Witam i proszę o pomoc. Od tygodnia usypiamy metodą TH. Generalnie unormowało
nam się wszystko, ale mam pytanie. U nas jest tak, że faza aktywności trwa ok
40 minut, potem córcia zaczyna marudzić, wcześniej raz czy dwa ziewnie na
leżaczku i to dla nas znak że zaczyna się usypianie. Napiszę co robimy, to
może ktoś mi wskaże, gdzie popełniamy błąd

Owijamy ją ciasno w kocyk, żeby
nie machała rączkami, wtedy się zwykle uspokaja, bierze ją któreś z nas na
ręce i przytula. Do dzioba dostaje smoczek, żaluzje przyciemniamy, lecą
odgłosy natury (szum fal). Następnie chwilę z nią chodzimy albo kiwamy się na
prawo i lewo, aż zaczyna przymykać oczy i gdy ma je zmrużone ale nie zamknięte
to odkładamy do łóżeczka. Po 10-15 minutach otwiera oczy i zaczyna stękać,
coraz głośniej, aż jest ryk. Już przy stękaniu staramy się ją klepać
rytmicznie albo głaskać po główce, ale to nic nie daje, ryk jest zawsze. Wtedy
wyjmujemy, tulimy, uspokajamy i znów odkładamy jak mruży oczy i po 10 minutach
znów ryk. Takie usypianie jej trwa ok. godziny, przynajmniej 6 razy ją
wyjmujemy i odkładamy. Gdzie tkwi błąd, a może ona po prostu potzrebuje więcej
czasu ? Czy będzie tak, że ją odłożymy i po prostu zaśnie?
Dodam, że mała ma 7 tygodni. Aha, nocne usypianie po kąpieli jest 100 razy
łatwiejsze, praktycznie od razu zasypia, całość trwa ok 20 minut i mała śpi. W
ciągu dnia ona chce spać, jest zmęczona, marudzi ale jakoś nie może usnąć. A
ja bym chciała jej w tym zasypianiu pomóc, bo sama nie umie.
Proszę o jakiekolwiek wskazówki doświadczone mamy
donna28