Dodaj do ulubionych

nierozumiemniezrozumiemnie...

06.04.06, 16:18
Witam - czytam Wasze wypowiedzi, historie poplatane nierzadko. (bylam tu
niegdys jako Lwieje)

Chcę tu napisać, co mnie gryzie, może okaże się, że pospolite me problemy?
(Bo sytuacja mnie przerasta)

Jestem w trakcie pisania wniosku rozwodowego.
Zona od 12 lat, matka od 11 i 8.
Starałam się, by zwiazek szczęsliwy był - zależało mi na zadowoleniu męża tak
bardzo, że - skoro wolał kanapę - spedzałam czas sama. Wyjazdy weekendowe z
koleżanką, szkolenia... W imie tak zwanego świętego spokoju coraz mniej razem
czasu spedzaliśmy z sobą.

To, co doskwierało mocno - to nasilająca się oziebłość męża. nie potrafiłam
tego zrozumiec, ani zaakceptować.

Kontynuujac - po paru latach takiego chłodu poznałam kogoś - kots może
powiedzieć, "z nudów", kto inny powie że z powodu poczucia beznadzieji i
zimna. Po drodze - tj przed zdradą jeszcze - była depresja, próby ratowania
małżeństwa, propozycja terapii - nieprzyjmowana do wiadomości, groźba
rozwodu - nie brana na poważnie.

Byłam pewna, że to koniec - jednak groźba rozwodu, rzucona jeszcze przed
spotkaniem "innego faceta" nie była zrealizowana - (dzieci, stabilizacja...
teraz wiem, że to bbył bład - trzeba było w pustkę iść, choc to niełatwe)

no a teraz mam - mąż uwierzył w możliwośc odejścia - obiecuje złote góry,
tłumaczy,że kocha, że pokochał ponownie i że mozemy - powinniśmy nawet -
razem znów być.

Uważam, że to nie fair - wogóle gówniana sytuacja, bo uważam, że ani on, ani
ja nie jesteśmy/bylismy fair. Ale dzieci są.

Ja chcę nadal rozejść się, on - co rozumiem - nie chce separacji od dzieci -
a rozwód siłą rzeczy to oznacza.

nie czuje się na siłach zaufac mu - naprawdę wszelkie moje wczesniejsze
desperackie próby wprowadzenia zniam były jak groch o scianę.

Z drugiej strony - on teraz dręczy, na zmianę oskarża albo przeprasza -
Bergman wysiada.

(ech, może trochę mi lzej, choc sama sobie pewnie napisałabym "idź się
utop suspicious)

Znacie jakieś szczęsliwe happy endy?
Obserwuj wątek
    • tachazit Re: nierozumiemniezrozumiemnie... 07.04.06, 15:29
      Happy End będzie wtedy, jak zrozumiesz czego się nauczyłaś.

      > (ech, może trochę mi lzej, choc sama sobie pewnie napisałabym "idź się
      > utop suspicious)
      >
      > Znacie jakieś szczęsliwe happy endy?
      • libra22 Re: nierozumiemniezrozumiemnie... 07.04.06, 19:14
        Może spróbuj iść z mężem na terapię? Ona powinna pokazać, czy jest co ratować,
        czy już nie.
        Powodzenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka