Witajcie, właśnie dzis wyszłam z moją córeczką ze szpitala. Rodziłam w
Rybniku, choć mieszkam we Wroclawiu. Niestety mój mąz musiał wyjechac tydzien
przed terminem za granicę i przenioosłam się do rodzinki do Rybnika. Mała
Natalka ważyła 3620 i miała 57 cm, dostała 10 pkt

Wszystko zaczęło się w
czwartek, ok 17, odejściem wód. W pewnym momencie usłyszałam - dosłownie -
jakby peknięcie balona w brzuchu, zdążyłam dojśc do łazienki i wtedy zaczęło
się ze mnie lać... Nie miałam w ogóle skurczy. Przespałam całą noc na
porodówce, bez skurczy. Rano dostałam kroplówkę - oxy, skurcze pojawiły się,
ale nieregularne. Ok. 17 podali zwiększoną dawkę oxy i wtedy poczułam, co to
są skurcze porodowe...bolało bardzo, ale i tak nie dało to praktycznie żadnego
rezlutatlu, rozwarcie na 1,5 palca... W związku z tym, iż od odejścia wód
minęło już tyle godzin zrobili mi w piatek ok. 19 cesarskie cięcie.
Zdecydowanie nie polecam, ból po nacięciu jest okropny. Nie mozna się ruszać,
cięzko wstać z łózka. Nawet dziś w 5 dobie po porodzie, nie mogę normalnie się
poruszać....Oczywiście skurcze bolały bardziej, ale mimo wszystko cesarskie
cięcie na żądanie jest dla mnie nieporozumieniem...
Ogólnie szpital Rybnicki oceniam przeciętnie, warunki lokalowe bardzo dobre,
pokoje 2-osobowe z łazienkami, personel natomiast przeróżny, niektóre połozne
przefajne inne takie sobie...lekarzy oceniam raczej pozytywnie...
Trzymam za Was moje drogie kciuki, żeby wszystko poszło sprawnie i jak
najmniej bezbolesnie. Do zobaczenia zatem na Niemowlakach. papap