Gość: robi
IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl
08.11.03, 19:49
Janusz Korwin-Mikke zaciekle zaatakował jestem z ekonomicznych dogmatów.
Przyznam,że dał mi do myślenia. Czy znajdziecie jakieś kontrargumenty? A
może ich nie ma i JKM ma rację?
"(...)Od lat tłumaczę, że cała nauka "ekonomii" stoi u nas na głowie, że np.
celem gospodarki nie jest "tworzenie miejsc pracy", lecz ich
likwidowanie (a one sobie wtedy same "jakoś" powstają); że celem nie
jest "eksport", lecz "import" - bo przecież chcemy mieć w Polsce jak
najwięcej, a nie jak najmniej dóbr. I nic.
Żeby chociaż ktoś się sprzeciwił, żeby napisał, że ten Korwin-Mikke nie
ma racji - i zaczął tego dowodzić. Nikt tego nie robi, bo po prostu nie
mają żadnych argumentów. Więc z uporem i zatkanymi uszami powtarzają
swoją mantrę "najważniejszy jest eksport", dopłacają do eksportu, psują
w tym celu złotówkę, dobrobyt z Polski ucieka wszystkimi dziurami, ale
nikt melodii nie zmieni, bo ludzie uwielbiają stare melodie... Okropność!
Gdyby to chodziło o jakieś moje "wynalazki"... To już jednak wiemy od
lat. Właśnie (w "Opcji na prawo") natknąłem się na tekst śp. Fryderyka
Bastiata z 1840 bodaj roku. Mec. Bastiat tłumaczył to tak:
Jeśli Kowalski wywiezie z kraju towar za 2 miliony, sprzeda go w Ameryce
z zyskiem, kupi tam towar - i sprzeda go w Polsce za 4 miliony - to co
odnotują statystyki? To, że bilans handlowy pogorszył się o 2 miliony
(bo więcej przywiózł niż wywiózł, czyli import jest większy niż eksport).
Jeśli natomiast Kowalski swój towar załadowałby na statek do Ameryki i
statek po drodze zatonął - to "ekonomiści" z tryumfem odnotowaliby
przewagę eksportu nad importem: mamy 2 miliony nadwyżki handlowej!
Hosanna! Tylko tak dalej!
Jeśli Państwo nie widzą, że to jest kompletny absurd - to ja już się
poddaję!"
dzis.dziennik.krakow.pl/?2003/11.07/Magazyn/24/24.html