Dodaj do ulubionych

"inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radzą"

01.12.07, 23:28
Kobiety najpierw trochę o mnie, a pozniej o coś zapytam
mam męza i 8 miesięcznego synka, studiuję zaocznie na 5 roku.
całe dnie siedzę sama z dzieckiem, jak wiecie dziecko w takim wieku wymaga uwagi nonstop, do tego szkoła - pisanie pracy, kilka zaliczeń, kilka egzaminow - sesja zbliża sie wielkimi krokami...
zmierzam do tego, że nie daję rady, nie jestem w stanie pogodzić tych wszystkich rzeczy i może nie byłabym jakoś rozgoryczona, gdyby nie to, ze mój mąż, który WCALE mi nie pomaga potrafi mi powiedzieć, ze inne kobiety też mają dzieci i szkołę i jeszcze obiad mężowi ugotują...
wiecie co? ręce mi opadają. nie wiem, może to ja jestem taka beznadziejna i nie daję rady, ale co poradzę, ze doba ma 24 godziny, a nie 70? do tego szanowny małżonek wytyka mi, ze nie pracuję (jestem na wychowawczym) używając słów - "cały dzień nic nie robisz to mogłabyś to albo tamto" - mhm, synek sam sobie zrobił jeść, sam się ubral, zmienił pieluchy, wykąpał itd. ja męża od 2 lat proszę o "reorganizację" mieszkania, zeby było wygodniejsze, myslalam, ze jak bedzie dziecko to go zmobilizuje, zeby było bezpieczniejsze, a on k.rwa nic! nic nie robi w domu! o przepraszam, robi wielką łachę jak proszę, zeby poszedł po chleb... i taki koleś mi bezczelnie mowi, że inne kobiety to i tamto.
a pytanie: czy Wy dajecie radę ze wszystkim? a jeśli tak to jakim cudem? co Wam pomaga? bo ja już padam na ryj... gdyby nie to, ż eszkoda mi dziecka i nie chcę go zostawiać pod opieką obcej osobie to pier.olnęłabym to wszystko, wróciła do pracy i brała codziennie nadgodziny...

pozdrawiam Was !
Obserwuj wątek
    • deela Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 01.12.07, 23:31
      normalnie
      fo tego zapieprzam na dwoch etatach szkole na szczescie juz dawno skonczylam
      a jak sobie daje rade?
      odpowiem ci tylko sie nie obraz
      moj maz nie jest idiota
      • padam_na_ryj Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 01.12.07, 23:41
        deela napisała:

        > moj maz nie jest idiota

        to jako chyba jedna z niewielu masz szczęście, bo tak sobie rzuciłam okiem na to forum i dochodzę do wniosku, ze faceci to sami debile.
        z drugiej strony tak wychowani (raczej uchowani) przez mamusie - moja mamusia fuka pod nosem na synową, bo synkowi obiadu codziennie nie gotuje, babka mojego męża skarży mu się na swoją czwartą (!) już synową, że nie ma codziennie gorącej michy na stole... ja pie.., najpierw to te stare trzeba chyba po mordach prac.
        • vharia Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 01.12.07, 23:44
          Hie, hie,
          trzeba przede wszystkim myśleć drogie panie, myśleć, bo większość z obecnych tutaj pan właśnie wychowuje synówsmile))
        • kali_pso Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 01.12.07, 23:48
          A ja czegoś nie chwytam....
          Pomimo tego, że praca w domu jest ciężka, to Twój mąż równiez
          pracuje, i utrzymuje dom.....według mnie obiad, chciazby to była
          zupa jedynie, nalezy się mu jak , przepraszam wszystkich, psu micha.

          To nie sa fanaberie, to podstawowa potrzebawinkP



          Inna sprawą jest to, że nie masz od niego żadnej pomocy.I nad tym
          należałoby popracować,a nie nad szzukaniem tutaj wsparcia co do
          tego, że mąz jest jakiś dziwny, chcąc zjeść ciepły posiłek po
          powrocie z pracywinkP


          P.S. Pracuję, studiuję, mam męża i dziecko.
          • deela kali_pso nie do konca 01.12.07, 23:51
            owszem micha na stole to zaden wyczyn (bez obrazy) ale praca zawodowa to 8 h <no
            czasem 10 ale zalozmy ze 8> a dzieciak i dom to praca 24 h na dobe i za
            przeporszeniem rzygac sie czlowiekowi moze chciec jak ta druga osoba nawet raz
            dziennie dzieciaka nie przewinie tylko ciagle ty ty i ty
            ja bym chyba zwiala z domu
            • mama_kotula Re: kali_pso nie do konca 01.12.07, 23:56
              Ja jeszcze dodam, oprócz tego, że zgadzam się z Deelą - iż większość takich
              panów za "nieugotowane=brak obiadu" uznaje obiad ugotowany z mrożonki tudzież
              gotowe danie garmażeryjne zakupione w supermarkecie...
              • kali_pso Re: kali_pso nie do konca 01.12.07, 23:59
                eeee to już wyjątkowi malkontenciwinkP
                • mama_kotula Re: kali_pso nie do konca 02.12.07, 00:15
                  kali_pso napisała:

                  > eeee to już wyjątkowi malkontenciwinkP

                  Oj niekoniecznie. To głównie tacy, co mają nieodciętą pępowinę od mamusi. Jako
                  przykład podam mojego eksa - który uważał mrożonki za zło tego świata, na
                  pierogi ("domowe") z osiedlowego sklepu patrzył wilkiem... i tak było, dopóki
                  przestałam mu mówić, jakie jest pochodzenie obiadu, który właśnie je.
                  I okazało się, że pan upiera się wg zasady pt. "dobra żona to taka, która dla
                  męża urobi się po pachy przy garach" - ponieważ placki ziemniaczane z proszku
                  Knorra wsuwał aż mu się uszy trzęsły, sądząc, iż są wynikiem krwawicy własnej
                  partnerki tongue_outPP

                  Sytuację autorki wątku znam. Dzieci urodziłam na studiach, do tego jeszcze
                  pracowałam dorywczo (korepetycje). Pan i władca przychodził do domu w przerwie w
                  pracy i widząc, że zasnęłam z 3-miesięczniakiem przy piersi, budził mnie,
                  żądając wykonania kanapek. Nota bene budził mnie również o 6:00 rano (po np. 4
                  nocnych karmieniach), co by panu i władcy przygotować śniadanko do pracy tongue_outP
                  • kali_pso Re: kali_pso nie do konca 02.12.07, 00:19
                    mama_kotula napisała:

                    > kali_pso napisała:
                    >
                    > > eeee to już wyjątkowi malkontenciwinkP
                    >
                    > Oj niekoniecznie. To głównie tacy, co mają nieodciętą pępowinę od
                    mamusi. Jako
                    > przykład podam mojego eksa - który uważał mrożonki za zło tego
                    świata, na
                    > pierogi ("domowe") z osiedlowego sklepu patrzył wilkiem... i tak
                    było, dopóki
                    > przestałam mu mówić, jakie jest pochodzenie obiadu, który właśnie
                    je.
                    > I okazało się, że pan upiera się wg zasady pt. "dobra żona to
                    taka, która dla
                    > męża urobi się po pachy przy garach" - ponieważ placki
                    ziemniaczane z proszku
                    > Knorra wsuwał aż mu się uszy trzęsły, sądząc, iż są wynikiem
                    krwawicy własnej
                    > partnerki tongue_outPP


                    smile)))
                    Bo Ty mądra kobieta jesteś Kotula i wiesz, że im mniej chłop wie o
                    tym, co je, tym lepsze ma trawieniewinkP

                    I jeszcze pewnie reklamę Ci robił podczas wizyt u mamusi?
                    • mama_kotula Re: kali_pso nie do konca 02.12.07, 00:23
                      kali_pso napisała:


                      > I jeszcze pewnie reklamę Ci robił podczas wizyt u mamusi?

                      Uuu, nie nie. Mamusia rzecz święta. A konkretnie kuchnia mamusi. Reklamy mi nie
                      robił nigdy, raczej antyreklamę, jak miałby pochwalić, to wolał nic nie
                      powiedzieć, za to narzekać potrafił. No, ale historia pt. "ja i mój eks" to
                      temat na odrębny wątek... albo na thriller tudzież program "Uwaga", ewentualnie
                      "Sędzia Anna Maria Wesołowska" tongue_outPP
            • kali_pso Re: kali_pso nie do konca 01.12.07, 23:57
              Dlatego ja nie kwestionuję tego,że autorka wątku ma mało
              zaangażowanego w sprawy domu męża, który ma wymagania, nie dając nic
              z siebie. Tylko to podnoszenie kwestii obiadu mnie nurtuje..bo
              rozumiem niechęć do gotowania, brak czasu w niektóre dni, ale skąd
              zdziwienie, że mąż może tego obiadu oczekiwać i chcieć zjeść ciepły
              posiłek? Gotuje się więcej, mrozi, odgrzewa..cokolwiek.
              • asientos Re: kali_pso nie do konca 04.12.07, 13:46
                albo się mówi "kochanie obiad gotowy: śmietana w lodóce tylko trzeba
                obrac i ugotować ziemniaki"
          • padam_na_ryj Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 01.12.07, 23:57
            no mi raczej chodzi o to, ze nie mam pomocy, a nie że on chce obiad, bo wiesz - jako matka karmiąca też bym zjadła ciepły obiad i chętnie go ugotuję, bo gotuję świetnie i lubię to robić, ale nie kosztem dziecka. jak ten rydzwon zrobi zakupy, albo posiedzi z dzieckiem to obiad zje, ale jemu 15 minut obcowania z małym sprawia problem - bo się uleje, bo mały kwęka, bo chce na ręce, bo się miał czelność zaślinić itp.
            ale olać mężą - ja też chętnie zjem obiad, mam problem chyba ze zorganizowaniem sobie dnia
            a propos tego, ze mąż pracuje na rodzinę - ja pracuję dłużej niż on, a teraz jestem na wychowawczym, natomiast jego praca to ŻADNA zasługa, a PSI OBOWIĄZEK, więc za co te nagrody w postaci obiadków? koło mnie nikt nie skacze, a też się przez cały dzień nazapie..m jak wół. Ktoś powie, ze nie ma z tego pieniędzy - mogę iść do pracy to będą, z czego 3/4 na opiekunkę, dojazdy, coś zjeść trzeba. Obecnie spłacam kredyt mieszkaniowy - ja kupiłam mieszkanie - z moich oszczędności - życia mi mój stary nie uratował.
            • gardeniaa Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:10
              padam_na_ryj napisała:

              > no mi raczej chodzi o to, ze nie mam pomocy

              a czy twój facet przypadkiem nie potrzebuje jasnych komunikatów jak wojsku
              (rozkaz-wykonanie) a nie twoich próśb o pomoc?

              to jest oczywiście ostatecznosc, ale uwierz mi, to na niektórych działa
            • ania1500 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:27
              padam_na_ryj napisała:

              > no mi raczej chodzi o to, ze nie mam pomocy, a nie że on chce
              obiad, bo wiesz -
              > jako matka karmiąca też bym zjadła ciepły obiad i chętnie go
              ugotuję, bo gotuj
              > ę świetnie i lubię to robić, ale nie kosztem dziecka. jak ten
              rydzwon zrobi zak
              > upy, albo posiedzi z dzieckiem to obiad zje, ale jemu 15 minut
              obcowania z mały
              > m sprawia problem - bo się uleje, bo mały kwęka, bo chce na ręce,
              bo się miał c
              > zelność zaślinić itp.
              > ale olać mężą - ja też chętnie zjem obiad, mam problem chyba ze
              zorganizowaniem
              > sobie dnia
              > a propos tego, ze mąż pracuje na rodzinę - ja pracuję dłużej niż
              on, a teraz je
              > stem na wychowawczym, natomiast jego praca to ŻADNA zasługa, a PSI
              OBOWIĄZEK, w
              > ięc za co te nagrody w postaci obiadków? koło mnie nikt nie
              skacze, a też się p
              > rzez cały dzień nazapie..m jak wół. Ktoś powie, ze nie ma z tego
              pieniędzy - mo
              > gę iść do pracy to będą, z czego 3/4 na opiekunkę, dojazdy, coś
              zjeść trzeba. O
              > becnie spłacam kredyt mieszkaniowy - ja kupiłam mieszkanie - z
              moich oszczędnoś
              > ci - życia mi mój stary nie uratował.


              nie wiem jaki jest twoj maz ,jaki by nie byl,zasluguje na jakis
              szacunek,bo jest twoim mezem sama go sobie wybralas,a to co cytuje
              na gorze,swiadczy o tym,ze ty go nie szanujesz wiec on robi to samo
              wobec ciebie,i kolo sie zamyka.mysle,ze z tad te problemy.takie jest
              moje zdanie.moge sie oczywiscie mylic.
              • padam_na_ryj Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:41
                ania1500 napisała:

                >
                ty go nie szanujesz wiec on robi to samo
                > wobec ciebie,i kolo sie zamyka.
                nie zawsze tak było i ktoś musiał to jednak zacząć, prawda? to nie byłam ja, mąż się bardzo zmienił jak się urodził mały.
                i mylisz się z tym brakiem szacunku do męża, dziś mi puściły nerwy, bo znow jestem cały dzien sama, dzień ciężki, bo mały ząbkuję, źle to znosi, aż złapał katar, bo ma obniżoną odporność, więc ból i katar do kupy to dla niego koszmar, a jak dla niego to i dla mnie. z domu nosa nie wychyliłam i siedzę jak ten palant bez kontaktu z ludźmi itp, a być może jutro znów usłyszę "miłe" słowa od męża - pierwszej dorosłej osoby jaką po prawie 2 dniach zobaczę.
                w moim poscie znalazlas brak szacunku dla mężą, a nie znalazlas tego, ze troche wymagam poszanowania mojej osoby i pracy jaka wkladam w wychowanie dziecka i moja nauke, ktora tez jest dla synka.
                Gdybym nie szanowala mężą, to bym z nim nie była.
                Dobra, nic juz dzis do magisterki nie naskrobię, idę spać, bo od świtu snów muszę być w gotowosci bojowej...
                ech...

                Dobranoc
              • sir.vimes A szacunek ma się objawiać obsługą|? 02.12.07, 11:30
                • mama_kotula U Ani1500 tak :P 02.12.07, 11:48
                  Polecam lekturę sąsiedniego wątku - "jak zmusić męża do robienia czegokolwiek" tongue_out
            • kali_pso Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:35
              Czy to jakaś epidemia na forum?
              Jedna szczyci sie reglamentacją seksu w małżeństwie, druga traktuje
              obiad jako nagrodęwinkP

              Czy zwykłe formy komunikacji zawiodły?
              • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:37
                kali_pso napisała:

                > Czy to jakaś epidemia na forum?
                > Jedna szczyci sie reglamentacją seksu w małżeństwie, druga traktuje
                > obiad jako nagrodęwinkP
                >
                > Czy zwykłe formy komunikacji zawiodły?

