Dodaj do ulubionych

Mężowie oszczędnych żon.

06.12.08, 18:14
Jak to jest z kasą mężów oszczędnych (czy oszczędzających) żon? Już
jakiś czas temu wiedziałam, że jeden straszy ode mnie znajomy (ok.
40) z racji tego że pracuje tylko żona (znaczy on ma jakieś dorywcze
prace kilka razy w miesiącu, ale nie dają one zysku większego niż
kilkaset złotych) nie ma żadnych swoich pieniędzy. Wyszło całkiem
przypadkiem, bo nie miał za co jej kupić kwiatka na dzień kobiet i
tak od słowa, do słowa, że nawet symbolicznej „dychy” w miesiącu nie
ma dla siebie. Ale mówił to bardzo spokojnie, jakby się z tym
pogodził, przyzwyczaił (?) W sumie najpierw się nie dziwiłam, bo
wiem jak ciężko im się żyje z dwójką dzieci (od razu dodam, że on
nie pije i nie pali). Ale ostatnio koleżanka przyznała się, że
wydziela mężowi co dziennie 5 zł, żeby sobie mógł kupić coś jak go
najdzie ochota (chodzi o słodycze, chipsy). Tu również ona więcej
zarabia, ale nie powodzi im się źle (on zarabia ok. 2 tyś). Nie wiem
co mam myśleć. Czy Wy też dajecie mężom „kieszonkowe”?
Obserwuj wątek
    • aska90 Re: Mężowie oszczędnych żon. 06.12.08, 18:21
      Kieszonkowe mogę dawać dzieciom, nie daję, młody za młody jest jeszcze.
      Taki układ jest moim zdaniem cokolwiek uwłaczający. Mniejsza o to, czy dotyczy
      niezarabiającego męża czy żony. Jeśli nie jest to sytuacja, w której należy
      liczyć się z każdą złotówką i dziesięć razy zastanawiać, na co ją wydać, to jest
      to - dla mnie - układ nie do przyjęcia.
      Z drugiej strony, jeśli zainteresowanym odpowiada, to czemu nie.

      • edwina2111 Re: Mężowie oszczędnych żon. 07.12.08, 08:15
        Mąż prowadzi firmę i co miesiąc przynosi mi aktualny "urobek",
        którym gospodaruję. Sam sobie coś zostawia do kieszeni na drobne
        wydatki. Nie wnikam ile, po prostu uam, że nie odkłada na tajne
        konto na Kajmanach, co by mnie potem wymienić na nowszy model.

        Poza tym oboje prowadzimy rozliczenia, mąż znosi wszystkie paragony
        do zapisków, co i gdzie upłynnił, pod koniec miesiąca przeglądamy
        zapiski, wyciągamy wnioski, orientuje się doskonale w naszych
        finansach, oszczędoścach, wydatkach. Ma swoją kartę do naszego
        konta, jakby coś chciał, to sobie zawsze sięgnie do zasobów.

        Ponieważ razem prowadzimy naszą domową księgowość i podejmujemy
        decyzje, to jakoś tak mniej zaczął upłynniać kasy na swoje głupotki
        (typu: replika średniowiecznego miecza (nie pytajcie... smile) ), bo
        mu żal, bo tak kaska na koncie i rośnie. Czasem, gdy go żądza
        posiadania przyciśnie mówi, że sobie coś kupił nadprogramowego i że
        mam dopisać do wydatków. Nie drę o to kotów, bo w końcu on też nie
        ma focha, że sobie perfumy czy ciuszek kupiłam. Jakoś to działa.

        Takie wydzielanie po 5zł byłoby chyba dla niego uwłaczające.
        • jednorazowy3 Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 19:32
          innymi slowy jestes utrzymanka meza?
          • edwina2111 Re: Mężowie oszczędnych żon. 02.01.09, 10:30
            jednorazowy3 napisała:

            > innymi slowy jestes utrzymanka meza?

            Jeśli to było do mnie, to Cię rozczaruję, nie nie jestem, bo ja też
            pracuję i to niemało i moje dochody są porównywalne z dochodami
            firmowymi męża. Nie wspomniałam o tym, bo temat dotyczył mężów.

            Napisałam, jak sobie radzimy z kasą w ogóle, łaczną, zsumowaną,
            wpakowaną na wspólne konto w naszym małżeńskim stadle.

            A poza tym nie uważam, że kobieta zajmująca się domem i dziećmi, a
            nie zarabiająca dosłownie, była "utrzymanką męża". Typowe
            szowinistyczne myślenie zakompleksionych facetów niedoceniających
            pracy swoich żon w domu. Bo przecież się wszystko samo robi...
    • beatrix_75 Re: Mężowie oszczędnych żon. 07.12.08, 10:31
      nie ,nie wydzielamy sobie nawzajem pieniędzy ...Sami staramy
      sie ograniczac drobne wydatki z tym ,że mąz nie ma z tym większego
      problemu , bo ma bardzo małe potrzeby smile
      ze mną jest nieco gorzej - ale pracuje nad soba i juz duzo
      osiągnełam w tej materii smile

    • marta.uparta Re: Mężowie oszczędnych żon. 07.12.08, 12:28
      dla mnie to jest chory układ, ale jak komuś to odpowiada to jego
      sprawa. Zresztą w drugą stronę ( mąz wydziela żonie kasę) tez jest
      chore, tylko jakos tak społecznie mniej dziwi, bo bardziej
      usankcjonowane tradycją.
      My mamy wspólne konto na które spływają wszystkie nasze zarobki,
      więc kto ile zarabia jest oczywiste dla obu stron. Nikt nikomu nie
      wydziela, robiąc jakiekolwiek zakupy kierujemy sie swoim zdrowym
      rozsądkiem. Konsultujemy wspólnie większe wydatki, przeglądamy
      miesięczne wydatki i ustalamy, czy w następnym miesiącu trzeba
      bardziej zacisnąć pasa, czy też pozwolić sobie na jakies małe
      zakupowe szaleństwo.
      • marzeka1 Re: Mężowie oszczędnych żon. 07.12.08, 16:14
        Dla mnie układ z kieszonkowym dla męża jest zwyczajnie chory.Oboje pracujemy, mamy wspólne konto, sensownie wydajemy nasze pieniądze, nie kontrolujemy się. Tu- trąci to dulszczyzną, Aniela Dulska też męzowi wydzielała kasę i cygara, chore.
        • yadrall Re: Mężowie oszczędnych żon. 07.12.08, 16:57
          A moj maz z kolei to sie ze mna dlugo klocil,ze on chce miec
          KIESZONKOWE!!! Mamy wspolne konto na ktore wplywaja nasze
          zarobki,zarabiamy podobnie,a wydatki sa sporo nizsze od dochodow.
          Problem w tym,ze moj maz nie umie oszczedzac i w zwiazku z tym w
          sytuacji gdy kasa byla wspolna (znczy niczyja) to on nie wiedzial
          ile moze sobie wybrac na pierdolki-owzem wydawalo mu sie dobrze,a
          znacznie gorzej bylo jak po miesiacu analizowal ile kasy przepuscil
          na drobiazgi,a jeszcze gorzej bylo jak pomnozyl te kwote razy 12 i
          przeanalizowal co konkretnego moglby za te kase kupic. WIec w ramach
          nauki oszczedzania ma teraz przydzielone kieszonkowe (sam ustalil
          ile kasy chce)-wyplacane z konta co tydzien (tak jak wchodza nasze
          wyplaty) i tymi pieniedzmi gospodaruje bez jakichkolwiek rozterek.
          Reszta kasy sobie bezpiecznie lezy na koncie i nie martwi nas np.
          potrzeba kupienia jakiejs super czesci do komputera czy remontu w
          kuchni.
          • sokolasty Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 19:29
            To nie miejcie wspólnego konta tylko osobne, ustalcie, kto płaci rachunki, a kto
            w kasie w markecie, reszta wydatków wedle uznania.
            • jednorazowy3 Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 19:38
              co to market?
              • tommydee Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 21:20
                duży, wielobranżowy sklep samoobsługowy

                sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2567057
                pozdrawiam
                • jednorazowy3 Re: Mężowie oszczędnych żon. 31.12.08, 08:34
                  dziękuję za wyjaśnienie
          • iberia.pl yadrall-ale masz głupią 31.12.08, 15:07
            sygnaturke....
    • sagittarius_84 Re: Mężowie oszczędnych żon. 08.12.08, 08:36
      I dla mnie 'kieszonkowe' jest uwłaczajace!

      My mamy wspólne konto, kasą generalnie zarządzam ja (płacę
      rachunki,odkładam na OKO oszczędności). Narazie zarabiamy mniej
      wiecej tyle samo, ale od stycznia to się zmieni (mąż dostał awans).

      Mąż trochę obawawiał się wspólnego konta - chyba sądził, że będę go
      rozliczać z każdego złotówki, ale mam nadzieję że się miło
      rozczarował smile)

      Nie jest rozrzutny, wie ile mamy na koncie, wie jakie mamy potrzeby
      i nie muszę mu przypominać, ze żyjemy oszczędnie. Zazwyczaj
      większość zakupów robimy razem, więc mam okazję wybić coś z
      głowy smile)
      • b-b1 Re: Mężowie oszczędnych żon. 08.12.08, 09:59
        Mąż oszczędnej żony-czyli mój-sam o swoje finanse dba. Na zakupy nie chodzi,
        więc pieniądze sa mu potrzebne tylko na benzynę i swoje zróżnicowane hobby(choć
        w tym wypadku zakupy robi przez net-więc teoretycznie gotówka do niczego mu
        potrzebna nie jest). Cos tam w portfelu zawsze ma-przewaznie posługuje sie karta
        płatniczą i sam sobie robi przelewy.
        Raz na jakiś czas mu odbija i potrafi kupic cos, co ani koniecznym, ani tym
        bardziej oszczędnym nie jest-ale mu wybaczam, bo zdarza sie to dośc rzadko i nie
        nadszarpuje aż tak bardzo budżetu.
    • kasiorekk Re: Mężowie oszczędnych żon. 08.12.08, 11:04
      nie mam męża, z drugą połówką nie ma wydzielania pieniędzy, każdy ma swoje, na
      wspólne wydatki robimy zrzutkę

      ale... znam małżeństwo, gdzie oboje zarabiają, ale on oddaje wypłatę żonie, a
      potem ma wydzielane kieszonkowe codziennie po kilka złotych, jak poprosi... dla
      mnie byłoby to upokorzenie i zaprzeczenie partnerstwa w związku, ale jeśli komuś
      to odpowiada - nic mi to tego
      • kretek_bladzi Re: Mężowie oszczędnych żon. 31.12.08, 00:40
        kasiorekk napisała:

        > ale... znam małżeństwo, gdzie oboje zarabiają, ale on oddaje
        wypłatę żonie, a
        > potem ma wydzielane kieszonkowe codziennie po kilka złotych, jak
        poprosi...

