Dodaj do ulubionych

Kobieta-depresja-Warszawa

27.07.06, 00:13
Witam.
Miesiąc temu odeszła ode mnie dziewczyna po siedmiu latach znajomości.
Myślałem ze dam sobie rade, ale niestety było coraz gorzej. Ciężko mi opisać
co się działo, ale otarłem sie o "koniec". Pszedłem do lekarza, biorę leki.
Nie jest łatwo być z tym samemu, szczególnie że ludzie nie rozumieją
niektórych spraw. Nie znają choroby. Mieszkam w Warszawie, czy można sie tu
zapisać na jakąś terapię grupową, czy można sie z kimś spotkać? A może to
tylko pogorszy sprawę? Cholera nikogo tu nie znam, rodzina daleko, może
lepiej wyjechać?
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • decadence_33 Re: Kobieta-depresja-Warszawa 27.07.06, 16:45
      Hej Milix,
      samemu rzeczywiście trudno sobie poradzić z depresją, a to, że ludzie, których
      to nie dotknęło nie rozumieją - to chyba norma.
      Jeśli czujesz, że powrót do rodziny dobrze by Ci zrobił - pojedź, bez względu
      na odległość. Ale jeśli to z jakiegoś powodu niemożliwe, albo uznasz, że
      chciałbyś sobie pomóc sam, pozostając w Warszawie, spróbuj może spotkać się w
      grupie wsparcia Anonimowych Depresantów.
      Wiem, że takich grup jest w Wawie kilka. Na końcu artykułu są namiary. Wklejam
      cały artykuł, bo daje jakiś obraz tego na czym te spotkania polegają.
      Spróbuj... Warto próbować. Naprawdę nie jesteśmy skazani na smutek. Wszystko
      może wyglądać inaczej.
      Pozdrawiam
      D.

      PS. Artykuł pochodzi z www.niebieskalinia.pl
      ......................................................

      WARSZAWIACY CHORZY NA DEPRESJĘ POMAGAJĄ SOBIE W GRUPACH ANONIMOWYCH DEPRESANTÓW

      Odstawiłam leki, psychologa i dobrze się czuję - zapewnia Dorota, chora na
      depresję, która założyła w Warszawie pierwszą grupę Anonimowych Depresantów.

      Dorota ma depresję od kilku lat. W spotkaniach AD uczestniczy od ponad roku. -
      Mój mąż bardzo chciałby mi pomóc, ale nie umie tego zrobić. Nie rozumie mojego
      smutku - opowiada. Dopiero w grupie Anonimowych Depresantów, którą sama
      postanowiła założyć, znalazła zrozumienie.

      AD pracują według programu 12 kroków Anonimowych Alkoholików przystosowanych
      dla chorych na depresję. Podobnie jak AA uważają, że są uzależnieni, ale nie od
      alkoholu, ale od głębokiego smutku, zniechęcenia, który prowadzi do izolacji.
      Przetłumaczyli też z angielskiego książkę pt. "Anonimowi Depresanci", według
      której pracują AD w Ameryce.

      Członkowie AD w każdy wtorek gromadzą się wokół dużego stołu w klubie Panorama
      na ul. Górnośląskiej. Przygotowują herbatę albo kawę, zapalają świecę. Przed
      Dorotą, która prowadzi grupę, leży złoty dzwonek. Używa go, kiedy ktoś mówi
      dłużej niż pięć minut. W ten sposób dba o to, aby każdy mógł zabrać głos.

      Spotkanie zaczyna się modlitwą o siłę. Potem z rąk do rąk krąży kartka, a na
      nich dwa pytania: "Czy wierzysz, że jest jakaś nadzieja na wyjście z depresji?"
      oraz "Czy uznałeś już, że jesteś bezradny wobec swojej choroby?". Każdy z
      uczestników odpowiada na te pytania. Opowiada o chorobie.

      W ostatni wtorek do grupy trafiły trzy nowe osoby. Dorota mówi do jednej z
      nich: - Zofio, czy zgodnie z trzecią tradycją AD chcesz przestać się
      zamartwiać?

