Dodaj do ulubionych

Kto się zmierzy z JKM?

IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 08.11.03, 19:49
Janusz Korwin-Mikke zaciekle zaatakował jestem z ekonomicznych dogmatów.
Przyznam,że dał mi do myślenia. Czy znajdziecie jakieś kontrargumenty? A
może ich nie ma i JKM ma rację?

"(...)Od lat tłumaczę, że cała nauka "ekonomii" stoi u nas na głowie, że np.
celem gospodarki nie jest "tworzenie miejsc pracy", lecz ich
likwidowanie (a one sobie wtedy same "jakoś" powstają); że celem nie
jest "eksport", lecz "import" - bo przecież chcemy mieć w Polsce jak
najwięcej, a nie jak najmniej dóbr. I nic.

Żeby chociaż ktoś się sprzeciwił, żeby napisał, że ten Korwin-Mikke nie
ma racji - i zaczął tego dowodzić. Nikt tego nie robi, bo po prostu nie
mają żadnych argumentów. Więc z uporem i zatkanymi uszami powtarzają
swoją mantrę "najważniejszy jest eksport", dopłacają do eksportu, psują
w tym celu złotówkę, dobrobyt z Polski ucieka wszystkimi dziurami, ale
nikt melodii nie zmieni, bo ludzie uwielbiają stare melodie... Okropność!

Gdyby to chodziło o jakieś moje "wynalazki"... To już jednak wiemy od
lat. Właśnie (w "Opcji na prawo") natknąłem się na tekst śp. Fryderyka
Bastiata z 1840 bodaj roku. Mec. Bastiat tłumaczył to tak:

Jeśli Kowalski wywiezie z kraju towar za 2 miliony, sprzeda go w Ameryce
z zyskiem, kupi tam towar - i sprzeda go w Polsce za 4 miliony - to co
odnotują statystyki? To, że bilans handlowy pogorszył się o 2 miliony
(bo więcej przywiózł niż wywiózł, czyli import jest większy niż eksport).

Jeśli natomiast Kowalski swój towar załadowałby na statek do Ameryki i
statek po drodze zatonął - to "ekonomiści" z tryumfem odnotowaliby
przewagę eksportu nad importem: mamy 2 miliony nadwyżki handlowej!
Hosanna! Tylko tak dalej!

Jeśli Państwo nie widzą, że to jest kompletny absurd - to ja już się
poddaję!"

dzis.dziennik.krakow.pl/?2003/11.07/Magazyn/24/24.html
Obserwuj wątek
    • Gość: Hajer Re: Kto się zmierzy z JKM? Spróbuję... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.11.03, 22:57
      Ja spróbuję:

      "Jeśli natomiast Kowalski swój towar załadowałby na statek do Ameryki i
      statek po drodze zatonął - to "ekonomiści" z tryumfem odnotowaliby
      przewagę eksportu nad importem: mamy 2 miliony nadwyżki handlowej!
      Hosanna! Tylko tak dalej!"

      Jeśli statek zatonie, to NIC nie mamy - LICZY SIĘ TYLKO PRODUKCJA SPRZEDANA, ZA
      KTÓRĄ WPŁYNĘŁY PIENIĄDZE!!! więc tu JKM mija się z prawdą....

      Kolejna sprawa:

      "(...)Od lat tłumaczę, że cała nauka "ekonomii" stoi u nas na głowie, że np.
      celem gospodarki nie jest "tworzenie miejsc pracy", lecz ich
      likwidowanie (a one sobie wtedy same "jakoś" powstają); że celem nie
      jest "eksport", lecz "import" - bo przecież chcemy mieć w Polsce jak
      najwięcej, a nie jak najmniej dóbr. I nic."

      Ale żeby mieć te "jak najwięcej dóbr" musimy coś przecież za granicę sprzedać,
      prawda? Im więcej tam sprzedamy, tym więcej możemy tam kupić - to chyba też
      logiczne??? W istocie JKM wskazał tu jedynie na niedoskonałość obecnych metod
      statystycznych, nic więcej...
      A więc chodzi o ZWIĘKSZENIE WYMIANY TOWAROWEJ,w której "eksport" i "import" są
      jak orzeł i reszka w monecie - rozpatrywanie każdego z osobna, bez pamiętania,
      że to moneta nie ma sensu - JKM popełnia tu ten sam błąd, który zarzuca bliżej
      nieokreślonym adwersarzom - PATRZY NA JEDNĄ STRONĘ ZJAWISKA....
      DOBROBYT BIERZE SIE ZE WZROSTU WYMIANY TOWAROWEJ!!!

      Pytanie do JKM - czy Japonia, kraj który od 50 lat nastawił się na eksport i od
      co najmniej 45 lat więcej sprzedaje za granicę niż importuje jest biedniejsza
      dziś niż w 1950 r czy bogatsza??? Czy bez coraz większego EKSPORTU import w
      Japonii stałby się (ilościowo!!!) coraz większy? I skąd Japonia wzięłaby ŚRODKI
      na ten rosnący import?
      CO NALEŻAŁO UDOWODNIĆ. Jak na magistra cybernetyki - kiepsko z logiką Panie
      JKM, A PRZECIEŻ ELEMNTY LOGIKI to o ile pamiętam drugi rok studiów w tej
      dziedzinie....
      • aldonca Chcialam sie jeszcze o cos zapytac 08.11.03, 23:34
        Ma Pan, zdaje sie, sporo racji. Mam jeszcze jedno pytanie. Jesli ten pan
        Kowalski kupi te towary w kraju za milion dolarow i sprzeda te importowane za
        dwa miliony to bedzie rzeczywiscie deficyt handlowy. Jesli jednak pan Kowalski
        ma siedzibe w pierwszym kraju to pieniadze za towar importowany, formalnie
        wyplacone za granice, wplyna jako kapital na konto pana Kowalskiego w pierwszym
        kraju i beda zaksiegowane jako aktywa?
        Badz co badz, w kraju eksportujacym przybedzie walut obcych, a wiec wzrosnie
        strona credit

        Jesli tak, to taka transakcja da jeden milion dolarow deficytu handlowego i,
        netto, jeden milion na plus w bilansie obrotow biezacych. Czy cos pokrecilam?

        Nie jestem pewna, ale byc moze trzeba patrzyc na bilans obrotow biezacych?
        • darr.darek Re: Chcialam sie jeszcze o cos zapytac 10.11.03, 11:23
          aldonca napisała:
          > Ma Pan, zdaje sie, sporo racji. Mam jeszcze jedno pytanie. Jesli ten pan
          > Kowalski kupi te towary w kraju za milion dolarow i sprzeda te importowane za
          > dwa miliony to bedzie rzeczywiscie deficyt handlowy.

          Nie, nie będzie, oczywiście, deficytu handlowego.
          Ten ktoś sprzeda za milion USD i kupi ... też za milion USD. Bilans handlowy
          jest zerowy. A że zarobi w swoim kraju na dochodach handlowych z tytułu
          sprzedaży tego importu, to zupełnie inna bajka.

          >Jesli jednak pan Kowalski
          >ma siedzibe w pierwszym kraju to pieniadze za towar importowany, formalnie
          >wyplacone za granice, wplyna jako kapital na konto pana Kowalskiego w pierwszym
          >kraju i beda zaksiegowane jako aktywa?
          >Badz co badz, w kraju eksportujacym przybedzie walut obcych, a wiec wzrosnie
          >strona credit

          Jeśli importer kupi towar w USA za 1milion dolarów i sprzeda go w Polsce za
          8milionów PLN, to za granicę przelewa (nie formalnie lecz faktycznie) 1milion
          USD, np. z wymiany 4mln PLN na rynku wymiany walut, a pozostałe 4mln PLN
          stanowią jego dochód handlowy w Polsce i żadnych obcych walut z tego tytułu mu
          nie przybywa.
          A przyrost aktywów księguje się po stronie Wn.

          >Jesli tak, to taka transakcja da jeden milion dolarow deficytu handlowego i,
          >netto, jeden milion na plus w bilansie obrotow biezacych. Czy cos pokrecilam?
          >Nie jestem pewna, ale byc moze trzeba patrzyc na bilans obrotow biezacych?

          Niestety, sporo pokręciłaś.


          • aldonca faktycznie :) 12.11.03, 22:39
            Sporo pokrecilam i bardzo dziekuje za wyjasnienia! Pozdrowionka!
      • Gość: robi Re: Kto się zmierzy z JKM? Spróbuję... IP: 62.111.248.* 09.11.03, 00:54
        Masz rację Hajer. JKM powinien ograniczyć się do cybernetyki, ekonomią niech
        się już lepiej nie zajmuje. Z polityką tez już mógłby dac sobie spokój.

        Dla ciekawych tematu zacytuję polemiczny post jednego internauty:

        "> Żeby chociaż ktoś się sprzeciwił, żeby napisał, że ten Korwin-Mikke nie
        > ma racji - i zaczął tego dowodzić. Nikt tego nie robi, bo po prostu nie
        > mają żadnych argumentów.

        Ależ proszę uprzejmie. Co prawda zgadzam się, że ekonomia (przynajmniej w
        Polsce) jest zupełnie zdegenerowana i oderwana od rzeczywistości do tego
        stopnia, że niekiedy jest wręcz z nią sprzeczna, ale to wcale jeszcze nie
        znaczy, że akurat poglądy JKM należy uznać za jedyne słuszne. To tak jakby z
        definicji uznać za słuszne poglądy każdego protestującego przeciwko równaniu
        2 x 2 = 10, by posłużyć się podanym przez autora felietonu przykładem. To,
        że ktoś się wie o tym, że w równaniu tym jest błąd to jeszcze nie znaczy, że
        ten ktoś wie ile wynosi prawidłowy wynik. JKM protestuje przeciwko wynikowi
        10 (i tu niewątpliwie ma rację), ale proponowany przez niego wynik 3,1415926
        również nie jest poprawny. Cóż niby ma znaczyć twierdzenie, że "celem
        gospodarki jest likwidacja miejsc pracy"? Jej celem jest tworzenie wartości
        dodanej i jej dystrybucja, a miejsca pracy są ubocznym efektem tej
        działalności. Twierdzenia zarówno JKM, jak i jego komentowanych adwersarzy
        są klasyczną zamianą przyczyny i skutku, bo tak tworzenie, jak i likwidacja
        miejsc pracy nie są żadnym celem gospodarki, tylko jej skutkiem.

        Co do eksportu i importu - są to po prostu odpowiedniki sprzedaży i kupna. W
        procesie tworzenia i dystrybucji wartości dodanej występuje logiczny ciąg
        przyczynowo-skutkowy: produkcja - sprzedaż - kupno. Jest to ciąg
        jednokierunkowy! Najpierw trzeba coś wyprodukować, potem dopiero można to
        sprzedać, a dopiero potem za uzyskane pieniądze można coś innego kupić.
        Kupno (import) jest _skutkiem_ sprzedaży (eksportu). Nie można uzyskać
        skutku bez przyczyny, a więc nie można mówić o imporcie bez _uprzedniego_
        eksportu. Tak więc twierdzenie JKM, że celem gospodarki jest import, a nie
        eksport jest w ogóle pozbawione sensu i logiki w stopniu zbliżonym do teorii
        głoszonych przez niejakiego A.Leppera. Celem gospodarki jest zarówno eksport
        jak i import, przy czym eksport jest celem pierwszoplanowym, bo dopiero jego
        zaistnienie warunkuje możliwość importu. Tu, dla uniknięcie nieporozumień,
        należy od razu wyjaśnić rolę kredytów i innych przepływów kapitałowych.
        Można przecież powiedzieć, że możliwy jest import bez eksportu. Oczywiście,
        na bazie uzyskanego kredytu, ale kredyt ten trzeba prędzej czy później
        spłacić poprzez wytworzenie nadwyżki eksportu nad importem, tak więc wcale
        nie zmienia to generalnej jednokierunkowości podanego wyżej ciągu
        przyczynowo-skutkowego, a jedynie wprowadza pewną elastyczność w czasie
        zaistnienia kolejnych elementów ciągu. Chwilowe odwrócenie kolejności musi
        być skompensowane w przyszłości - i to z nawiązką.


        > Więc z uporem i zatkanymi uszami powtarzają
        > swoją mantrę "najważniejszy jest eksport", dopłacają do eksportu, psują
        > w tym celu złotówkę, dobrobyt z Polski ucieka wszystkimi dziurami, ale
        > nikt melodii nie zmieni, bo ludzie uwielbiają stare melodie... Okropność!
        >
        Okropność. Jak najbardziej, ale taka sama jak mantra "najważniejszy jest
        import". Można ją przez pewien czas realizować (Gierek, Argentyna) i
        dobrobyt zamiast uciekać z Polski wszystkimi dziurami będzie się tymi samymi
        dziurami wlewał, ale do czasu. Bilans musi wyjść na zero, więc kiedyś to
        wszystko i tak pierdolnie (excuse moi, ale nie ma lepszego słowa). A wtedy
        zapłacimy z nawiązką za lata dobrobytu na kredyt w ramach mantry
        "najważniejszy jest import".


        > Gdyby to chodziło o jakieś moje "wynalazki"... To już jednak wiemy od
        > lat. Właśnie (w "Opcji na prawo") natknąłem się na tekst śp. Fryderyka
        > Bastiata z 1840 bodaj roku. Mec. Bastiat tłumaczył to tak:
        >
        > Jeśli Kowalski wywiezie z kraju towar za 2 miliony, sprzeda go w Ameryce
        > z zyskiem, kupi tam towar - i sprzeda go w Polsce za 4 miliony - to co
        > odnotują statystyki? To, że bilans handlowy pogorszył się o 2 miliony
        > (bo więcej przywiózł niż wywiózł, czyli import jest większy niż eksport).
        >
        ROTFL! Taki mędrzec ekonomiczny ("uczony z usposobienia i wykształcenia"), a
        nie wie co to jest bilans handlowy :-)) W powyższym przykładzie bilans
        handlowy jest zerowy, bo dochód pan Kowalski uzyskał w kraju po sprzedaniu
        towaru. Do bilansu bierze się cenę _zakupu_ importowanego towaru i cenę
        _sprzedaży_ eksportowanego towaru.


        > Jeśli natomiast Kowalski swój towar załadowałby na statek do Ameryki i
        > statek po drodze zatonął - to "ekonomiści" z tryumfem odnotowaliby
        > przewagę eksportu nad importem: mamy 2 miliony nadwyżki handlowej!
        > Hosanna! Tylko tak dalej!
        >
        To zależy czy Amerykanie zapłaciliby za niedostarczony towar. Jeśli
        zapłaciliby (jest taka możliwość, zależy to od warunków dostawy np. przy
        EXW, zainteresowanych szczegółami odsyłam do Incoterms), a pan Kowalski
        zgodnie z uprzednimi planami za tą kwotę zakupiłby towary amerykańskie i
        przywiózł je do Polski to bilans byłby nadal zerowy. Jeśli pan Kowalski by
        zrezygnował z zakupów i zachomikował kasę w banku to bilans byłby dodatni.
        Gdyby Amerykanie nie zapłacili (np.dostawa na warunkach DDU) to bilans byłby
        również zerowy.

        Darek W."
    • Gość: JOrl Zamiast JKM mozna darr.darka. jest na miejscu. IP: *.dip.t-dialin.net 09.11.03, 16:59
      Tutaj na tym form mamy takiegoi blizniaka JKMa darr.darka. A nawet moze to on
      jest sam. I popelnia bledy w swoich rozumowanich. Co m wytykam. ostatnio nie
      mam czasu, poza tym musialem sie poopedzac od rrnych smutnych z
      przyleglosciami, ale teraz zajme sie darr.darkiem.
      Bo naprawde mozna miec wiele radosci. Jak sie wije.
      Pozdrowienia
      • darr.darek Re: Zamiast JKM mozna darr.darka. jest na miejscu 10.11.03, 10:25
        Gość portalu: JOrl napisał(a):
        > Tutaj na tym form mamy takiegoi blizniaka JKMa darr.darka. A nawet moze to on
        > jest sam. I popelnia bledy w swoich rozumowanich. Co m wytykam. ostatnio nie
        > mam czasu, poza tym musialem sie poopedzac od rrnych smutnych z
        > przyleglosciami, ale teraz zajme sie darr.darkiem.
        > Bo naprawde mozna miec wiele radosci. Jak sie wije.

        JOrl, Ty uważasz, że odnosisz zwycięstwa w polemikach ? Tak ?
        Bo ja mam wręcz przeciwne zdanie na ten temat .
        Może przytocz mi polemikę, w której ja się "wiłem", a Ty wygrywałeś .

        JOrl, po raz któryś powtarzam, że długo ciągniety temat różnic między USA a
        Argentyną (100lat temu były podobnie bogate per capita) to nie wziął się z
        dobrych decyzji polityków jankeskich i złych decyzji polityków argentyńskich.
        Kilkukrotne obecne różnice w PKB per capita są skutkiem : nieporównywalnie
        większego LIBERALIZMU w USA przez ostatnie 100lat oraz nieporównywalnie
        większej ingerencji polityków argentyńskich w ich gospodarkę.

        Wskazałem Ci też przykład najbardziej oddanych interesom państwa i narodu
        polityków i urzędników, czyli polityków i urzedników III Rzeszy . Ty lubisz
        wierzyć, że to tacy "dobrzy" urzędnicy i politycy są siłą sprawczą rozwoju
        gospodarki.

        Ty nie odpowiadasz na polemiczne posty, a potem, nie wiadomo skąd, oświadczasz,
        że ... wygrałeś polemikę. A ja się jeszcze wiję. Tak ?

    • Gość: pawel-l Re: Kto się zmierzy z JKM? IP: 1.0.12.* 10.11.03, 08:38

      > "(...)Od lat tłumaczę, że cała nauka "ekonomii" stoi u nas na głowie, że np.
      > celem gospodarki nie jest "tworzenie miejsc pracy", lecz ich
      > likwidowanie (a one sobie wtedy same "jakoś" powstają); że celem nie
      > jest "eksport", lecz "import" - bo przecież chcemy mieć w Polsce jak
      > najwięcej, a nie jak najmniej dóbr. I nic.
      > Więc z uporem i zatkanymi uszami powtarzają
      > swoją mantrę "najważniejszy jest eksport", dopłacają do eksportu, psują
      > w tym celu złotówkę, dobrobyt z Polski ucieka wszystkimi dziurami, ale
      > nikt melodii nie zmieni, bo ludzie uwielbiają stare melodie... Okropność!

      Po pierwsze Korwin ma rację że celem gospodarki nie powinno być tworzenie
      miejsc pracy czy wyeksportowanie jak największej ilości towarów. Celem powinno
      być wzrost zamożności obywateli i państwa. Jeśli to samo można osiągnąć
      mniejszym wysiłkiem pracy i materiałów to chyba dobrze.
      Dobrobyt można osiągnąć bez eksportu sensownie pomnażając dobra wewnątrz kraju.
      Wymiana handlowa oczywiście pomaga w tym, ale nie powinna być celem sama w
      sobie.
      Przyczyną bezrobocia są wysokie podatki i regulacje. Tymczasem chcemy psuć
      pieniądz i hamować import aby zwiększyć zatrudnienie. Jak zwykle w takich
      wypadkach szkody będą większe niż pożytek. Jak zmniejszymy wszystkim zarobki o
      np. 20% to zatrudnienie też się zwiększy, ale czy oto chodzi ?

      Czy my naprawdę zyskujemy na tym że dopłacamy do eksportu węgl i cukru ?
      Czy zyskuje na tym Niemiec i Włoch ?
      • Gość: robi Re: Kto się zmierzy z JKM? IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 10.11.03, 09:42
        Gość portalu: pawel-l napisał(a):

        >
        > > "(...)Od lat tłumaczę, że cała nauka "ekonomii" stoi u nas na głowie, że n
        > p.
        > > celem gospodarki nie jest "tworzenie miejsc pracy", lecz ich
        > > likwidowanie (a one sobie wtedy same "jakoś" powstają); że celem nie
        > > jest "eksport", lecz "import" - bo przecież chcemy mieć w Polsce jak
        > > najwięcej, a nie jak najmniej dóbr. I nic.
        > > Więc z uporem i zatkanymi uszami powtarzają
        > > swoją mantrę "najważniejszy jest eksport", dopłacają do eksportu, psują
        > > w tym celu złotówkę, dobrobyt z Polski ucieka wszystkimi dziurami, ale
        > > nikt melodii nie zmieni, bo ludzie uwielbiają stare melodie... Okropność!
        >
        > Po pierwsze Korwin ma rację że celem gospodarki nie powinno być tworzenie
        > miejsc pracy czy wyeksportowanie jak największej ilości towarów. Celem
        powinno
        > być wzrost zamożności obywateli i państwa. Jeśli to samo można osiągnąć
        > mniejszym wysiłkiem pracy i materiałów to chyba dobrze.
        > Dobrobyt można osiągnąć bez eksportu sensownie pomnażając dobra wewnątrz
        kraju.
        >
        > Wymiana handlowa oczywiście pomaga w tym, ale nie powinna być celem sama w
        > sobie.
        > Przyczyną bezrobocia są wysokie podatki i regulacje. Tymczasem chcemy psuć
        > pieniądz i hamować import aby zwiększyć zatrudnienie. Jak zwykle w takich
        > wypadkach szkody będą większe niż pożytek. Jak zmniejszymy wszystkim zarobki
        o
        > np. 20% to zatrudnienie też się zwiększy, ale czy oto chodzi ?
        >
        > Czy my naprawdę zyskujemy na tym że dopłacamy do eksportu węgl i cukru ?
        > Czy zyskuje na tym Niemiec i Włoch ?

        Pawle, wskazujesz na patologie. I słusznie, ale nie można ich uogólniać. JKM,
        moim zdaniem, plącze się w ciągu pzryczynowo-skutkowym. Żadna gospodarka nie
        obędzie się bez importu, ale importować można jedynie wówczas, kiedy się
        najpierw coś wyekspoportowało. Nawet jeżwli kupujesz zagranica na kredyt, to
        dewizy na ten kredyt muszą pochodzić także z eksportu, od kogoś innego, kto
        zdeponował je w Banku.
    • darr.darek KORYGOWANIE toku myslenia JKM 10.11.03, 11:07
      Gość portalu: robi napisał(a):
      > "(...)Od lat tłumaczę, że cała nauka "ekonomii" stoi u nas na głowie, że np.
      > celem gospodarki nie jest "tworzenie miejsc pracy", lecz ich
      > likwidowanie (a one sobie wtedy same "jakoś" powstają);

      Prawda ! Co prawda celem każdego podmiotu gospodarczego jest POWIĘKSZANIE
      WŁASNYCH DOCHODÓW poprzez poprawianie konkurencyjności własnego biznesu.
      Skutkuje to stałym trendem powiększania produktywności każdego uczestnika
      działalności gospodarczej.
      A miejsca pracy ZAWSZE "same jakoś" powstają. Wystarczy tylko NIE UTRUNIAĆ i
      nie kreować durnych ustaw "pro-pracowniczych", "pro-rozwojowych", pro-
      związkowych itp.durnot.

      > że celem nie
      > jest "eksport", lecz "import" - bo przecież chcemy mieć w Polsce jak
      > najwięcej, a nie jak najmniej dóbr. I nic.

      Oczywiście celem nie jest ani import ani eksport, ale prawdą jest, że celem
      jest ... POWIĘKSZANIE BOGACTWA. Wiadomo, że powiększamy swoje
      bogactwo "przyjmując" czyjeś produkty , a nie "oddając" własne. Pomijając
      naiwnośc prostych spojrzeń typu : "tylko import" lub "tylko eksport", na pewno
      dla każdego myślącego, lepszą byłaby sytuacja "kupowania za papierki" (których
      pewnie nie trzeba będzie wykupywać/wycofywać) niż sytuacja "sprzedawania za
      obietnice" (durnota zwolenników "państwowego" eksportu za "obietnice" do Rosji
      sprzed kilku lat). Prawda ?

      > Więc z uporem i zatkanymi uszami powtarzają
      > swoją mantrę "najważniejszy jest eksport", dopłacają do eksportu

      A może z tym PRAWDZIWYM strwierdzeniem ktoś popolemizuje ?
      Durnie dopłacają do eksportu i jeszcze uważają to za "dobre" działanie.
      Ten sam czerwony dureń z kolei nie chce, aby Niemiec czy Francuz "dopłacał" do
      polskiego importu używanych aut (kilkulatki zużyte w 30% sprzedawane są za 30%
      ceny nowego). Ten dureń zabrania sprowadzać te używane-"dopłacone", dureń chce,
      aby polski konsument sprowadzał z Niemiec czy Francji wyłacznie ... nowe (na
      których Niemcy i Francuzi mają duże zyski).

      >Mec. Bastiat tłumaczył to tak:
      > Jeśli Kowalski wywiezie z kraju towar za 2 miliony, sprzeda go w Ameryce
      > z zyskiem, kupi tam towar - i sprzeda go w Polsce za 4 miliony - to co
      > odnotują statystyki? To, że bilans handlowy pogorszył się o 2 miliony
      > (bo więcej przywiózł niż wywiózł, czyli import jest większy niż eksport).

      Powtarzanie sposobu myślenia p.Bastiata niewiele ma z logiki. Całość
      PRAWIDOWEGO SPOJRZENIA jest we wcześniejszych tezach.
      Import liczy się w cenach zakupu. Zysk na imporcie to przychody handlowe
      importera.

    • Gość: BRvUngern-Sternber To proste. IP: *.bg.am.lodz.pl 12.11.03, 19:07
      Oczywiscie ze celem gospodarki nie jest tworzenie miejsc pracy ale i nie jest
      ich likwidowanie.Celem dzialalnosc jest...ZYSK.Niewazne jak osiagniety czy
      przez wzrost czy przez spadek zatrudnienia.To celem PANSTWA jest aby nie miec
      tlumow bezrobotnych...
      A co do przykladu Bastiata.Jesli wyeksportujesz towar za 2 miliony i za 2
      miliony kupisz to raczej nie sprzedasz tego towaru w kraju za 4 miliony.Po co
      ktos mialby kupowac za 4 skoro moze za granica za 2???Ten Bastiat to byl jakis
      slabeusz z logiki nie mowiac o ekonomii...
      • Gość: pawel-l Re: To proste. IP: 1.0.12.* 13.11.03, 10:50
        Gość portalu: BRvUngern-Sternber napisał(a):

        > Oczywiscie ze celem gospodarki nie jest tworzenie miejsc pracy ale i nie jest
        > ich likwidowanie.Celem dzialalnosc jest...ZYSK.Niewazne jak osiagniety czy
        > przez wzrost czy przez spadek zatrudnienia.To celem PANSTWA jest aby nie miec
        > tlumow bezrobotnych...

        Skoro celem państwa nie jest tworzenie bezrobocia to dlaczego każe pracującego
        i pracodawcę (podatek dochodowy, ZUS, kosztowne regulacje, min. płaca) za pracę
        Przecież to oczywiste że bezrobocia by nie było gdyby nie ten bagaż.
        To samo w UE
        • Gość: BRvUngern-Sternber Piszesz nie na temat. IP: *.bg.am.lodz.pl 13.11.03, 18:20
          Tu chodzilo o abstrakcyjna zagadke a nie o sytuacje Polski...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka