garnierka
03.11.08, 20:57
Otóż problem wygląda tak... moja sąsiadka jest osobą na pierwszy rzut oka
bardzo miłą, pracuje z ludźmi jest komunikatywna...
Ale.. przesiaduje u mnie całymi dniami, dzisiaj dzwoniła już 3 razy kiedy ja
wrócę do domu... przesiaduje u mnie, pije u mnie herbatki, czasem nawet sie
stołuje... pomijam fakt, że to ja ręcznie zmywam naczynia po dwóch osobach...
oprócz tego... ja mam stałe łącze, a ona internet mobilny (bardzo wolny), więc
całymi dniami przesiaduje u mnie na internecie, ale apogeum osiągnęła kiedy do
3 rozmawiala ze swoim chłopakiem z mojego komputera (dodam, że mieszkam w
kawalerce)... kiedy ostatnio też "użyczałam internetu" też nie zanosiło się na
krótkie posiedzenie, więc jej powiedziałam, ze najpoźniej o 22.30 muszę być w
łożku bo jestem o 7 rano umówiona... ona ze zdziwnioną miną się na mnie patrzy...
pomijam fakt, że nie mam kiedy się uczyć jak ona u mnie przesiaduje... ja
oprócz tego, że studiuję to jeszcze trenuję bardzo absorbujący sport i czasami
zwyczajnie chcę się walnąć spać...
sprawa na pozór banalna, ale dzierwczyna jest po ciężkim zalamaniu nerwowym i
leczyła się u psychiatry... i zastanawiam się jak jej grzecznie powiedzieć, że
JAKBYM CHCIAŁA MIEĆ WSPÓŁLOKATORKĘ TO BYM NIE MIESZKAŁA W KAWALERCE!!!
ostatnio po prostu czuję się za nadto zmęczona JEJ problemami, bo zwyczajnie
nie mam czasu na własne życie!!!
POMOCY