zaczne od tego, ze pewnego dnia moj syn, "na moich oczach" znalazl
na ulicy dosc spora ilosc pieniedzy w dwoch zmietych i zlepionych ze
soba banknotach. wychodzilismy ze sklepu a on podbiegl jakby do tych
pieniedzy, podniosl je i z radoscia oznajmil nam ze je znalazl. ja i
tesciowa bylysmy troche w szoku, ze jak to tyle pieniedzy, ze ktos
biedny je zgubil, ale nijak nie bylo komu oddac i kogo pytac bo to
byla ulica.
za znalezione, syn kupil sobie "wymarzona" zabawke.
to byl...