Moje dzieci wczoraj wystąpiły na naszej starówce i zarobiły całkiem pokaźne kwoty jak na kilkadziesiąt minut. A zapał do ćwiczenia nowego repertuaru mają jak nigdy, tym bardziej że zaraz wakacje. Mnie cieszy właśnie to.
Pomysł, który mieli już rok temu powrócił po tym, jak koleżanka Małgosi zrobiła to samo tydzień temu. O ćwiczenie było łatwiej z tego powodu już przez cały tydzień, choć są całkiem niedawno po egzaminie. Na początku każde było bardzo spięte, ale to napięcie opadło trochę przy pierwszej wrzuconej do futerału monecie i opadało coraz bardziej przy kolejnych, a przy banknotach to była już niemal euforia i jednocześnie lęk, że wiatr je wywieje
Zaprezentowały się naprawdę ładnie, było widać, że się ludziom podobały, bo wyraźnie pokazywali gestami, że to doceniają. Jedna pani nawet zagadnęła mnie po angielsku, czy te pieniądze są dla nas, czy dla dzieci

, ale wyraziła swój podziw po prostu.
Znam zdanie niektórych z was na ten temat, ale ja nie zabronię moim dzieciom grać, a nawet będę je zachęcać, bo myślę, że ten pomysł ma znacznie więcej zalet, niż wad. Oczywiście żadnemu nie pozwoliłam zagrać nieprzygotowanego porządnie utworu, więc nikt z nas nie miał powodu do wstydu i naprawdę miło było patrzeć jak niektóre osoby wręcz specjalnie przerywały spacer, aby z przyjemnością posłuchać. Żadne z nich nie miało w tym roku zorganizowanego przez szkołę koncertu na swoim głównym instrumencie, a granie na starówce jest koncertem bardzo naturalnym