zosiaczek25
03.11.07, 11:46
Ostatnio mialam "rozmowe o prace". W cudzyslowiu, bo to tylko chyba ja
myslalam, ze umawiam sie w tej sprawie. Zobaczylam wywieszke, ze poszukuja
pomocy biurowej, zadzwonilam, umowilam sie na termin. Moja osoba kontaktowa
nawet odebrala mnie prawie spod domu i dowiozla do firmy. Po drodze wypytywala
mnie o moje zycie, plany itd. Ja zas zadawalam pytania o firme, ale pani nie
byla zbyt rozmowna. I juz wtedy naszlo mnie dziwne uczucie. Ale nic. Idziemy
do firmy. Przychodzi szef i zaczyna sie interview. Okazuje sie, ze firma
zajmuje sie zbieraniem danych n.t. ubezpieczen i wszystkiego zwiazanego z
finansami. Ja mialabym chodzic po ludziach i zbierac wlasnie takie informacje,
wpisujac je do zeszyciku. Zarobek liczony jest od ilosci takich zeszycikow.
Ale. Azeby rozpoczac prace, musze przejsc szkolenie, za ktore z wlasnej
kieszeni jeszcze przed podpisaniem umowy o prace m,usze wydac ponad 100€. Dla
mnie to oczywiscie kupa kasy, bo nie pracuje i za same studia place sporo.
Mowie facetowi, ze musze sie zastanowic (tym bardziej, ze on najchetniej
wolalby od razu gotowke). Wiec on proponuje mi kurs za miesiac. Do tego czasu
niby mam mozliwosc sie zastanowic, ale... pieniadze i tak musze wplacic
natychmiast. Jak na zlosc, maz wlasnie o tej samej porze ma tez rozmowe o
prace, wiec nie moge do niego nawet zadzwonic i krzyczec "ratunku!" lub
spytac, co on o tym sadzi. A facet mnie bajeruje, ile to ja nie moge zarobic.
Mnie zwisa gruba kasa, zalezy mi na stalej legalnej pracy. A innej szansy na
razie na taka nie mam. A facet sie niecierpliwi. Podpisalam wiec formularz
zgloszeniowy na to szkolenie. Ale teraz caly czas rozmyslam. Bo oni z mojego
chudego konta juz odciagaja ta stowe, a nie wiem, ile to szkolenie mi da. Nie
wiem tez, czy wogole potem dostane u nich prace. Przeciez nie podpisalismy
zadnego porpzumienia w tej sprawie. Boje sie, ze to jacys naciagacze. Czy wy
spotkaliscie sie z czyms podobnym- ze ktos wymagal od was szkolenia za wlasne
pieniadze przed podpisaniem umowy o prace?