        Spora cz ęść moich znajomych ostentacyjnie oddających całą forsę
        żonie/partnerce mówiąc, że im "nie potrzeba" i że zadowolą się jakąś
        drobną jałmużną zazwyczaj ma lewą kasę z różnych fuch, lewizn,
        kopertowych premii i swobodnie w tajemnicy przed piękniejszą połową
        sobie nią dysponują. Rekordzista potrafi puścić na przyjemności
        prawie drugą pensję. Irytuje się tylko tym, że ruloniki banknotów
        zwiniętę gumką są za duże i ciężko je chować...


        dla
        > mnie byłoby to upokorzenie i zaprzeczenie partnerstwa w związku,
        ale jeśli komu
        > ś
        > to odpowiada - nic mi to tego
    • serendepity Re: Mężowie oszczędnych żon. 08.12.08, 11:53
      Mamy wspolne konto i kazdy bierze gotowke jak chce. Wiekszosc zakupow robimy
      razem i to na dodatek przez internet. Jak maz kupuje sobie cos to tez mi po
      prostu mowi, ze zamawia cos tam i czy mozemy sobie pozwolic na to czy mam inne
      plany budzetowe.

      Nie kontroluje go, ale faktycznie trudno by mu bylo kupic mi jakas wieksza
      niespodzianke bez mojej wiedzy. Na szczescie nie lubie dostawac prezentow, wiec
      ten problem odpada smile

      Ewentualnie moglby kupic cos na jedna z kart kredytowych, ktorej nie moge
      sprawdzac przez internet, ale najpierw musialby ja znalezc, bo nie zostala nawet
      aktywowana i lezy razem z innymi papierami.
    • magda2468 Mężowie dobrze zarabiajacych żon. 08.12.08, 15:13
      Oj to wcale nie jest takie proste: przez bardzo dlugi czas
      pracowalam tylko ja, maz nie. W zwiazku z tym obojgu nam bylo
      glupio, problem staralam sie rozwiazac tak, ze ustalilam z m., ze
      skoro on nie pracuje to przejmuje wiecej obowiazkow czyli np. zakupy
      i zostawialam pieniadze na zakupy plus jego potrzeby. Z drugiej
      strony, mezowi bylo glupio i nigdy nic sobie nie kupowal, wiec po
      kazdych wiekszych pieniadzach zarzadzalam 'wspolne" zakupy, i
      wspolnie kupowalismy dla niego ciuchy, buty itd..
      Teraz maz pracuje, zarabiajac dosc niewiele, ja zarabiam kilka razy
      wiecej i najgorsze chyba sa sytuacje w ktorych uczestnicza osoby
      trzecie- nam jest w koncu wszystko jedno kto zarobil te pieniadze,
      razem nimi gospodarujemy tzn ja zarabiam, maz pilnuje platnosci i
      zarzadza pieniedzmi, przelewami, oplatami itd,
      mamy osobne karty kredytowe, ktore splacamy wspolnie z jednego
      konta, tyle ze ja na to wspolne "oplatowe" konto oddaje 2X wieksza
      kwote niz maz.
      Ale jest dziwnie jak np. doradca kredytowy kieruje swoja przemowe do
      meza (glowy rodziny) a potem widzi nasze PITy. No ale niech ludzie
      mysla co chca, nam jest dobrze...

      • magda.o3 Re: Mężowie dobrze zarabiajacych żon. 08.12.08, 20:48
        U mnie mąż miał kieszonkowe - wywalczył je sobie jak paliłam
        papierosy. Ja swoje 200 zł przepalałam, a on odkładał i kupował
        sobie później jakieś rzeczy, na które nie byłoby pieniędzy, np.
        narty. Teraz kieszonkowego nie mam ani ja ani mąż. Mamy wspólne
        konto, dwie karty. Zakupy robimy wspólnie lub osobno, ale nikt
        nikogo nie rozlicza, bo po prostu nie ma takiej potrzeby. Jak robimy
        większe zakupy, zawsze są wcześniej omawiane np. jakie łóżko itp.
        • jednorazowy3 Re: Mężowie dobrze zarabiajacych żon. 30.12.08, 19:53
          warto przepalac 200 zł miesiecznie??
          pomysl sobie, ze dwa lata i mialabys piekne sztuczne cycki za te pieniadze ... a tak masz tylko zniszony organizm
          • magda.o3 Re: Mężowie dobrze zarabiajacych żon. 31.12.08, 13:50
            Litości, paląc nigdy nie myślałam, jak to z dymem idą
            kolejne "doskonałe" części mojego ciała.
            Poza tym pisałam w czasie przeszłym - nie palę.
      • reni_78 żony dobrze zarabiajacych mężów 11.12.08, 11:44
        u nas jest tak samo, tylko że odwrotnie smile
        mąż pracuje, ja oporządzam wszystko co dotyczy domu i finansów
        on nawet nie zna pinu do własnej karty czy loginu do konta...
        czasem cieszy się, że coś tanio kupił, a ja wiem, że w przysłowiowym
        sklepie za rogiem mógłby kupić to nawet 30-40% taniej...
        generalnie pełne zaufanie i symbioza finansowa u nas panuje
        to on mnie nauczył, że pieniądze nie są ani moje, ani twoje, tylko
        nasze, a dokładniej dla rodziny smile
      • amona13 Re: Mężowie dobrze zarabiajacych żon. 30.12.08, 12:12
        wiesz co z Twojej wypowiedzi wypływa co innego , ciągłe ja dużo więcej zarabiam
        , 2X tyle wpłacam , i ta sytuacja z banku o PIT-ach , gdyby było ci wszystko
        jedno to nie zwracałabyś na to uwagi a mąż spokojnie kupowałby sobie ubrania smile
        język ciała to co innego niż to co mówisz przemyśl to
    • reni_78 wydziela mężowi codziennie 4,50 zł... 11.12.08, 12:16

      znam taki układ...
      głupio się czułam, jak do nich kiedyś przyszliśmy:
      on ją woła dyskretnie do kuchni, coś tam szepczą, ona idzie do
      torebki, wciska mu w rękę 10zł, on idzie do sklepu, wraca z czterema
      piwami po 2,40, a ona rękę wyciąga po resztę i nie popuszcza póki on
      nie odda - żenada - to jest CHORE!!!

      ona mu wylicza dzień: autobus do i z pracy 2x2,20, daje mu 4,50zł
      jakby szedł na piechotę albo ktoś by go podwiózł oddaje jej te 2,20
      - spróbowałby nie oddać...
      kiedyś dała 'aż' 10zł, bo miał w drodze powrotnej coś tam jej kupić

      oboje zarabiają podobnie i niemało
      mieszkanie dostali w spadku, sorry, ONA dostała
      oszczędności na koncie są większe niż dwuletni wspólny PIT
      dzieci brak
      chłop z natury porządny i gospodarny - to ją w nim urzekło
      ona chytra na pieniądze, on oddaje jej całą wypłatę
      jakby w tych końcówek reszt uciułał na kwiatka, to by go jeszcze
      awantura czekała!

      źródło: wieloletnie obserwacje własne potwierdzone rozmowami z nią i
      jego żalami na osobności w chwili słabości


      nie wiem, jak facet może sobie na coś takiego pozwalać ???
      no, nie tylko facet, bo są mężowie, którzy tak traktują swoje
      pracujące żony...
      • edwina2111 Re: wydziela mężowi codziennie 4,50 zł... 11.12.08, 12:33
        Przykro to się czyta... Aż dziw bierze,że facet trwa w takim
        układzie. To co mu zostaje... 10 groszy dziennie. No żal. A gdzie
        wzajemny szacunek również dla potrzeb i zachcianek? Wszak życie to
        nie tylko suchy chleb i czarna kawa... Czasem człowiek musi pozwolić
        sobie na jakieś zakupowe szaleństwo, bo inaczej się udusi. Tym
        bardziej,że facet pracuje, a nie pasożytuje na żonie, leżąc z
        pilotem na kanapie.
        Zgroza.
      • kasiaaa1982 Re: wydziela mężowi codziennie 4,50 zł... 11.12.08, 20:24
        Gdybym nie znała takiego przypadku, pewnie w życiu bym nie
        uwierzyła, że to możliwe. Wyciągać rękę po 40 gr reszty...
        Strasznie przykre. Chociaż z tymi kwiatami, to trochę popieram wink
        Mój mąż wydaje na kwiaty dla mnie co miesiąc kwoty o których nawet
        nie chcę myśleć. Ale to chyba rodzinne, bo Jego ojciec posypuje Jego
        mamę kwiatami do 30 lat smile i nijak nie chce na tym oszczędzać wink A
        ja bym bardzo chciała, żeby On chciał...
      • 4v Re: wydziela mężowi codziennie 4,50 zł... 30.12.08, 18:24
        > nie wiem, jak facet może sobie na coś takiego pozwalać ???

        a ja wiem. są faceci, hm, może z 20% populacji, którzy szukają nie partnerki,
        kobiety, ale nowej mamusi. i im jest w układzie z Nową Mamusią dobrze.

        często to są zakompleksieni faceci, często wychowywani tylko przez matkę, lub
        przez dojrzałych rodziców, no a jak już szukają partnerki, to musi być starsza
        od nich, albo staro wyglądać. albo niech przynajmniej będzie "przy kości" smile

        chorzy układy jak dla mnie. ale nic mi do tego.
        • sikorka68 Re: wydziela mężowi codziennie 4,50 zł... 30.12.08, 19:18
          4v napisał:
          "często to są zakompleksieni faceci"
          Dobrze, że napisałaś często, bo nie tylko. Powodów może być kilka: choćby długo
          pracuje, nie ma czasu zająć się domowymi wydatkami, czy tego nie lubi, albo np.
          ma fantazję do wydawania pieniędzy. Jeśli zdaje sobie z tego sprawę, to ok.
          Oczywiście wydzielanie dniówki, to bzdura, ale określenie jakiejś kwoty jest
          rozsądne. Oczywiście wszystko zależy od dochodów.
          Wiadomo, jeżeli ma się do tego dzieci, to koszt utrzymania jest większy. Jeżeli
          ma się super dochodową działalność- problemu nie ma, a jak ma się pensyjki, albo
          jeszcze lepiej- jedną? Nie ma wyjścia- wydzielać trzeba.
          • 4v pisałem o tych co lubią. 30.12.08, 20:38
            ci co lubią są interesujący.

            jak z pracoholikami.
            jak z singlami.


            ci co muszą, są nieciekawi, bo po prostu.... muszą. nawet niekoniecznie że
            muszą, wystarczy że "tak będzie lepiej" i pewien układ zostaje wprowadzony. ale
            facet nie ma z tego jakiejś przyjemności. a niektórzy i owszem, mają...


            wink
            • sikorka68 Re: pisałem o tych co lubią. 30.12.08, 23:40
              Ciekawy, nieciekawy- to pojęcia względne. Podejrzewam, że w wielu przypadkach
              się mylisz. Facet niekoniecznie musi lubić kupować chleb, mleko itd.
              Jak pracuje i zdarzy mu się czas wolny, niekoniecznie musi "lubić" płacić
              rachunki. Może ma inne zainteresowania i tak woli spędzać swój czas.
    • jedynatakaja Re: Mężowie oszczędnych żon. 11.12.08, 22:04
      hmm...
      u nas jest tak; pieniędzmi gospodaruję ja, choć mąż więcej zarabia.
      Tak się utarło, z pokolenia na pokolenie, że kobieta rządzi pieniędzmi w domu (tzn. w naszych rodzinach tak jest).
      Mąż nie ma swoich pieniędzy, ale jak potrzebuje to wyciągam z portfela i daję, no chyba że to jest niezgodne z naszą polityką fiansową.
      Dla mnie to sytuacja całkiem normalna, nie wiem czemu tutaj się dziwić.
      Mąż jest okrutnie rozrzutny nie potrafi oszczędzać, jeśli za rozrzutnośc by karano - on dostałby dożywocie big_grin
      Dlatego u nas tak jest.
      Jak daję mu kasę na zakpy i mi nie odda reszty to nie odda.

      dla niego to nie jest upokażające, tylko normalne.
      W całym naszym otoczeniu tak właśnie sparawa wydatków wygląda!
      aha ... nie jestem sknerą tongue_out
      • penna Re: Mężowie oszczędnych żon. 11.12.08, 22:16
        U mnie, ja wychowuje dziecko wiec pracuje w domu za darmo, maz
        pracuje zawodowo, zarabia srednio, ale dosc duzo czesto, bo
        nadgodziny bierze.

        Zakupy robimy razem, czyli on placi. Ja nigdy nie robie zakupow.
        Mam pieniadze , jesli mi da, chociaz mam tez karte kredytowa, ale
        jej nigdy nie uzywam, bo on mowi, ze wolalby zeby jej nie uzywac,
        mam mu powiedziec, ze cos chce i on pojedzie ze mna i kupi.
        Acha, mam wlasne pieniadze co miesiac, tak zwane rodzinne. Wybilam
        sie o nie, powiedzialam, ze chce je dostawac, zalozylam wlasne konto
        na nie i zbieram na wakacje.
        Pieniadze malo kiedy on mi daje, zazwyczaj musze w sklepie mowic,ze
        cos chce, bo obawiam sie tak naprawde cos wrzucic do koszyka, bo
        czasem sie zzagalopowalam i nawrzucalam duzo i mowil, ze za duzo,
        wiec kiedy czasem dziecko spi w samochodzie, to ja mowie, zeby sam
        poszedl zrobic zakupy, ja zostane z dzieckiem w samochodzie, a on na
        to, zebym ja poszla wrzucila do koszyka co chce, potem zostawila
        koszyk w jakiejs alejce i wrocila do samochodu i on pojdzie
        zaplacic, na to ja mu ,ze denerwuje mnie to, ze ja placic nie moge i
        nie chce isc wcale. On pozniej nalega zebym poszla sama i ze nie
        bedzie mi mowil, ze za duzo wzielam, bo on wie, ze bede w zlym
        humorze i bedzie nieprzyjemna atmosfera.
        Czasem mi daje jakies pieniadze, ale to malo kiedy, bo niby nic mi
        nie brakuje, a wszystko moge z nim kupic, no i niby karte mam
        kredytowa i dostep do mojego konta.

        • magda2468 Re: Mężowie oszczędnych żon. 12.12.08, 08:41
          No właśnie, to co pisza kolejne osoby jest potwierdzeniem tego, że
          gospodarka pieniędzmi w małżeństwie tak naprawde jest odbiciem
          relacji emocjonalnych... I jeśli wszystko jest Ok, jest zaufanie i
          wspolne priorytety to nie ma problemu, niezaleznie od tego czy
          gospodarujemy budzetem 1000zł czy 10000. A jeśli jest głupio sobie
          coś kupic z obawy, że druga stron atego nie zaakceptuje i pojawia
          sie karuzela: kupic/ nie kupic a co on powie? kupie i będę mieć
          poczucie winy itd to juz nie mówimy tylko o problemach z pieniędzmi
          ale z relacjami w małżeństwie w ogóle...Albo mamy wspolne cele: tzn
          wspolnie oszczedzamy albo wspolnie wydajemy albo kazde ciagnie w
          swoja strone spotykajac sie z niezrozumieniem/pretensjami/
          marudzeniem drugiej strony...
          Mysle tez, ze osoba, ktora trzyma kase i ktora trzeba poprosic zeby
          mozna bylo sobie cos kupic tak naprawde chce trzymac wladze i czuc
          sie potrzebna, wazna i majaca wplyw na decyzje drugiej strony...I
          jest pytanie: czy druga strona sie na to zgodzi: czy bedzie prosic-
          potrzebuje kupic ten sweterek i czekac na zgode i odda reszte co do
          grosza.. czy trzasnie drzwiami mowiac mam swoje zdanie- ja tez sie
          licze i chce decydowac o swoich sprawach...
          Wracajac do poczatku mojej mysli- kazdy z nas jest w innych
          relacjach emochonalnych, innym ukladzie sil w malzenstwie i to sie
          przeklada na pieniadze, dlatego uwazam ze trudno jest oceniac
          innych, trudno wejsc w ich życie.. skoro te osoby sa szczesliwe to
          co nam do tego...
        • arribeth Re: Mężowie oszczędnych żon. 13.12.08, 11:12
          Ja też nie pracuję i nie mam żadnych własnych dochodów, konto jest na męża, ale:
          Duże zakupy spożywcze robimy razem, więc zazwyczaj mąż płaci, a ja decyduję co
          wrzucamy do koszyka + zachciewajki obojga, typu słodycze, jakieś kobiece pismo itp.
          Co jakiś czas (zazwyczaj jak wydam poprzednie, więc nieregularnie) dostaję
          pieniądze na drobne wydatki, typu trzeba kupić pieczywo, skończył mi się tusz do
          rzęs czy jest duuuża promocja na Merlinie i ja koniecznie muszę z niej
          skorzystać. Mąż nie wnika na co wydałam a ja szaleję w granicach rozsądku.
          Jeżeli zakupy ciuchowe itp. robimy razem płaci mąż, jeżeli jadę sama mówię
          "kochanie rzuć trochę grosza bo chcę sobie coś kupić".
          Wysokość tych kwot zależy od naszej aktualnej kondycji finansowej, ostatnio są
          dość spore bo mąż zaczął nieźle zarabiać, ale jeszcze rok temu musieliśmy się
          mocno ograniczać. Ale ZAWSZE każde z nas miało jakieś pieniądze na swoje
          zachcianki choćby to miało być 50 złotych.
          • jamajka79 Re: Mężowie oszczędnych żon. 14.12.08, 15:15
            Ja też nie pracuję(chociaż mój mąż uważa, że ja pracuje na dwa etaty w domu).
            Konto mamy wspólne. To ja pobieram pieniądze. Mąż zrobił to ostatni raz prawie 8
            lat temu jak urodziła nam się córka. Zakupy robimy razem i z reguły jest tak, że
            jeden drugiego namawia żeby sobie coś kupić. Moja mama ma takie właśnie życie
            jak niektórzy opisują. Na każdą rzecz musi mieć zgodę mojego ojca. Nie
            cierpiałam na to patrzećsad I myślałam sobie, że w mojej rodzinie nigdy tak nie
            będzie! Udało się! smile
            • bambussi Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 11:37
              a my mamy osobne konta - ja, z uwagi na większe zarobki, robię
              większość opłat, a żona zakupy bieżące, typu ubranie czy jedzenie...

              dopóki rachunki popłacone a lodówka pełna w życiu nie przyszłoby mi
              do głowy kontrolować i sprawdzać na co zona wydaje resztę kasy

              ja na koniec miesiąca zostanie jesj 100 to ma jakiś tam krem, jak
              500 to nowe buty i bluzkę (raczej nie odkładamy kasy, jak coś
              zostaje na koniec miesiąca to wydajemy do zera na siebie nawzajem
              lub kupujemy coś córeczce)
        • iberia.pl Re: Mężowie oszczędnych żon. 31.12.08, 15:14
          penna napisała:
          > Pieniadze malo kiedy on mi daje, zazwyczaj musze w sklepie
          mowic,ze
          > cos chce, bo obawiam sie tak naprawde cos wrzucic do koszyka, bo
          > czasem sie zzagalopowalam i nawrzucalam duzo i mowil, ze za duzo,
          > wiec kiedy czasem dziecko spi w samochodzie, to ja mowie, zeby sam
          > poszedl zrobic zakupy, ja zostane z dzieckiem w samochodzie, a on
          na
          > to, zebym ja poszla wrzucila do koszyka co chce, potem zostawila
          > koszyk w jakiejs alejce i wrocila do samochodu i on pojdzie
          > zaplacic, na to ja mu ,ze denerwuje mnie to, ze ja placic nie moge
          i
          > nie chce isc wcale. On pozniej nalega zebym poszla sama i ze nie
          > bedzie mi mowil, ze za duzo wzielam, bo on wie, ze bede w zlym
          > humorze i bedzie nieprzyjemna atmosfera.


          PA-RA-NO-JA!!!
      • ratel Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 14:50
        Hmmm, rozrzutność bierze się chyba stąd, że nie mamy motywacji do oszczędzania.
        A jak tu oszczędzać gdy tak naprawdę nie my zarządzamy kasą i nic nie zależy od
        nas? Wydzielanie komuś kasy i dawanie wówczas kiedy ten ktoś na coś potrzebuje
        nie motywuje do planowania wydatków, bo co tu planować? Zaoszczędzę, a żona za
        te zaoszczędzone pieniądze kupi serwis obiadowy, bo jest zgodny z polityką
        finansową rodziny, a ja marzę o "zupełnie niepotrzebnej" zbroi rycerskiej, na
        którą żona prychnie z dezaprobatą i wyśmieje. Najłatwiej przecież nam
        zaoszczędzić na coś czego zakup przyniesie nam radość.

        Inna sprawa, że jednoosobowe zarządzanie kasą jest dużo łatwiejsze, ale druga
        osoba ZAWSZE na tym traci i niekoniecznie materialnie, bo przecież kieszonkowe
        może być duże, ale zawsze określa podległość w stosunku do drugiej osoby, bo
        nawet jeśli osoba zarządzająca pozwala na każdy wydatek partnera to pojawia się
        tu słowo "pozwala" i niejako mamy w domyśle wpisane, że nie od nas zależy decyzja.
        A jeśli nie my decydujemy, to znaczy że jesteśmy w jakimś stopniu
        ubezwłasnowolnieni i możemy się na to godzić bądź nie, ale z wolnością to
        niewiele ma wspólnego.
    • daga_1 Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 12:45
      Nie jest uwłaczające dawanie kieszonkowego mężowi, który niestety nie liczy się
      z pieniędzmi. Różni są faceci, jedni oszczędni inni nie. Jeśli facetowi
      pieniądze przeciekają przez palce. Pieniądze, których nie ma za wiele, to
      trudno, ktos oszczędniejszy w rodzinie musi być rygorystyczny. Inaczej nie będą
      mieli co jeść i może wylądują pod mostem.
      • sikorka68 Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 13:06
        Ale przyznasz chyba, że wydzielanie 5 zł/dzień, a 150 na m-c, to dla budżetu
        domowego niewielka różnica, a to drugie lepiej wygląda.
      • bogiemslawiena Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 13:53
        Nie bardzo rozumiem, jak można wydzielać swojemu parnterowi
        pieniądze. Jeśli osobnik jest nierozsądny i wydaje kasę jak popadnie
        na duperele, przec co cierpi domowe konto, trzeba z delikwentem
        usiąść i na spokojnie wytłumaczyć, jeśli wiemy coś lepiej.
        Mój małżon na ten przykład bardzo lubił stołować się na mieście.
        Strasznie mnie to denerwowało, bo spokojnie mógł brać w hermetyczne
        pojemniki to, co zostało przygotowane w domu... Jak zaczęsliśmy
        gadać, ile kosztuje jego stołowanie się na mieście i że to trochę
        nierozsądne, zrozumiał. A bolesne jego stołowanie się poza domem
        było, bo mieliśmy problemy z plynnością finansową.

        A jeśli do deliwenta nie dociera, że przepuszczanie kasy nie jest
        fair wobec strony, która stara się oszczędzić - znaczy, że coś jest
        nie tak w komunikowaniu się w związku. Jak człowiek jest rozsądny,
        to wszystko zrozumie.
        • seler-ek Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 14:05
          W hermetyczne pojemniki?! O matko! A jak on z tych pojemników jadł w
          pracy? I gdzie? Przed komputerem? To chyba jednak dziwactwo. U nas
          wszyscy chodzą normalnie na lunch. A co mu dawałaś w tych
          pojemnikach? Zupę? Czy kartofle ze schabowym i kapustą?
          • frisky2 Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 15:32
            seler-ek napisała:

            > W hermetyczne pojemniki?! O matko! A jak on z tych pojemników jadł w
            > pracy? I gdzie? Przed komputerem? To chyba jednak dziwactwo. U nas
            > wszyscy chodzą normalnie na lunch. A co mu dawałaś w tych
            > pojemnikach? Zupę? Czy kartofle ze schabowym i kapustą?

            Dlaczego sie smiejesz? Jedzenie z domu jest na pewno i zdrowsze i tansze niz
            wychodzenie na lancz.
          • wuetend a u mnie w pracy jest kilka frakcji 31.12.08, 08:31
            1. ci, ktorzy zawsze chodza na lunch
            2. ci, ktorzy przewaznie chodza na lunch
            3. ci, ktorzy czasem chodza na lunch
            4. ci, ktorzy rzadko chodza na lunch
            5. ci, ktorzy przewaznie nie chodza na lunch.
            Mamy wybudowac barykady?
          • diabel.lancucki Re: Mężowie oszczędnych żon. 02.01.09, 09:40
            seler-ek napisała:

            > W hermetyczne pojemniki?! O matko! A jak on z tych pojemników jadł w
            > pracy? I gdzie? Przed komputerem?

            O matko!! W tesco pracujesz, ze nie macie kuchni, lodówki i mikrofali czy
            kuchenki?????

            To chyba jednak dziwactwo. U nas
            > wszyscy chodzą normalnie na lunch. A co mu dawałaś w tych
            > pojemnikach? Zupę? Czy kartofle ze schabowym i kapustą?

            U mnie nikt nie chodzi. Nie mamy przerwy lanczowej (dzięki Bogu, bo wcześniej
            jestem w domu).
    • leew1 Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 14:45
      od kilku lat jestem na utrzymaniu żony(zarabiam nie więcej niż 15 tys. rocznie)
      i co z tego skoro mi to odpowiada
      • sowizdrza Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 17:09
        mi nic do tego

        ale dziś wiadziałem w sklepie zabawną sytuacje
        to nie było małżenstwo ale jakas para
        kobieta poteżna on mały i chudy
        wózek obładowany towarami z supermarketu
        on szybko podlatuje do stoiska z fajerwerakmi
        wida że się orientuje w temacie zaglada , dotyka
        po chwili odwraca się do niej westalki domowego ogniska
        z pytaniem : jaki mam limit
        ona: 40 zl
        on: skwaszony uśmiech ... ale chyba jednak był szczęsliwy bo wrócił
        do przegladania tego asortymentu z jeszcze większm zapałem
        • anula36 Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 18:44
          pomysl jakby uslyszal: 4 zlsmile
        • taka-sobie-mysz Re: Mężowie oszczędnych żon. 30.12.08, 19:48
          Zawsze mnie zastanawiało, jacy z niektórych forumowiczów to znakomici
          psychoanalitycy!!!

          sowizdrza napisał: > ale dziś wiadziałem w sklepie zabawną sytuacje
          > to nie było małżenstwo ale jakas para

          A po czy poznałeś, że to nie małżeństwo? Pytam, bo ciekawa jestem, jak rozróżnić
          małżonków od pary (nie wszystkie małżeństwa noszą obrączki)

          A poza tym skad wiesz, że to w ogole para była? Może to znajomi robili zakupy na
          składkowego sylwestra i ze znajomymi było ustalone, że na alkohol jedzenie
          max.ileś tam, na fajerwerki max.40 zł. a reszta na alkohol?

          • sowizdrza Re: Mężowie oszczędnych żon. 31.12.08, 09:25
            ok może powineinem napisac to była para - moim zdaniem
            jakby to było małżeństwo to nawet lepiej


            poza tym nie będe badał czy są małżeństwem
            po prostu wygladali mi na parę

            zawsze lubie takie dociekliwe osoby na forum
            nic nie dodają od siebie tylko jątrzą

            ps pewnie też wydzielasz staremu swojemu i chcesz sie poczu lepiej
            pisząc tutaj cokolwiek

            ps1 do myślacych loicznie chodziło mi tylko o przedstawienie komizmu
            sytuacyjnego nic więcej

            ps2 Wszystkim życzę Wszystkiego Najlepszego w Nowym 2009 Roku!


        • natter2 Re: Mężowie oszczędnych żon. 31.12.08, 10:20
          > on: skwaszony uśmiech ... ale chyba jednak był szczęsliwy bo wrócił
          > do przegladania tego asortymentu z jeszcze większm zapałem

          bo chłopcy lubią takie zabawki, a im większy chłopiec, tym większe zabawki i
          większy zapał wink

          A co do 5zł kieszonkowego. No faktycznie "kieszonkowe", po tytule sądziłem, że
          to taka przenośnia: mąż dostaje kasę od żony. A tu faktycznie kieszonkowe smile
          Jeszcze bym zrozumiał sytuację, że ona zarabia, on nie, więc ona daje mu
          pieniądze na różne sprawy. Ale 5 (słownie pięć, PIĘĆ???!!!)!!!!!!!!!
          Pomyłka jakas i poniżanie partnera - odnosić tak do faceta jak i kobiety tak
          "chojnie obdarowywanych"
    • kyyriad chory układ 31.12.08, 12:21
      Już sam fakt że komuś dorosłemu wydziela się pieniądze jak dziecku
      jest uwłaczajacy nawet wtedy, gdy ten ktoś nie pracuje, można się
      przecież umówić na jakąś kwotę, w zależności od dochodów to może być
      100 1000 czy 10000 zł miesięcznie do wydania przez partnera bez
      wyliczania na co i po co, dlaczego zaraz upokarzać bliska osobę
      takim traktowaniem? Chodzi chyba o to, że niektórzy lubią "trzymać
      kasę" i władzę w domu zarazem, a inni lubią się podporządkowywać
      dominującej jednostce. Mój własny ojciec całe życie oddawał całą
      pensję matce a sam zadowalał się tzw. zaskórniakami czyli jakimiś
      dodatkowymi pieniędzmi typu premia, zlecenie, fucha itp. Ukrywał je
      przed pazerną matką i tych pieniędzy załatwiał swoje potrzeby,
      kupował coś mi, miał na piwo z kolegami .. Matka natomiast
      niepodzielnie rządziła kasą i odkładała na rzeczy ważne typu nowy
      telewizor czy pralka. Nie było tam miejsca na żadne spontaniczne
      zakupy, knajpy czy przyjemności, tylko proza życia. Podobnie żyło
      wiele małżeństw i jak widzę - ten model preztrwał i dziś, tylko
      dziwię się, że jeszcze są chętni na trwanie w takim układzie.
      Dziasiaj każdy chce się choć trochę samemu realizować i mieć coś z
      życia a nie tylko wypełniać obowiazki, dlatego pewnie jest tyle
      rozwodów, bo kto by chciał być finansowym niewolnikiem nawet
      najbardziej kochanej osoby?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka