małżeństwa dziwną prawidłowość, gdy ona miała w pracy adoratora (mówiąc tak
oględnie) wykazywała w stosunku do Bogu ducha winnego chłopa dużą
podejrzliwość, czepiała się o znajomości, kipiała z zazdrości...
Gdy to adorowanie się skończyło (faceta wywalili, bo pijak był i rozrywkę
przedkładał nad obowiązki) kobiecie jakby przeszło? Już nie "rozlicza" go z
każdej minuty, jakby bardziej mu ufała? Dlaczego tak się dzieje? Nie rozumiem
tego??