Dodaj do ulubionych

Na szczęście już koniec świąt!

26.12.09, 17:13
Przez moich teściów nawet święta mnie już nie cieszą i był to okres
pełen stresu i nerwó i nie mówię już ile czasu bedzie trwało
obrabianie mi dupy.
Mieszkam (niestety) z teściami i jest to najgorsza decyzja jaką
podjęłam w życiu gdybym mogła cofnąć czas w życiu bym takiego błędu
nie popełniła.
Nie rozmawiam z teściami już rok czasu po prostu nie było żadnej
kłótni tylko stwierdziłam że nie mam o czym gadać z nimi więc
przestaliśmy z e sobą rozmawiać. Teściowa to tak zakłamana osoba,
kłamie w żywe oczy, według niej jej synek (córeczka zresztą też)a
mój mąż jest taki biedny bo pracuje a po pracy zajmuje się dziećmi a
jak naczynie pomyje albo obiad ugotuje to już w ogóle oburzenie
ostatnio słyszałam jak teść do teściowej mówi że ich syn to się
niedługo wykończy (bo umył 3 talerze). Teść obrabia dupę jak leci,
grzebie mi w śmieciach i komentuje że tyle marnuje (teraz wymyśłiłam
sposób do śmieci na wierzch wrzucę zurzytą prezerwatywę albo brudną
podpaskę;) ). Buduje swój własny domek ale cokolwiek mówią o naszym
domu to podkreśłają że to dom mojego męża a nie nasz wspólny bo to
on pracuje a ja tylko siedzę w domu i dzieci wychowuję.
Wracając do świąt oznajmiłam swojemu mężowi że nie zamierzam spędzać
z jego rodzicami i siostra z rodziną świąt, z nikim tam nie gadam
więc jakbym się tam miała czuć. Co roku teściowa robiła świeta u
siebie więc wszyscy schodzili sie do niej w tym roku jej córka
zrobiła więc tym bardziej nie zamierzałam tam iść, mąż oczywiście
się obraził a ja z nerwów nie żłożyłam im nawet życzeń, zresztą po
co życzyć komuś czegoś czego się nie życzy a tylko dlatego że wypada
to nie dla mnie.
Dupę już mi obrobili, sama słyszałam. Jestem jednym wielkim kłębkiem
nerwów i sama zła na siebie że tak sobie ułożyłam życie że
postawiłam na wychowanie dzieci a nia na pracę i bycie samodzielą
finansowo a by się wynieść z tego chorego domu, pociesza mnie tylko
nasza budowa i to ze jestem dosyć młoda i jeszcze trochę życia
przede mną spokojnego bez teśćiów.

Życzę wszystkim spokojnego przyszłego roku i jak najwięcej dni bez
teściowych:)
Obserwuj wątek
    • deodyma Re: Na szczęście już koniec świąt! 27.12.09, 00:07
      a co maz na to?
      • styczniowka82 Re: Na szczęście już koniec świąt! 27.12.09, 09:53
        Mąż oczywiście że ja sobie wszystko wymyślam, że on nic nie słyszy
        żeby oni nas obgadywali (bo na niego teściu też nieźle najeżdza) a
        jak ma słyszeć jak on całymi dniami w pracy, a jak tylko z nimi
        siedzi sam to oni tak mu gadają na mnie że szok a ten dupek siedzi i
        nic. Dwa razy tak wpadłam niespodziewanie do domu jak oni obrabiali
        mio dupę. Mi nic nie powiedzą tylko poza plecami. Ja teściowej na
        samym początku powiedziałam prosto w twarz ze nie ma się interesować
        co ja robię jej synusiowi na obid i jak wychowuję dzieci. Bo akurat
        żaliła się córeczce że jej synek na obiad tylko pizze je (początek
        małżeństwa i tak nam pasowało), potem komentarze dotyczące dziecka,
        karmienia itp. A przy drugim dziecku to kiedy teściu wydarł się na
        starszego (syn był zazdrosny po przybyciu dzidziusia i często płakał
        i chciał stawiać na swoim) i zaczął go przedżeźniać, zwróciłam mu
        uwagę aby tak nie robił bo on będzie bardziej ryczał a jak on się
        wtedy wydarł na mnie że powinnam synowi strzelić w twarz aby się
        zamknął, że jak nie ja to on mu wpier...li, ja zaczęlam się drzeć na
        niego że nie ma tak odzywać się do mnie i do moich dzieci to kazał
        mi wyp..dalać do swojego pokoju. A mąż po powrocie do pracy nic bo
        jak on może cokolwiek rodzicom powiedzieć. Mieliśmy trzy okazje
        wyprowadzić się od nich ale mąż oczywiście nie chciał bo jakby mógł
        to rodzicom powiedzieć i zostawić ich ze wszsytkimi rachunkami.
        • deodyma Re: Na szczęście już koniec świąt! 27.12.09, 13:32
          wybacz, ale Twoj maz to dupa.
          nie wierze, ze nie wie, co jego rodzice wygaduja pod Twoim adresem,
          czy to za plecami, czy prosto w oczy.
          a nie myslalas nad tym, zeby wynajac gdzies mieszkanie i wyprowadzic
          sie od ukochanych tesciow?
    • moni-kam9 wciąż w dole... 27.12.09, 13:19
      Minęły kolejne święta Bożego Narodzenia, już od czterech lat
      wyjatkowo ciężkie dla mojej rodziny.Nie wiem, co dalej robić, a
      wszystko dzięki "kochanej teściowej". Jestesmy z mężem już od 11
      razem, 8 lat po ślubie. Od 4 lat nie rozmawiam z moją teściową, od 3
      lat nie mam juz siły rozmawiać z moim mężem...A na początku było tak
      pięknie, jak w bajce. Poznaliśmy się z mężem i zakochalismy w sobie.
      Po kilku miesiącach bycia razem, pojechaliśmy do jego rodziców, abym
      ich poznała...Na poczatku moja przyszła wówczas teściowa dała poznać
      się w wersji "ą" i "ę". Była sztywna jak diabli, ale wytłumaczyłam
      sobie,że przecież widzi mnie pierwszy raz, nie zna mnie i takie tam.
      Ale ok, staralam się zrobić jak najlepsze wrażenie. Potem drugie,
      trzecie, czwarte odwiedziny i zauważyłam, że mnie ona po porstu mnie
      nie trawi...Ale to nie z nią jestem, tłumaczyłam sobie...Mój parner,
      jedynak, też mi to powtarzał, że mieszkają daleko od nas, że będzie
      dobrze, po prostu mama musi się przyzwyczaić do mnie i takie
      tam...Po trzech latach znajomości zdecydowaliśmy się na ślub. i się
      zaczęło ustanawianie, gdzie i jak. Nie spodobało mi się, że tylko
      moi rodzice zostali obarczeni tym obowiązkiem, ale ok. Zalatwiliśmy
      hotel i restaurację,moi rodzice zajęli się cateringiem, oprawą
      muzyczną itd., a my wzięliśmy na siebie nasze stroje, alkohol,
      zaproszenia itd. Przez cały okres załatwiania spraw jego rodzice
      tylko raz skontaktowali się z moimi z zapytaniem, czy coś nam dadzą
      po ślubie (czyt. kasa). Przyszedł dzień ślubu i wesela. Teściowa nie
      dojechała przed weselem, aby udzielić nam błogosławieństwa (bo
      musiala w tym czasie zrewidować lokal, w ktorym miało być wesele),
      udzieli go moi rodzice, a ona z teściem wpadła do kościoła dopiero
      na początku uroczystości. Potem na weselu obraziła się na mnie i
      moją rodzinę, bo nie mogła usiąść obok swojego synka przy stole...w
      miejscu dla świadka oczywiście. Po weselu pojechaliśmy w podróż
      poślubną, a gdy z niej wróciliśmy ( 3 tyg.po ślubie), wyjęła album
      ze zdjęciami i zaczęła mnie częstować zdjęciami dziewczyn, które
      mogłyby być żonami jej synka. Dziewczynami z nazwiskiem, majątkiem
      itd. Mój mąż podkulił ogon i zdobył się tylko na tekst: mamo,
      przestań już… Potem było już tylko gorzej. Telefony sprawdzające
      gdzie jesteśmy, co robimy, z kim, gdzie jedziemy, ile mamy pieniędzy
      itd. Zaczęłam być zła, ale grzecznie zaciskałam zęby i grałam rolę
      dobrej synowej. Z mojego męża zaczął w tym czasie wychodzić
      mamysynek. Wciąż powtarzał, że przesadzam itd. Zaszłam w ciążę,
      urodziła corkę. Teściowa nie raczyła pofatygować się do pomocy, za
      to rozpoczęło się udzielanie dobrych rad telefonicznych, jak kąpać,
      w czym, jak karmić (dlaczego karmię piersią, skoro teraz takie modne
      są butelki),itd. Zaciskała zęby coraz bardziej. Aż do świąt Bożego
      Narodzenia, gdy nasza mała miała 2 lata. Pojechaliśmy do rodziców
      męża. W drugi dzień świąt, córka (wyjątkowo twardy charakterek),
      zaczęła rozrabiać. Aby się uspokoiła, postawiłam ją na chwilę do
      kąta. I stało się. Teściowa przystąpiła do ataku. Zaczęła krzyczeć,
      że jestem nienormalna, że w jej domu nie będę rządzić się dzieckiem,
      że mam iść się leczyć itd. Powiedziałam, żeby poczekała, aż jej syn
      wróci ( poszedł akurat na parking po auto) i wtedy powie, co ma do
      mnie. Usłyszałam, że jej synek nie musi tego wysłuchiwać i dalej
      jazda na mnie…Wykrzyczała mi, że jestem nikt, że czyszczę konto jej
      synka, że moja rodzina to też wielkie nic, a ona zrobi wszystko,
      żebyśmy się rozwiedli…Straszyła mnie prawnikami, znajomościami i Bóg
      wie czy jeszcze. Wówczas zebrałam się z dzieckiem, zwinęłam męża,
      który wszedł w drzwi i usłyszał od niej, że właśnie na nią
      nakrzyczałam i wróciłam do domu. Od tamtej pory moje życie się wali.
      Nie mogę dojść ładu z mężem, bo on dalej uważa, że to moja wina.
      Odechciewa mi się wszystkiego. Nie sypiamy ze sobą od dłuższego
      czasu. Nie wiem, co mam dalej robić. Nie wiem nawet, czy jeszcze go
      kocham. Nienawiść za jego ślepą miłość do mamusi pochłonęła
      wszystkie moje uczucia do niego…Jestem w dołku…Boli mnie spojrzenie
      córki, która nie widzi przytulających i kochających się rodziców… Co
      robić?
      • styczniowka82 Re: wciąż w dole... 27.12.09, 21:10
        moni bardzo ci współczuję, nie wiem, chciałam napisać że jesteś w
        lepszej sytuacji bo nie mieszkasz z nimi ale to nie o to u ciebie
        chodzi, nie mam pojęcia jak ci pomóc co ci poradzić.

        deodyma już dawno bym się wyprowadziła ale tak jak pisałam głupia
        byłam i poświęciłam się dzieciom nie dbając o swoje życie zawodowe i
        tym bardziej finansowe, obecnie staram się założyć swój interes i
        obiecałam sobie że jak tak będzie jak jest jak tylko będę odrobinę
        samodzielna znajdę mieszkanie i się wyprowadzę i wiem jestem pewna
        że mąż za mną nie pójdzie. Tak dupa z niego wiem to ;)
        • deodyma Re: wciąż w dole... 28.12.09, 09:03
          czyli maz nawet nie mysli o wyprowadzce z dom u rodzicow?
          niedobrze...
      • maira10 Re: wciąż w dole... 28.12.09, 10:27
        Przykro mi jak t czytam ale z facetami tak wlasnie jest. ja jestem 3 lata po
        ślubie ma 8 miesięczną córeczkę a malżenstwo wali sie przez tescowa która
        mieszka 300 km od nas a czuję jakby mieszkala z nami. zastanawiam sie nad wizyta
        u psychologa zeby porozmawiać jak postepowac zebym dla męża wazna byla ja i
        dziecko a nie jego popiepszona matka. coraz częsciej mysle o rozwodzie w wiec
        pamietaj nie jestes sama. Mój mąz codziennie dzwoni do matki zapytać co slychać
        a do mnie wciagu dnia nie zdaża się zadzwonić. jak matka chce przyjechać a mi
        nie pasuje termin przyjazdu to sie awanturuje tak jakby to matka byla
        najwazniejsza a nie ja. podam ci prywatnego maila jakbyś chciala się wyzalić
        albo poprostu coś napisać martakon2@poczta.onet.pl. niekiedy odechciewa mi się
        zyć przez ta jęze jaby nie córeczka juz dawno być się rozwiodla.
        • styczniowka82 Re: wciąż w dole... 28.12.09, 13:47
          O rozwodzie to myślę już od początku małżeństwa, no gdyby nie dzieci
          to na pewno bym od niego odeszła. sama nie wiem czy między nami jest
          miłość czy tylko przyzwyczajenie. Czasami żałuję okropnie że tak
          szybko wyszłam za mąż (21 lat), że w ogóle on jest moim jedynym, że
          nic z tego życia nie mam, siedzę w tym pieprzonym domu z jednym
          facetem od prawie 12 lat (poznaliśmy się w wieku 16 lat), wychowuję
          nasze cudowne dzieci i co nic poza tym.
          Mam dosyć matkowania, usługiwania i udawania.
          • maira10 Re: wciąż w dole... 30.12.09, 16:06
            Mozna oszaleć też tak mam czlowiek nie ma kiedy pomyśleć o sobie
            niekiedy chce mi sie strasznie plakać i krzyczeć mam dosyc bycia
            niedocenianą, praczka, sprzataczka i kucharka tylko sama nie wiem
            jak wybrnąc z tej sytuacji.
    • maminka_83 Re: Na szczęście już koniec świąt! 05.01.10, 13:33
      PO przeczytaniu twojego posta mam wrażenie że sporo nas łączy mąż dupa, dwójka
      dzieci i chyba podobny wiek ... To jest okropne jak oni są ślepo zapatrzeni w
      swoje matki. Jaką one im zrobiły krzywdę wychowując na tak niedojrzałych
      emocjonalnie chłopców, którzy chyba nigdy nie dorosną.
      Ja na szczęście nie mieszkam z teściami, bo pewnie mojego małżeństwa dawno by
      już nie było. Choć teraz też nie jest dobrze, teściowa tak sobie wychowała
      syneczka że słucha się jej na każdym kroku, to ona uzurpuje sobie prawo do
      decydowania o naszym wolnym czasie bo foch jak tylko nie spędzamy go z nimi, bo
      przecież ona tęskni za wnukami. Spieprzyła sobie życie na własne życzenie, ale
      czemu my (nasze małżeństwo i dzieci)mamy za to płacić...
      Sama jestem wściekła na siebie, że wkopałam się w taki kanał, że nie skończyłam
      tej farsy zaraz po narodzinach pierwszego dziecka, jak widziałam co się dzieje,
      ale nie chciałam burzyć dziecku świata a teraz sama za to płace wysoką cenę
      jestem kłębkiem nerwów, teściowa to widzi i skrzętnie wykorzystuje pchając się
      jeszcze bardziej w nasze małżeństwo z pomocą o którą nikt nie prosi.
      Pozdrawiam wszystkie synowe :)!
      • maira10 Re: Na szczęście już koniec świąt! 07.01.10, 09:55
        no wlasnie za wczasu zakończyć tylko jak mój mąż by się ze mna klócil a nie
        ustapi co do matki. czy wasi mężowie też codziennie dzwonią do matki bo mnie
        krew zalewa jak biore jego telefon i widzę że do niej dzwoni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka