Gość: kama
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
15.12.07, 10:42
Mój kolega, z którym niestety muszę dosc ściśle współpracowac
bruździ mi regularnie. Intrygi między ludźmi, wiecie. Ploty,
niesprawdzone i wyssane z palca historie. Odważyłabym się nawet to
nazwac buntowaniem innych przeciw mnie. Gadanie jego ma zasięg ludzi
na podobnych stanowiskach - do szefów z jęzorem nie lata, bo nie ma
jakichkolwiek argumentów, że np nie wywiązuję się z obowiązków.
Podłoże tego wg mnie to zazdrosc. Właściwie nieuzasadniona, bo ani
nie zarabiam więcej niż on, ani nie miałam zatargów wcześniej z
nim... Ciężko mi codziennie rano chodzic do pracy. Przyjęłam taktykę
dystansu tzn robię swoje, nie wdaję się w dyskusje. Może to źle ale
nie chce biegac po ludziach i mówic czegoś w sensie "wiesz, nie wiem
co ci naopowiadał X, ale wszystko co mówi to kłamstwo". Czuję że
ośmieszałabym się wtedy i byłoby jeszcze gorzej. w ub tygodniu
rozmawiałam z szefem o przeniesieniu mnie do innego działu: myślałam
o tym już od dawna jeszcze zanim ten człowiek zaczął mi podkładac
świnie. Szef obiecał miec mnie na uwadze gdy coś w firmie się zwolni
jednak nie podał dokładnego terminu (na moje miejsce też musiałby
przyjsc ktoś inny).
Nie chcę się poddawac, jednak ciężko mi.
Powiedzcie jak radzicie sobie w podobnych sytuacjach. I jak wytrwac.
Dzięki.