Dodaj do ulubionych

dalsze losy mojego pieska kochanego

22.09.05, 16:46
pisalam wczesniej w wątku CHOROBA PSA

Za namową pani dr udalismy sie, wlasciwie rodzice, do kliniki Krzeminskiego w
Gdańsku.

Wszystko poszlo bardzo szybko - wlączono psu leki na serce, bo wykryto wade. i
wszystko mialo sie uspokoic.

Niestety - pies nie chodzil, nie zalatwial sie, lezal i po prostu go nie bylo.
Za moją namową mama zadzwonila ponownie do kliniki, kazali niezwlocznie psa
przywiezc - zostal na kroplowce.
To bylo wczoraj.
Podczas nocy i pomimo kroplowek pies zwracal bardzo duze ilosci zolci -
podjeto decyzje o natychmiastowej operacji.
Trwala ona kilka godzin, bilans:
- wycieta śledziona,
- wycieta cześć trzustki,

Przyczyna - guz umiejscowiony na ww i jeszcze na powaznym naczyniu krwionośnym.

Material zostal oddany do badnaia, by ustlaono czy są juz przezyuty czy nie.

I wszystko wskazuje na to, ze usuniety guz tarczycy, ktory ie byl zlosliwy
pozostawil po sobie naciek, ktory przeksztalcil sie w guza zlosliwego.


Strasznie mi smutno, ze pies tyle mcy sie meczyl, ze badnaia wczesniejsze nic
nie wykazaly...ale jestem wdzieczna Pani Doktor, ze podsunęła nam Pani tę klinikę.
I mamy głęboką nadzieję, że Baton dojdzie do siebie pożyje jeszcze kilka lat.
dziękuję
Obserwuj wątek
    • gattara Re: dalsze losy mojego pieska kochanego 26.09.05, 16:42
      Dopiero teraz przeczytalam Twoj post o ratowaniau pieska. Minelo jue kilka dni -
      napisz, co sie dalej dzieje. Czy ta, ciezka bardzo operacja, dala jakies
      wyniki? Bardzo serdecznie Ci wspolczuje, bo sama bylam, dawno temu w podobnej
      sytuacji (podobne schorzenie). U mojej suczki wykryto raka zlosliwego, pod
      pacha przedniej lapy, znakomity weterynarz, niestety juz nieobecny w Polsce,
      zrobil natychmiast operacje i powiedzial, ze jezeli w ciagu 4 miesiecy bedzie
      wznowa, to nalezy ja uspic (on sam wyjezdzal wtedy na kilka tygodni). Dwa
      miesiace pozniej byl juz nastepny guz, tym razem na klatce piersiowej, a ja
      pomimo jego zalecen poszlam z nia do bardzo wowczas znanego, warszawskiego
      weterynarza (nazwisko zmilcze, bo juz nie zyje. Powiedzial, ze jest to guz
      zlosliwy, ale dobrze otorbiony i mozna go usunac. Co i zrobil. Jeszcze miala
      szwy, kiedy pojawil sie nowy przerzut, tym razem n a glowie. Pan doktor, ktory
      za operacje wzial duzo pieniedzy, nie chcial mnie nawet przyjac, zeby wyjac jej
      szwy. Powiedzial, ze musze sobie sama radzic. No wiec ja, przez ponad miesiac,
      kombinowalam srodki antybolowe i dawalam jej, majac nadzieje, na cud, ktory sie
      nie zdarzyl. Wrocil moj owczesny weterynarz, akurat zeby ja uspic, bo juz
      trzeba bylo podawac srodki co 2 godziny. I strasznie mnie zwymyslal za meczenie
      psa.
      B ylo to juz bardzo dawno, od tego czsu mialam juz inne psy, oraz koty, (mam
      obecnie suczke i 7 kotow) ktore niestety ochodzily, ale zadne na raka w taki
      sposob. Kazde odejscie kochanego zwierzaka jest dramatem, ale pozniej bylo
      troszeczkie latwiej, bo mialam juz inne zwierzaki i nie bylo tej pustki. A to
      byla moj pierwszy pies w samodzielnym zyciu, i ta pustka byla koszmarem. Nie
      wracalam do domu, bo balam sie domu bez niej. Miesiac pozniej wzielam nastepna
      suczke, z ogloszenia w gazecie. I bylo to najlepsze wyjscie.
      Przepraszam, ze pisze w takim tonie, ale nie jest wykluczone, ze i Ciebie to
      czeka. I dlatego bardzo Ci wspolczuje, naprawde, to jest straszne, ale czas
      jest naprawde najlepszym lekarzem. Nie mam odwagi napisac, ze jest nim nastepny
      zwierzak. Mam jednak nadzieje, ze jestem zbyt pesymistycznie nastawiona i Baton
      jeszcze z Toba zostanie, czego serdecznie Wam zycze. Pozdrawiam
      • cytrusowa Re: dalsze losy mojego pieska kochanego 27.09.05, 17:14
        Dziękuję Ci bardzo za list - wiele dla mnie znaczy.

        Otoz bilans jest taki, że podczas operacji usunieto malego guzka, okolo 4 cm,
        śledzionę, kawełek trzustki niestety. Guz umiejscowiony byl tak, ze usiskal
        jakies naczynie krwionośne i na tym naczyniu są ponoć nacieki.
        co do oceny guza i ewentualnych przerzutow musimy poczekac jeszcze tydzien chyba.

        Operacja byla w czwartek, od tej pory pies jest na kroplówkach, bo absolutnie
        nie chce jeść, learzy to strasnzie martwi.no i pomomo podawania środkow
        przeciwwymiotnych, wymiotuje nadal żółcią.
        Baton normalnie sie zalatwia, sam ustoi choc jest bardzo oslabiony.
        Schudl jeszcze o kg.
        Na linku ponizej jest zdjecie Batona z lepszych czasow, wazyl tyle ile powinien
        - 15 kg.
        Teraz wazy...6.5kg!!!

        Lekarz w porozumieniu z nami podjął decyzyje o wydaniu nam pieska do domu.
        Rodzice go wczoraj odebrali, noc przespal, ale nie chce sie nigdzie ruszać,
        raczej slabiutki jest.
        Dzis mama z sąsiadką podaly mu tabletki, i na sile trohce wlaly w niego plynu.

        Okrutne to dla nas przezycia, bo wczensiej mielismy cocer-spaniela, wychowalam
        sie razem z tamtym psem.
        Dożyl śedziwego wieku, 16 lat - pewnej nocy dosatal ataku serca, lekarz ktory w
        nocy przyjechal powiedzial, ze najlepsze dla psa byloby uspienie, bo nie
        wieadomo jak dlugo moglby pies życ bez ponwonych atakow.
        Z bolem serca zdecydowalismy sie na to - ja wiedzialam, ze bez psa nie
        wytrzymam, skoro od zawsze pies mi towarzyszyl w zyciu.

        Rodzice sie zarzekali, po mcu przynioslam z rynku malą, czarną i smerdzącą z
        lekka kulkę.
        I to był baton, ktory od 10 lat jest naszym członkiem rodziny.
        I ciężko jest żyć ze świadomoscią, że gaśnie w oczach i odejdzie być moze już
        niedlugo.
        Mówi sie, że trzustka nie lubi być ruszana.

        Ale chcemy by pies miala darowane jak najwecej chwil zycia, by był z nami i nie
        cierpial.
        A wiemy ze teraz, po operacji nie cierpi tak bardzo, jak przed nią.

        Trzeba probować, prawda?
        Psiaki są cudownym czlonkiem rodziny, warto dla niego robic wszystko.

        Pozdrawiam i bede pisac raz na kilka dni, ajk sytuacja bedzie sie rozwijac.
        Marzy nam sie, ze Batonik zacnzie choc troszeczkę jeść.

        Jeśli nie, wroci do szpitala na kroplowki,b o nie moze tak byc, by pies zdechl z
        glodu.
        • cytrusowa 28 września 28.09.05, 10:00
          dzis dowiedziałam się, że Batonik w nocy PIŁ wodę, wieć trochę go ruszyło!!!
          Tabletkę też udalo mu sie podac, niestety jednak troche zwymiotowal mimo
          wszystko w nocy.

          No ale tym piciem wody robi nadzieję!
          • wiesia.and.company Re: 28 września 28.09.05, 10:51
            Tak trzymać! Może wysiłki wszystkich okażą się skuteczne. Może będzie już
            lepiej.
            Pozdrawiam
          • gattara Re: 28 września 28.09.05, 17:08
            Zobaczylam dzis zdjecie Batonika. Jakie ma madre oczy! Faktycznie, schudl
            strasznie, jesli z 15 kg spadl do ok.6. Ale nie tracmy nadziei.Pozdrawiam, a
            Batonika glaszcze za uszkiem.
            • cytrusowa Re: 28 września 28.09.05, 22:31
              dziękuje wam bardzo.

              ciężkow sumie to wszystko znieść:-(, mama dzis dzownila splakana, bo pies juz
              dzis odchodzil - temperatura ciala strasnzie spadla, on lezal sztyewno i sie nie
              ruszal.
              na szczescie pozniej torche odzyl.

              ale te dni przed nami będą decydujące.
              • gattara Re: 28 września 30.09.05, 16:39

                Trzymaj sie. Wiem, ze Ci ciezko, ale moze jeszcze los sie odwroci. A jesli juz
                bedzie ta ostatecznosc, to pamietaj, ze mial u Was dobre zycie i milosc. I to
                sie liczy, dla niego i dla Was (mam na mysli Ciebie i Twoja Rodzine). Napisz co
                z nim (przeczytam dopiero w poniedzialek, bo nie mam w domu internetu).
                • cytrusowa 4 pazdziernik 04.10.05, 18:58
                  kilka dni temu z batonem bylo znow zle, mama pojechala do lecznicy - zmienili
                  leki, dostal cos inengo przeciwwymiotnego, a takze karmę z enzymami.

                  Po okolo dwoch dniach nagle sie poprawilo, pies zaczął jeść!!!!

                  A dodam, ze nie jadl nic ponad dwa tygodnie.

                  A więc mautkie porcje zacząl wcinac, mama mwoi,z e zaczyna jesc popoludniami. je
                  tę specjalną karmę, jak i rozgotowane mięsko.
                  widać krople przeciw wymiotom pomogly.
                  niestety nadal wymiotuje, ale juz tylko raz w ciagu dnia.
                  i nadal czekamy na wyniki badac - czy są przerzuty, czy nie.

                  Oczywiscie jak kazda istota zywa, Baton ma dni lepsze i gorsze, ale ponoc jest
                  zdecydowanie elpiej.
                  Jeszcze nie ma duzo sily, jest wynoszony na rękach ale pwolutku dochodzi do siebie
                  • gattara Re: 4 pazdziernik 05.10.05, 17:54
                    Bardzo sie ciesze, naprawde. To jest bardzo dobra nowina.Moze nie ma tych
                    przerzutow? I jeszcze bedziecie sie cieszyc swoja obecnoscia. To, ze je, to juz
                    jest sukces.
                    Serdecznosci, a glaskania dla Batonika
                    P.S. Kiedy beda wyniki badan?
                    • cytrusowa Re: 4 pazdziernik 06.10.05, 10:41
                      dziękuję:-)

                      Wyniki mają być do końca tygodnia, brrrr
                      • gattara Re: 4 pazdziernik 07.10.05, 17:48
                        Napisz co i jak w poniedzialek. Jesli dalej je to juz jest lepiej.
                        Pozdrawiam serdecznie
                        • cytrusowa 12 pazdziernik 12.10.05, 21:34
                          znow pogorszenie.
                          pies od dwoch dni w swoim miejscu, trudnodostępnym - pod komodą, nie chce
                          wychodzic - rodizce wynoszą go na dwor, nie je, nie pije - srodki p/wymiotne
                          z\wraca.
                          wynikow w dalszym ciagu nie ma:-(
                          • gattara Re: 12 pazdziernik 14.10.05, 18:07
                            To jest niesamowite, tak dlugo i nie ma wynikow! Juz bylo lepiej i troche jadl.
                            Nie podoba mi sie to. Ale moze nie bedzie tak zle.
                            Pozdrawiam serdecznie
                            • cytrusowa 1 listopad, Wszystkich Świętych 01.11.05, 12:09
                              nie pisalam dlugo, bylam w Polsce, no i przez tydzien mialam okazje obserowwoac
                              Batonika.

                              dobra nowina: nowotwor nie jest zlośliwy, to też coś w rodzaju gruczolaka
                              zla nowina: wciaz ma podawane leki p.wymiotne i lekko uspokajające, czasem p/bolowe

                              jesli nie dostanie tych p/wymiotnych - wymiotuje niestety.

                              chudy jest tak bardzo, ze mozna sie na nim uczyc anatomii - powiem wam, ze jak
                              go zobaczylam, to sie poplakalam niestety.

                              lekki jak piorko, nosilam go na jendej rece, wciaz by spal, czasem tylko
                              przejawial jakąś radosc i ochote, machal ogonem czy szczeknąl - ale nawet szczek
                              taki inny, slabiutki...

                              teraz powinien zaczac przybierac na wadze, ale nikt nie wie czemu tak sie nie
                              dzieje:-(
                              • gattara Re: 1 listopad, Wszystkich Świętych 07.11.05, 17:20
                                Pozdrawiam Cie serdecznie i bardzo sie ciesze, ze to nie jest zlosliwe. Ale co
                                robic, zeby jadl, a nie wymiotowal?Bo to chybateraz tu jest problem. A dawalas
                                mu jakies proste srodki, np. ulgastran na czczo, przed jedzeniem? Wiem, ze jest
                                pod dobra opieka, ale moze takie cos prostego mogloby pomoc?
                                • cytrusowa Re: 1 listopad, Wszystkich Świętych 07.11.05, 18:23
                                  no wlasnie sie dowiedzialam ze są przerzuty i sie zezlosliwilo:-(
                                  Tragedia.
                                  pies nie je, dokarmia go mama strzykawką, juz jest tak slaby, ze nie ustoi na
                                  lapach.
                                  ale ma wole zycia, bo jak znajomi przyjdą, potrafi zareagowac, ucieszyc sie...

                                  i jest problem - co robic...
                                  lekarze nie pozostawiają zludzen, na pewno nie bedziemy go sztucznie utrzymywac
                                  przy zyciu - chyba wszyscy, zarowno rodzice, ja jak i lekarze z kliniki zgodnie
                                  twierdzimy, ze dopoki pies nie bedzie ciagle wymiotowal, wyraznie cierpial, nie
                                  bedziemy nic przeciwko niemu robic.

                                  jeśli ma odejsc, a odejdze - to chcemy, by zasnął. By nie trzeba bylo mu pomagac...

                                  za duzo juz wycierpial.

                                  a poki co zyje, co prawda cienko z nim, ale jakas wola zycia w nim jest
    • api3 Re: dalsze losy mojego pieska kochanego 04.11.05, 15:35
      życzę batonowi, apetytu i powrotu do zdrowia, trzymam kciuki
      • sylwia736 Re: dalsze losy mojego pieska kochanego 04.11.05, 16:50
        dopiero teraz zobaczyłam zdjęcie Batonika mój Dzeki był
        identyczny ,niewiarygone widziałam podobne psy ale ten jest identyczny czy ma
        podpalane skarpetki i ogon palmę i biały krawacik? aż łza mi sie w oku
        zakręciła... parę razy był blisko tęczowego mostu lecz zawsze uratowaliśmy go
        wierzę że z Twoją psinkę też uratują ,mój odszedł ale cieszyliśmy sie nim 12
        lat, pozdrawiam wszyskiego dobrego i mocno trzymam kciuki
        • cytrusowa Re: dalsze losy mojego pieska kochanego 06.11.05, 13:21
          dziekuje wam za cieple slowa.

          zalaczam foty, zrobione w listopadzie, oczywisice na nich pies az tak zle hnie
          wyglada jak w rzeczywiestosi, ale to dobrze!
          poza tym pecjalnie dla Sylwii by soibe przypomniala Dzekiego:-)

          Baton z profilu:
          img499.imageshack.us/img499/7306/batonnowe22yy.jpg
          Baton śpiący, zresztą z tej slabosci tylko to robil caly dzień:
          img499.imageshack.us/img499/4937/batonnowe33yq.jpg
          Baton na ojomie czyli jak sie bardzo zle czuje, to chowa sie pod komode:
          img499.imageshack.us/img499/6223/batonnowe10ye.jpg
          I na rozweselenie po serii smutnych zdjec, radosne pozdrowienia dla forumowiczow
          od Batona, mającego lepszy dzien:
          img499.imageshack.us/img499/6223/batonnowe10ye.jpg
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka