Dodaj do ulubionych

samotnosc to straszna rzecz, nie uwazacie?

19.02.08, 22:57
Obserwuje znajomych ludzi, samotnych od lat, sasiadow, znajomych z
pracy (pracuje w duzym zakladzie produkcyjnym) i czuje
przygnebienie. Codziennie ten sam tok dnia, sami w pracy , pusty dom
po powrocie, nie ma sie do kogo odezwac, byle jakie jedzenie w pracy
(bo dla kogo gotowac przadny obiad?), byle jakie ubrania (bo kogo to
obchdzi) zaniedbani wdowcy i starzy kawalerowie z rezygnacja w
oczach, zdziwaczale stare panny... Wszyscy udajacy przed samymi soba
ze nie jest tak zle, ze mozna sie przyzwyczaic, ze trzeba zacisnac
zeby, bo coz to takiego, samotnosc - przeciez wielu ludzi nie ma
nikogo
Co to za zycie, jesli nie ma dla kogo zyc? Samotosc to chyba
najgorsze, co moze przydazyc sie czlowiekowi :(
Obserwuj wątek
    • selica Uważamy n/t. 19.02.08, 23:11
    • prom_do_szwecji nnie uważamy n/t 19.02.08, 23:13
      • selica Re: nnie uważamy n/t 19.02.08, 23:14
        Promie, bo Wy samotni nie jesteście ;)
        • prom_do_szwecji Re: nnie uważamy n/t 19.02.08, 23:20
          długo byłam singlem i mi źle z tym nie było. czasami mi się teskni
          do tamtych czasów
          • kitek_maly Re: nnie uważamy n/t 19.02.08, 23:22

            A jak długo?
            Po tym jak rozstałaś się z pierwszą miłością, jaką najdłuższą
            przerwę miałaś?
            • prom_do_szwecji Re: nnie uważamy n/t 19.02.08, 23:34
              ja już pewnie z 7 wielkich i pierwszych miłosci zaliczyłam
              ostatnio miałam roczna przerwę od oficjalnego rozstania. Ale de
              facto w tamtym zwiazku byłam bardziej sama niż z kimś
          • nom73 Re: nnie uważamy n/t 21.02.08, 08:10
            prom_do_szwecji napisała:

            > długo byłam singlem i mi źle z tym nie było. czasami mi się teskni
            > do tamtych czasów

            Mylisz dwa różne pojęcia - bycie samemu (bycie singlem) z samotnością, można być
            z kimś i czuć się samotnie i być samemu i nie czuć się samotnie. Samotność
            zabija jak topór, tylko znacznie wolniej. To jest stan ducha i można z nią
            wygrać pracując na psychiką, sposobem myślenia, postrzegania świata, a więc
            będąc świadomym. :-)
    • kitek_maly Uważamy. [samotność i bezsilność]. n/tx 19.02.08, 23:15

      • nexstartelescope Re: Uważamy. [samotność i bezsilność]. n/tx 19.02.08, 23:18
        wyjatkowo dzis jestescie wylewne ;)
        • kitek_maly Re: Uważamy. [samotność i bezsilność]. n/tx 19.02.08, 23:21

          :-)
          Nie da się ukryć.
          Ja akurat zmykam, więc nie chce się już rozpisywać, ale generalnie
          zgadzam się z tym co napisałaś. Samotność to nie jest dobra sprawa.
          Można wytrzymać rok/dwa, potem to już chyba jest tylko gorzej. :-(
    • nexstartelescope Re: samotnosc to straszna rzecz, nie uwazacie? 19.02.08, 23:32
      Aha, i nie mam na mysli tylko ludzi bez partnera zyciowego, chodzi
      mi o taka zupelna samotnosc, zadnych dzieci, wnukow, nikogo w domu
      przez wiele lat. Nie mam na mysli "singli" ktorzy z wyboru z nikim
      sie nie wiaza przez jakis czas.
      • simply_z Re: samotnosc to straszna rzecz, nie uwazacie? 20.02.08, 00:01
        zastanawiam się czasami ..ilu jest ludzi ,ktorzy mają dosc zycia w
        malzenstwie ,ktorzy marzą by rzucic to wszystko gdzieś i uciec hmm
    • koala_tralalala Dlaczego chcesz wetknac wszystkich w jedna ramke? 20.02.08, 00:45
      Dlaczego chcesz wetknac wszystkich w jedna ramke? Czesc ludzi jest
      samotna z wyboru, czesto zamozna, zyje na bardzo wyskokim poziomie.
      Tylko ich nie zauwazasz, bo nie pasuja do twojej teorii.

      75% spoleczenstwa to extrawertycy, ktorzy chca towarzystwa, zle
      znosza samotnosc. Pozostale 25% to introwertycy, ktorzy wcale nie
      musza zyc w stadzie jakim jest rodzina. Czesc z nich ma oczywiscie
      rodziny i jest im z tym dobrze, ale niektorzy nie chca sie
      przymuszac do nieustannych kompromisow. Czy dlatego ze sa inni od
      ciebie, mozesz o nich pisac, ze sa zdziwiaczali, zaniedbani?! Kto ci
      daje prawo osadzac ludzi?
      ------
      PS. Gdybys chciala im pomoc, to bys sie z nimi zaprzyjaznila, a nie
      obserwowala jak zwierzeta w zoo i opisywala na forum
      swoje "glebokie" przemyslenia.
    • avital84 Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 01:03
      utrata samotności.
      To trochę taka oaza.
      Niektórzy inaczej nie potrafią.
      • wielo-kropek Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 01:12
        Ja tez bym nie potrafil byc sam. Prac, gotowac, prasowac itd.
        umiem, ale zeby byc sam, nie umiem byc. Nie chce tak.
        • avital84 Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 01:16
          Ja potrafię...

          Jak się nie ma co się lubi...:)
          • cala_w_kwiatkach Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 01:18
            tez potrafie byc sama, ale wole nie byc sama:)


            nie chce tez byc sama na starosc...brrrr
            • avital84 Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 01:20
              Ja nigdy tak naprawdę z nikim nie byłam na dłużej niż chwilę, więc chyba mi to
              już wisi. Szczególnie dzisiaj. :)
              • wielo-kropek Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 01:27
                O patrzcie ja, chwilowa. To nawet wiatr dluzej dmucha niz chwile.
                Ja tez nie chce i nie moge byc z kims kogo sie nie lubi (wlasciwie
                kocha powinienem napisac).
                • avital84 Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 01:32
                  Chyba jest tak, że będąc samą przynajmniej czuję się bezpiecznie. Mam wewnętrzny
                  spokój o to co będzie jutro i kiedy to akceptuję mogę się skoncentrować na
                  pracy, pasji, nauce i zabawie.

                  Chyba każde bycie z kimś zżera mnie gdzieś od środka. Daje poczucie lęku i
                  niepokoju, a nie powinno tak być. Jestem zbyt zazdrosną w tych sprawach osobą i
                  zbyt mało pewną siebie by czuć się z kimś bezpiecznie. Do takich doszłam wniosków.
                  • wielo-kropek Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 01:51
                    Zaskoczylas mnie tym musze powiedziec. Ogolnie ludzie maja
                    naodwrot, a glownie wiekszosc kobiet ma odwrotnie od ciebie.
                    Chca byc dosc czesto z kims (tu o mezczyznie mowa) bo czuja sie
                    bezpieczniej z nim. Pewni nie spotkalas jescze zadnego komu bys
                    wierzyla, komu bys zaufala na 100%, w czyich ramionach chcialabys
                    byc a nie wyrywac sie z nich. Skad sie wzielo takie podejscie u
                    ciebie do tego i ze tak sie czujesz. Czy zawsze tak bylo? Moze
                    zraniona, rozczarowana zostalas przez kogos i odnalezs sie wciaz
                    nie mozesz, co?
                    • greczynka_77 Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 02:13
                      > Zaskoczylas mnie tym musze powiedziec. Ogolnie ludzie maja
                      > naodwrot, a glownie wiekszosc kobiet ma odwrotnie od ciebie.
                      > Chca byc dosc czesto z kims (tu o mezczyznie mowa) bo czuja sie
                      > bezpieczniej z nim

                      No cos ty, nieprawda. Mezczyzna nie DAJE poczucia bezpieczenstwa,
                      takie poczucie trzeba sobie wypracowac i dopiero mozna czuc ze sie
                      jest z kims bezpiecznym, tego sie nie dostaje w calosci z zewnatrz.
                      • wielo-kropek Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 22:57
                        greczynka_77 napisała:


                        > No cos ty, nieprawda. Mezczyzna nie DAJE poczucia bezpieczenstwa,
                        > takie poczucie trzeba sobie wypracowac i dopiero mozna czuc ze sie
                        > jest z kims bezpiecznym, tego sie nie dostaje w calosci z zewnatrz.
                        Jezeli zadajesz sie z nieodpowiednim mezczyzna, to zgadzam sie z
                        toba. Taki ci bezpieczenstwa nie da, i nawet zrobi wszystko bys
                        sie nie czula bezpiecznie przy nim. Mozesz wypracowywac sobie
                        bezpieczenstwo az do smierci przy nim, a on ci i tak kopa da
                        kiedy mu sie zechce ciebie pozbyc.
                        • greczynka_77 Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 23:53
                          no nic, nie mowimy o tym samym.
                          • wielo-kropek Re: Jaka bolesna musi być... 21.02.08, 02:24
                            greczynka_77 napisała:

                            > no nic, nie mowimy o tym samym.
                            Pewnie ci chodzi o wypracowanie w sobie zaufania do niego, o
                            uwierzenie mu tak do konca. Tak, to samo nie przychodzi z
                            siebie. Trzeba raczej miec (wypracowac?) w sobie troche,a moze
                            nawet duzo odwagi, by zaufac mezczyznie, by zaczac liczyc na
                            niego, polegac na nim itd.
                  • simply_z Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 01:53
                    wiesz co Avi ....nie wiem ,to dziwne ale lubie byc sama ,a
                    jednoczesnie nie umiem byc sama.Udane zycie postrzegam tez przez
                    pryzmat zwiazku ,nic nie poradze na to ,ze szczesliwa naprawde bede
                    chyba tylko w zwiazku .Z drugiej strony ta moja natura...
                    • kitek_maly Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 11:27

                      nie wiem ,to dziwne ale lubie byc sama ,a
                      > jednoczesnie nie umiem byc sama.Udane zycie postrzegam tez przez
                      > pryzmat zwiazku ,nic nie poradze na to ,ze szczesliwa naprawde
                      bede
                      > chyba tylko w zwiazku

                      Hmm jakbym czytała o sobie. :-)
                      • avital84 Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 11:48
                        No, czasem podobnie postrzegamy świat, że tak powiem. :)
                  • kitek_maly Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 11:22

                    > Chyba każde bycie z kimś zżera mnie gdzieś od środka. Daje
                    poczucie lęku i
                    > niepokoju, a nie powinno tak być. Jestem zbyt zazdrosną w tych
                    sprawach osobą i
                    > zbyt mało pewną siebie by czuć się z kimś bezpiecznie.

                    Hmm chyba jest coś w tym co piszesz.
                    Ze swoich obserwacji mogę dorzucić to, że jak jestem z kimś, to
                    jakoś tak mam więcej stresów. :-) Ciężej mi się skupić na ważnych
                    sprawach, dochodzą frustracje związane z tym 'dlaczego on tego nie
                    rozumie?'. :-))
                    • avital84 Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 11:47
                      Ja jeszcze dorzucę to, że zapominam o sobie.
                      Nagle moje plany, ambicje schodzą na dalszy plan.
                      I dopiero z perspektywy czasu widzę, że jest to nieco
                      żałosne. Tak jakby w życiu kobiety liczył się tylko facet i nie
                      miałaby świata poza nim. I rzeczywiście, kiedy się zakocham realizacja moich
                      celów wychodzi mi znacznie trudniej, bo w ogóle się na nich nie skupiam i do
                      nich nie przykładam. A i nawet miewam myśli o tym, że mogłabym zrezygnować z
                      wszystkiego do czego w życiu dążyłam, a tak naprawdę po pewnym czasie skutkowało
                      by to tym, że byłabym nieszczęśliwa.
      • margueritek Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 06:15
        avital84 napisała:

        > utrata samotności.
        > To trochę taka oaza.
        > Niektórzy inaczej nie potrafią.


        Twoja wypowiedz brzmi lekko absurdalnie. Kazdy czlowiek bedzie dozyl
        do 'pozbycia' sie samotnosci a nie jej utrzymania.To chyba jakas
        prowokacja z Twojej strony...
        Znam wielu ludzi ktorym doskwiera samotnosc wsrod nich sa to
        osoby ,wyksztalcone,inteligetne maja za soba sukcesy itp.
        Bardzo samodzielne i nie zalezne i nie spotkalam sie z opinia by
        utrata samotnosci byla dla nich krzywdzaca wrecz przeciwnie radza
        sobie z tym faktem,ze sa sami,ale bardzo im to doskwiera i szukaja
        metod rozwiazan,by ta samotnosc 'ogluszc'


        • avital84 Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 11:11
          To nie prowokacja tylko kwestia przyzwyczajenia.
          Z jednej strony myślę sobie, że może fajnie było by z kimś być,
          ale zdecydowanie wolę być sama niż być z byle kim. Owszem spotykam się czasem z
          jakimiś facetami, ale od kiedy się urodziłam zawsze jestem solo. Nigdy nie byłam
          w związku. Dla mnie jest to wygodne. Lubię być sama może dlatego, że nie wiem
          jak to jest być w związku. Ale nawet zaczynanie znajomości jest dla mnie
          zazwyczaj tak bolesnym procesem, że nie wiem czy udało by mi się przetrwać w
          związku. To musiałby być naprawdę ktoś wyjątkowy, bo szkoda mi czasu na
          rozdrabnianie się. Po prostu sama sobie radzę bardzo dobrze. Mam czas na to co
          mnie interesuje. Cieszę się, że byłam singlem w czasie studiów, bo dzięki temu
          wykorzystałam ten czas do maksimum. Mogłam sobie jeździć po świecie bez żadnych
          ograniczeń i podkochiwać się w marynarzach z różnych portów. :)
          Nie mam potrzeby wypełniania sobie mojej oazy samotności. Tak jest jedynie,
          kiedy się zakocham, a to następuje bardzo rzadko i zazwyczaj
          są to nieodpowiednie osoby. Trochę zrażona różnymi sytuacjami nawet boję się
          teraz cokolwiek zaczynać.
          A nawet gdyby trafiła mnie miłość to nie zaprzeczę temu, że proces
          przyzwyczajania się do nowej sytuacji byłby dla mnie bardzo trudny. Po prostu
          nie wiem jak to jest być z kimś. Nie wiem na ile swobodnie mogłabym się czuć w
          takim układzie, na ile mogłabym zaufać drugiej osobie i zrezygnować z moich
          przyzwyczajeń.
          • kitek_maly Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 11:25

            Ale nawet zaczynanie znajomości jest dla mnie
            > zazwyczaj tak bolesnym procesem, że nie wiem czy udało by mi się
            przetrwać w
            > związku.

            Ja mam tak samo! :-)) Zaczynanie mimo, że takie fajne i ekscytujące,
            to straaaaaasznie stresujące jest. :-)

            Mogłam sobie jeździć po świecie bez żadnych
            > ograniczeń i podkochiwać się w marynarzach z różnych portów. :)

            :-DDDD

            > A nawet gdyby trafiła mnie miłość to nie zaprzeczę temu, że proces
            > przyzwyczajania się do nowej sytuacji byłby dla mnie bardzo trudny.

            Eeeee tam, jak spotkasz tego, który Ci pisanym, jeszcze się
            przekonasz, jak to wszystko nagle się zrobi naturalne i takie, jakie
            powinno być. :-)
          • margueritek Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 19:09
            W takim razie Ci zycze powodzenia,ale z tego co piszesz wynika,ze
            przelamanie bariery samotnosci dla Ciebie byloby trudnym procesem.
            Z 2 zas strony przekonanie Twoje ktore w poprzednim poscie ujelas
            wydaje mi sie byc raczej jakims mechanizmem obronnym przed kolejnym
            rozczarowaniem badz porazka.
            Uwierz im bedziesz starsza tym czesciej bedzie Ci sie zdarzac,ze
            doskwiera Ci samotnosc.Do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic ...ale
            czemu sie od razu skazywac na taka droge,bo zle doswiadczenia ,bo
            przykrosc,bo bol ??? Ktos mi ostatnio nawet odpisal w poscie kto nie
            ryzykuje ten przegrywa zycie! Trzymaj sie cieplo,pozdrawiam
            • avital84 Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 20:57
              To nie jest kwestia tego, że nie umiem ryzykować.
              Brak jest dobrych okazji. Zawsze, kiedy się zakocham okazuje się,
              że nie powinnam, a na siłę nie szukam. Po prostu nie narzekam na samotność i
              tyle. Nie jestem jakaś upośledzona przez to.
              • margueritek Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 21:19
                Zle zinterpretowalas moje kwestie ryzyka ,akurat w tym wypadku
                mialam na mysli,ze przykre doswiadczenia moga nas w jakis sposob
                wplynac negatywnie i spodowac reakcje ucieczki badz ,nie
                podejmowania tego ryzka w poznaniu 2 osoby.
                Jezeli jednak przyciagasz taki a nie innych mezczyzn to kwestia
                czego innego,ale w psychologa nie bede sie bawic bo nie o to tu
                chodzi w tym momencie.
                Oczywiscie,ze nie jestes uposledzona tylko dlatego,ze jestes
                sama,nie rozumiem czemu nawet uzylas takiego slowa w swoim poscie...
                Moja konkluzja ,ktorej chyba nie chwycilas to bylo stwierdzenie,ze
                samotnosc do czasu jest ok ,pozniej za pare lat moze sie okazac... i
                powiesz czegos mi brakuje czuje sie taka 'pusta'
                emocjonalnie,duchowo..etc.
                • avital84 Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 21:24
                  > Moja konkluzja ,ktorej chyba nie chwycilas to bylo stwierdzenie,ze
                  > samotnosc do czasu jest ok ,pozniej za pare lat moze sie okazac... i
                  > powiesz czegos mi brakuje czuje sie taka 'pusta'
                  > emocjonalnie,duchowo..etc.

                  Chwyciłam, ale nazwałam to upośledzeniem. Mam nadzieję, że nigdy nie pomyślę o
                  sobie, że jestem pusta duchowo i emocjonalnie tylko dlatego, że jestem sama. Nie
                  uważam, że osoby mają płytsze życie duchowe i są mniej wrażliwe. Czasem wręcz
                  przeciwnie.
                  A co to jest Twoim zdaniem do czasu? Kiedy jest ta magiczna granica?
                  • margueritek Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 21:31
                    :~))

                    Tu nie kwestai intelektu lecz poczucia osamotnienia emocjonalnego i
                    duchowego w kwesti braku tej 2 polowki ,osoby na ramieniu ktorej
                    mozna sie wyplakac ,dzielic zycie w smutku i radosci...dobre i zle
                    chwile.Czego Ci szczerze zycze.
                    Nie zadnej magicznej granicy,o czym Ty piszesz ,kazdy czlowiek jest
                    inny ma inna osobowsc,charakter,tempreament...
                    Jeden odczuwa to w wieku 35 a drugi majac lat 28
                    Nie ma czegos takiego jak granica,naprawde my sami sobie stawiamy
                    ograniczenia :~) To bardzo indywidualna kwestia..
          • nifkon Re: Jaka bolesna musi być... 20.02.08, 21:37
            Jejku czuję jakbyś to o mnie pisała! Ja mam dokładnie to samo!
            Zgadzam się z tobą w 100%
    • iberia.pl samotnosc to straszna rzecz, nie uwazacie?NIE 20.02.08, 11:07
      nexstartelescope napisała:

      > Obserwuje znajomych ludzi, samotnych od lat, sasiadow, znajomych z
      > pracy (pracuje w duzym zakladzie produkcyjnym) i czuje
      > przygnebienie. Codziennie ten sam tok dnia, sami w pracy , pusty
      dom po powrocie, nie ma sie do kogo odezwac, byle jakie jedzenie w
      pracy (bo dla kogo gotowac przadny obiad?), byle jakie ubrania (bo
      kogo to obchdzi)

      to samo tyczy sie ludzi w zwiazkach...naprawde.

      > zaniedbani wdowcy i starzy kawalerowie z rezygnacja w oczach,
      zdziwaczale stare panny... Wszyscy udajacy przed samymi soba ze nie
      jest tak zle, ze mozna sie przyzwyczaic, ze trzeba zacisnac
      > zeby, bo coz to takiego, samotnosc - przeciez wielu ludzi nie ma
      > nikogo

      Co to za zycie, jesli nie ma dla kogo zyc? Samotosc to chyba
      > najgorsze, co moze przydazyc sie czlowiekowi :(

      nie, najgorsze co moze byc to samotnosc w zwiazku, zycie obok siebie
      pod jednym dachem i udawnaie kochajacej sie rodziny....
    • sumire Re: samotnosc to straszna rzecz, nie uwazacie? 20.02.08, 12:03
      nie, nie uważam. nie uważam też, żeby największym szczęściem było
      życie 'dla kogoś'.
      a poza tym brak mężusia nie oznacza jeszcze samotności.
    • widokzmarsa małżeństwo to straszna rzecz, nie uwazacie? 20.02.08, 12:09
      Obserwuje znajomych ludzi, w małżeństwach od lat, sasiadow, znajomych z > pracy
      (pracuje w duzym zakladzie produkcyjnym) i czuje
      > przygnebienie. Codziennie ten sam tok dnia, do pracy, dom
      po powrocie, niby ktoś jest ale nie ma sie do kogo odezwac, byle jakie jedzenie
      w pracy a w dmou też nic specjalnego (bo dla kogo gotowac przadny obiad?), byle
      jakie ubrania (bo kogo to
      > obchdzi) zaniedbani żone, mężowie z rezygnacja w
      > oczach, zdziwaczale mężatki... Wszyscy udajacy przed samymi soba
      > ze nie jest tak zle, ze mozna sie przyzwyczaic, ze trzeba zacisnac
      > zeby, bo coz to takiego, małżeństwo - przeciez wielu ludzi nie ma
      > nikogo czyli ma gorzej. Do tego zdrady, oszustwa, kłamstwa. Dzieci
      niekochające z ciągłymi wymaganiami, które odchodzą i latami nawet nie
      zadzwonią, nie mówiąc o przyjazdach
      > Co to za zycie, jesli nie ma dla kogo zyc? Samotosc w związku to chyba
      najgorsze, co moze przydazyc sie czlowiekowi :(
    • krystkaoj Re: samotnosc to straszna rzecz, nie uwazacie? 20.02.08, 12:10
      To zalezy jak sie patrzy! Ale znam takich co sobie dobrze z nia
      radza bo pewnie musza ale wcale nie narzekają
    • drinkit Re: samotnosc to straszna rzecz, nie uwazacie? 20.02.08, 12:12
      Nie uważam. Gorsze dla wg. mnie jest obsługiwanie przez całe życie
      niezadowolonego męża i niezadowolonych dzieci, dla których żona i
      matka jest niczym wiecej jak tylko sluzaca. Lepiej byc samotna osoba
      ale rządzic swoim zyciem, a nie zyc otoczona niewdziecznymi ludzmi,
      nie mogąc wyrwac sie z takiej sytuacji.
      Samotnosc jest wg. mnie zdemonizowana a jednoczesnie zycie rodzinne
      jest idealizowane. I w jednej i w drugiej sytuacji moze byc wielki
      syf lub fajne zycie.
    • modliszka24 Re: samotnosc to straszna rzecz, nie uwazacie? 20.02.08, 14:51
      samotność na stare lata jest straszna miałam sąsiada już zmarł był sam ,i stary
      człowiek płakał prosił żeby ktoś był w ostatniej jego drodze bo jest sam Byłam i
      chodzę stawiam świeczkę i wszystkim mówię STRASZNA JEST SAMOTNOść NA STARE LATA
      • amarandyna Re: samotnosc to straszna rzecz, nie uwazacie? 20.02.08, 21:42
        Niestety, człowiek samotny się rodzi i samotny umiera. Rodzina nie daje żadnych
        gwarancji, że ktoś będzie z tobą w godzinie śmierci. Poza tym trzeba się nauczyć
        być samemu, ponieważ zawsze, prędzej czy później człowiek będzie z tym musiał
        zmierzyć. Inni ludzie są tylko chwilowymi towarzyszami w naszej wędrówce.
        • margueritek Re: samotnosc to straszna rzecz, nie uwazacie? 20.02.08, 21:53
          > gwarancji, że ktoś będzie z tobą w godzinie śmierci. Poza tym
          trzeba się nauczy
          > ć

          Samotnosci nie mozna sie nauczyc.
          Czujesz sie samotny/samotna badz i nie ,czesto w rodzinie ludzie
          czuja sie samotni,poniweaz odczuwaja brak zroumienia ze strony
          rodzicow,rodzenstwa.
          Ludzie w jakis sposob sa indywidualistami w mniejszyb badz wiekszym
          stopniu.
          Masz racje ludzie bywaja w naszym zyciu chwilowym towarzyszami jedni
          przez dluzszy okres drudzy prze chwil pare.
          Ale chyba warto dla tych paru chwil ,dzielic swoje zycie z 2 osoba..
          Czesto te chile sa jednym z najpieknijszych momentow w naszym zyciu
          i moze dla nich warto wlasnie zyc.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka