Nieraz rozmawialiśmy o asertywności, roztrzygając drobiazgi.
Ale tak ogólnie... Jak myslicie - czy chrześcijanin to powinien być ktoś
taki, kto "pozwoli sobie wejśc na głowę" ? Zbyt szeroko otworzy dom ?
Niby wiemy, że ma być dobry - mówimy dzieciom : bądźcie dobre. Ale mam
wrażenie, że dla kazdego jednak to co innego oznacza. Może to jest następny
problem, który tak naprawdę przekłada się na te wszystkie codzienne
roztrzygnięcia - podzielenie się kanapką, pomoc komuś konkretnem...