
        cel mojego zycia...teraz mam swoje dzieci,ktore pozwalaja mi
        zrozumiec moja mame z tamtych lat.daj jej przeczytac swoj post na
        forum,niech wie jak ci ciezko.
        • mamusia1999 no juz juz 24.03.10, 11:18
          mialam sie "pochwalic" swoimi wybrykami, ale mnie jeszcze jakis
          personalny namierzy wink
          ku pokrzepieniu niejednej mamy, nic mi z tamtych wybrykow nie
          zostalo.
    • sylvias1 Re: A ja się poddaję. 25.03.10, 13:20
      Nisar, czy znasz szkołę w Warszawie prowadzoną
      przez Młodziezowy Ośrodek Socjoterapii nr 2
      "KĄT" (link: www.moskat.pl/szkola/_szkola/mos_kat.php)?

      Jak sami o sobie piszą: "Szkoła jest przeznaczona dla młodzieży
      sprawnej intelektualnie, rokującej nadzieję na ukończenie gimnazjum,
      liceum i ewentualnie skuteczne podjęcie studiów wyższych. Młodzieży
      nie mieszczącej się jednak - ze względów emocjonalnych - w
      standardowych, masowych szkołach średnich. Większość naszych
      wychowanków to młodzi ludzie wyróżniający się nadmierną, nie
      tolerowaną we wspomnianych szkołach pobudliwością, choć zdarzają się
      także podopieczni wycofani, u których kontakt z tradycyjnym systemem
      oświatowym spowodował fobię szkolną."

      W szkole obowiazuje tolerancja dla odmiennego wyglądu, poglądów
      wynikających z przynalezności do subkultur, ale jednocześnie surowe
      zasady przestrzegania regulaminu i zasad.
      • sylvias1 Re: A ja się poddaję. 25.03.10, 13:29
        Chodzi mi o to, że być może w takiej szkole córka poczuje się
        akceptowana przez nauczycieli i zrozumie, że są dorosli, z którymi
        można się dogadać, zaufać itd.
    • lolinka2 Re: A ja się poddaję. 28.03.10, 12:44
      ejj, nisar, ja cię sprzed paru lat pamiętam, mówiłaś z ogromnym
      przekonaniem o swoich metodach wychowawczych.... miało być super.
      Gdzie padło???


      btw, czy wy nie macie "nowego dziecka", jakiegoś małego ostatnio??
      Może to co ciebie przerasta to po prostu zazdrość siostrzana
      najzwyklejsza.....?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka