jarekh2
09.10.07, 16:10
Czytając wszelkie posty dotyczące wolnego dnia w Ammanie podczas 7+7
z Triadą zdecydowaliśmy się (podobnie jak Pampati) na wyjazd na
własną rękę. Pampati przekonał mnie, że warto wypożyczyć auto a nie
jeździć taxi. No i zgodnie ze wskazówkami udalem się do Safiego o
pomoc i ten obiecał że spróbuje. Jednak jak się okazało w Ammanie
Safi bez słowa pojechał spać poza hotel i licząc na ranne spotkanie
poszliśmy spać niepewni jutra. W sobotę Safi niestety załamał naszą
ekipę (5 osób) mówiąc że to weekend i nie ma aut. Nie wnikając w
powody zaczęliśmy rozglądać się za taksówkarzami. Przed hotelem
zjawiły się momentalnie trzy (bystrzachy). Jeden ni w ząb
angielskiego (o polskim nie wspomnę), drugi sprawiał wrażenie że wie
o co chodzi. A cel był taki: Morze Martwe 2 godz, potem ujście
doliny Zarqa no i Pella. Jednak do pomocy potrzebny był trzeci
taksiarz. Zrozumiał cel naszej wycieczki no i po arabsku przekazał
naszemu driverowi. Cena: 100USD. Warunek: o 18.00 spowrotem w
Ammanie bo driver musi zjeść (jest Ramadan). Zgadzamy się choć
widząc że trza nam tłumacza prubujemy wcisnąć się do tego znającego
angielski. Widocznie jednak mają chłopaki swoje zasady i wsiadamy do
tego co na początku "sprawiał wrażenie znającego się na rzeczy".
Jedziemy. Już w drodze na Martwe widzimy, że chłop tylko arabski
zna. Ale cóż, myślimy sobie, pokażemy na mapie gdzie mamy jechać i
chłop da radę. W końcu to taksówkarz. Na morzu Martwym czeka na nas
a my po zmianie plaży (są dwie za 10JD- z basenami i za 5JD bez)
pluskamy sie do woli. Umówiliśmy się na dwie godziny choć już
wiedzieliśmy że odbieramy różne fale. Po powrocie do taxi mówię mu
dalszy cel. A on woła kolegów i na nowo tłumaczenie. Trudno,
pomyśleliśmy i tak mamy cały dzień. POkazywanie na mapie,
tłumaczenie innym którzy od razu zaskakiwali gdzie chcemy jechać i
jego informowali na niewiele się zdało. Kiedy już trafiliśmy na
drogę do celu kolejny problem. Zabili kogoś i zrobili obławę.
Atrakcja jest, ale co się chłop napocił żeby złapać azymut. No i
ruszyliśmy doliną Jordanu. Wierzcie mi, że dopiero tam można było
zobaczyć, jak żyje prowincja Jordanii. Tego zgiełku na ulicach,
straganów połączonych z warsztatami samochodowymi nie widziałem
nigdzie podczas objazdu, choć zawsze wieczorem robiliśmy wylot na
miasto. Dojechaliśmy do upragnionej doliny Jabbok (współczesna Zarqa
Valley) gdzie Jakub mocował się z aniołem, a potem do Pelli - ruin
jednego z miast dekapolu gdzie przed rokiem 70n.e. schronili się
pierwsi chrześcijanie. Żebyście widzieli ulgę tego poczciwca, gdy
zobaczył, że jednak wróci na 18.00 do Ammanu. I zaczął nawet do nas
zagadywać (oczywiście po swojemu a my mu z grzeczności
przytakiwaliśmy). Ale w drodze powrotnej chłop zrozumiał że chcemy
kupić piwo (którego z racji ramadanu nigdzie nie było) od razu
zadzwonił do swojego kumpla. Po drodze nie kryjąc szczęscia że ma w
wozie turystów podjeżdza do kogoś ze swojej rodziny. A ten od razu
nam haszysz chce sprzedać. Twardzi jesteśmy, smoków nie ruszamy i
jedziemy dalej. W końcu podjeżdzamy do dostawcy piwa, ale on mówi że
musimy podjechać z nim dalej. Już w 7 osób jedziemy zwykłą osobówką
po centrum Ammanu. Ale cóż się nie robi dla 10 piw 0,3l za 2 JD!! Po
zakupach z pełną werwą powiózł nas do Hillside i tak się zakończyła
nasza podróż. Dodam, że pewni Państwo jadąc tylko na Martwe
zapłacili 41USD za wyjazd na cały dzień (oczywiście cena za
samochód, nie osobę). Przy okazji dzięki wszystkim za rady przed
wyjazdem. Przydały się.