patbal
26.08.06, 16:45
Byłam na kawie w Ermitażu. Niestety w lokalu latały muchy, które całe
szczęście udało mi się odganiać. Do czasu... kiedy pojawiła się osa, z którą
nie miałam już tyle szczęścia i zanurkowała mi w mojej kawie z bitą śmietaną.
Więc podeszłam do pań obsługujących i pokazałam im co się stało. Powiedziały
mi, że w takim razie przygotują mi następną. WSzystko byłoby ok, gdyby nie
to, że przy płaceniu policzyły mi za dwie (!) kawy. Na moje zapytanie
dlaczego, jedna z kelnerek (dość wysoka blondynka) powiedziała tonem wyjętym
wprost z PRLu, że to moja kawa i "trzeba było sobie pilnować, żeby osa mi nie
wpadła". Że co ja sobie myślę, że firma będzie mi płaciła za kawę??!
Cóż, wydawało mi się, że w dzisiejszych czasach kontakt z klientem jest ważny
i jak najbardziej marketing w takiej czy innej formie jest znany ludziom
pracującym w sprzedaży czy tym bardziej obsłudze, niestety okazuje się, że
w 'ładnie prezentującym się Ermitażu obsłudze nie zależy na dobrym wizerunku.
To może by chociaż jakiś lep na muchy w pomieszczeniu?...