Dodaj do ulubionych

Moja walka z cierpieniem....

23.02.04, 13:42
Przyjacielu...Jeśli doświadczasz cierpienia w życiu, mam nadzieję, że znajdę
u Ciebie odrobinę zrozumienia...Opisałem swoją walkę z cierpieniem...Zajrzyj
proszę...
republika.pl/ja_oscar
Obserwuj wątek
    • abdon Re: Moja walka z cierpieniem.... 23.02.04, 20:33
      ja_oscar napisał:
      Zajrzyj> proszę ...

      Zajrzałem i zobaczyłem reklamę.

      abdon
      • ja_oscar Re: Moja walka z cierpieniem.... 23.02.04, 21:12
        No cóż...Chyba każda strona znajdująca się na portalu Republika otwiera się z
        reklamą...Można ją wykasować klikając na jej prawy górny róg z krzyżykiem...
        Nie mam innych możliwości by umieścić moją opowieść o sobie na innych
        stronach...Przepraszam...
        • depresjonata Re: Moja walka z cierpieniem.... 24.02.04, 12:43
          I PRZESTAŃ CIĄLE PRZEPRASZAĆ ,NIC ZŁEGO NIE ZROBIŁEŚ.......
      • depresjonata Re: Moja walka z cierpieniem.... 24.02.04, 12:49
        Myślisz że zrobił tą stronę specjalnie dlatego,żeby dorabiać na
        reklamach,,,,nie możliwe.abdon napisał:

        > ja_oscar napisał:
        > Zajrzyj> proszę ...
        >
        > Zajrzałem i zobaczyłem reklamę.
        >
        > abdon
    • reemon Re: Moja walka z cierpieniem.... 23.02.04, 21:32
      Przeczytałam ...nie wiem co powiedzieć...
      Przytulam Cię w myślach...
      reemon
      • ja_oscar Re: Moja walka z cierpieniem.... 23.02.04, 22:38
        Dzięki...To strasznie dla mnie ważne, że ktoś stara się zrozumieć...
    • mskaiq Re: Moja walka z cierpieniem.... 24.02.04, 06:25
      To co napisales to bylo Twoje zycie. Bylo straszne dlatego trzeba o nim
      zapomniec. Inaczej bedziesz zyl i dzisiaj tym co bylo wtedy. Rezultatem tego
      bedzie depresja, bedziesz ofiara samego siebie. Nie mozna zyc w cieniu tak
      strasznym przez ktory przeszedles. My wszyscy jestesmy do milosci i do radosci,
      to jest nasze naturalne srodowisko. Nie mozna zyc w swiecie zla, niteolerancji
      i okrucienstwa. Twoje mysli musza z tamtad odejsc. Zycie potrafi byc rowniez
      piekne. Ty wiesz co zle, idz w strone dobra, milosci i piekna. Nie wracaj
      myslami do tego co bylo nawet jesli mysli beda do tego uparcie wracaly. Mozesz
      tego dokonac, potrzebujesz duzo cwiczen fizycznych, kontaktow z ludzmi a takze
      byc zajetym ile sie tylko da aby nie wracac myslami do tego co bylo.
      Moim zdaniem depresja jest choroba naszych mysli, tych negatywnych, pelnych
      cierpien, strachu, nienawisci.Musisz od nich uciekac.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • semmi Re: Moja walka z cierpieniem.... 24.02.04, 09:40
        Rozumiem co piszesz bo przeszłam podobnie choć napewno łagodniej.
        Ludzie radzą, myślą że to drobnostka zapomnieć ale to wraca, z tym się żyje.
        Jeśli przejdzie się coś takiego to taki człowiek ucieka w jakimś sensie od
        ludzi lub miłości,nie ufa nikomu.Mi pozostał wstręt do alkoholu i ciągle
        obawiam się że ktoś z obecnych mi bliskich osób może nadużywać alkoholu.
    • mskaiq Re: Moja walka z cierpieniem.... 24.02.04, 14:13
      Od tego nie mozna uciec bo to sie zdarzylo ale trzeba pogodzic sie z tym w taki
      sposob aby wiecej to nie ranilo a nie bedzie ranilo kiedy bedzie mozna
      opowiedziec ta historie bez bolu i emocji. To zwykle nastepuje kiedy wybaczymy,
      jest to bardzo trudne. Jesli tego nie zrobimy to zle emocje beda nas zabijaly i
      staniemy sie ofiara naszych wlasnych mysli.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • rumiankowa Re: Moja walka z cierpieniem.... 24.02.04, 19:18
      Czesc Oskar, bylam, przeczytalam. Wiem jak musi byc Ci ciezko.
      Nie zgadzam sie z tymi co pisza, zeby wybaczyc czy zapomniec. Wybaczenie to
      moze byc uwienczenie, a nie poczatek emocjonalnego oczyszczenia. Zbyt wczesne
      przebaczenie hamuje zdolnosc wyrazania negatywnych emocji, gniewu, zlosci za to
      co bylo. Czesto prowadzi do jeszcze wiekszego obwiniania sie za przeszlosc - bo
      ktos musi byc odpowiedzilny - jesli nie rodzic (bo przeciez wybaczylismy) to
      znowu my. Rozgrzeszenie byloby kolejna forma zaprzeczenia - jesli przebacze to
      bedziemy mogli udawac, ze nic sie nie stalo i jest ok. MOZNA PRZEBACZYC, ale
      gdy winowajca robi cos, by na nie zasluzyc. Jesli przyzna sie do tego co robil,
      wykazuje chec poprawy. Nawet Jezus nie wybaczal ot tak sobie, bez wyrazenia
      zalu i skruchy. Nie ma co liczyc, ze zmuszajac sie do przebaczenia cos tym
      rozwiazemy. Mozemy jeszcze wiecej stlumic.

