mejson.e
18.04.06, 10:17
Człowiek nie lubi nie mieć racji...
Przyznam się szczerze, że irytowały mnie narzekania pewnych forumowiczów na
niedbalstwo służb odpowiedzialnych za ustawianie znaków drogowych, bo sam aż
takiego niedbalstwa nie zauważałem.
Jadąc w sobotę na święta na południe po lewej stronie Wisły (G. Kalwaria,
Kozienice, Zwoleń) widziałem rozsądnie oznakowaną trasę, przyzwoitą
nawierzchnię i już układałem sobie w myślach nowy wątek - "znakologia -
pozytywne przykłady" czy coś w tym stylu.
I pewnie bym założył taki wątek, gdybym wracając nie ... zmienił trasy.
Wracam sobie wczoraj po świętach z lubelskiego trasą mało znaną ale
nieruchliwą - przez Puławy i Dęblin - dziur mało, pogoda niezła, humor też.
Do czasu.
O 17:45 wychodzę z leśnego łuku na prostą, widzę jakieś zabudowania, noga z
gazu ale nienerwowo.
Nagle zza drzewa wyskakuje policjant z lizakiem i prosi na konwersację.
Pokazuje mi odczyt z radaru - 85/h - nie zaprzeczam ale głupio pytam, czy tu
jest obszar zabudowany, bo znaku nie zauważyłem.
Owszem jest a gapiostwo nie daje żadnej okoliczności łagodzących.
Aspirant kartkuje mozolnie cennik, najpierw wyszło mu 100-200 zł, zdecydował
się na 100, potem przeliczył i wyszło mu 200-400, wpisał 200.
Nie mógł przez zanikające radio dogadać się co do mojego stanu punktowego,
odprawił kazanie o natężeniu ruchu i niebezpiecznej prędkości, mnie szlag
trafił już doszczętnie.
Po pół godzinie wręczam żonie mandat, w samochodzie cisza, nawet dzieci boją
się odezwać.
Odpalam i ... zawracam zobaczyć, co przegapiłem i czy nie powinienem udać się
na badania wzroku i psychotechniczne.
Po pół kilometrze mijam tablicę z nazwą "Podłęż" ale zieloną, więc szukam dalej.
Środek lasu, znak "uwaga dzikie zwierzęta" a początku zabudowanego nie widać.
Po kolejnym pół kilometrze spotykam wreszcie białą tablicę ale ... odwołującą
obszar zabudowany w kieunku W-wy, gdzie przecież jechałem przed mandatem.
Zawracam już mocno nabuzowany i dojeżdżam do stróżów prawa prosząc, by udali
się ze mną i pokazali mi znak, za zlekceważenie którego otrzymałem mandat.
Panowie nie użyli broni służbowej tylko grzecznie wsiedli do radiowozu i
dojechali do zielonej tablicy.
Myślałem że będą mi wmawiać, że to rozpoczyna obszar zabudowany ale nie -
przeprosili, stwierdzili, że ktoś im zdjął tablicę (akurat słupek był tak
krótki, że nie zmieściła by się tam druga), odebrali mi mandat i pojechali.
Jutro sprawdzę na Waliców, czy nie wpadło mi tam obiecane 6 pkt, mam też już
telefon do sekcji ruchu drogowego w Otwocku, niech tylko spróbują coś ściemniać!
Dla pikanterii - pojechałem potem dalej w stronę Warszawy tym "niezabudowanym"
i po dwóch kilometrach spotkałem tablicę ... odwołującą obszar zabudowany,
który według oznakowania przecież wcale się nie zaczął...
Jak nie znacie trasy, to nie ufajcie znakom!
Sam nie wiem, dlaczego tam zwolniłem - na wyjściu z zakrętu miałem ponad 100/h
- pewnie przez te zabudowania?
Woda na młyn emes-nju, co nie? ;-)
Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.