      Gdy Zofia odpowiada twierdząco, cała grupa klaszcze. W ten sposób przyjmuje ją
      do wspólnoty. Zofia jednak nie chce opowiadać o swojej chorobie. - Może na
      następnym spotkaniu - tłumaczy.

      Wszyscy uczestnicy spotkań twierdzą, że odnaleźli swoje miejsce. Czują, że są
      wśród swoich. - W czasie mojej choroby po prostu wymiotowałem samotnością,
      unikałem kontaktów. Tłumaczyłem to sobie tym, że jestem domatorem. Oszukiwałem
      siebie. W leczeniu ważne są i leki, ale przede wszystkim kontakt z innymi
      ludźmi - tłumaczy spokojnym głosem Marek.

      Większość mówi, że choruje od dawna, że ma za sobą pobyty w szpitalach,
      leczenia farmakologiczne i wiele lat nieskutecznej w ich przypadku
      psychoterapii (w Warszawie jest wiele ośrodków terapeutycznych pracujących
      według różnych metod). Inni kiwają głowami, jakby chcieli powiedzieć: "wiem,
      przeżyłem to samo". Ale nie wtrącają się, bo przerywać nie wolno.

      W trakcie spotkania co jakiś czas niektórzy podają sobie ręce, poklepują się po
      plecach. Ktoś mówi, że dopiero tutaj nauczył się przytulać innych i dawać im
      bliskość. To naprawdę nie jest łatwe dla chorego na depresję. Spotkanie kończy
      głośna lektura Dezyderaty i wspólna modlitwa w kręgu.

      AD spotykają się we wtorki w klubie Panorama (ul. Górnośląska 1, godz. 17.30),
      w czwartki w świetlicy parafialnej (ul. Chełmska 21a, godz. 18) i w soboty w
      sali Poziomka Klasztoru Dominikanów (ul. Dominikańska 2, godz. 15.30); e-mail:
      depresanci@op.pl

      Źródło: www.gazeta.pl
    • milix2 Re: Kobieta-depresja-Warszawa 27.07.06, 17:14
      Dzieki za dobre rady, najgorsze to że sam nie wiem czego chce (tzn wiem ale to
      już jest ni9emożliwe) i nie wiem co robić, już nawet siły nie mam myśleć...
    • mskaiq Re: Kobieta-depresja-Warszawa 28.07.06, 05:13
      Kiedy konczy sie zwiazek pojawia wiele wspomien, wywoluja wiele zalu. Jest to
      żal przeszłych chwil, niespełnionych pragnień, nie doczekania chwil, na które
      się czekało.
      Nie mozesz wywolywac tego zalu w Sobie. Kiedy bedzie pojawial sie ten zal
      musisz zajac sie czymkolwiek aby go stlumic. Aktywnosc to najlepszy sposob aby
      stlumic ten zal. Jesli nie bedziesz tego robil to znow otrzesz sie o smierc.
      Mozesz kochac ta osobe ale nie wywoluj tego zalu. Ta milosc odejdzie sama,
      musisz dac czas czasowi aby sie to stalo.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • elzbieta007 Zastanów się, co piszesz! 04.08.06, 16:05
        Mskaiq - Ty baranie! Wybacz obcesowość, ale ten Twój post pobił wszystkie inne
        Twoje głupoty, które piszesz. Operujesz banałami i frazesami. Nie zastanawiasz
        się, jak beznadziejne są Twoje porady.
        Stłumienie i wyparcie - to podstawowe neurotyczne mechanizmy obronne. Ich
        obecność w życiu ludzi z nerwicą jest przyczyną występowania objawów.
        Nie proponuj więc człowiekowi zdołowanemu sytuacją, którą postrzega jako dramat,
        zastosowania metod, które wpędzą go w chorobę.
        Mskaiq - czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, że nadaktywność, którą doradzasz
        niemal wszystkim, jest Twoim mechanizmem obronnym? Neurotycznym mechanizmem
        obronnym? Jeśli nie, to pomyśl.
        Więcej pokory doradzam, bo zachowujesz się jak ktoś, kto wie wszystko, ale tak
        nie jest.
        Milix2 - Twoja sytuacja jest trudna, ale, choć pewnie nie uwierzysz, to minie.
        Myślę, że powinieniś skorzystać z porady decadence_33 albo poddać się
        krótkotrwałej psychoterapii. Trzymaj się!!!!
        Elżbieta
    • virusti głowa do góry! 28.07.06, 11:46
      W zeszłym roku przeżywałem rozstanie po 7 latach. Początkowo myślałem, że świat
      się zawalił. Zacząłem od wizyty u psychiatry żeby dowiedzieć się jak postępować
      z moją ex chora na depresję. Bez zastanowienia przyjąłem dwumiesięczna kuracje
      aurex’em – nie tylko wszystko załagodził, pozwolił normalnie zasnąć ale również
      powodował cudowne zalewy serotoniny do których jak się okazało wcale nie była
      konieczna jej obecność – zrozumiałem, że skoro mogę być szczęśliwy samotnie,
      nawet jeżeli wywołane jest to sztucznie, to w nowym związku też mam na to duże
      szanse. Przygotuj się, że pierwsza kobieta będzie miała bardzo trudne zadanie,
      skazana na nieuchronne porównania. I nawet jak coś będzie fajniejszego to
      niekoniecznie to docenisz bo będzie to inne od tego do czego się
      przyzwyczaiłeś. Mój „pierwszy związek po” umarł śmiercią naturalną, ale
      utorował drogę do kolejnego. Dzięki niemu moje życie wróciło do normy, mało
      tego, wszystkie te doświadczenia dały nowy napęd, nauczyłem się doceniać każdą
      chwilę. Jeżeli moje pomysły nie znajdują uznania w oczach znajomych realizuję
      je sam (tak znalazłem się na mundialu i wielu festiwalach, koncertach i
      imprezach, kiedyś wybrałbym pozostanie w domu niż samotne podróże). Z każdej
      strony słyszę od znajomych, że nigdy nie widzieli mnie tak szczęśliwego. Więc
      rozstanie wykorzystaj na wyciagnięcie wniosków i zmiany w Twoim życiu, unikaj
      błędów które doprowadziły do podjęcia przez partnerkę decyzji o opuszczeniu
      Cię, jak nie wiesz co jej przeszkadzało to może o to zapytaj. Zwróć tez uwagę,
      że 7 rok w wielu związkach to moment krytyczny i te bez ślubu mają często zbyt
      mało „przymusowej” spoiny by przetrwać. Przecież nie możesz się obwiniać za
      zmianę charakterów jaka ma podobno miejsce w życiu człowieka co 7 lat. Po roku
      patrząc w miarę chłodnym okiem powiem Ci, że wolałbym się sklonować by móc
      przezywać alternatywne rozwiązania u boku kobiet spotykanych na każdym kroku z
      którymi mogłoby cos zaiskrzyć niż pakować się na nowo w reaktywowany po śmierci
      klinicznej wieloletni związek. Kobiety są cudowne, nie gloryfikuj byłej, z
      innym też możesz być bardzo szczęśliwy, a nawet bardziej bo mają u Ciebie
      kredyt zaufania o który byłoby bardzo trudno dla ex po opuszczeniu Ciebie.
      Potrzebujesz tylko czasu, a żeby za duzo nie mysleć zajmij sie czymś, a
      zobaczysz, że za rok będziesz zupełnie inaczej na to wszystko patrzył.
      Powodzenia.
    • milix2 Re: Kobieta-depresja-Warszawa 28.07.06, 16:52
      Masz rację, nie jest to proste ale będe próbował. Dzieki to naprawde mądre rady.
      • ber1000 Re: Kobieta-depresja-Warszawa 29.07.06, 10:39
        Nic nie jest proste - właśnie [2 tygodnie temu] zakończyliśmy 14-letni i bardzo
        silny emocjonalnie związek. Nie mogę się znaleźć, wokół pustka tak
        niewiarygodna, żyję jak jakiś automat, w głowie tylko jedno
        pytanie: "dlaczego?".
        Gdyby zechciał powiedzieć jedno słowo: "przepraszam" - wybaczam mimo wszystko
        (już zapomniałam o przyczynie rozstania).
        Zaczynam obawiać się o depresję, choć wokół mnie sporo życzliwych mi ludzi,
        ale ... to nie na ich uścisk dłoni czekam, nie na ich sms-y, nie na nich...
      • ber1000 Re: Kobieta-depresja-Warszawa 29.07.06, 10:39
        Nic nie jest proste - właśnie [2 tygodnie temu] zakończyliśmy 14-letni i bardzo
        silny emocjonalnie związek. Nie mogę się znaleźć, wokół pustka tak
        niewiarygodna, żyję jak jakiś automat, w głowie tylko jedno
        pytanie: "dlaczego?".
        Gdyby zechciał powiedzieć jedno słowo: "przepraszam" - wybaczam mimo wszystko
        (już zapomniałam o przyczynie rozstania).
        Zaczynam obawiać się o depresję, choć wokół mnie sporo życzliwych mi ludzi,
        ale ... to nie na ich uścisk dłoni czekam, nie na ich sms-y, nie na nich...
        • ber1000 Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 29.07.06, 10:49
          Nie wiedziałam, że to tak boli, nie wiedziałam, ze tak jestem od niego
          uzależniona... nawet muzyki nie mogę słuchać, bo okazuje się, że nie mam takiej
          mojej własnej - wszystkiego słuchaliśmy wspólnie.
          Ból - to jedyne co czuję, ból i żal nad sobą.. Łzy wciąż po policzkach płyną z
          błaganiem o ...Sama nie wiem..
          Pierwsza noc dziś przespana bo wzięłam Valerin (Deprimu mi nie sprzedano bo
          słońca zbyt dużo).
          Gdzie nie spojrzę tam on, na spacerze źle bo zawsze razem, w domu źle bo...
          wiadomo, wszędzie, wszędzie źle. Jak żyć??? I po co???
          Przepraszam
          • milix2 Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 29.07.06, 12:11
            Nawet nie wyobrażasz sobie jak doskonale Cię roumiem, twój post brzmi tak jak
            bym go sam pisał, cóż mogę powiedzieć, ja jestem w trakcie tego bólu. Jeśli
            chodzi o moją radę to idź do lekarza, najpierw do psychologa, chociaż ja
            poszedłem do psychiatry, ale miałem dziwne jazdy nie mogłem nad sobą zapanować,
            i to była jedyna trafna decyzja, później trzeba starać się coś robić, nie być
            samemu zająć się czymś, chociaz to nie jest proste.
          • virusti Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 31.07.06, 10:33
            Piszecie, że wszystko Wam się kojarzy z ex. Od lat mam na to sprawdzony sposób -
            byłem nad morzem czy w górach z ex to teraz wyjazd z nowa partnerka czy
            znajomymi i już w pamięci góry czy morze będzie się z kimś innym kojarzyć.
            Czasem perfidnie jadę do tych samych miejscowości. A muzyka - tyle wychodzi
            nowych ciekawych rzeczy - bądź na bieżąco, stwórz swoja własna playliste.
            Rozpaczacie mając do zaoferowania najbardziej deficytowy towar na rynku jakim
            jest miłość, tyle osób chciałoby być kochanymi, wystarczy się rozejrzeć...
            Powodzenia.
            • milix2 Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 03.08.06, 19:49
              Virusti masz 100% racji, zaczołem kożystać z twoich rad i jest dużo lepiej. W
              prawdzie biorę leki ale wcześniej i po nich niezbyt poamgało. Pozatym internet
              to świetna sprawa do poznawania ludzi, szczególnie jeśli nie chce się wychodzić
              z domu, jeśli człowiek na nic nie ma siły. Krok po kroku idę do przodu.
              Dziękuje.
              Łukasz
              • depresyjna Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 04.08.06, 15:34
                Jak chcesz posmęcić ze mną - możemy się spotkać. Jestem z Warszawy.
                • depresyjna Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 04.08.06, 15:39
                  Oczywiście jesli masz ochotę podagać z nieznajomą.
                  • milix2 Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 06.08.06, 18:52
                    Ja mogę posmęcić, nie ma problemu napisz tylko gdzie i o której (uwaga bo
                    pracuje ;))
              • virusti Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 04.08.06, 18:04
                Bardzo się ucieszyłem, widzę, że w miare szybko wyjdziesz na prostą skracając do
                minimum niezbędny czas.
                Internet jest świetny do poznawania (co potwierdza post Depresyjnej poniżej).
                Swoja obecną dziewczynę poznałem w sieci. I teraz lista rzeczy psujących mi
                nastrój skróciła się do jednej pozycji... ;) Powodzenia.
                • depresyjna Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 04.08.06, 18:25
                  Ja nie mam w tej chwili zadnych realnych znajomych. Chętnie bym kogos poznała,
                  bo inaczej oszaleję. Nawet nie mam z kim w realu pogadać. Bo w necie to się
                  zawsze ktoś znajdzie, tylko że on żywego człowieka nie zastąpi. To tylko
                  maszyna, która się nie uśmiechnie, nie zwymysla, nie poklepie po ramieniu, nie
                  potrzyma za rękę, nie zacznie się złościć - widzi się tylko skaczące przed
                  oczyma literki i emotikony.
                  • depresyjna Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 04.08.06, 18:26
                    maszyna=komp
                    • betka-b Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 05.08.06, 16:27
                      Bardzo zainteresowaly mnie te grupy wsparcia tez jestem z W-wy tylko czy nerwy
                      by mi pozwolily tam dojechac ,poruszam sie nie za daleko od domu (agorafobia)
                      • ber1000 Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 06.08.06, 14:51
                        Mnie nadal nic nie pomaga... Do niedawna pełna życia, wciąż z głową w
                        chmurach...
                        Dziś.. wrak człowieka, wrak pod każdym względem...
                        Nie wiedziałam, że to może tak boleć..że to taki ból, na który brak lekarstwa.
                        Smutek, apatia, przygnębienie, nuda, żadnej wiary w siebie, upadek wszystkiego,
                        w tym marzeń, planów... Kompletne zero...
                        Wegetacja.. trochę słońca, trochę wody... nawet jedzenia mi nie trzeba ... nie
                        wymagam, nie czuję głodu, chudnę w zastraszającym tempie.
                        I tylko tabletki uspokajające, takie zwykłe, ale też psychotropy.. Tak, byłam u
                        psychiatry w obawie o własne życie... Nie wiem jakich reakcji mogę się po sobie
                        spodziewać i tak bardzo się boję ...

                        Jak długo jeszcze????
                        Jak długo?
                        I po co to wszystko?
                        Przepraszam... musiałam.. patrzebowałam...

                        Nie, nie jestem sama - są bliscy wokół.. Wyprowadzają mnie na spacery niczym
                        pieska, pokazują to i owo, posadzą w kafejce, zamówią kawę...
                        To ja - do niedawna tak pełna życia, radosna, z tysiącem marzeń i planów...
                        Ja - dziś wrak niemogący się podnieść.

                        Przepraszam mamo - widziałaś mnie wczoraj po raz pierwszy od tamtego dnia...
                        Płakałaś tak bardzo, pytałaś co się stało...
                        Nie mogłam Ci powiedzieć, nie mogłam, bo chyba wciąż jeszcze wierzę, że ...
                        Przepraszam Cię mamo, przepraszam wszystkich
                        • ollaboga77 Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 06.08.06, 14:55
                          Powiedz mi ber czy nie planowaliście dziecka? nie chcieiliście mieć?

                          dla mnie dzieci to cudo...i ze swoim też chciałam mieć i już dawno wymyślałam
                          imiona dla nich....

                          najgorsze, że życie to jakiś jedenw ielki przypadek.... to mnie wkurza i
                          boli... i nic w nim nie jest pewnego totanie nic!!!
                          • magdak75 Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 06.08.06, 16:19
                            ber jakbym czytała o sobie :( Wiesz ja tez do tej pory pełna zycia ,
                            uśmiechnięta radosna, a teraz wrak :( Tylko że ja krzycze, ja mówie rodzinie że
                            mam depresje , pomóżcie mi, a oni nie wiedzą co mi jest, twierdzą że sobie
                            wmawiam, bo przecież nic mi nie brakuje :( ehhh smutne to zycie :(
                            • ollaboga77 Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 06.08.06, 16:22
                              Ale bycie wrakiem uwłacza godności człowieka !!!

                              przynajmniej ja tak to czuje i tak o tym myślę!
                            • kouklara30 Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 06.08.06, 16:29
                              Ja juz po roku nie krzycze, szkoda zdrowia rodziny. Glupio tak przyznac sie ze
                              po tym wszyskim co probowali dla mnie zrobic jest tak samo jak bylo. Ta wiedza
                              do szczescia im nie jest potrzebna, a ja jezeli sama sobie jakos nie pomoge to
                              nikt tego nie zrobi. Tak wiec pary mi starczy na 15 min rozmowe telefoniczna w
                              ktorej zapewniam ich o tym ja bardzo wszystko jest ok.

                              Proponuje otaczac sie przedmiotami, muzyka itp. bez wspomnien. Podobno takie
                              mrowcze tworzenie swiata od nowa z malych elementow nie obciazonych
                              wspomnieniami pomaga.
                              Ja mam zbyt dobra pamiec i na mnie jakos to nie dziala, ale kto wie moze
                              ktoregos dnia...
                              • ollaboga77 Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 06.08.06, 16:34
                                A co z tymi co kawał siebie oddali tej drugiej osobie?

                                Też się zastanawiam jak w sumie żyć by było dobrze .... by było mi dobrze i
                                mojej rodzinie!!! tacie mamie i bratu.... bo swojej nie mam choć mam gdzieś ja
                                pod skórą ....

                                Poza tym mam ogromną tendencje do opiekowania się .... a teraz świat chce ludzi
                                ba nadludzi bardzo przebojowych, trzymających emocje na wodzy itd... co sa
                                brednie .. choć kiedyś się na to przez chwile nabrałam...
                      • milix2 Re: Może muszę to napisać.. potrzebuję... 06.08.06, 18:54
                        Jak chcesz o czymś pogadać to chętnie dojade, ja nie mam problemu z poruszaniem
                        po miescie, raczej problem z poruszaniem się po domu, bo tu wszystko
                        przygnębia, jeszcze ta pogoda, fuuuu :(
    • milix2 Re: Kobieta-depresja-Warszawa 07.08.06, 17:27
      Witam ponownie.
      teoria sie sprawdza, w tym tygodniu siedze sam (mój jedyny i najlepszy kumpel
      warszawy wyjechał na dwa tygodnie) i jest dopiero poniedziałek a mnie już rypie
      ostro i najchętniej skoczył bym pod koc i przespał z 14 godzin zostawiając
      sobie troche na pracę, do której jednak też nie mam ochoty chodzić. Nie wolno z
      tym gów..m być samemu...
      Pozdrawiam.
      • maliana Re: Kobieta-depresja-Warszawa 07.08.06, 17:30
        to bądź z nami na forum.
        3m się :))))
        • milix2 Re: Kobieta-depresja-Warszawa 10.08.06, 21:27
          Jestem cały czas...
          • maliana Re: Kobieta-depresja-Warszawa 10.08.06, 22:35
            widzę :) i bardzo dobrze:)
    • milix2 Re: Kobieta-depresja-Warszawa 15.08.06, 20:50
      Ale forum, to forum, internet to internet, a życie jest zupełnie inne niestety,
      i spotkanie z żywym człowiekiem to nie gg ani forum, nie ma porównania.
      • a.niech.to Re: Kobieta-depresja-Warszawa 15.08.06, 21:35
        Mój przyjaciel umówił się z poznaną na forumie dziewczyną. W umówionym miejscu
        dopadło go czterech drabów. Tak bywa z netem, oj bywa.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka