Wczoraj, po trzech dniach powróciłam do domu. I od trzech dni prądu
nie było. Korki poszły. Naryrałam się przy lodówce. I serce mi
pękało jak opróżniałam zamrażalnik do kosza na smieci i wyrzucałam
wszystkie moje pieczołowicie zgromadzone oszczędności żywieniowe na
tak zwaną czarną godzinę (trzęsienie ziemi, pomór, głód, wojna,
obłozna choroba, nędza itd.), a było tego duuuuuużo, i tak mi się
żal zrobiło, że się poryczałam. Zwłaszcza, że prąd jest
gdzieniegdzie, poza tym cos wy...