malgo.neffe
07.02.06, 15:28
Ostatnio panoszy się jak zaraza obrzydliwa moda na edukacyjny minimalizm:
szybko, tanio i całkiem skutecznie. Matura w dwa lata, przyspieszony anielski
w weekend, polonistyka jedynie rok z życia wzięty, prawo jazdy w trzy
tygodnie, magisterium góra (!) trzy lata.
Mit o wyższości uczelni państwowych nad prywatnymi szybko przechodzi
do lamusa. Młodzi i niepokorni wobec życia gniewni wychodzą bowiem
z przekonania, że nie ma sensu użeranie się z uniwersytecką, często ciężką,
rzeczywistością, skoro dyplom magistra można kupić jedynie za 1200 PLN za
semestr.
Ostatnio zabił mnie śmiechem syn znajomego, który studiuje na jednej
ze znanych, prywatnych uczelni. Kiedy zobaczyłam zagadnienia do niezdanego
zresztą egzaminu z fizyki, ich poziom przypomniał mi klasówkę na poziomie
pierwszej klasy liceum. „Zaliczenie i tak dostanę – powiedział,
za to im płacę, pieprzonej, wyższej pierdolencji”. Zamarłam z przerażenia.
Ludzie! Nie każdy musi mieć maturę i tytuł mgr przed nazwiskiem.
Nie rozdawajmy dyplomów, skoro można je kupic na stadionie i ratujmy
polską inteligencję, zanim wymrze śmiercią naturalną!
malgo