      Zapomniec tez sie nie da. Jedyne co mozemy zrobic z makabryczna przeszloscia to
      zawalczyc o siebie dzisiaj, jasno powiedziec kto jest odpowiedzialny,
      uswiadomic sobie zwiazek miedzy wydarzeniami z dziecinstwa a obacnymi
      trudnosciami, konfrontowac i wyrazac nasze prawdziwe uczucia i miec odwage DZIS
      stawac wobec krzywdzacych rodzicow jak osoba niezlezna i dorosla.
      Nie jestesmy odpowiedzialny za to co nam zrobiono gdy bylismy dziecmi! Ale
      jestesmy odpowiedzialni za to, co dzis z tym zrobimy.

      Nie daj sie Oskarze temu fatalnemu tatusiowi - juz tyle lat mial nad Toba
      wladze, WYSTARCZY. Czy nie warto odebrac mu ta wladze, ktora NADAL ma? Czyz on
      jest Bogiem, by miec tak wielki wplyw na zycie i smierc doroslego 34letniego
      czlowieka??? Zrzuc go ze swoich plecow, a poczujesz sie...lekko.

      Z psychoterapeuta mozna nad tym swietnie pracowac - wypowiedziec, wyrazic ogrom
      zalu, zlosci, gniewu. POWODZENIA.
      • ja_oscar Re: Moja walka z cierpieniem.... 25.02.04, 13:44
        Rumiankowa...No właśnie -jak to jest z tym wybaczanie...Piszesz bardzo dojrzale
        i w większości się zgadzam z Tobą jednak nie mogę się zgodzić, iż wybaczenie w
        dużym stopniu powinno zależeć od postawy i chęci byłego oprawcy...W takim razie
        gdy by oprawca nigdy nie wyraził jakiejkolwiek skruchy to człowiek nie miałby
        szans na przebaczenie mu...Chyba to nie jest do końca tak..Wybaczenie powinno
        nastąpić niezależnie od tego jaki ma do tego stosunek były oprawca.
        Nie wiem tylko jak to zrobić...Było już na ten temat tyle robione...Zrzucanie ,
        zakopywani...Ech...Jest we mnie od dawna gotowość na wybaczenie..Nie mam sił
        już nosić tego w sobie, ale ciągle coś pozostaje...Nie mam kontaktu z ojcem i
        nie potrzebuję mieć...Mam swoje życie i on jest mi właściwie obojętny...Ale coś
        jest co nie mnie coraz bardziej zabija...Jasne, że warto odebrać mu władzę, ale
        jak?Zrobiłbym już WSZYSTKO...
        • rumiankowa Re: Moja walka z cierpieniem.... 26.02.04, 18:29
          ja_oscar napisał:

          Czesc ponownie :)

          > (..) W takim razie
          > gdy by oprawca nigdy nie wyraził jakiejkolwiek skruchy to człowiek nie miałby
          > szans na przebaczenie mu...Chyba to nie jest do końca tak..Wybaczenie powinno
          > nastąpić niezależnie od tego jaki ma do tego stosunek były oprawca.

          I Ty masz racje i ja :) Tzn. jakis gest, skrucha, zal - cokolwiek!, choc
          odrobina dobrej woli - ze strony winnego moze ulatwic to wybaczenie. Ale
          rzeczywiscie nawet duza skrucha nie gwartantuje wybaczenia, tak samo jak i brak
          skruchy nie oznacza, ze nigdy nie wybaczymy. Moze kiedys.. dojdziemy do
          wniosku, ze to "tylko czlowiek", pyl na wietrze i co nas tu juz obchodzi.. cos
          nam ODPUSCI w tym temacie, i wtedy mozna wybaczyc (i bez kajania sie oprawcy).

          Ale by naprawde odpuscilo to dluga droga to pokonania. Nie wiem ile juz za
          Toba, wiem ile za mna i jak dluugo trwalo to wszystko, i ile jeszcze przede
          mna. Pierwszym etapem bylo jest (moze byc) przyznanie jak wielki
          wplyw "oprawca" ma do dnia dzisiejszego, mimo sporadycznych kontaktow. Jak
          wiele zlego odczulismy, jak to wplynelo na nasze obecne problemy. Pozniej jest
          czas na wyrazenie ogromu zalu za tym co stracilismy, wspolczucia dla tych
          dzieci, ktorymi bylismy, zlosci za zle traktowanie/niesprawiedliwosc, buntu,
          wierzgania nogami i wywalenia wszystkich emocji, ktore naturalnie sie z tym
          wiaza, a ktore tak dlugo byly tlumione. Jest rowneiz miejsce na pertraktacje z
          przekananiami na swoje temat, ktore wpoili nam ci oprawcy. No i najtrudniejsze -
          zmierzenie sie z nimi w reallu. Niekoniecznie od razu zalewajac ich potokiem
          naszego zalu, ale w takim najzwyklejszym kontakcie - jesli bylismy zawsze
          zdominowani, zastraszeni, zgadzajacy sie na wszystko to probowac odwaznie
          wyrazac swoje zdanie/uczucia, od spraw najprostszych - mowic "mam inne zdanie",
          jesli tak jest, nie uginac sie itd. Po prostu chodzi o to by stanac w
          kontaktach z tą osobą jak niezalezna, dorosla osoba, a nie ciagle jak to
          wymeczone, zastraszone dziecko.

          To wieeele pracy, wiele wyzwan i masa emocji. A przebaczenie... nie ma co
          liczyc, ze jak wybaczysz to sie automatycznie uwolnisz od ciezaru. Nie ono jest
          tu najwazniejsze - bedzie to bedzie, nie to trudno - najwazniesza jest nasza
          obecna rownowaga psychiczna w obliczu tego co nam zrobiono i w obliczu obecnych
          kontaktow.

          Jesli jak piszesz, jest cos co Cie "coraz bardziej zabija" to znaczy, ze
          jeszcze to wszystko nie jest na tyle poukladane, przerobione, pogodzone, zeby
          byl czas na wybaczenie. Nie nad tym pracuj, to moze byc "skutek uboczny"
          dobrego przepracowania tematu.

          Powiedz Oskarze czy masz wsparcie jakiegos profesjonalisty? Czy pracowales nad
          tym wszystkim z kims? Czy to co robisz/czujesz to nie jest ciagle ucieczka
          przed przeszloscia? Czy miales czas konfrontacji z tym, jakiejs pracy w temacie
          przeszlosci?

          Oczywiscie, odpowiadac nie musisz, jesli nie chcesz. Chcialam tylko lepiej znac
          sytuacje, jesli chcialbys jakiejs odpowiedzi. Aha, zaznaczam ze jestem raczej
          amatorem z gramem wiedzy i kilogramem doswiadczen wlasnych ;)
          • ja_oscar Re: Moja walka z cierpieniem.... 26.02.04, 21:42
            Myślę, że mam sporą wiedzę na swój temat...Terapie zrobiły swoje...Zmieniłem
            swoje życie o 180 stopni...Ale wszystko zanikało...Starałem się uruchamiać, ale
            teraz już zupełnie zanikło...Zmiany są we mnie, w psychice...Myślę zupełnie
            inaczej niż 10 lat temu...Ale to jeszcze bardziej przeraża, bo mam wiedzę,
            natomiast kompletnie brak mozliwości...Ból jest i nic go nie rusza...Nie mogę
            przez to nic zrobić..Mało tego-wszystko się tak strasznie pogłębia, że nie mam
            już sił...Ani na walke, ani na życie...I to jest potworne...Po prostu budzę się
            obolały, bez sił by cokolwiek robić, czasem nawet nie mogę podnieść się z
            łózka...To nie przeraża...Nie ma sposobu by sobie z tym poradzić...To po prostu
            jest ...Tyle już zrobiłem, a kondycja psychiczna jest gorsza niż dawniej...

            Powiedz Oskarze czy masz wsparcie jakiegos profesjonalisty? Czy pracowales nad
            > tym wszystkim z kims? Czy to co robisz/czujesz to nie jest ciagle ucieczka
            > przed przeszloscia? Czy miales czas konfrontacji z tym, jakiejs pracy w
            temacie przeszlosci?

            Właściwie o tym wszystkim napisałem w życiorysie...Niestety nie mam już sił ...
            próbuję złapać się jeszcze szansu nowej terapi, ale to tylko dlatego, że to
            szansa na przedłużenie życia...Niestety przestałem wierzyć w to wszystko...Bo
            mimo tylu lat leczenia i szukania sposobów wychodzenia z tego bagna ciągle
            pogrążam się jeszcze bardziej niezależnie od tego co robię...To mnie
            przeraża...jestem już tak wyczerpany, że nie mam juz na nic sił...

            Wiesz...Na jjednej z psychodram w których brałem udział....natychmiast
            posiwiałem...przeżycia były tak potworne i gwałtowne, że nie mieszczą się we
            mnie...Ale odważyłem się zrobić wszystko, bo wierzyłem, że tym sobie pomogę...
            I nic...Dziś nigdy już nie zdecydowałbym się na takie potworności...
            Spotykałem sie przez ostatnie lata z oprawcą, próbowałem rozmawiać......Doszło
            do tego, że mogłem zostać pobity...Musiałbym z nim się bić...To wariat...Więc
            nie wracam już w to miejsce...nie ma po co..
            Nie rozumiem czy ja mam już jakiegoś pecha w życiu, że tyle już zrobiłem a
            jest coraz gorzej?...To nie może być prawdą, że moje życie musi zakończyć się
            samobójstwem...
            • kaba.a Re: Moja walka z cierpieniem.... 27.02.04, 11:55
              Przeczytałam to co sie udało na podanej przez Ciebie stronie. Wstrząsneło to
              mna bardzo.Wysłany do Ciebie mail ze słuzbowego konta z imieniem i nazwiskiem,
              to dowód na to, jak bardzo, z całego serca chciałabym móc Ci pomóc. Wiem, że
              jest to trudne,może nawet niemozliwe?
              Musisz byc bardzo wrazliwa osobą, jesli do dzis przeżywasz to, co spotkało Cie
              w dzieciństwie. Najlepiej byłoby zapomniec. Odciąć sie zupełnie od ojca. Nie
              myslec o nim, nie spotykac sie z nim i nie próbowac wyjasniać tego co sie
              zdarzyło. To sie stało i nikt nie cofnie czasu, nie zmieni zdarzeń.To Twój
              bagaż, z którym musisz zyć. A to jak bedziesz żył w dużej mierze zależy od
              Ciebie.Musisz w to uwierzyc, że sam jesteś kowalem swojego losu. Odciąć sie od
              pzeszłości, zacząc wszystko na nowo.
              I na litośc!Przestan myslec o samobójstwie, chociażby dlatego, aby nie dac ojcu
              nastepnej satysfakcji.
              Walcz ze sobą. Przeciez oprócz przeszłości jest teraźniejszość. Teraz piekny,
              biały snieżeki tak cudownie, gdy swieci słońce. A niedługo wiosna. Nasze
              organizmy odżyją.
              Trzymaj sie dobrych stron Twojego życia i pamietaj o tym, że jestes
              niepowtarzalny, wyjątkowy.
              Pozdrawiam Cie goraco.
              • ja_oscar Re: Moja walka z cierpieniem.... 27.02.04, 21:11
                Wielkie dzięki za zrozumienie i za te ciepłe słowa...Wiele to dla mnie znaczy...
                Trzymaj się...
                ps.tak niedługo wiosna....tylko że ja nie mogę właściwie wychodzić a domu...bo
                na zewnątrz czuję potworny ból...żle tak żyć...
            • rumiankowa Re: Moja walka z cierpieniem.... 27.02.04, 21:43
              ja_oscar napisał:

              > (..) Ból jest i nic go nie rusza...Nie mogę
              > przez to nic zrobić..Mało tego-wszystko się tak strasznie pogłębia, że nie
              mam
              > już sił...Ani na walke, ani na życie...

              Musi byc tak, ze gdzies wydatkujesz masę energii - jestes jak balonik z
              dziurka, przez ktorą ucieka powietrze. Na co idzie ta energia i potencjal? Co
              jest Twoją najwiekszą aktywnoscią? Czy nie wkladasz "calego serca i duszy" w
              cierpienie...? Tak bardzo, ze na nic innego nie starcza sil? Nie wiem, tak
              sobie snuje domysly.

              Widze w Tobie jakas.. desperacje by sobie pomoc. Nie wiem, gdzie jest "haczyk",
              przeciez nie moze byc tak, ze na Ciebie nie dzialaja formy psychoterapii, ktore
              pomagaja wielu ludziom w podobnych sytuacjach.. Cztery terapie i dalej bez
              poprawy...? Cos w tym musi byc.. a terapia indywidualna? Z grupą to jest inny
              rodzaj pracy, a indywidualnie byloby nastawione tylko na Ciebie i caly Twoj
              proces przepracowania, od poczatku do konca, a nie tak po kawalku, rzutami, jak
              na grupowej. Probowales?
    • mskaiq Re: Moja walka z cierpieniem.... 25.02.04, 15:00
      To nie Twoj Ojciec jest obecnie Twoim problemem tylko Ty sam, nawet nie masz z
      Nim kontaktu. Twoje mysli dzialaja przeciwko Tobie i beda dzialaly dotad az
      wybaczysz i pogodzisz sie z tym. Jesli nie zrobisz tego to zlosc strach i
      wszystko negatywne pozostanie w Tobie i bedzie Cie ranic. Tylko wybaczenie moze
      zneutralizowac te wszystkie negatywne energie.
      Tego sie nie da zakopac czy zaklac ale mozesz to zastapic miloscia. Nie ma
      innej drogi, milosc to nie tylko piekne slowo ale i energia, najbardziej
      pozytwna i najsilniejsza w nas. Musi ona zastapic strach, jesli strach
      pozostanie to zycie staje sie nie do zniesienia.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • rumiankowa Re: Moja walka z cierpieniem.... 26.02.04, 18:36
        mskaiq napisał:
        > (..) Tylko wybaczenie moze zneutralizowac te wszystkie negatywne energie.

        Nie jest to prawdą i szerzenie takich opinii moze byc zgubne, szczegolnie dla
        tych, ktorzy zmagaja sie z problemem przemocy z przeszlosci i beda ze
        wszystkich sil starali sie wybaczyc - wciaz bez efektu, wciaz pograzajac sie
        bardziej. Tak moze mowic ksiadz, i to jakis ignorant psychologiczny.
        Wybaczenie, milosc.. moze jeszcze nadstawianie drugiego policzka? Zupelnie nie
        o to chodzi.
      • empeka Re: Moja walka z cierpieniem.... 26.02.04, 18:53
        mskaiq napisał:

        > To nie Twoj Ojciec jest obecnie Twoim problemem tylko Ty sam, [...]Tylko wybaczenie moze
        > zneutralizowac te wszystkie negatywne energie.
        > Tego sie nie da zakopac czy zaklac ale mozesz to zastapic miloscia.

        Daruj, ale to banały.
        Uwolnienie się od ciężaru jest trudne i takie uproszczone widzenie świata na pewno nie pomaga.
        Popieram myślenie Rumiankowej.

        Marta

        PS Nie wiem jak to robicie, ale mnie się ze strony Oskara otwiera tylko zdjęcie i te kilka słów.
        Z wypowiedzi innych osób domyślam się w czym rzecz.
        M
        • ja_oscar Re: Moja walka z cierpieniem.... 26.02.04, 21:18
          To wszystko jest cholernie trudne...Moje rozumienie tego co się dzieje jest
          niezmiernie wielkie w porównaniu z tym jak kiedyś myślałem...Ale w słowach
          wszystko wydaje się proste...Natomiast trudno to wszystko ogarnąć, zmienić...
          Czasem wydaje m9i się , że to niemożliwe...Bo czemu to tak się pogłębia, trwa?
          Wiem, że mam wpływ na swoje życie, ale każdy nowy ruch powoduję ból, który nie
          można znieść...
          Coraz częściej przestaję to rozumieć...
          • empeka Re: Moja walka z cierpieniem.... 27.02.04, 10:11
            ja_oscar napisał:

            > To wszystko jest cholernie trudne...
            [...]
            > każdy nowy ruch powoduję ból, który nie można znieść...
            > Coraz częściej przestaję to rozumieć...

            Obawiam się, że dobra pomoc oznacza pomoc fachową. Odnoszę wrażenie, że wbiłeś sobie nóż
            w ranę i sam nim kręcisz. Trzeba by to przerwać. Byłeś u dobrego psychiatry? Psychologa?

            Powodzenia
            Marta
            • ja_oscar Re: Moja walka z cierpieniem.... 27.02.04, 17:51
              Marto....Leczę się od 94 roku...Cztery terapie grupowe...W tym dwie w jednym z
              najlepszych ośrodków w Polsce w Krakowie.....Teraz zostałem z tym wszystkim
              sam...Nikt nie potrafił mi pomóc abym mógł zdrowieć na tyle by poradzic sobie
              w życiu...
    • mskaiq Re: Moja walka z cierpieniem.... 27.02.04, 06:55
      Zastanow sie jaki masz wybor. Mozesz wybrac strach i nienawisc. Ten stan jest
      nie do zniesienia. Sa to bardzo negatywne emocje. One przychodza, tak jak
      pamiec a my dolewamy oliwy do ognia poprzez nasze emocje i tak przezywamy
      koszmar ktorego juz nie ma.
      Znane sa przypadki ludzi ktorzy przezyli obozy koncentracyjne i wiele lat po
      tych przezyciach popelnili samobojstwo i to nawet wtedy kiedy oprawca posniosl
      kare. Koszmar nie zniknal, byl przezywany codziennie od nowa.

      Sa rowniez ludzie i jest ich olbrzymia wiekszosc ktora znalazla sens zycia, bo
      pojawily sie pozytywne emocje ktore zastapily te trudne i tragiczne. Jest taki
      moment w nas kiedy nie potrzebujemy juz myslec o tym zlym bo wiele dobrego jest
      wokol nas. Nasze mysli sa w tym dobrym ktore nie rani. Wtedy czesto przychodzi
      przebaczenie i zrozumienie oprawcy.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • ja_oscar Re: Moja walka z cierpieniem.... 27.02.04, 17:57
        u mnie ta pozytywna energia jakoś nie pojawiła się(prócz chwil po terapi, ale
        zgasła...) mimo wielu dobrych wyborów jakie dokonałem w ostatnich latach...
        myślę, że w słowach wszystko jest proste i łatwe...natomist konkretne czyny
        natrafiają na barierę zbudowaną z niewyrażonych emocji i nie można jej
        pokonać...nie ma sposobu by ruszyć to wszystko z miejsca...Ba! by zatrzymać
        choć tą degrengoladę...
    • mskaiq Re: Moja walka z cierpieniem.... 28.02.04, 13:45
      Co robic aby nie byly to tylko slowa. Mysle ze powinienes starac sie wypelnic
      czas rzeczami ktore oderwa Cie od myslenia o przeszlosci. Znajdz dziewczyne,
      jestes i przystojny i inteligentny, napewno znajdziesz. Biegaj, cwicz
      fizycznie, bardzo poprawia balans myslowy, odrywa od negatywnych mysli. Zajmnij
      sie rzeczami ktorymi sie interesujesz, mozesz zaczac studiowac. Glowna rzecz
      nie siedz i nie rozmyslaj. Im bardziej bedziesz zajety tym bardziej tamto zle
      przestanie Cie dreczyc. Po jakims czsie, moze po paru latach zobaczysz ze te
      mysli tak bolesne obecnie juz nie rania. Wtedy przebacz, przebaczenie uczyni
      Cie wolnym, przezyjesz niezwykla ulge, wtedy sprawa zostanie zamknieta.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • ja_oscar Re: Moja walka z cierpieniem.... 28.02.04, 18:56
        Przyznam, że nie bardzo rozumiem...Mam żonę, syna...Po za tym nie myślę już o
        przeszłości...Ćwiczyć nie mogę bo kompletne wyczerpanie, brak sił fizyczny to
        właśnie niektóre z moich objawów choroby...Myśli mnie raczej nie ranią ale
        rzeczywiste cierpienie fizyczne...Każde wyjście z domu odczuwam tak jakbym
        wchodził do ognia...Nie potrafię zmienić tego odczuwania...Dlatego nie mogę nic
        robić...A sił psychicznych brakuje coraz bardziej by z tym wszystkim żyć...
        • rumiankowa Re: Moja walka z cierpieniem.... 01.03.04, 18:32
          ja_oscar napisał:

          > (..) Po za tym nie myślę już o przeszłości...
          > (..) Myśli mnie raczej nie ranią ale
          > rzeczywiste cierpienie fizyczne...Każde wyjście z domu odczuwam tak jakbym
          > wchodził do ognia...

          Szukaj Oskarze terapii indywidualnej. To nie to samo co grupowa, mam
          doswiadczenia z obu i kazda dala mi cos innego - Ty potrzebujesz (wg mnie)
          kontaktu indywidualnego - na teraz.
    • mskaiq Re: Moja walka z cierpieniem.... 29.02.04, 13:03
      Lepiej to rozumiem. Byl taki czas kiedy mialem potezne bole, moge powiedziec ze
      byly to bole morficzne tzn tej kategori jesli chodzi o sile. Nie moglem chodzic
      ale codziennie szedlem do pracy, czasem plakalem z bolu ale postawilem na
      swoim. Po pewnym czasie bole przeszly, odzyskalem chodzenie.
      Postanowilem wtedy wrocic do biegania ale jak zaczynalem biegac odzywaly sie
      bole w kregoslupie. Nie mniej kazdego dnia rano wychodzilem i biegalem 4 km.
      Pierwszy kilometr to nie byl bieg a pelzanie pelne bolu, potem bylo troche
      lepiej. Robilem to kazdego dnia, po trzech miesiacach bole odeszly, dzisiaj
      biegam.
      Ty tez mozesz pokonac to co Ciebie zatrzymuje, masz wiele sil i determinacji bo
      masz Zone i Syna. Warto zrobic to dla Nich i dla Siebie.
      • ja_oscar Re: Moja walka z cierpieniem.... 29.02.04, 13:29
        Być może istnieje sposób by to wszystko pokonać...nie udaje mi się go
        znależć..A wierz mi....robiłem już mnóstwo w tej sprawie...muszę znależć
        sposób. to niemożliwe abym miał tak po prostu umrzeć z wycieńczenia.
        Pozdrawiam.trzymaj się.
    • mskaiq Re: Moja walka z cierpieniem.... 29.02.04, 22:09
      Wierze ze znajdziesz sposob. Nie wolno sie tylko poddawac, trzeba walczyc,
      nawet jesli wyglada to beznadziejnie. Zawsze istnieje sposob aby pokonac to co
      przeszkadza Ci zyc. Wtedy kiedy to pokonasz zycie otworzy sie radoscia i
      dobrem. Moje sie otworzylo.
      Najserdeczniejsze pozdrowienia.
      • kaba.a Re: Moja walka z cierpieniem.... 29.02.04, 23:40
        Jestem tu również. Trzymam nadal za Ciebie kciuki. Wierzę, że Ci sie uda.
        Przeciez masz dla kogo życ.
        Pal sześć przeszłość.
        Wykonaj ruch, jaki proponował Pna Mazowiecki: oddziel przeszłośc grubą kreską.
        Pozdrawiam Cie cieplutko.
        • ja_oscar Re: Moja walka z cierpieniem.... 04.03.04, 21:32
          Dziękuję wszystkim...
          • magania Re: Moja walka z cierpieniem.... 07.03.04, 01:53
            Witaj Oskar!Przeczytalam twoja historie i trudno bylo powstrzymac lzy.Tak
            bardzo kocham dzieci!dlaczego musza cierpiec?!Gdybym tylko umiala ci pomoc ,ale
            niestety nie mam w sobie takiej mocy.Nie przezylam nawet ulamka tego co ty,wiec
            nie mam nawet prawa czegokolwiek radzic.Przykre jest to,ze zostales skrzywdzony
            i teraz nawet nie mozesz sie w pelni cieszyc szczesciem,ktorym jest twoja zona
            i dzieci.Jezeli znajda sie terapeuci,ktorzy pomoga ci odciac sie od przeszlosci
            zobaczysz jakim cudem jest obecnosc wlasnego dziecka,glaskanie go po malej
            glowce,sadzanie na kolankach,wspolne spacery,wieczory z zona.Twoj bol odbiera
            ci piekno zycia.Jest wiele zla,ale piekna i radosci jest wiecej!Zycze ci,aby
            udalo ci sie to dostrzec,aby nadszedl moment,w ktorym poczujesz sie
            szczesliwy.Pozdrawiam goraco-magda
    • szara_godzina Re: Moja walka z cierpieniem.... 07.03.04, 20:49
      powiem ci
      jesteś bardzo dzielnym człowiekiem. naprawdę. nie każdy by tak umiał, ja chyba
      nie. podziwiam i głaszczę po głowie.
    • kasiajulia Re: Moja walka z cierpieniem.... 07.03.04, 21:50
      Przeczytałam. Podziwiam. Współczuję. Teraz nie mogę pisać, ale sercem z Tobą.
      Cieszę się, że masz własną rodzinę i starałeś się o terapię.
      Ściskam.
      Kasia.

      Przepraszam, że bez konstruktywnych rad.
    • rain_07 Re: Moja walka z cierpieniem.... 08.03.04, 01:11
      Trzymaj się Oscar - wszyscy jesteśmy z Tobą...Nie poddawaj się, wierzę, że
      wygrasz i będziesz jeszcze szczęśliwym człowiekem...Bardzo mocno Ci tego życzę.

      napisałeś:
      "Miłość, dom, rodzina to moje największe skarby..." ja chciałbym kiedyś takie
      skarby mieć. Żyj dla nich.

      Pozdrawiam



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka