Może ktoś wesprze mnie jakimś mądrym lub nawet głupim, byle skutecznym
pomysłem...
Mieszkam w bloku. Sąsiadów sobie nie wybierałam, ale jakoś się z nimi żyje:
dzień dobry, do widzenia, drobne przysługi. Od jakiegoś czasu jednak moja
klatka zamieniła się w chlew! Sami musimy sprzątać, są wyznaczone dyżury.
Część to robi, część nie. Dzieciątka klatkowe podorastały, palą na korytarzu,
mażą po ścianach, wydrapują w tynku napisy. Czyje dzieci? Każdy twierdzi, że
nie jego! Z paroma oso...