jondoe
28.01.04, 21:29
A w nim - "Dworek Maria-Anna". I radze - nie dajcie sie zwiesc
spiewnemu 'doooo mileeegoo' slyszanemu po dokonaniu telefonicznej rezerwacji.
Maria (Anna zreszta) to wyrachowana liczykrupa, ktorej zyciowe kredo
to: "turysty byli, som i bedom, jak nie te, to inkse". Ale po kolei -
najpierw zdziwilo nas nieco zadanie oplacenia pobytu z gory, tym bardziej, ze
nie po raz pierwszy bylismy w Zakopanem i zdawalo sie nam, ze panuja tam
cywilizowane obyczaje. Drugie to temperatury panujace w pokojach - wlasciwie
niewiele rozniace sie od tego co dzialo sie na zewnatrz z ta roznica, ze w
srodku nie wial halny, a ktore to zaczely gwaltownie spadac, zaraz po tym,
jak banknoty z naszych kieszeni znalazly sie w chciwych lapskach Marii (Anny
zreszta). Po naszej interwencji u Marii (Anny zreszta) zrobilo sie jakby
cieplej, wiec uznalismy sprawe za zalatwiona. Bardzo mylnie zreszta - noc
okazala sie arktycznym koszmarem - kaloryfery lodowate, mimo ze mroz panujacy
na zewnatrz sugerowalby, ze by umilic nam pobyt powinny pracowac pelna para.
W tej sytuacji nie zaskoczylo nas paskudne sniadanie podane w wychlodzonej do
granic mozliwosci stolowce (czy jakos tak). Na nastepna noc zaanektowalimy z
pokoju obok dodatkowy grzejnik, o czym nie omieszkalismy poinformowac Marii
(Anny zreszta) - przyjela to z kwasna mina, ale potem wykrzywila gebule w
przymilnym usmiechu, wiec po raz kolejny uznalismy sprawe za zamknieta.
Niestety - w trakcie kolejnego sniadania (tym razem grube swetry i jakos
udalo sie w trzesacych sie z zimna dloniach utrzymac kubki z kawa) szanowna
Maria (Anna zreszta) uznala, ze kaloryfer to zbyt duzy luksus i bez slowa
ulotnila sie z nim w blizej nie znanym kierunku. Uznajac, ze czas na kolejna
rozmowe o panujacych w "dworku" zwyczajach udalismy sie, caly czas nie tracac
dobrych manier, z pokorna prosba o zostawienie go nam choc na noc. Ku naszemu
zaskoczeniu, potraktowni zostalismy jak upierdliwi kretyni - "nikt sie nie
skarzyl dotad", "mi jest cieplo", "nie bede doplacac do ogrzewania", "zima
jest to musi byc zimno". Tu nasza cierpliwosc sie skonczyla - zazadalismy
zwrotu oplaty za jedna noc, oswiadczajac , ze skracamy nasz pobyt bo po co
jak po co, ale nie po zapalenie pluc tu przyjechalsmy. I tu okazalo sie
dlaczego Maria (Anna zreszta) zwykla pobierac oplaty z gory - na pewno nie po
to by je zwracac. Nie patyczkujac sie wezwalismy milych panow policjantow,
ktorzy oswiadczyli, ze Marie (Anne zreszta) znaja juz z niekonwencjonalnych
metod traktowania klienta, gdyz to nie pierwsza ich u niej wizyta, ale
niewiele moga zrobic - od rozstrzygania w takich sprawach jest sad. Moze i
tak, ale przepychac sie w sadzie dla paruset zlotych?... Co innego
wyswiadczyc Marii (Annie zeszta) przysluge i zareklamowac jej "dworek"...