-
a morza ani widu, ani słychu.
ani jeziora bez glajdy na dnie.
ani basenu bez chloru.
-
się dziś po raz pierwszy zobaczyło, jak uśmiecha się Humphrey Bogart.
a właściwie cień jego uśmiechu widocznym jest na filmie z polskim
tytułem "Koralowa wyspa".
bo i czego się szczerzyć, jak głupi do sera, filmowo i
nie ,przebywając chwilowo na tym świecie bożym.
-
uu. super. ile razy od kogoś z kim mieszkasz, można usłyszeć jak bardzo jesteś do bani?
hm. ile razy można przyjąć to, starając ograniczać się w odpowiedzi do konkretów?
pewnie liczy się w okolicach nieskończoności. serce zetlało i pancerna dupa.
jeśli mogę wstawać o szóstej, to cała reszta może mnie nieprzyjemnie łaskotać
dzień, w którym (ZNOWU) ktoś powiedział - nawet nie na mój temat, ale w związku ze mną i swoim emocjonalnym zapętleniem jakiś - NONSENS. ile takich dni można przeży...
-
nie z Kaczyńskimi, rzecz jasna.
ale się miało dziś zamysł zasnąć najpóźniej o 22.
się nie udało, to nadszedł pomysł, by nie spać w ogóle, a skoro
świt - udać się do Ogrodu Saskiego i uprawić pływanie z kaczkami.
tyle, że podówczas zaraz by było stu policjantów.
no i się nie wie, ile ten staw ma głębokości.
może on mocno krótki, gdy o głębokość idzie.
no i zapewne obślizłości na dnie, co jest sprawą obrzydliwą.
w tej sytuacji się nie wie, co zrobić.
-
słucham zaleceń.
nie pobiegam nad oceanem - idę na basen.
od szóstej, jak napisali, za pół darmo.
kostium wygrzebałam - ten, co jest ładny.
jesli mnie tam nie wpuszczą, bo jakieś vipy się załapią i wszystkie
tory zajmą,
to Cię nie będę lubić.
i tak się skończy ta ponura historia.
idę w imię Boże.