                Ale za to jak wesoło, prawda? tongue_outPP
                • kali_pso Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:43
                  Ano zabawnie..jak w MatrixiewinkP

                  Ja jak chcę być wyjatkowo wredna,to mężowi herbaty nie posłodzę i
                  nie wymieszam....winkPPPPPPPP



                  Ale na serio- dla mnie to wszystko jest trochę chore.....
              • padam_na_ryj Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:46
                druga traktuje
                > obiad jako nagrodęwinkP
                to Ty napisałaś, że mu się po pracy należy - czyli za pracę nagroda, tak? no chyba tak.... to nie mój pomysł
                pa dobrej nocy
                • anusia29 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 11:31
                  Mama Kotula!\
                  Ty to poważnie ?! czy sobie żarty robisz?? chyba to drugie smile
                  • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 11:42
                    anusia29 napisała:

                    > Mama Kotula!\
                    > Ty to poważnie ?! czy sobie żarty robisz?? chyba to drugie smile

                    Ale z czego miałabym sobie żarty robić?
                    Z tego, ze w związku Padam_na_ryj zawodzą najprostsze formy komunikacji i odbywa
                    się walka o byt?
                    Nie. Piszę poważnie. Może dlatego, ze jestem naiwną zgorzkniałą frustratką i nie
                    mam męża, który "domaga się obsługi" tongue_out
                    Cholera, ja wcale nie mam męża. Chyba w ogóle nie powinnam wypowiadać się w tym
                    wątku.
            • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:41
              padam_na_ryj napisała:

              > ale olać mężą - ja też chętnie zjem obiad, mam problem chyba ze zorganizowaniem
              > sobie dnia

              Ooo - i to jest kluczowy wniosek. Brawo.
              Ewidentnie masz problem ze zorganizowaniem sobie dnia smile

              Dziecko nie umrze, gdy matka przez pół godziny zajmuje się gotowaniem obiadu.
              Nauka - skrypt/książkę w ebooku wrzucasz do syntezatora mowy, ty
              prasujesz/sprzątasz, syntezator czyta. Pisanie magisterki niestety po nocach -
              ale systematycznie, co by sobie nie narobić zaległości.
              I tak dalej.
              • padam_na_ryj Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:45
                "Dziecko nie umrze, gdy matka przez pół godziny zajmuje się gotowaniem obiadu." - moje wtedy rozdzierająco płacze, a to nie zabawka, którą można naprawić, tylko 8 miesięczne bezbronne maleństwo, mały człowiek, któremu należy się uwaga, miłość i szacunek.
                • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:51
                  padam_na_ryj napisała:

                  > "Dziecko nie umrze, gdy matka przez pół godziny zajmuje się gotowaniem obiadu."
                  > - moje wtedy rozdzierająco płacze, a to nie zabawka, którą można naprawić,
                  tylko 8 miesięczne bezbronne maleństwo, mały człowiek, któremu należy się uwaga,
                  miłość i szacunek.

                  Zatem popracuj nad tym, aby dziecko nauczyło się przez kilkanaście minut bawić
                  s.a.m.o., bo z takim podejściem wychowujesz sobie terrorystę. Zapewniam cię, że
                  gotowanie obiadu przy 8-miesięczniaku to mały pikuś, poczekaj, aż będzie miało
                  półtora roku tongue_out. Wstaw sobie kojec do kuchni, naucz dziecię bawić się w kojcu -
                  ja nie mówię, że będzie od razu godzinami przekładać grzechotki, ale 10 minut
                  jest do osiągnięcia, zwłaszcza, kiedy jednocześnie mówisz do dziecka, pokazujesz
                  mu, co robisz itd. Matko kochana, jest milion sposobów, ale trzeba chcieć.
                  • padam_na_ryj Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:57
                    "Zatem popracuj nad tym, aby dziecko nauczyło się przez kilkanaście minut bawić
                    s.a.m.o., bo z takim podejściem wychowujesz sobie terrorystę. "

                    chyba jeszcze za wczesnie na wychowywanie takiego bąbla, na razie to on ma potrzeby, a ja mam je zaspokajać. jak bedzie starszy i zacznie rozumiec, manipulowac, sprawdzac reakcje itp to wtedy wezmę się za wychowywanie.
                    aż mi się przypomniala teściowa, jak jej mąż przez telefon powiedział, ż emały marudzi i trochę rozrabia to stwierdziła, że mu za dużo pozwalamy... a co mamy zrobić? dupę mu strzepać?
                    • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 01:03
                      padam_na_ryj napisała:

                      > "Zatem popracuj nad tym, aby dziecko nauczyło się przez kilkanaście minut bawić
                      > s.a.m.o., bo z takim podejściem wychowujesz sobie terrorystę. "

                      > chyba jeszcze za wczesnie na wychowywanie takiego bąbla, na razie to on ma
                      potrzeby, a ja mam je zaspokajać. jak bedzie starszy i zacznie rozumiec,
                      manipulowac, sprawdzac reakcje itp to wtedy wezmę się za wychowywanie.

                      Hmm... no chyba jednak nie za wcześnie, skoro masz przez to milion problemów. A
                      wychowywanie zaczyna się od urodzenia, tak btw.


                      > aż mi się przypomniala teściowa, jak jej mąż przez telefon powiedział, ż emały
                      marudzi i trochę rozrabia to stwierdziła, że mu za dużo pozwalamy... a co mamy
                      zrobić? dupę mu strzepać?

                      Nie, dlaczego dupę strzepać? Poczytaj forum "niemowlę" czy "małe dziecko" -
                      naprawdę, nie jest za wcześnie na wdrażanie dziecka do kilkuminutowej
                      samodzielnej zabawy. Poczytaj książkę "język niemowląt", bardzo polecam.
                      To jest bardzo często powtarzany błąd wielu rodziców. Ja nie twierdzę, że
                      dziecko takie nie potrzebuje miłości, szacunku i zaspokojenia potrzeb. Bo
                      potrzebuje, jak najbardziej. Natomiast nie uważam, aby działa mu się krzywda,
                      kiedy kilka minut pozajmuje się samo sobą, co więcej - uważam, że to jest na
                      korzyść dziecka (i rodziców).
                    • zuzanka79 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 01:06
                      No to weź sobie dziekankę najlepiej tak długo aż dziecko skończy 18
                      lat. Czytałam sobie posty po kolei i na początku to mi się Ciebie
                      nawet szkoda zrobiło , ale tu to już będę trzymała stronę Twojego
                      męża bo ma rację; z takim podejściem wcale się nie dziwię, że Ci
                      powiedział, że inne też mają dzieci i jakoś sobie radzą.
                    • bellisprimum Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 01:14
                      moim skromnym zdaniem, wychowanie zaczyna się w momencie gdy dziecko się na
                      świecie pojawi, no chyba że się mylę to poproszę o sprostowanie doświadczone
                      bardziej mamy
                      • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 01:17
                        bellisprimum napisała:

                        > moim skromnym zdaniem, wychowanie zaczyna się w momencie gdy dziecko się na
                        świecie pojawi, no chyba że się mylę to poproszę o sprostowanie doświadczone
                        bardziej mamy

                        Bellis, nie widziała dupa słońca, że tak się wyrażę ;-P
                        Skąd ty możesz, bezdzietna małolato, wiedzieć cokolwiek o wychowaniu dzieci? tongue_outPPP






























                        Ale cholera... no... muszę ci rację przyznać tongue_outP
                        • bellisprimum Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 01:21
                          no toć się powołuję na doświadczone koleżanki, nieeesmile)
                          ale mnie aż zaświerzbiło co by tutaj napisać, bo normalnie... ehhhhsmile
                          • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 01:22
                            bellisprimum napisała:

                            > no toć się powołuję na doświadczone koleżanki, nieeesmile)
                            > ale mnie aż zaświerzbiło co by tutaj napisać, bo normalnie... ehhhhsmile

                            Wesoło tutaj ostatnimi czasy, naprawdę. Rączki same się do klawiatury rwą... ;>
                            • bellisprimum Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 01:23
                              smile))
                      • nikaewa Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 04.12.07, 23:03
                        hmm też miałam 8-czne dziecko a prałam , prasowałam gotowałam i
                        sprzatałam a i szkołe zaocznie " ciągnełam" i poradziłam sobie skoro
                        teraz nie potrafi twoje dziecko posiedzieć samo to co dopiero
                        póżniej?i nie myśl , że potem mu wytłumaczysz . córa ma prawie 3,5
                        roku i dopiero teraz można z nią porozmawiać i coś zrozumie...moje
                        dziecko siedziało na podłodze lub w wózku a ja razem z nią i
                        obierałam te ziemniaku czy warzywa i jej mówiłam co robie
                        konbinowałam ale się udawało obecnie gotuję jak mał śpi na noc cóż
                        przygotowanie produktów , obieranie itp. tak długo nie trwa a potem
                        dochodzę i doprawiam czy przemieszuję jak trzeba , w tym czasie
                        prasuje . ty masz dobrze bo w tym wieku jeszcze taki malec robi
                        sobie drzemki w ciągu dnia , a piszesz że szkolisz się dla dziecka
                        czy te awantury ( dzieciak wyczówa i myśli że przez niego się kłócą
                        rodzice) służą maluchowi? watpię nie dajesz rady weż dziekankę i
                        tyle zadowolona matka lepiej się przysłuży dziecku niż nerwowa ,
                        podobnie z atmoswerą w domu lepszy spokój niż kłótnie , dziecko nie
                        zapyta ci się czemu nie zkończyłaś w tym terminie szkoły , zdążysz .
                        dla mnie ważniejsze były moje stosunki z mężem niż np. szkoła
                        dlatego obecnie dalej się nie kształcę , postawiłam na rodzinę ,
                        która latem się powiększy...odchowam dzieci i wrócę do nauki..ale
                        nie ich kosztem chcę aby miałe miłe dzieciństwo, weż tą dziekankę,
                        gotuj gdy mały w dzień śpi albo wieczorem jak śpi na noc -
                        następnego dnia odgrzejesz moze czas zorganizować sobie życie, a
                        nie narzekać? dobrze że nie jestem taka jak ty bo pewnie nie
                        poradziłabym sobie z 2-ką dzieci sama i bez pomocy...zapoznaj się z
                        proponowanymi ci lekturami, tyle matek gotowało obiad itp. a dzieci
                        siedziały w kojcach i co? zyja ew. są bardziej samodzielne bo od
                        małego nauczone" samozajmowaniem się" te pół godz czy 10 min mu nie
                        zaszkodzą a ty wiele zdziałasz i wieczorem obędzie się bez awantury..
                        • lila1974 nikaewa 05.12.07, 02:11
                          nikaewa napisała:

                          > hmm też miałam 8-czne dziecko a prałam , prasowałam gotowałam i
                          > sprzatałam a i szkołe zaocznie " ciągnełam" i poradziłam sobie


                          To, ze Ty miałaś dziecko, które pozwalało Ci na czynności domowe,
                          nie znaczy, że każdy ma takowe. Ja również miałam córkę, której
                          wystarczała sama świadomość, zę matka jest w zasiegu wzroku i
                          przezyłam szok, gdy się urodziła druga córa, która nie wypuszczała
                          mnie z ręki -DOSŁOWNIE- przez kilkanaście miesięcy.


                          > skoro
                          > teraz nie potrafi twoje dziecko posiedzieć samo to co dopiero
                          > póżniej?


                          Z tym wyrastaniem równiez się mylisz. Z mojego RZEPA, który nie
                          potrafił wypuścić mnie z rąk i reagował na próby mojego oswobodzenia
                          się karczemną awanturą, wyrosła dziewczynka niezwykle samodzielna,
                          zuchwała, odważna i potrafiąca zając się sobą nawet przez kilka
                          godzin. Natomiast moja pierwsza córa, która jawiła się za
                          niemowlęcia jako ideał teraz rząda ode mnie notorycznej uwagi.

                          Nie możesz patrzec na wszystkie kobiety tylko przez własne okulary.

                          Podejrzewam, że autorce nie tyle brakuje organizacji, co wsparcia.
                          Niechby ten facet nawet się w domu nie napracował, ale wykazywał
                          zrozumieniem to już byłoby COŚ!
                        • asia06 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 06.12.07, 17:01
                          Póżniej dziecko doskonale będzie się samo bawić. Do samodzielnej
                          zabawy trzeba dorosnąć. I szybciej zacznie się samo bawić dziecko,
                          którego potrzeby emocjonalne zaspakajane były w najwcześniejszej
                          młodości. Niestety, ale pierwszy rok życia dziecka jest dla dziecka,
                          a nie dla męża. I wybaczcie wszystkie, ale mąż też ostrugać
                          ziemniaki może, usmażyć kotleta czy przywieźć obiad z knajpy. Dzięki
                          za to forum, bo wiedzę, jakiego złotego męża mam.

                          A do autorki wątku: Podziwiam, że mając malucha ciągniesz jeszcze
                          studia. Wytrwałości życzę i poprawy zachowań męża.
                  • asia06 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 06.12.07, 16:54
                    Z półtoraroczniakiem gotowanie obiadu było przyjemnością w
                    porównaniu z gotowaniem obiadu przy ośmiomiesięczniaku. W moim
                    przypadku oczywiście. Jak widać dzieci są różne, mamy też i ojcowie
                    też.
          • haganna Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:03
            > P.S. Pracuję, studiuję, mam męża i dziecko.

            Coś mi tu nie pasuje...
            Skoro pracujesz i studiujesz, to kto zajmuje się dzieckiem i domem?
            Moim zdaniem Twoja opinia jest niemiarodajna, bo nie wiesz nic o
            tym, jak to jest być w domu z małym dzieckiem 24h, nie mieć żadnej
            pomocy ze strony męża i musieć zakuwać (po nocach jak mniemam, lub w
            porze drzemki malucha, kiedy ma się do wyboru: nauka, albo
            ugotowanie obiadu).
            Sorry, ale mój mąż czasem po powrocie z pracy sam gotuje obiad, bo
            ja po prostu nie zdążyłam. I nie robi z tego powodu żadnej afery.
            • kali_pso Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:10
              haganna napisała:

              >
              > Coś mi tu nie pasuje...

              Wysil się trochę...czy muszę studiowac dziennie?
              Nie muszę...podobnie jak autorka wątku....winkPPPPPPP
              Poza tym- studiowałam również z małym dzieckiem i o zgrozo, zdarzały
              sie nieprzespane noce...

              Czy to juz oznacza, że mogę zabierać głos w tym wątku?smile


              > Sorry, ale mój mąż czasem po powrocie z pracy sam gotuje obiad, bo
              > ja po prostu nie zdążyłam.


              Tak.... myslę, że "CZASEM" to słowo klucz do tej historii...mnie sie
              tez CZASEM nie chce gotować i tego nie robię,a mój mąz CZASEM tez
              coś upichci. Z tego co pisze autorka watku, o "CZASEM" nie ma raczej
              mowywinkP

              Żeby była jasność...
              • padam_na_ryj Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:19
                Z tego co pisze autorka watku, o "CZASEM" nie ma raczej
                mowywinkP
                dokładnie tak, bo za dużo rzeczy robiłabym na pół gwizdka, a bardziej mi zależy na dziecku i na nauce niż na pełnym żołądku.
                w końcu będę musiała jeszcze wiele lat pracować na dziecko i będą mi potrzebne wysokie zarobki, więc muszę się przykładać do nauki, a nie komponowania przypraw i mieszania w garze, ale zjadłabym chętnie zupkę, nie powiem...
                a skoro mój mąż się nie rozwija, to może on niech tłucze garami??? ;P
                • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:26
                  padam_na_ryj napisała:

                  > dokładnie tak, bo za dużo rzeczy robiłabym na pół gwizdka, a bardziej mi
                  zależy na dziecku i na nauce niż na pełnym żołądku.

                  > w końcu będę musiała jeszcze wiele lat pracować na dziecko i będą mi potrzebne
                  wysokie zarobki, więc muszę się przykładać do nauki, a nie komponowania przypraw
                  i mieszania w garze, ale zjadłabym chętnie zupkę, nie powiem...
                  > a skoro mój mąż się nie rozwija, to może on niech tłucze garami??? ;P

                  Hola hola, czegoś nie rozumiem.
                  Pierwszy post rozpaczliwy na nutę "mąż nie docenia tego, co robię", a tu już
                  zaczyna się plucie pod hasłem "jestem lepsza od mojego męża, rozwijam się
                  naukowo i nie dla mnie stanie przy garach"? Dobrze rozumiem? Czyli nie robisz
                  kompletnie nic dla domu, ponieważ masz inne priorytety?

                  BTW, zupa z mrożonki robi się niemalże sama, nie ma mieszania w garze i
                  komponowania przypraw. Mam wrażenie, że nieco przesadzasz.
                  • padam_na_ryj Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:54
                    Hola hola, czegoś nie rozumiem.
                    > Pierwszy post rozpaczliwy na nutę "mąż nie docenia tego, co robię", a tu już
                    > zaczyna się plucie pod hasłem "jestem lepsza od mojego męża, rozwijam się
                    > naukowo i nie dla mnie stanie przy garach"? Dobrze rozumiem? Czyli nie robisz
                    > kompletnie nic dla domu, ponieważ masz inne priorytety?

                    mi nie chodzi o to, że nie docenia tylko niech się odczepi
                    a watek zalozylam, bo chcialam wiedziec, czy faktycznie inne kobiety daja rade, a ja nei - ja lubie wszystko robic dobrze, a juz jak wiem, ze wszyscy moga, a ja nie to bardzo ze mna zle - wiem juz, ze to, ze nie daje rady jest normalne i nie bede sie zadreczac tym, czym maz mnie dreczy
                    nie napisalam i nie uważam, ze jestem lepsza od męża - nie rozmywaj proszę tego co piszę.
                    a z tym, ze niech stoi przy garach to było takie ;P


                    • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:57
                      Dwa razy napisałaś. Raz, że praca męża to jego psi obowiązek, bo ty pracujesz
                      dłużej od niego i tak dalej. Drugi raz, że ty się rozwijasz a on nie. Emotikonka
                      mnie nie przekonała.

                      > wiem juz, ze to, ze nie daje rady jest normalne i
                      > nie bede sie zadreczac tym, czym maz mnie dreczy

                      Nie znam waszej sytuacji, tzn. znam z jednej strony. Nie wiem, czy nie dajesz
                      rady "w granicach normy", czy po prostu traktujesz dziecko i naukę jako sprawy
                      priorytetowe, kompletnie zlewając męża i obowiązki domowe. Tu już jest różnica.
                      Bo o ile w pierwszym przypadku jest to normalne, to drugi przypadek już pod
                      normę nie podchodzi.
                      • padam_na_ryj Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 01:03
                        Dwa razy napisałaś. Raz, że praca męża to jego psi obowiązek, bo ty pracujesz
                        dłużej od niego i tak dalej. Drugi raz, że ty się rozwijasz a on nie. Emotikonka
                        mnie nie przekonała.
                        to była odpowiedz na jeden z postow, przepraszam nie pamietam czyj, odnioslam wrazenie, ze forumka robi wielką sprawę z faktu, ze maz pracuje, a tak naprawdę to chyba jest to jego obowiązkiem, prawda?
                        gdybym kompletnie zlała obowiązki domowe to .... o matko
                        jest posprzątane, uprasowane, poprane, pozmywane, wracajac z pracy mąż dzwoni, żebym mu zrobiła kawę, więc proszę bardzo, robię i owszem, żeby mu było miło, że dla niego też coś robię, ale wyżej d... nie podskoczę i zamiast narzekać mógłby pomóc, nawet troszkę.
                        • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 01:09
                          padam_na_ryj napisała:
                          > forumka robi wielką sprawę z faktu, ze maz pracuje, a tak naprawdę
                          > to chyba jest to jego obowiązkiem, prawda?

                          Nie jest. Podobnie jak twoim obowiązkiem nie jest nauka. Zarówno praca jak i
                          nauka są w.y.b.o.r.e.m, który ma pewne konsekwencje. Wyborem, który wynika z
                          wielu czynników. Równie dobrze mąż mógłby wybrać rozwód z tobą i szlajanie się
                          po barach zamiast pracować - i to też jest w.y.b.ó.r.

                          > gdybym kompletnie zlała obowiązki domowe to .... o matko
                          > jest posprzątane, uprasowane, poprane, pozmywane, wracajac z pracy mąż dzwoni,
                          żebym mu zrobiła kawę, więc proszę bardzo, robię i owszem, żeby mu było miło, że
                          dla niego też coś robię, ale wyżej d... nie podskoczę i zamiast narzekać mógł by
                          pomóc, nawet troszkę.

                          Dziękuję, że to wyjaśniłaś. W pierwszym poście nie było to takie jasne.
                          Czyli na dobrą sprawę - rozmowa z mężem, ja w ogóle wierzę w moc rozmowy i
                          wychodzę z założenia, że jakieś 99% problemów w związkach wynika z tego, że
                          partnerzy nie potrafią ze sobą rozmawiać. Tylko rozmowa spokojna, bez
                          negatywnych emocji, pretensji i nakręcania się. Komunikaty przekazywane z
                          pozycji "ja" a nie "ty" (nie: "ty się cały czas mnie czepiasz a sam nic nie
                          robisz", tylko "jest mi przykro, kiedy nie doceniasz mojej pracy. czuję się źle,
                          kiedy masz do mnie pretensje. mam problem, chciałabym, abyśmy go wspólnie
                          rozwiązali").
                          Powodzenia smile
                      • ania1500 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 01:11
                        ok ja ci odpowiem,moj maz pracuje 12godzin na dobe ,pracuje bo tak
                        chce ,nie musi ,moze wogole tam nie isc,kilka dni i ta jego firma
                        sie nie rozpadnie przez to, robi sobie trzy tygodnie wolnego w
                        roku,bo zona chce jechac na wczasy i w zime w gory gdyby nie chciala
                        nie bylo by nawet tych trzech tygodni,nigdy mi nie pomagal w domu,a
                        jednak jakos sobie radzialam i radze,to jest kwestia organizacji,ale
                        ja mam duzo latwiej pod wieloma wzgledami,jednak wczuwajac sie w
                        twoja sytuacje,radziala bym ugotowac obiad wtedy gdy dziecko
                        spi,nawet na dwa dni,uczyc sie wieczorami,jezeli bardzo zalezy ci na
                        pomocy meza,pozostaje tylko rozmowa bo tak naprawde nic wiecej nie
                        da sie zrobic.
                      • sir.vimes Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 12:37
                        Ale dziewczyna ma wiele racji - ona nie zdecydowała sie na pełnoetatowe
                        zajmowanie się domem. Jest na wychowawczym - by wychowywać dziecko. Jak to robi
                        - to juz inna rzecz.
                        Ale to zajmowanie się dzieckiem i nauka są jej priorytetem - nie obiady i
                        obsługa męża.
                        Zresztą, zadziwia mnie ten przymus "podawania obiadu".
                        Musi dostać obiad pies , kot i dziecko. Inni domownicy sa w stanie samodzielnie
                        się obsłużyć... Jeżeli dla partnera/partnerki przygotowanie posiłku jest tak
                        upierdliwe i problematyczne jak dla Padam_na_ryj - mozna (i należy) przygotować
                        go samemu, zjeść w stołówce w pracy, w barze mlecznym, kupić coś na wynos.
                        Szczególnie jeśli każdy domownik jada w innych godzinach i nie ma mowy o
                        wspólnej przyjemności rodzinnego obiadu.
                        To nie jest wielki problem, prawda?
                        Są poważne obowiązki domowe - i mniej poważne, którymi po zastanowieniu i
                        wzięciu pod uwagę zdania, dobra i priorytetów WSZYSTKICH w domu, zazwyczaj nie
                        musi zajmować się nikt, bo nikomu nie są do szczęścia niezbędne.
                        • mama_kotula Re: Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 12:54
                          sir.vimes napisała:

                          > Ale dziewczyna ma wiele racji - ona nie zdecydowała sie na pełnoetatowe
                          zajmowanie się domem. Jest na wychowawczym - by wychowywać dziecko. Jak to robi
                          - to juz inna rzecz.
                          > Ale to zajmowanie się dzieckiem i nauka są jej priorytetem - nie obiady i
                          obsługa męża.

                          Bardzo nie podoba mi się określenie "obsługa męża". Bo ma pejoratywne
                          zabarwienie i przez pryzmat tego pejoratywnego określenia postrzegany jest mąż -
                          jako pan i władca domagający się obsługi.

                          Myślę, że w domu Padam_na_ryj brakuje przede wszystkim porozumienia. Nie chodzi
                          o to, aby autorka wątku zaharowywała się na śmierć, co by powitać męża z
                          uśmiechem na ustach i obiadkiem na stole. Chodzi o to, żeby _w_miarę_możliwości_
                          ten obiad był - nieważne, kto go zrobi, raz zrobi żona, raz zrobi mąż, raz
                          zamówią pizzę. Natomiast mam poczucie, że wymawianie się dzieckiem i nauką to
                          właśnie... wymawianie się, co jestem w stanie zrozumieć, człowiek z natury ma
                          odruchy obronne i tendencję do tłumaczenia się.

                          Wiem, że jest ciężko. Wiem też, że miło jest wrócić z pracy/uczelni i wejść do
                          mieszkania pachnącego gorącą zupą smile Nie - nie jest obowiązkiem żony podać obiad
                          mężowi, natomiast jest to po prostu miłe. A ja lubię robić dla kogoś coś miłego,
                          naiwnie wyznając zasadę: "dajesz = otrzymujesz".
                          Jak już gdzieś niżej napisałam, zgodziłam się z autorką, że pretensje męża są
                          niezasadne... w ogóle imho wszelakie pretensje są niezasadne, bo rozmowa nie
                          polega na robieniu sobie wyrzutów, tylko na wspólnym dochodzeniu do
                          kompromisowych rozwiązań.




                          > Są poważne obowiązki domowe - i mniej poważne, którymi po zastanowieniu i
                          wzięciu pod uwagę zdania, dobra i priorytetów WSZYSTKICH w domu, zazwyczaj nie
                          musi zajmować się nikt, bo nikomu nie są do szczęścia niezbędne.
                          • sir.vimes Re: Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 13:05
                            > Bardzo nie podoba mi się określenie "obsługa męża". Bo ma pejoratywne
                            > zabarwienie i przez pryzmat tego pejoratywnego określenia postrzegany jest mąż

                            No, ale tu właśnie o obsługę chodzi.
                            Czym innym jest wspólny obiad - czym innym "micha", która MA CZEKAĆ na
                            wracającego z pracy małżonka.
                            To nie ma nic wspólnego z tym, że jest, jak piszesz, miło wrócić do domu
                            pachnącego obiadem. Miło jest też po całym dniu użerania się z nauką i
                            niemowlakiem zjeść ładnie podany obiad, którego nie musiało się gotowaćtongue_out

                            A jeśli uznajesz dziecko i szkołe za "wymówki" - to czemu nie pracę? Podrugie -
                            wymawiać się można jedynie od oboowiązków, więc jednak uznajesz podanie obiadu
                            za jej obowiązek, mimo, ze piszesz inaczej....
                            • mama_kotula Re: Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 13:17
                              sir.vimes napisała:


                              > Czym innym jest wspólny obiad - czym innym "micha", która MA CZEKAĆ na
                              wracającego z pracy małżonka.

                              Wiesz co? Ja mam poczucie, że na tym forum mąż jest traktowany jak zło konieczne.
                              Czy ja gdzieś napisałam, że micha MA czekać? (znowu pejoratywne określenie,
                              czyli owa "czekająca micha", echh).
                              Nadal twierdzę, że określenie "obsługa" jest nie na miejscu, bo obsługiwać można
                              klienta w restauracji - i wtedy jest to obowiązek.

                              > To nie ma nic wspólnego z tym, że jest, jak piszesz, miło wrócić do domu
                              pachnącego obiadem. Miło jest też po całym dniu użerania się z nauką i
                              niemowlakiem zjeść ładnie podany obiad, którego nie musiało się gotowaćtongue_out

                              Alez oczywiście. I to właśnie wyraziłam w zasadzie "dajesz = otrzymujesz".
                              Jednego dnia gotuję obiad ja, drugiego dnia mąż przychodzi z pracy i
                              przygotowuje obiad mi. Proste? Proste.

                              > A jeśli uznajesz dziecko i szkołe za "wymówki" - to czemu nie pracę? Podrugie
                              - wymawiać się można jedynie od oboowiązków, więc jednak uznajesz podanie obiadu
                              za jej obowiązek, mimo, ze piszesz inaczej....

                              Nie. Być może przerysowałam nieco, mam niejakie skrzywienie. Spotkałam się po
                              prostu wielokroć z sytuacją, kiedy związek padał na okoliczność kompletnego
                              "zlania" z jednej strony, bo "ja przecież mam dziecko, ja przecież mam naukę" -
                              i znowu nie wiem dokładnie, jak to wyrazić... chyba ponownie chodzi o brak
                              porozumienia. Ja kompletnie czegoś nie kumam - dlaczego zawodzą normalne formy
                              komunikacji? czyli rozmowa? czy tak trudno powiedzieć mężowi "posłuchaj, mam
                              problem, czuję, że nie daję rady - może wspólnie ustalimy co jest ważne, w czym
                              możemy sobie pomagać, a co można olać?".
                              • sir.vimes Re: Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 13:34
                                Nie ty pisałaś - ale to akurat nie ma znaczenia, bo tez piszesz o tym, że da
                                radę, że "szuka wymówek" - nie o sednie , czyli o tym, czy RZECZYWIŚCIE musi byc
                                ten obiad, czy jest on jedynym dowodem żoninej miłości.

                                Też mam wrażenie, że mąż dziwnie jest na forum traktowany - właśnie jak klient,
                                którego TRZEBA na różne sposoby obsłużyć, by się przymknął i przestał kłapać.
                                Dla mnie to dziwne... Tak jak piszesz - miło jest coś zrobić dla kogoś. Ale w
                                wielu postach o takich właśnie problemach jak Padam , kwestą nie jest "miło"
                                tylko TRZEBA.
                                A akurat obiadu IMO nie trzeba.
                                Tylko o to, by nawzajem robić "miło" - wesprzeć, przytulić, wysłuchać
                                POROZMAWIAĆ itp - IMO trzeba.
                        • malila Re: Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 13:31
                          sir.vimes napisała:
                          > Ale dziewczyna ma wiele racji - ona nie zdecydowała sie na
                          pełnoetatowe
                          > zajmowanie się domem. Jest na wychowawczym - by wychowywać
                          dziecko. Jak to robi
                          > - to juz inna rzecz.
                          > Ale to zajmowanie się dzieckiem i nauka są jej priorytetem - nie
                          obiady i
                          > obsługa męża.
                          > Zresztą, zadziwia mnie ten przymus "podawania obiadu".

                          Mnie także. Kobieta rezygnuje z pracy zarobkowej, żeby zajmować się
                          dzieckiem, a tu okazuje się, że jej najważniejszym zajęciem jest
                          ugotowanie obiadu dla męża. Z niewiadomej dla mnie przyczyny część
                          osób przyjmuje, że matka zajmująca się dzieckiem jest w stanie
                          wykonać każdą dodatkową pracę domową - ile by ich nie było - i że
                          jest to jej obowiązkiem. A jak sobie nie radzi, to znaczy, że nie
                          jest zorganizowana. Nie. Dobra organizacja pracy polega nie na tym,
                          że się człowiek zmieści w czasie ze wszystkimi zajęciami, tylko na
                          właściwym ustawieniu priorytetów i odpuszczeniu sobie tych zajęć,
                          które są mniej ważne. IMO tak właśnie zrobiła Padam_na_ryj (bardzo
                          ładny nicksmile) Gdyby skupiła się na tych mniej ważnych, ale
                          przyjemniejszych (jak np. gotowanie czy ), to wtedy możan by
                          próbować twierdzić, że się "wymawia". A na razie to, co robi, ma
                          tyle wspólnego z wymawianiem się, co tłumaczenie rodzicom, że się
                          nie będzie u nich codziennie jadło kolacji, bo chce się ją zjeść ze
                          współmałżonkiem i dziećmi.
                          "Obsługa męża" to rzeczywiście nieprzyjemne określenie. Tylko ze mąż
                          domaga się obsługi, to jak to inaczej nazwać?

                          • mama_kotula Re: Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 15:13
                            malila napisała:

                            > Tylko ze mąż
                            > domaga się obsługi, to jak to inaczej nazwać?

                            Ponownie piszę - zawodzi komunikacja.
                            Mąż przekazuje komunikaty z pozycji "ty" - czyli "ty nie dajesz rady, inne dają
                            radę a ty nie", zamiast powiedzieć "Fajnie bym sie poczuł, gdybyś od czasu do
                            czasu ugotowała coś pysznego na obiad. Widzę, że nie ogarniasz wszystkiego, czy
                            mógłbym ci jakoś pomóc?".

                            "Domaganie się obsługi" jest imho niedopuszczalne w zwiazku partnerskim.
                            • sir.vimes Re: Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 15:20
                              Ech, jakoś wątpię, że temu panu zalezy na związku partnerskim
                              • mama_kotula Re: Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 15:25
                                sir.vimes napisała:

                                > Ech, jakoś wątpię, że temu panu zalezy na związku partnerskim

                                Proponuję zatem podsunąć panu jakąkolwiek pozycję z dziedziny komunikacji
                                interpersonalnej smile
                            • malila Re: Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 18:35
                              mama_kotula napisała:
                              > Mąż przekazuje komunikaty z pozycji "ty" - czyli "ty nie dajesz
                              rady, inne dają
                              > radę a ty nie", zamiast powiedzieć "Fajnie bym sie poczuł, gdybyś
                              od czasu do
                              > czasu ugotowała coś pysznego na obiad. Widzę, że nie ogarniasz
                              wszystkiego, czy
                              > mógłbym ci jakoś pomóc?".

                              smile To piękne zdanie poinno znaleźć się we wszystkich poradnikach
                              dla mężczyzn. Gdyby tylko oni zechcieli je czytaćsmile
                              Rzecz w tym, że zaproponowany przez Ciebie komunikat ma zupełnie
                              inny sens niż ten wysyłany przez męża Padam_na_ryj. W tym drugim nie
                              ma żadnej chęci pomocy, a jedynie przekonanie, że żona nie spełnia
                              norm. Nie mówię, że faceta należy skreślić. Sądzę jednak, że on
                              faktycznie jest przekonany, że żona ma w domu zupełny luz i mnóstwo
                              wolnego czasu, który mogłaby lepiej spożytkować. To przekoanie da
                              się zmienić. Gorzej, jeśli mąż ma świadomość tego, ile pracuje żona
                              i mimo to oczekuje obsługi.
                              • mama_kotula Re: Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 19:02
                                malila napisała:

                                > mama_kotula napisała:
                                > > Mąż przekazuje komunikaty z pozycji "ty" - czyli "ty nie dajesz
                                > rady, inne dają
                                > > radę a ty nie", zamiast powiedzieć "Fajnie bym sie poczuł, gdybyś
                                > od czasu do
                                > > czasu ugotowała coś pysznego na obiad. Widzę, że nie ogarniasz
                                > wszystkiego, czy
                                > > mógłbym ci jakoś pomóc?".
                                >
                                > smile To piękne zdanie poinno znaleźć się we wszystkich poradnikach
                                > dla mężczyzn. Gdyby tylko oni zechcieli je czytaćsmile
                                > Rzecz w tym, że zaproponowany przez Ciebie komunikat ma zupełnie
                                > inny sens niż ten wysyłany przez męża Padam_na_ryj. W tym drugim nie ma żadnej
                                chęci pomocy, a jedynie przekonanie, że żona nie spełnia norm.

                                Dla mnie jest to jedno i to samo.
                                Intencje takie same: czyli - wkurza mnie to, że nie jest tak, jakbym tego sobie
                                życzył tongue_out. Z tym, że w przypadku męża autorki wątku jest to wypowiedziane przy
                                użyciu krytyki i oceny zachowania (najczęściej spotykane bariery komunikacyjne),
                                a nie jest to komunikatem otwartym, który ma być punktem wyjścia do dialogu.
                                Porównaj na przykład "jesteś beznadziejną żoną, bo mnie zaniedbujesz" - od razu
                                nasuwa się reakcja obronna pt. "wcale nie jestem!!", bardzo łatwo taki komunikat
                                zanegować i o porozumieniu nie może być mowy. Natomiast komunikaty z pozycji ja
                                - czyli "czuję się przez ciebie zaniedbywany i jest to dla mnie przykre" - do
                                zanegowania są trudne, ponieważ czyichś odczuć zanegować nie można.
                                Zdanie o chęci pomocy dodałam gratisowo wink jako przykład na wzorzec idealnie
                                empatycznego partnera dbającego o związek tongue_out. Choć dla mnie chęć pomocy i
                                wspólnego rozwiązywania problemów jest naturalna, ale - jak już pisałam, mam
                                dość naiwne zasady współżycia w związku (i o dziwo, te dość naiwne zasady do tej
                                pory się sprawdzają, poza jednym niewyuczalnym przypadkiem psychopaty-alkoholika).


                                > Nie mówię, że faceta należy skreślić. Sądzę jednak, że on
                                > faktycznie jest przekonany, że żona ma w domu zupełny luz i mnóstwo
                                > wolnego czasu, który mogłaby lepiej spożytkować. To przekoanie da
                                > się zmienić.
                                O tym cały czas piszę. Nie podobają mi się metody, jak to nazywam -
                                "szantażowe", czy "terapia szokowa" (zostawić męża na dobę z dzieckiem). Nadal
                                upieram się przy mocy rozmowy - na początek warto poprosić męża, aby w dzień
                                wolny (sobota, niedziela) dokładnie obserwował to, co robi przy dziecku i w domu
                                jego żona, może nawet zapisywać kolejne czynności (to wbrew pozorom niezła
                                zabawa ;P). Moja koleżanka zastosowała dokładnie tę metodę, aby uświadomić
                                mężowi co ona tak konkretnie robi w domu podczas jego nieobecności. Gdy po
                                dosłownie kilku godzinach pan spojrzał na spisywaną listę, doszedł do wniosku,
                                że jemu by na to wszystko doby nie starczyło.
                        • brzoza1644 Re: Mama Kotula - ona ma rację 02.12.07, 16:39
                          Mnie tylko autentycznie zastanawia skąd większość piszących tu Pań
                          bierze takich facetów. Przecież przynajmniej na początku związku
                          jest zakochanie, miłość, wzajemny szacunek. Dlaczego po ślubie
                          okazuje się, że jedyny rodzic w domu to mama - ona ma zmieniać
                          pieluchy, wstawać do dziecka, gotować i o wszystkim pamiętać, a
                          potem jeszcze być cudowną kochanką. Nawet to sformułowanie męża
                          oosby, która założyła wątek;; ''inne kobiety też mają dzieci''. Nie
                          tylko ''inne kobiety'' ale po prostu ludzie, pary, małżeństwa. i Pan
                          Mąż od czasu do czasu może sie zająć dzieckim i nic mu się nie
                          stanie.
                • czajkax2 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 19:15
                  padam_na_ryj napisała:
                  więc muszę się przykładać do nauki, a nie komponowania przypra
                  > w i mieszania w garze, ale zjadłabym chętnie zupkę, nie powiem...

                  o ile do pewnego momentu rozumiałam autorkę to przyznam ze tego nie
                  rozumiem. jakim trzeba byc leniem zeby nawet najprostszego obiadu
                  nie zrobic? Zupy?? No co jak co,ale zupa skomlikowana i
                  pracochłonna naprawde nie jest. Gotuje się sama. Tym bardziej nie
                  rozumiem, ze autorka sama głodna jest, ale zeby ugotowac to juz za
                  bardzo sie ceni.


                  Wydaje mi sie ze problem to nie tyle z męzem tu jest co z rozdętym
                  ego i wysoka samoocena autorki (co to się rozwija i garów tykac nie
                  powinna)
                  • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 19:20
                    czajkax2 napisała:


                    > o ile do pewnego momentu rozumiałam autorkę to przyznam ze tego nie rozumiem.
                    jakim trzeba byc leniem zeby nawet najprostszego obiadu
                    > nie zrobic?

                    Czajka, ja przez cały wątek o tym mówię.
                    IMHO chodzi o kurczowe trzymanie się zasady: nie BĘDĘ obsługiwać pana męża,
                    choćbym sama miała chodzić głodna.
                    Cholera, biedny jest instytucja męża na tym forum, niemal w każdym wątku
                    traktowana jest jak zło konieczne, co już też pisałam.
                  • agamiki Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 12:35
                    > o ile do pewnego momentu rozumiałam autorkę to przyznam ze tego
                    nie
                    > rozumiem. jakim trzeba byc leniem zeby nawet najprostszego obiadu
                    > nie zrobic? Zupy?? No co jak co,ale zupa skomlikowana i
                    > pracochłonna naprawde nie jest. Gotuje się sama. Tym bardziej nie
                    > rozumiem, ze autorka sama głodna jest, ale zeby ugotowac to juz za
                    > bardzo sie ceni.


                    Halo halo halo!!! Ale mąż to też człowiek! Zapewne też umie ugotować
                    obiad! Dlaczego ma tego nie zrobić? Bo przebywa w pracy? A
                    Padam_na_ryj pracuje w domu-przy dziecku i dodatkowo się uczy.
                    Dlaczego ma jeszcze gotować obiady kiedy nie ma na to czasu?
                    Nie ma takiego obowiązku i nie jest żanym leniem z tej okazji!!! no
                    ludzie.

                    Niech mi kto odpowie dlaczego mąż po pracy nie może ugotować
                    obiadu???? Tak postępuje większość ludzi pracujących-wraca z pracy i
                    gotuje obiad!!!! Skoro nie rozumie tego inna kobieta mająca dzieci-
                    to nie ma co się dziwić facetowi!!!!!!
              • haganna Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 04.12.07, 21:17
                Nie muszę się wysilać, żeby dojść do wniosku, że jeżeli pracujesz na
                cały etat, to w tygodniu nie ma cię w domu średnio 10-12 godzin
                (chyba, że pracujesz w budżetówce). Do tego co drugi weekend po 8-10
                godzin (liczę, że to "porządne" studia). Do tego nauka.
                Ktoś w tym czasie zajmuje się dzieckiem i domem - na pewno nie ty wink
                PPPPPP.
                Nie wiesz co to znaczy zajmować się dzieckiem (dziećmi!), domem i
                intensywnie się uczyć.
                To "czasem" w moim przypadku to średnio raz - dwa razy w tygodniu.
                Plus jeden - dwa weekendy w miesiącu zajmowania się dwójką maluchów.
                Dla większości facetów - wyczyn wink.
                • haganna Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 04.12.07, 21:20
                  To do kali_pso.
                • kali_pso Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 04.12.07, 22:44
                  haganna napisała:

                  > Nie wiesz co to znaczy zajmować się dzieckiem (dziećmi!), domem i
                  > intensywnie się uczyć.



                  Tiaaaa, Ty zaś wiesz, czego ja nie wiem..no wróżka forumowa po
                  prostuwinkP
          • a.nancy Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 18:51
            > pracuje, i utrzymuje dom.....według mnie obiad, chciazby to była
            > zupa jedynie, nalezy się mu jak , przepraszam wszystkich, psu micha.
            >
            > To nie sa fanaberie, to podstawowa potrzebawinkP

            zakladam ze nie mowimy tu o sytuacji, w ktorej zona spi caly dzien i nie ruszy
            palcem, czy tez zlosliwie odmawia mezowi posilku wink
            zgadzam sie co do potrzeby
            ale
            uwaga
            miec potrzebe to jedno, a robic awantury/wymowki to drugie
            jest ogromna przepasc pomiedzy
            "wiem, ze moj maz bedzie chcial zjesc cos cieplego po powrocie z pracy, wiec
            ugotuje zupe"
            a
            "wiem, ze jesli nie ugotuje zupy maz bedzie na mnie wsciekly"
            ta przepasc mozecie nazwac partnerstwem
            ja bym ja nazwala miloscia smile
            • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 19:09
              a.nancy napisała:

              > "wiem, ze moj maz bedzie chcial zjesc cos cieplego po powrocie z pracy, wiec
              ugotuje zupe"
              > a "wiem, ze jesli nie ugotuje zupy maz bedzie na mnie wsciekly"
              > ta przepasc mozecie nazwac partnerstwem
              > ja bym ja nazwala miloscia smile


              Ooo, otóż to. Bardzo często spotykane na tym forum. Mnie to od zawsze szokuje,
              jak bardzo ten przysłowiowy obiad gotowany dla męża staje się niemalże krwawicą.
              Po lekturze niektórych wątków dochodzę do wniosku, że idealny układ jest taki, w
              którym każdy żyje "na własną rękę", obiadu się nie podaje ("ma ręce, niech sobie
              weźmie" - wypowiadane bojowym tonem), seks jest reglamentowany ("nie będę na
              każde jego kiwnięcie, poza tym on jest dla mnie beee to seksu nie będzie"), zaś
              miłości, czy choćby układu partnerskiego opartego na obupólnej korzyści po
              prostu wydaje się, że nie ma, jest ciągła walka o byt i o władzę.

              Oczywiście - uprzedzając komentarze - wszystko powinno działać w obie strony
              smile). Nie chodzi mi o "obsługiwanie" pana męża i poświęcanie się w jakikolwiek
              sposób, tylko o zwyczajne normy współżycia w związku. Przyznam, że byłoby mi
              diabelnie przykro, gdyby na moje "kochanie, możesz zrobić mi kanapkę?" mąż
              warknął "masz ręce, idź sobie sama zrób, jeść ma dostać dziecko i pies, inni
              mogą sobie brać sami".
              • a.nancy Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 19:32
                > Ooo, otóż to. Bardzo często spotykane na tym forum. Mnie to od zawsze szokuje,
                > jak bardzo ten przysłowiowy obiad gotowany dla męża staje się niemalże krwawicą.

                mnie to nie szokuje
                staje sie, staje, bo czesto po prostu jest
                na wypowiedzi typu "maz mi zrobil awanture, bo nie wstawilam prania/ zupa byla z
                mrozonki/ pies nasikal w domu" (to ostatnie sie niedawno pojawilo w ktoryms
                watku) czasami naprawde mozna odpowiedziec tylko "niech spie...a". bo to NIE
                JEST powod do awantury. bo szacunek musi byc obustronny. bo "walka o wladze"
                JEST FAKTEM, i w 99% przypadkow zaczyna ja maz. nie sadze, zeby wiele kobiet
                uwazalo, jak piszesz, ze zrobienie obiadu jest dla nich jakas ujma. natomiast
                wielu facetow uwaza, ze zrobienie obiadu jest OBOWIAZKIEM zony. NIE JEST. a
                przynajmniej powinno byc - kwestia ukladu, milego gestu, dobrowolnego wkladu
                wkladu w funkcjonowanie domu. powtorze: dobrowolnego. gotuje, bo lubie, bo chce,
                bo mam czas, czy nawet bo uwazam ze powinnam. ale gdyby maz zrobil mi scene, ze
                AKURAT DZISIAJ obiadu nie dostal, gdyby twierdzil, ze sie lenie podczas gdy
                bylam zajeta waznymi sprawami, uslyszaby wlasnie tak jak piszesz: "ma ręce,
                niech sobie weźmie". bo robienie awantur nie nalezy do "norm wspolzycia w zwiazku".
                • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 19:45
                  a.nancy napisała:

                  > nie sadze, zeby wiele kobiet
                  > uwazalo, jak piszesz, ze zrobienie obiadu jest dla nich jakas ujma. natomiast
                  wielu facetow uwaza, ze zrobienie obiadu jest OBOWIAZKIEM zony.

                  Tak sobie właśnie pomyślałam, że to jest błędne koło smile
                  Facet uważa, że zrobienie obiadu jest obowiązkiem żony, przez co pojawia się
                  słuszna zresztą reakcja obronna - nie będę ci robić obiadu, nie będę cię
                  obsługiwać, bo to jest dla mnie ujmą. Koło się zamyka.
                  :o)
                  Natomiast podtrzymuję opinię, że generalnie na tym forum instytucja męża
                  traktowana jest źle.

                  Poza tym to, co tu czytam, to dla mnie jakiś Matrix. Matrix zupełny, nie
                  wyobrażam sobie zarówno zwiazku, gdzie mąż mnie nie szanuje i urządza awanturę,
                  jak i związku gdzie mam w dupie męża i niech sobie sam robi obiad, pasożyt
                  jeden, bo ja jestem przecież zajechana jak bury osiołek. O tym, co boli, co
                  odczuwa się w związku jako "nie tak, jak być powinno, jak chciałabym/chciałbym,
                  aby było", o tym, co powoduje dyskomfort, ROZMAWIA się. I nie, nie wtedy, kiedy
                  się skumulują emocje, tylko od razu, po zauważeniu pierwszego sygnału. To jest
                  trudne, ponieważ przeważnie macha się ręką na różne takie pojedyncze sygnały,
                  natomiast ja wychodzę z założenia, że mniej kłuje jedna szpilka w tyłku niż tych
                  szpilek pięćdziesiąt - dlatego lepiej działać od razu, a nie czekać, aż
                  nagromadzi się kłębowisko negatywnych emocji.
                  • agamiki Mamo_kotula 03.12.07, 12:52
                    Mamo_kotula ciągle mówisz - porozmawiaj, brak komunkacji, mówienie z
                    pozycji ja , nie ty itp... a tymczasem jak można z Tobą rozmawiać
                    żeby się dogadać, kiedy nie chcesz przyjąć zdania innego człowieka??
                    Nie przyjmujesz do wiadmomości że komuś się nie chce gotować, bo ma
                    inne rzeczy do robienia- opieka nad dzieckiem, nauka. Stawiasz się w
                    roli osoby wyznającej zasady żona - gotuje pierze, sprząta, mąż -
                    pracuje. A gdzie partnerstwo???? Twoje zasady są przestarzałe i
                    akurat w tym przypadku mąż może z powodzeniem ugotować obiad dla
                    siebie i żony po przyjściu z pracy.
                    • mama_kotula Re: Mamo_kotula 03.12.07, 13:09
                      agamiki napisała:

                      > Stawiasz się w roli osoby wyznającej zasady żona - gotuje pierze, sprząta,
                      mąż - pracuje. A gdzie partnerstwo???? Twoje zasady są przestarzałe i akurat w
                      tym przypadku mąż może z powodzeniem ugotować obiad dla siebie i żony po
                      przyjściu z pracy.

                      No toś mnie rozbawiła.
                      Przeczytaj jeszcze raz moje posty - tym razem dokładnie - i oceń, jak podchodzę
                      do patriarchalnego modelu rodziny.
                      Cały czas piszę o p.a.r.t.n.e.r.s.t.w.i.e. Cały czas piszę, ze to ma działać w
                      obie strony - to napisałam ze 4 razy w tym wątku.
                      Natomiast widzę tu jakąś dziwną solidarność jajników i z marszu traktowanie tego
                      nieszczęsnego męża jako pasożyta, który nic nie zrobi i trzeba go obsługiwać, a
                      o partnerstwie mowy nie ma - już abstrahuję od konkretnej sytuacji autorki
                      wątku, która ma dziwnego męża (sama też święta nie jest, mimo wszystko) - mówię
                      o ogólnym trendzie forumowym.
                      • agamiki Re: Mamo_kotula 03.12.07, 13:21
                        > Natomiast widzę tu jakąś dziwną solidarność jajników i z marszu
                        traktowanie teg
                        > o
                        > nieszczęsnego męża jako pasożyta, który nic nie zrobi i trzeba go
                        obsługiwać, a
                        > o partnerstwie mowy nie ma

                        No właśnie - partnerze powinni sobie pomagać nawzajem. łatwiej mi
                        zrozumieć matkę z 8 miesięcznym dzieckiem, która studiuje i nie ma
                        czasu i ochoty na gotowanie, niż męża który po przyjściu z pracy nie
                        ma nic do roboty i może ugotować ten obiad! Ma facet posprzątane,
                        uprane, naprawdę nie może ugotować? Jeśli autorka wątku ma jeszcze
                        podawać obiad osobie która resztę wieczoru spędzi na kanapie, a ona
                        w tym czasie bedzie dalej zasuwać przy dziecku w wolnej chwili się
                        ucząc to ja nie rozumiem-gdzie to partnerstwo jest???
                      • sir.vimes Re: Mamo_kotula 03.12.07, 13:24
                        z marszu traktowanie teg
                        > o
                        > nieszczęsnego męża jako pasożyta, który nic nie zrobi i trzeba go obsługiwać, a

                        To sie nie wzięło znikąd - pan jest dokładnie tak opisany. Dzieckiem nie zajmie
                        sie dłuzej niż 15 minut; w domu nic nie robi.
                        Tu nawet do lat 50 jest daleko, o partnerstwie nie ma co marzyć.
              • sir.vimes Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 23:15
                No a ja nie rozumiem czemu tylko kobity mają rączki?

                Bo jeśli to gotowanie nie jest żadnym problemem; jeżeli tylko leń nie moze tego
                zrobić - to właściwie dlaczego MUSI gotować żona?

                Przecież to tylko 15 minut, każdy umie, każdy może, tylko leń nie chce?
                • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 23:23
                  sir.vimes napisała:

                  > No a ja nie rozumiem czemu tylko kobity mają rączki?
                  >
                  > Bo jeśli to gotowanie nie jest żadnym problemem; jeżeli tylko leń nie moze
                  tego zrobić - to właściwie dlaczego MUSI gotować żona?
                  >
                  > Przecież to tylko 15 minut, każdy umie, każdy może, tylko leń nie chce?

                  Aaaaaaaaaaaaa. Sir.vimes, czy ty czytasz dokładnie moje posty?
                  Gdzie ja napisałam, że kobieta MUSI?
                  Wszędzie trąbię, że to powinno działać w OBIE strony. Na zasadzie złotego środka
                  (żeby nie było, że równouprawnienia).
                  • sir.vimes Mama Kotula 03.12.07, 12:43
                    To akurat miało być do Czajki, nie do Ciebie.
                    Czajka pisała o lenistwie.

                • cielecinka Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 23:31
                  a ja nie rozumiem, jak moga zawodzic najprostsze formy komunikacji. Naprawde nie
                  da sie pogadac z druga strona? Bez obwinainia i wypominania sobie wszelkich
                  mozlwich krzywd i poswiecen? Przeciez istnieje cos takiego jak kompropis. Ja
                  robie to , ty robisz to. Albo na odwrot. Przeciez tak to chyba w partnerstwie
                  dziala. A jezeli nie da sie z facetem dogadac to po cholere sie z nim wiazac?
                  Przeciez nie zmienil sie z dnia na dzien i nagle znienacka zaczal nas olewac?
                  • mama_kotula Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 23:40
                    cielecinka napisała:

                    > Naprawde nie da sie pogadac z druga strona? Bez obwinainia i wypominania sobie
                    wszelkich mozlwich krzywd i poswiecen?

                    Ano mnie też to niepomiernie zadziwia, Cielęcinko.
                    Problem głównie jest taki - jak już pisałam - że taka rozmowa jest trudna "po
                    czasie" - czyli jak już się nawarstwią negatywne emocje, imho powinno się
                    reagować od razu.
                    I nie zaprzeczam, że takie rozmowy są trudne, nie zaprzeczam też, że w wyniku
                    jednej rozmowy da się rozwiązać wszystkie problemy.
                    Wiem, może jestem w tej chwili nieco skrzywiona i się nieco "wymądrzam" (zaraz
                    po Nowym Roku mam zaliczenie z przedmiotu pt. Podstawy komunikacji
                    interpersonalnej tongue_outP), ale zawsze wierzyłam w siłę rozmowy, pod warunkiem, że
                    obie strony są tak samo w tę rozmowę zaangażowane. A w związku dwojga
                    kochających się ludzi chyba tak powinno być z definicji smile
                    • cielecinka Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 23:59

                      > I nie zaprzeczam, że takie rozmowy są trudne, nie zaprzeczam też, że w wyniku
                      > jednej rozmowy da się rozwiązać wszystkie problemy.

                      Ja sie z tym zgadzam, bo w koncu tez zyje w zwiazku , tez sie kloce i wkurzam,
                      ale jak opadna emocje to jestem w stanie pogadac na ten temat i na szczescie moj
                      facet jest taki sam. A jezeli uznam , ze nie mialam racji to sie sama do tego
                      przyznaje i przepraszam. I nie jest mi wstyd, ani moja urazona duma mnie przed
                      tym nie powstrzymuje. Ale tego samego wymagam od drugiej strony. Juz na samym
                      poczatku zwiazku umowilam sie z facetem , ze mamy siebie nawzajem szanowac i to
                      jest dla mnie najwazniejsze. Moje zycie, moj partner , moj wybor. No ale jezeli
                      po pewnym czasie cos by sie zmienilo na gorsze, to sorry szczera rozmowa co mnie
                      gnebi (bardzo dlugo pracowalam z samymi tylko facetami i oni naprawde nie
                      czytaja w myslach , jak rowniez nie lapia aluzji ) tzw lawa na kawe i czas dla
                      faceta by to przemyslal , a jak nie to hop siup do nastepnego rozdzialu ,
                      niekoniecznie z tym panem. A przede wszystkim jak sie z kims wiaze, to ten
                      czlowiek musi byc normalny , a nie dziwolagiem jak czesc opisywanych tu mezow.
        • deela Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 01.12.07, 23:48
          to nie kwestia szczescia tylko rozsadnego wyboru
          a co do innych rzeczy, masz racje ze to mamusie w wiekoszci ucza ale faceci to
          takie pizdeczki ze lubia byc obslugiwania zazwyczaj
          zazwyczaj bo moj eks byl jedynakiem wyreczanym we wszystkim przez mamusie na
          rencie a jakos sie stawial babsku i robil wszystko SAM a jak mieszkalismy razem
          tez obowiazki byly dzielone po partnersku.......
          a co zrobic z twoim mezem? zostawic z dzieciakiem na 24 h na dobe i jak wrocisz
          dac sie ublagac na kolanach o przebaczenie
    • vharia Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 01.12.07, 23:42
      Różnie. Zwykle trzeba sobie odpuścić to i tamto, czasem także męża- debila. Wyrzutów sumienia bardzo nie polecam a już szczególnei nie polecam dać sie wciągnąć w rozgrywki i udowadniać debilowi na przykładach, że nie jest się wielbłądem.
      Ja bym stanęła na rzęsach, żeby spędził minimum 3 doby samodzielnie z dzieckiem pod dowolnym pretekstem.
    • de.nicol Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 01.12.07, 23:56
      kochana, błagam Cię wręcz - zostawa go TYLKO na 24h z dzieckiem...
      przysięgam - nigdy więcej nie usłyszysz takich słów! P.s. żadna z
      nas nie wyrabia w takim zarysie , ale każda (większość) kombinuje
      jak pokazać, że to co ona orze on i tak nie może...
    • asia_i_p Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 01.12.07, 23:58
      To ja widzisz, wyjątkowo, raz nie jestem inna, bo nawet bez studiów
      i z dwulatką sobie nie radzę (jeżeli poradzenie sobie to jest
      mieszkanie na błysk i dwudaniowy obiad).
      Metody są dwie - albo się odgryzasz "Inni mężczyźni pomagają/
      zarabiają więcej pieniędzy i żonę stac na pomoc", itp.
      Satysfakcjonujące, ale mało konstruktywne, dobre, jeśli ci nie
      zależy na facecie.
      Metoda druga, o niebo trudniej, ale może byc skuteczniej "Staram się
      i robię, ile mogę, nie porównuj mnie z innymi kobietami. Jest mi
      przykro, bo mam wrażenie, że nie doceniasz mojej pracy". Jeżeli dany
      okaz ma tzw. poczucie przyzwoitości, działa lepiej niż atak - jeżeli
      go zaatakujesz, cała energia pójdzie w obronę, tak może trochę
      pomyśli i dojdzie do wniosku, że przegina.
      Ale najważniejsze: nie dac sobie wmówic. Opiekujesz się dzieckiem i
      studiujesz, jeżeli te dwie rzeczy udaje ci się pogodzic, to już
      bardzo duży sukces. Naprawdę, kiedy moja córcia miała 8 miesięcy, to
      opiekowanie się nią i najprostsze codzienne obowiązki zżerały prawie
      całe moje siły. Nawet dla niej nie gotowałam, jadła słoiczki (znaczy
      się, ich zawartośc), my przeważnie kanapki.
      Aha, i jeszcze nie przejmuj się aż tak bardzo wyczynami męża.
      Zachowuje się bardzo dziecinnie, ale podejrzewam, że głównie wtedy,
      kiedy jest głodny i myślenie przejmuje pusty żołądek. To nie musi
      oznaczac, że to niereformowalny palant, jeszcze może byc wam
      zupełnie dobrze. Pokaż mu, że nie jest ci łatwo i że sprawia ci dużą
      przykrośc, jest duża szansa, że zareaguje prawidłowo i zacznie cię
      wspierac zamiast dołowac. Tylko nie zaczynaj od listy tego, co on
      nie zrobił, bo on zacznie się bronic i utkniecie w miejscu.
      • padam_na_ryj Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 00:13
        albo się odgryzasz "Inni mężczyźni pomagają/
        > zarabiają więcej pieniędzy i żonę stac na pomoc", itp.
        > Satysfakcjonujące, ale mało konstruktywne, dobre, jeśli ci nie
        > zależy na facecie.
        no właśnie nie robię tak, bo mimo wszystko szanuję go jako drugiego człowieka, ojca mojego dziecka i w końcuu męża, ale czasem się ciśnei coś w tym stylu na usta.
        "Staram się i robię, ile mogę, nie porównuj mnie z innymi kobietami. Jest mi przykro, bo mam wrażenie, że nie doceniasz mojej pracy"
        to jest mistrz, ale trochę się cykam, ze się zaraz poryczę albo puszczą mi nerwy i po konstruktywnej rozmowie... ale warte wypróbowania smile
        Dzięki za ten komentarz, trochę mi nerwy na niego przeszły... czasem jak się człowiek zapędzi to się wydaje, ze już pozamiatane, a przecież można spróbować to naprawić smile

    • przeciwcialo Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 08:59
      Chyba kazałabym mu spadac do innej, bardziej zaradnej.
      Kurcze, moze byc tylko gorzej. A jak będzie drugie dziecko?
    • zebra12 padam_na_ryj mój mąż jest podobny... 02.12.07, 10:03
      Zawsze miał manię wyższości. Uważał, że on jest panem i jemu się
      należy to czy tamto. Obowiązków nie ma, bo kobieta ma byc robotna.
      Sama ma piec, gotować, robić przetwory. I wciąż mnie o to męczył.
      Poza tym żądał bym była matka i kochaną, a przy tym sprzątaczką. Ale
      i tak cokolwiek zrobiłam to tego nie doceniał. Wyzywał mnie, mówił:
      - Zamilcz kobieto!
      Potem wyzywał od suk.
      Uważał, że jego oboziązkiem nie jest zarabianie na rodzinę, bo
      mógłby tak jak ten czy tamten chlać i przewalać całą kasę. Wydzielał
      mi po 5 zł na dzień, potem po 10.
      Ale do rzeczy:
      pierwsze moje dziecko urodziłam na 3 roku dziennych studiów. Nie
      ukrywam, że było bardzo ciężko. Zajmowałam się córeczką całkiem
      sama. Ale wzięłam sobie rok dziekanki. Potem załatwiłam sobie tok
      indywidualny. Gdy mała miała 2 latka, poszła do żłobka. Ja zaszłam w
      druga ciążę. Wstawałam rano, ubierałam rzucającego się dwulatka, a
      mąż spał na tej sofie, na której ja się miotałam z dzieckiem!
      Nie wstał, nie pomógł. Potem pędziłam do złobka i na uczelnię. Pracę
      magisterską pisałam jak byłam w ciąży, a Tosia była w żłobku. Gdy
      urodziła się Jadzia miałam już wszystko gotowe. I dobrze, że tak się
      wcześniej zosrganizowałam i skończyłam pisać tą pracę w luteym, bo
      Jadzia mi bardzo chorowała i większosć czasu spędzałam z nia u
      lekarzy i w szpitalu. W czerwcu się obroniłam i zaczęłam szukac
      pracy. Miałam dość udzielanie pieniędzy, poniżeń, znęcania się
      psychicznego nade mną, szantażu. Gdy Najmłodsza miała ponad rok,
      poszłam do pracy. Odżyłam. Starsza chodziła do przedszkola, a mała
      siedziała u rodziców, bo ze względu na choroby nie chcieli jej
      przyjąć do przedszkola, a i ja się bałam ją tam dać.
      Cały okres małżeństwa rozmyślałam o odejsciu, ale ponieważ tacy
      mężczyźni nie pomagają, aby uwależnić od siebie kobietę i
      uniemożliwić jej tym samym odejście, to i ja byłam jak w matni.
      Jednak powoli dążyłam do tego momentu, żeby odejsć. Fakt, że bez
      pomocy rodziców nie byłabym w stanie nic zrobić. Oni pilnowali mi
      dzieci, gdy ja pędziałam co rano do pracy i gdy robiłam następne
      studia - podyplomowe. Zaczęłam chodzic za załatwianiem rozwodu. Mąż
      domyslał się, co się święci. Tu przemilcze co i jak. kto mądry, ten
      się domysli.
      Zaszłam w 3 ciążę. Mąż powiedział, ze zrobił to, żebym od niego nie
      odeszła... Znienawidziłam go.
      Zaraz po urodzeniu Basi złożyłam pozew o rozwód. Cały czass czekam
      na rozprawę.
      Powiem Ci jedno: nie ma sensu trwać w związku, który juz teraz tak
      kiepsko wygląda. Ja wciąż wierzyłam, że będzie dobrze. Nie było, a
      na świat przychodziły kolejne dzieci. Mam 3 córki.
      Czekam na wolnosć. I wiesz, wiele osób uważa mnie za głupią, że tyle
      czasu trwałam w związku. Inni uważają, że mimo wszystko powinnam
      dalej w nim trwać. Ale ja juz podjęłam decyzję. Wbrew przśmiewcom. A
      Ci, którzy żałują mojego męża i uważają, że zmarnowałam mu życie to
      ogłaszam wszem i wobec: JEST WOLNY! Możecie go sobie brać!
      Reklamacji nie przymuję!
      • zebra12 Na priv podam jego telefon... 02.12.07, 10:38
        Mówię serio!
      • malila Zebra 02.12.07, 11:03
        Gdzieś Ty znalazła takiego jemioła i czym on Cię zauroczył? Bo że
        czymś musiał, to pewne. Nie sądzę, żebyś się świadomie z takim
        tłukiem wiązała.
      • chicarica Re: padam_na_ryj mój mąż jest podobny... 02.12.07, 12:12
        Powiedz mi w takim razie, co skłoniło Cię do zrobienia sobie z takim wieprzem aż
        trójki dzieci?
    • vibe-b Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 10:37


      padam_na_ryj napisała:

      >
      > mam męza
      (...)
      > i taki koleś mi bezczelnie mowi


      "Maz" i "taki koles" to jedna i ta sama osoba?
    • 18_lipcowa1 bo sobie radza... 02.12.07, 11:44
      ale jak im ktos pomaga, mam mnostwo kolezanek z dziecmi i kuzynek,
      prawie kazda z nich pracuje, albo sie uczy albo jedno i drugie i
      maja dzieci,jedno albo dwoje
      daja rade, maja czysto w domu, zrobione jedzenie, zdaja egzaminy,
      dzieci tez nie chodza samopas, ale jednak maja pomoc, albo rodzice,
      albo babcie, albo normalnie mezowie.
    • sir.vimes inni mężczyźni mają pracę, a jakoś sobie radzą 02.12.07, 12:24
      Dom i dziecko to nie jest sprawa jednej osoby.

      To co piszesz o niemożności zostawienia dziecka ani na sekundę wydaje mi się
      wprawdzie niezdrowe (poczytaj trochę o wychowaniu dzieci w tym wieku - naprawdę
      krzywda mu się nie stani, gdy bedzie się bawił sam; może kup po prostu
      odpowiednie zabawki).

      Ale - co do reszty, masz rację.
      Nigdzie nie jest powiedziane, że żona MUSI ugotować obiad i zrobić wszystko w
      domu sama. Dom nie jest tylko twój.

      Z tego co piszesz widać , ze opieka nad dzieckiem cię wyczerpuje, poza tym -
      uczysz się.
      I naprawdę, dziwię się , że mąż nie czuje potrzeby by zaangażować się w
      wychowanie dziecka ani we wspólne gospodarstwo domowe.
      Jak wiele osób tu napisało - przygotowanie obiadu to tylko półgodziny. Na pewno
      mąż może poświęcić te pół godziny codziennie czy, ostatecznie, co drugi dzień.
      • aw271 jakoś 02.12.07, 12:57
        Pracuję, mam dwóch synów, 6 i 4 lata, po drodze robię prawo jazdy. Po nocy
        niewiele sypiam, bo chłopcy chorują. Po pracy oprócz normalnych zajęć przerabiam
        ze starszym materiał z zerówki itd... Tez padam na pysk i to jakoś sobie radzę,
        to znaczy, że jestem na skraju wyczerpania,a mąż akurat mi pomaga. A twój facet
        nie ma pojęcia o twoim zmęczeniu, uświadom mu jak ciężko pracujesz, tyle, że za
        darmo. Na twoim miejscu wybrałabym się do biblioteki na cały dzień, wyłączyłabym
        komórkę i spokojnie uczyła. Wiem, że trudno zostawić dziecko, bo chyba nie masz
        zaufania do męża, ale to naprawdę się wam przyda. Przygotuj słoiczki, napisz na
        kartce co ma kiedy zrobić i dać,przełam się, ja tak zrobiłam 3 lata temu. Mężowi
        otworzyły się oczy i zobaczył jak wypoczywam (wtedy też nie pracowałam)kiedy on
        haruje w pracy.
    • rotera Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 12:53
      przeczytałam pobieżnie...

      czytam i nie bardzo rozumiem do konca, tzn wyglada mi to na jakies
      totalne wq... i krzyk taki wydzierajacy, taka pretensja ktora sie
      nawarstwila
      racje rozumiem, ale nie bardzo rozumiem jak mozna nie widziec
      pewnych rzeczy przed slubem, przed dzieckiem?
      robilas mu kiedys sniadanka, dom byl na Twojej glowie?
      czy zawsze wszystkie obowiazki byly na Twojej glowie?
      czy wczesniej byl partnerem, a teraz nagle przestal i stad ten
      krzyk, bo jesli tak to rozumiem, jesli zawsze taki byl a Ty masz
      pretensje to do kogo?
      bo przepraszam ale wyglada na totalnego buraka, ale jakim cudem, po
      co wiazac sie z takim czklowiekiem?
      wygadanie pomaga, ale pewne rzeczy trzeba zalatwiac w zwiazku, jak
      trzeba to pie..dolnac piescia w stół i wyjanic sobie wszystko, a to
      ze sie nabuzujesz na forum nic w zyciu codziennym nie zmieni.

      • sir.vimes Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 13:08
        ale nie bardzo rozumiem jak mozna nie widziec
        > pewnych rzeczy przed slubem, przed dzieckiem?

        Tego nigdy się nie wie...
        Niektórym odbija właśnie po pojawieniu się dziecka bo wcześniej póki zona
        pracuje i nie ma jej w domu - nie moga wymagać niemożliwego. A jeśli żona
        "siedzi w domu i nic nie robi" to - hulaj dusza...budzi się Pan i Władca.
    • drugijasmina24 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 13:31
      Doskonale Cie rozumiem.Ja nie pracuje i nie studiuje.Zajmuje sie dwojka
      dzieci:2,5 roku i 9miesiecy i tez nie wyrabiam,tez padam na ryj.Od niedawna
      przychodzi dziewczyna do pomocy,poniewaz nie mamy zadnej rodziny nikogo do
      pomocy.Inaczej bym zwariowala.Dzisiaj musze do 20.00 byc z nimi sama i jestem
      tym faktem zalamana.a maz jak takiu chojrak to niech sie z Toba zamieni i wtedy
      zobaczymy.Pozdrawiam
      • mamamai040906 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 02.12.07, 13:41
        Witajcie! Po pierwsze i najwazniejsze, uwazam ze kazda kobieta,
        ktora wychowuje dziecko badz dzieci zasluguje na niesamowity
        szacunek, bo to ciezka sprawa i duzo ciezsza praca niz np 12 godzin
        w biurze. Zmeczenie stres i brak czasu dla sebie daje sie niestety
        we znaki, ale wlasnie tu liczy sie ta druga osoba, jesli facet nic
        nie widzi po prostu trzeba mu jasno powiedziec: nie daje juz rady! I
        miec gdzies czy babcie czy tesciowe, ktore nakazuja ugotowac zupe
        czy zrobic prawnie! Facetowi tez sie nic nie stanie, jesli nauczy
        sie obslugiwac pralke! Trzeba ustalic granice do ktorej nie wolno
        dopuszczac obcych, tzn innych oprocz ciebie, meza i waszego dziecka.
        Ja tez mam male dziecko z ktorym siadzialam rok w domu, dalo mi to
        duzo radosci ale ile zmeczenia. A moj maz wtedy konczyl studia i
        musial dlugo dojezdzac na uczelnie. Teraz role sie odwrocily, ja
        wrocilam na studia a on jest w domu z nasza coreczka. Jest bardzo
        ciezko, ale dajemy sobie rade, bo wiemy ze Majka nie jest naszym
        przykrym obowiazkiem czy udreką, jest skarbem. Oboje pracujemy
        dorywczo i mamy malo czasu dla siebie. Wiadomo są kryzysy, ale są
        tez piekne chwile. Mimo tego ze jestesmy mlodzi, bo ja mam 20 lat i
        On 22 udowodnilismy ze sobie radzimy, bo mozemy na siebie liczyc!
        Glowy do gory kobiety, kazda z was powinna dostac nobla, za
        cierpliwosc, wytrwalosc i siłe, jakiej brakuje niejednemu
        mezczyznie. Bedzie taki czas, gdy dziecko stanie sie bardziej
        samodzielne i da wam troche luzu. Mimo wszystko fajnie jest
        popatrzec na swojego brzdaca gdy np. spismile Duzo cierpliwosci
        mamusie! pozdrawiam
    • reteczu Radzą sobie,jakoś radzą 02.12.07, 21:11
      Nie przeczytałam odpowiedzi Dziewczyn,bo mam dziś wyjątkowego lenia.
      Odpowiem Ci tak:...

      padam_na_ryj napisała:

      > mam męza i 8 miesięcznego synka

      Też mam męża i z tym mężem dwie córki-starsza 4,5 roku,młodsza-pół
      roku.

      studiuję zaocznie na 5 roku.

      Aktualnie nie studiuję,bo magisterkę mam dawno za sobą,a
      podyplomówkę w zeszłym roku zrobiłam.Planuję wkrótce wziąć się za
      doktorat.
      Ktoś Ci jednak chyba pomaga.Przecież nie jeździsz na zajęcia z
      dzieckiem?


      > całe dnie siedzę sama z dzieckiem,

      Ja już nie.Musiałam wrócić do pracy 3 miesiące temu;dzięki Bogu
      udało mi się wydziadować pół etatu,ale wkrótce przejdę na cały etat.


      jak wiecie dziecko w takim wieku wymaga uwag
      > i nonstop,

      Bez jaj!8-miesięczne dziecko samo powinno się już super zabawić.Moja
      półroczna potrafi leżeć na brzuszku pół godziny,memłać zabawki,a ja
      w tym czasie coś robię w domu.Nie tiutiulam jej nad uchem cały
      czas.Od urodzenia uczona jest samodzielnej zabawy.Z radością
      obserwuję,że ten czas się wydłuża.Ze starszą córką też tak robiłam i
      dzięki temu zdążałam ze wszystkim.Mała na koc i na podłogę.Raz w
      śpiochach,raz z gołym tyłkiem.Trochę w leżaczku,trochę w foteliku
      samochodowym.Widzi mnie krzątającą się."Razem"
      gotujemy,sprzątamy,wstawiamy,wyjmujey,wywieszamy,prasujemy pranie
      itp.itd.

      do tego szkoła - pisanie pracy, kilka zaliczeń, kilka egzaminow - se
      > sja zbliża sie wielkimi krokami...

      Zamiast tego mam przynoszenie roboty do domu... sad
      Przy dziewczynkach prawie codziennie muszę zaliczyć bliskie
      spotkanie z komputerem w pracowych kwestiach...


      > zmierzam do tego, że nie daję rady, nie jestem w stanie pogodzić
      tych wszystkic
      > h rzeczy


      Czasami też miewałam takie chwile,ale nauczyłam się żyć w rolach
      matki,gospodyni domu,pracownika i kumpeli.Organizacja to fajna
      sprawa!

      i może nie byłabym jakoś rozgoryczona, gdyby nie to, ze mój mąż,
      który
      > WCALE mi nie pomaga potrafi mi powiedzieć, ze inne kobiety też
      mają dzieci i s
      > zkołę i jeszcze obiad mężowi ugotują...

      No i ma rację ten Twój mąż.Są takie kobiety.Wiesz co,usiądź,weź
      kartkę i długopis i napisz harmonogram swojego dnia.Zapewne lwią
      część doby zabiera Ci tiutianie z dzieckiem,które ma już 8
      miesięcy,czyli najpodlejszy okres 0-3 miesiące za sobą!Jak
      sądzę,chcesz być supermamą,która na krok nie odstępuje dziecka.A
      to,moim zdaniem,błąd.Wychowujesz rzepa,którego coraz trudniej będzie
      oderwać od maminej spódnicy.


      > wiecie co? ręce mi opadają. nie wiem, może to ja jestem taka
      beznadziejna i nie
      > daję rady, ale co poradzę, ze doba ma 24 godziny, a nie 70?

      Miałaby 70,też byś narzekała...

      do tego szanowny m
      > ałżonek wytyka mi, ze nie pracuję (jestem na wychowawczym)
      używając słów - "cał
      > y dzień nic nie robisz to mogłabyś to albo tamto" - mhm, synek sam
      sobie zrobił
      > jeść, sam się ubral, zmienił pieluchy, wykąpał itd. ja męża od 2
      lat proszę o
      > "reorganizację" mieszkania, zeby było wygodniejsze, myslalam, ze
      jak bedzie dzi
      > ecko to go zmobilizuje, zeby było bezpieczniejsze, a on k.rwa nic!
      nic nie robi
      > w domu! o przepraszam, robi wielką łachę jak proszę, zeby poszedł
      po chleb...
      > i taki koleś mi bezczelnie mowi, że inne kobiety to i tamto.
      > a pytanie: czy Wy dajecie radę ze wszystkim? a jeśli tak to jakim
      cudem? co Wam
      > pomaga? bo ja już padam na ryj... gdyby nie to, ż eszkoda mi
      dziecka i nie chc
      > ę go zostawiać pod opieką obcej osobie to pier.olnęłabym to
      wszystko, wróciła d
      > o pracy i brała codziennie nadgodziny...
      >
      > pozdrawiam Was !

      Mój mąż wychodzi do pracy od pon.do piątku o 4.55,wraca najwcześniej
      o 19.Pracuje też w niektóre soboty.Ale ja nie muszę ani go
      prosic ,ani mu kazać coś robić,bo on sam z siebie bierze się za
      sprzątanie,gotowanie,sam idzie na zakupy,gdy jest taka
      potrzeba.Mieszkanie ze sobą przed ślubem to super sprawa!Nauczyliśmy
      się ze sobą żyć właśnie wtedy.

      Rada końcowa,bo nie chce mi się już tak drobiazgowo
      odpisywać.Szczerze i ze spokojem porozmawiaj z mężem,powiedz
      mu,czego od niego oczekujesz i wysłuchaj uważnie jego
      odpowiedzi.Nerwy pa,pa podczas tej rozmowy.
      • sir.vimes Chyba nikt nie pomaga 02.12.07, 23:17
        > Ktoś Ci jednak chyba pomaga.Przecież nie jeździsz na zajęcia z
        > dzieckiem?

        Chyba nikt jej jednak nie pomaga - może po prostu ojciec dziecka poświęca mu
        kilka godzin choćby w weekend?
        • padam_na_ryj moja mama bierze go na weekend 02.12.07, 23:58
          chociaz musi się zajmować 85 letnia babcia, babcia stara, miesza jej sie w glowie, trzeba za nia chodzic, bo stanowi zagrozenie dla siebie i domownikow, wiec mama nie moze mi pomagac stale.
          • reteczu Re: moja mama bierze go na weekend 03.12.07, 10:20
            To już coś,to już chwila bez dziecka.

            Zawsze jak padam na twarz,uświadamiam sobie,że ja mam TYLKO dwie,w
            zasadzie zdrowe córki,pracę,dom,męża,jakieś tam plany,a są matki:
            * samotne jak palec,
            *matki z kilkorgiem jak nie kilkanaściorgiem dzieci,
            *matki z dziećmi chorymi,
            *z kilkorgiem,z czego jedno poważnie chore,
            *matki owdowiałe bądź po rozwodzie,
            *matki chore,
            *matki,które straciły dziecko,
            *itd.

            i żyją,i radzą sobie jakoś.
            Napisałaś,że porozmawiałaś ze swym ślubnym.Czekam na komentarz od
            Ciebie.Pozdrawiam.
      • haganna Re: Radzą sobie,jakoś radzą 04.12.07, 21:28
        Reteczu, a ta Twoja córka 4,5 letnia to chodzi do przedszkola, czy
        nie?
        Nie studiujesz, pracujesz na pół etatu i zajmujesz się domem.
        Co więc możesz doradzić autorce wątku oprócz tego, że nie tiutiasz
        nad dzieckiem, tylko oczekujesz, że pobawi się samo (gratuluję
        dziecka! - moje natychmiast zabiera się za demolkę mieszkania)?
        To o rozmowie z mężem - jest oki.
        • reteczu haganna 05.12.07, 09:07
          Moja córka starsza chodzi do przedszkola;zawożę ją i przywożę.

          Pracuję już na cały etat,ale i na pół etatu nie dość,że w robocie
          młyn,to jeszcze musiałam przynosić robotę do domu,żeby się terminowo
          wywiązać z tego czy tamtego. Nie umniejszaj tego wysiłku,to naprawdę
          wymaga świetnej organizacji,że o trudnościach w koncentracji przy
          dwóch pannach nie wspomnę...

          Półroczne,ośmiomiesięczne demoluje Ci mieszkanie!!!???
        • reteczu Jeszcze jedno... 05.12.07, 09:08
          No i co z tego,że nie studiuję?
          Nie sądzę,żeby studentka zaoczna miała więcej roboty od kobiety
          pracującej,która musi przynosić robotę do domu.
    • padam_na_ryj aha... mrożonki to nie obiad 03.12.07, 00:02
      mój mąż nie uznaje mrożonek, bo zupa np. pyszna grzybowa, czy z kalafiorem, który lubi bardzo czesto są w garnku - zapomnialam napisac kolezankom, ktore mnie przekonywaly, ze mrozone mozna jesc. wiem, ze mozna i lubię, mąż nie.
      a pierogow, knedli, paluszkow rybnych itp sama bym nie zjadla i mezowi tez nie proponuje
      obiad to schabowy lub mielony, kurczak smażony, góra ziemniakow z okraska i surowa...
      • mama_kotula Re: aha... mrożonki to nie obiad 03.12.07, 00:25
        padam_na_ryj napisała:
        > obiad to schabowy lub mielony, kurczak smażony, góra ziemniakow z okraska i
        surowa...

        Czyli pan hołduje tradycyjnej polskiej kuchni?
        A próbowałaś kombinować coś w rodzaju warzyw z patelni, chińszczyzny (z
        mrożonki, a jakże tongue_out) z ryżem, kuchni meksykańskiej (chili con carne robi się
        samo) czy włoskiej? Czy nie próbowałaś, bo dla męża to nie obiad? smile
        Napomknij panu mężowi coś na temat zdrowego odżywiania się i powiedz, że
        smażenina nie należy do rzeczy najzdrowszych tongue_out

        Ech, mam osobista alergię na takich "smakoszy". Żeby tylko alergię... nóż w
        kieszeni mi się otwiera.
      • triss_merigold6 ROTFL 03.12.07, 11:58
        Czyli pan życzy sobie karmy najbardziej pracochłonnej i niezdrowej.
        Obróbka mięsa zajmuje więcej czasu niż przygotowanie innych rzeczy
        (chyba, że ktoś ma ambicje również warzywa ścierać osobiście na
        tarce albo lepić pierogi). Cóż, zawsze wychodziłam z założenia, że
        ten kto gotuje ten decyduje CO gotować i należy jeść co kuchnia wyda
        z pominięciem potraw do ktorych odczuwamy żywiolowy wstręt (flaki).
        • sir.vimes Re: ROTFL 03.12.07, 12:01
          No i miałam rację z tą obsługą.

          Pan zyczy sobie ewidentnie bardzo czasochłonnych potraw...czyli przestawienie
          priorytetów. I uczynienia jego żoładka domowym bozkiem.
          • triss_merigold6 Re: ROTFL 03.12.07, 12:05
            Zapewne tak się przyzwyczaił w domu rodzinnym. Niemniej można się
            odzwyczaić i przejść na nieco inną kuchnię. Zazwyczaj mężczyzny nie
            satysfakcjonuje ryż z warzywami z puszki, bo musi dostać białko w
            konkretnej postaci ale nawet to białko można przyrządzać w mniej
            pracochłonny sposób.
            • sir.vimes Re: ROTFL 03.12.07, 12:49
              Już abstrahując od tego kto ma gotować...

              Wiesz, ja wychodzę z założenia, że jedzenie nie jest jedyną życiową
              przyjemnością - i często jem rzeczy, które nie są dla mnie szczytem smaku i
              wyrafinowania (powiedzmy , kaszę gryczaną z kefirem czy miskę sałaty z
              pomidorami) bo - zwyczajnie - są ciekawsze rzeczy do zrobienia i nie mam czasu
              (ani mąż nie ma) na dziubdzianie się z cieciorką i kremem jeżynowym.

              Czemu tacy panowie CODZIENNIE muszą mieć ULUBIONE dania? Codziennie ucztować (bo
              obiad z ulubionych potraw, praco i czasochłonnych to wg. mnie biesiada a nie
              zwykły posiłek?) Nic innego się w ich życiu nie dzieje? Nic innego ich nie cieszy?
              Jakoś przestaje mnie dziwić , że tylu wcale nie starych panów nosi godne ciążowe
              brzuszki.
            • wrednawredna Re: ROTFL 03.12.07, 16:20
              reteczu i doktorat???nie nie nie to sa dwie odrebne kwestie-
              doktorat robią osoby na poziomie i inteligntnesmile
              • reteczu Re: ROTFL 03.12.07, 17:19
                I love you smile)))))))))))))))
      • reteczu Re: aha... mrożonki to nie obiad 03.12.07, 16:16
        padam_na_ryj napisała:
        obiad to schabowy lub mielony, kurczak smażony, góra ziemniakow z
        okraska i surowa...

        Moim zdaniem taką wyżerę robi się szybciej niż zupę.
        Obranie+wstawienie ziemniaków-10 minut
        mięcho utłuc,przyprawić i usmażyć-10 minut
        surówkę-dobrze kupić gotową,ale jeśli od podstaw,to tu faktycznie
        trochę babrania jest,ale nie dłużej niż kwadrans.
        A ziemniaki gotują się same.

        Powtórzę się-organizacja rzecz święta.
        A swoją drogą...mam sąsiadów,kórzy dzień w dzień wsuwają tłuczone
        mięso,codziennie słychać charakterystyczne łup,łup,łup smile
        • mama_kotula Re: aha... mrożonki to nie obiad 03.12.07, 17:34
          reteczu napisała:

          > padam_na_ryj napisała:
          > obiad to schabowy lub mielony, kurczak smażony, góra ziemniakow z
          > okraska i surowa...

          > Moim zdaniem taką wyżerę robi się szybciej niż zupę.

          Iiiii tam, wcale nie tongue_out
          Wyjęcie mięsa z zamrażarki i wypakowanie z woreczka - 20s.
          Wyjęcie torebki z mrożonką i jej otwarcie - 10s
          Nalanie wody do garnka - 20s.
          Zapalenie gazu - 5s
          Wrzucenie mięcha i kostki rosołowej do wody - 10s (zaraz mnie zakrzyczą za
          kostkę rosołową)
          Wrzucenie zawartości torebki z mrożonką - 5s
          Obranie 2 ziemniaków i wkrojenie ich do zupy - 1 min
          przyprawienie - 30s
          gotuje się samo tongue_out

          PS. Mężowi po powrocie z pracy mówimy - dla zamydlenia oczu - że koniecznie musi
          naostrzyć nóż, bo stępił się przy krojeniu warzyw do zupy tongue_outPPPP
          • reteczu Re: aha... mrożonki to nie obiad 03.12.07, 17:39
            mama_kotula napisała:

            > PS. Mężowi po powrocie z pracy mówimy - dla zamydlenia oczu - że
            koniecznie mus
            > i
            > naostrzyć nóż, bo stępił się przy krojeniu warzyw do zupy tongue_outPPPP


            He,he,he wink
            Kapitalny tekst!
    • padam_na_ryj a w ogole to dzis troche porozmawialismy 03.12.07, 00:08
      ale napiszę jak męża nie będzie w domu...
      dość na tym, że jego przekonanie o tym, że powinnam działać jak cyborg wynika między innymi z tego, ze ktoś się cichaczem wtrąca do naszego małżeństwa... myślę, że jasne kto i chyba wiem dlaczego, ale o tym pozniej...
      Pa!
    • ma_dre Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 00:20
      mi sie wydaje... (kto to tak zaczynal swoje zdanka, jakas przemila
      osoba z dawnej "komunistycznej" telewizji) ze to wszystko co
      opisujesz to tylko zaslona dymna dla innego, istotnego problemu...
      jak tam u was z seksem? Wiem, gdzie indziej sama pisalam, ze facet
      tez czlowiek i nie jest tak prosty w obsludze jak nam kobietom sie
      czasem wydaje... ALE : z doswiadczenia wiem, ze czlowiekowi brak
      seksu moze doskwierac, sam nie musi sobie dokladnie zdawac z tego
      sprawy, a jak juz to partnerowi nic a nic nie powie, ale robi sie
      marudny, upierdliwy, wszystko mu przeszkadza, wychodza na wierzch
      urojone wady i pretensje do wspolmalzonka...
      Tak wiec radze jedno, wygospodaruj troche czasu (a nie bedzie to
      czas stracony) na zrobienie i podanie innego "dania" "glodnemu"
      malzonkowi co to sie o te zupe tak dopomina. Zobaczysz jak ci sie
      chlop odmieni wink
      A w odpowiedzi na twoje pytanie : tez padam na ryj a mam prace, meza
      i DWOJE dzieci !!! O matko! Z tym ze po latach docierania jestesmy
      oboje z mezem wzajemnie dla siebie dosc poblazliwi, on mi nie
      grzechota o niesmaczny obiad (brzdeknie tylko ze moze bym tego
      czegos wiecej nie przyzadzala...) ja mu nie susze glowy o brak
      swiatla w lazience... (he, he, ostatnio naprawil, po
      kilkutygodniowym braku oswietlenia w tym pomieszczeniu) bo oboje
      wiemy jakie sa nasze wspolne priorytety... no nie, nie igraszki
      milosne smile)
      no dobra, koniec porad starej ciotki z wiekowym stazem malzenskim
    • wedlowka Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 09:31
      Mój też tak twierdził, inne dają a ty nie.Pieniądze mi również
      wypominał więc nie czekając na dalszy ciąg gdy mały miał 6 miesięcy
      wróciłam do pracy. Teraz mam kontakt z miłymi,fajnymi ludźmi i swoje
      pieniądze. Już nie gada mi to lub tamto.
    • joanna.gr Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 12:20
      Mam podobnie, w dodatku robię zlecenia, a moje dziecko mimo 14 miesięcy nie
      przespało jeszcze ani jednej nocy.Od urodzenia! Budzi się średnio po 4, 5 razy,
      choć z medycznego punktu widzenia - jest OK.Nie mam też nikogo do pomocy, a mąż
      non stop: praca, delegacje, nadgodziny...ALE: nauczyłam go szacunku do tego, co
      robię i takich tekstów sobie nie wyobrażam.Obiady wcina w pracy, choć w sumie i
      tak gotuję, dla Małego przecież.Niczego mi nie wypomina, a nawet narzekań
      wysłucha.No i jeśli trafia nam się wspólny weekend odciąża mnie przy dziecku.To,
      że jesteś zmęczona i ciężko się czasem zorganizować uważam za normę. Problem
      tkwi tkwi w twoim mężu. No kurczę, żeby nic przy dziecku nie zrobić??
    • mathiola Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 12:28
      Przepraszam, ale nie rozumiem.
      Nie rozumiem jak kobieta, która ma tylko jedno dziecko, nie pracuje, tylko
      studiuje nie może sobie poradzić.
      Posiadania niewspółpracującego męża nie kwestionuję, to na pewno jest bolesne
      mieć w domu lenia.
      Ale reszty nie rozumiem i już. Zorganizuj się jakoś.
      • lucerka Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 12:57
        mathiola napisała:

        > Przepraszam, ale nie rozumiem.
        > Nie rozumiem jak kobieta, która ma tylko jedno dziecko, nie pracuje, tylko
        > studiuje nie może sobie poradzić.
        > Posiadania niewspółpracującego męża nie kwestionuję, to na pewno jest bolesne
        > mieć w domu lenia.
        > Ale reszty nie rozumiem i już. Zorganizuj się jakoś.

        Studiowanie to nie tylko zajecia na uczelni, to rowniez wielogodzinny wysilek
        intelektualny w domu, gdzie nie zawsze panuje atmosfera sprzyjajaca skupieniu
        sie. Wymaga dosc duzych nakladow czasu.
        A kobieta, ktora ma jedno dziecko nie ma jeszcze takiej wprawy jak taka co ma
        np. trojke smile
        • mathiola Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 13:06
          ale ja też studiowałam (i to też kiedy miałam dziecko), nie musisz mi tłumaczyć
          smile Wtedy tylko jedno co prawda, ale za to pracowałam na pełnym etacie,
          dojeżdżałam do pracy 1,5 godz. w jedną stronę... W domu byłam między 19 a 7
          rano. A w weekend - 300 km podróż na uczelnię. To dopiero było hardcore.
          Myślałam, że nie dam rady, ale dałam.
          Z jednym dzieckiem, tylko w domu... no nie wiem, musiałabym spać do godz. 14,
          wtedy może faktycznie miałabym problem z organizacją.
          A tak w ogóle to ile czasu spędza się na ubraniu niemowlaka? Na nakarmieniu go?
          No proszę cię, co to za wymówki?
          • adsa_21 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 14:06
            zgadzam sie z toba mathiola. studia zaoczne stworzone zostaly dla
            ludzi pracujacych a tacy maja malo czasu na nauke.ty w dodatku
            siedzisz w domu wiec (teoretycznie) powinnas miec wiecej czasu,
            nawet wychowujaca male dziecko niz matka ktora musi rano wstac,
            zaprowadzic dziecko do przedszkola, isc do pracy a jeszcze po
            powrocie zrobic zakupy, posprzatac itp.
            Naprawde masz tyle nauki, ze musisz codziennie ryc, pisac referaty
            itp. Z tego co wiem na 6-stym semestrze jak sie pisze mgr ma sie b.
            malo do zaliczenia praktycznie zostaje tylko seminarium.
            sorry ale uwazam, ze naprawde kiepsko z ta twoja organizacja.
          • haganna Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 04.12.07, 21:32
            No to miałaś 2x 1,5 godziny na nukę wink.
            • mathiola Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 06.12.07, 12:49
              Żartujesz. Odsypiałam. Uczyłam się w pociągu, przed egzaminami smile
    • 4dzieciimy Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 13:10
      Wiesz, różnie to bywa, ale u mnie podstawą jest dobra
      organizacja.Bez tego pewnie ugrzęzłabym po pas.
      Mam, piątkę dzieci, własną firmę, męża który nie zawsze wraca o
      16.30 i codzinnie ciepły obiad na stole. Polecam i życzę powodzenia.
      aldona
    • adsa_21 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 13:17
      hmm..ja tez mam dziecko, pracuje i sie ucze. wprawdzie pracy
      jeszcze nie pisze ale tez mam mnostwo egzaminow w sesji(conajmniej 9)
      i pracuje do tego na pelny etat.
      i jakos kombinuje, zaliczam, co sie da to odwlekam co sie da to
      zaliczam szybciej. jest ciezko ale mysle sobie ze jeszcze rok mi
      zostal i wtedy odpocznesmile
      nie ucze sie prawie wcale bo mi sie nie chcesmile
      przed sesja zawsze biore pare dni wolnego i wtedy co nieco przerobie.

      p.s moj synek jak mial 8 miesiecy nie wymagal non-stop opieki.
      ladnie bawil sie sam, nie marudzil. teraz jak ma 4 lata to jest
      bardziej meczacy i marudliwysmile
      moze przyzwyczailas dziecko do swojej obecnosci 24/h i do ciaglego
      zajmowania sie nim?
    • suesslein Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 03.12.07, 15:18
      ja moze nieco konstruktywniej:

      moim zdaniem to kwestia organizacji czasu i dyscypliny.
      oto pare moich, sprawdzonych rad

      1.rob jadlospis na caly tydzien, mozecie ustalac go wspolnie z
      mezem. Jak nie masz czasu/ochoty gotowac codziennie, to gotuj i
      zamrazaj.

      2. 8 miesieczne dziecko powinno miec juz jakis staly rytm dnia,
      jesli nie ma, to trzeba nad tym popracowac, by mialo. Chodzi mi o
      to, ze dziecko w pore nakarmione i wyspane w tym wieku potrafi sie
      juz samo zajmowac soba. w tym czasie Ty mozesz nieco pogarnac dom,
      poprasowac, itp

      3. jesli mieszkasz w duzym miescie i stac Cie na to, mozesz znalezc
      sobie studentke na godziny i w tym czasie sie uczyc, bo to uczenie
      sie wieczorami to czesto ponad sily po calym dniu.

      4.mysle, ze rozmowa z mezem jest konieczna. Obwinianie siebie
      nawzajem za niewywiazywanie sie z obowiazkow, to moim zdaniem,
      niczego nie rozwiazuje. Mysle, ze Wam potrzebny jest staly
      harmonogram zajec, by ulatwic Wam codzienne zycie. Moze 2 razy na
      tydz idz wieczorem do jakiejs biblioteki sie pouczyc? A maz zostanie
      z malym?


      a jak wyglada Twoj przecietny dzien? Masz jakis znajomych z dziecmi,
      z ktorymi sie spotykasz? Jak wyglada Twoj poniedzialek, wiesz, co
      bedziesz robic caly tydzien, czy raczej jest to taka walka o
      przetrwanie kazdego dnia?

      Powodzenia!!!
      • ledzeppelin3 Re: "inne kobiety mają dzieci, a jakoś sobie radz 04.12.07, 20:10
        A po ch...jadłospis i organizacja? Na tym ma życie polegać? Na
        kieracie?
        Wymień chłopa kobieto i zastanów się, czego Ty w życiu chcesz. Jak
        chcesz być perfekcyjną służącą, to się "zorganizuj", obejrz se
        program "perfekcyjna pani domu" i "Jak dobrze wyglądać nago" i bądź
        grzeczna.
        • rotera Re: ledzeppelin3 04.12.07, 22:04
          boooskie
          • ju8 Re: ledzeppelin3 05.12.07, 01:20
            A ja uwazam, ze glupie. Dobra organizacja to podstawa aby miec czas DLA SIEBIE.
            Znam osoby, ktore przy dwojce malych dzieci, pelnym etacie maja czas na kino czy kosmetyczke oraz takie, ktore, jak nasza bohaterka maja jedno dziecko, zaoczna magisterka I na wszystko brakuje czasu.
            • rotera Re: ledzeppelin3 05.12.07, 08:40
              jest roznica w booskiej riposcie, we wstrzeleniu sie slowami, tak ze
              mozna wyc ze smiechu,

              a jest roznica w sytuacji bohaterki watku
              osobiscie uwazam, ze facet to burak, ale ze bohaterka sama sobie
              winna takiego wybierajac i majac z nim dziecko, plus uwazam tez ze
              robi z siebie cierpietnice z paniusiowym ego
              sama mam dwojke dzieci w wieku rok i trzy, z pierwszym robiłam
              podyplomowke, radze sobie sama, maz w parcy do 21 dzien w dzien, ale
              jak jest w domu to tak jakbym sie rozdwoiła, nic nie tlumacze, nie
              mowie, sam wpada w rytm, wie ze dom sie sam nie posprzta (160m), a
              dzialka(1000m) sama nie opieli, wie ze robie wszystko w podskokach i
              zupka i trawka jest i fryzjer tez, no ale grafiku to sobie nie
              robie, moze niektorzy maja to we krwi, a inni potrzebuja planu
              a tu po dlugosci watku i dodatkowych odpowiedziach widac, ze wcale
              taka sama nie jest, ze babcia bierze dziecko, ze obiadu sie nie chce
              gotowac dla zasady itp i tak mnie zastanawia czy ten maz to tak zab
              za zab nie idzie, udry na udry,wet za wet
              moze znalezli sie 'jak w korcu maku'....
    • kicia031 Normalnie sie wzruszylam 05.12.07, 10:10
      Ile na tym forum bohaterek, ktore jednoczesnie pracuja, studiuja,
      prasuja, gotuja, sprzataja, wychowuja troje dzieci. Wszystko
      perfekcyjnie.
      Ja doskonale rozumiem autorke, bo niestety:
      Dziecko dziecku nierowne – jedno bawi się samo, inne potrzebuje
      uwagi, a jeszcze inne wykorzystuje to, ze mamy nie ma w pokoju
      30sek. by wejsc na parapet okienny. Jedno je szybko, inne, tak jak
      moje, je bardzo wolno i np. podanie obiadu zajmuje 45 min, a
      pozostale posilki, gdzie mniej gryzienia, po pol godziny. To już 2
      godziny 45 minut wycięte z planu dnia.
      Kobiety maja rozne priorytety – ja np. mając do wyboru spedzanie
      czasu z dzieckiem, zabawe, czytanie, obserwowania jego rozwoju i
      stwarzanie warunkow po temu, a sprzątanie czy inne nudne czynności
      domowe, wybieram dziecko. Bo dziecko potrzebuje matki i bo ten
      magiczny czas dzieciństwa trwa bardzo krotko, a sprzątanie nie
      zajac. I wymagam od ojca dziecka udziału w pracach domowych na rowni
      ze mną. Szanuje to, ze są osoby dla których gotowanie obiadu dla
      meza jest priorytetem, ale wy uszanujcie, ze nie dla każdego jest.
      Zresztą, gdy mój partner zostaje w domu z dzieckiem a ja ide do
      pracy – tez nie wymagam, by czekal na mnie w domu obiad – zjadam go
      w pracy a jego proszę, żeby skupil się na spedzaniu czasu z
      maluchem, który tęskni za tata.
      • siasiunia1 Re: Normalnie sie wzruszylam 06.12.07, 11:59
        ja tam autorkę postu rozumiem.
        maż powinien pomagać przy dziecku. Jesli odciąży żonę wieczorami chociaż na 2 godziny a ona bedzie miala czas dla siebei tylko to bedzie mogla naladowac akumulatory zeby móc potem i postudiowac i zrobic obiad i zająć sie dzieckiem.
        A jak sie siedzi w takim kieracie ze znikąd pomocy a tylko wieczne pretensje (które równiez dołują czlowieka - panie zorganizowane czy wasi mężowie Was dołują?) to trudno sie dziwic ze ma sie wszystkiego dosyc.
        jedna z forumek napisala "paniusiowate ego" ze niby na czym ma to polegac? ze dziewczyna zatraca siebie dla domu i ma dosyc?
        ja tez mam dosyc czasami ze mała płacze, ze robiac obiad biegam do niej co jakis czas zeby jej smoka dac, ze przerywam jakas czynnosc na karmienie. I co? mam prawo do tego. tak samo jak maz by mial prawo powiedziec ze ma dosyc pracy.
        Tylko ze wychodzac z pracy zostawia problem na drugi dzien. Majac male dziecko w domu tak juz sie nie da.
        • sylwiap76 Re: Normalnie sie wzruszylam 06.12.07, 12:45
          siasiunia popieram cię w 100% mąż również musi pomagać przy dziecku
          i nie wyobrażam sobie stękania,że mu np.obiad nie smakuje
          • ju8 Nie bronię męża ale..... 06.12.07, 13:26
            Piszecie o odciążaniu wieczorem a w początkowym poście autorka pisze "siedzę jak
            ten palant bez kontaktu z ludźmi itp, a być może jutro znów usłyszę "miłe" słowa
            od męża - pierwszej dorosłej osoby jaką po prawie 2 dniach zobaczę." czyli on
            nie ma pracy od 10-18. To i te codzienne obiady odpadają!

            Słowa typu: stary, ON, rydzwon nie świadczą o tym, że kobeita darzy tego
            mężczyznę uczuciem, czy szacunkiem a tłumaczenie typu: nie zawsze tak było i
            ktoś musiał to jednak zacząć (czyt, nie szanować), prawda? to nie byłam ja, mąż
            się bardzo zmienił jak się urodził mały." I dokładnie mąż pewnie myśli :"jak ona
            się zmieniła odkąd jest mały"

            Autorka pisze:"a propos tego, ze mąż pracuje na rodzinę - ja pracuję dłużej niż
            on, a teraz jestem na wychowawczym, natomiast jego praca to ŻADNA zasługa, a PSI
            OBOWIĄZEK, więc za co te nagrody w postaci obiadków? koło mnie nikt nie skacze,
            a też się przez cały dzień nazapie..m jak wół. Ktoś powie, ze nie ma z tego
            pieniędzy - mogę iść do pracy to będą, z czego 3/4 na opiekunkę, dojazdy, coś
            zjeść trzeba. Obecnie spłacam kredyt mieszkaniowy - ja kupiłam mieszkanie - z
            moich oszczędności - życia mi mój stary nie uratował."
            Więc rozumiem, że mąż ma obowiązek, psi zaznaczam, pracować, pomagać w domu,
            spłacać JEJ mieszkanie (bo rozumiem jak kredyt to i oszczedności się
            skończyły).A jak się dobrze wywiąże to micha będzie.

            Pogratulować małżeństwa.

            Jedno i drugie powinno nad soba popracować.A najgorsze, że autorka nie dostrzega
            chyba, że takie zachowanie, pogłebianie konfliktu poprzez brak rozmowy, wzajemne
            nieposzanowanie, niecieikawa atmosfera w domu, kłócący się rodzice to wszystko
            odbija się na małym człowieczku.......a podobno to jego dobro najważniejsze.....
            • rotera Re: Nie bronię męża ale.....ju8 06.12.07, 14:15
              JU8

              no wlasnie, wpowiadałam się w tym watku dwa razy, teraz trzeci
              i jak na poczatku wspolczulam meza i nie rozumialam faktu jak mogla
              sie zdecydowac na dziecko z takim facetem
              to po kilku dalszych wypowiedziach widze ze jedno warte drugiego
              faktycznie
              >Pogratulować małżeństwa.<
              zeby wymagac szacunku od drugiego czlowieka wpier trzeba go miec
              samemu
            • siasiunia1 Re: Nie bronię męża ale..... 06.12.07, 15:28
              hmm no to nie doczytalam sie az tak bardzo...
              fakt faktem zdołowało by mnie siedzienie samej w domu z dzieckiem. przez 2 dni bez towarzystwa mozna sfiksowac.
              obiad to nawet ja sie robię gdy m wraca z pracy bo jak ja bym wrocila na jego miejscu tez bym chciala coś zjesc. ale jak tutaj dalej widze wewnetrzna pretensja musiala u autorki narastac i teraz chyba ma ta rodzina problem. Z porozumieniem sie.
              Autorko - sprobujcie porozmawiac i sobie wytlumaczyc wasze punkty widzenia i isc na kompromis bo rzeczywiscie tutaj najbardziej bedzie cierpiec wasze dziecko w tym konflikcie.
              pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka