jan.kran
13.04.06, 06:06
Nauczenie moich dzieci jezyka polskiego w niemieckim otoczeniu wydawalo mi
sie oczywiste i nie podlegajace dyskusji.
Ja i maz bylismy Polakami , ja znalam niemiecki bardzo slabo kiedy Mloda sie
urodzila.
Patrzac z perspetywy matki ktora wychowala dwujezyczne dzieci przyznam ze
spotkalo mnie w w ciagu dwudziestu blisko lat wiele zaskoczen, watpliwosci
ale tez dumy i radosci.
Jednej rzeczy w ogole nie wzielam pod uwage, decydujac sie na dwujezyczne
wychowanie: kim beda moje dzieci, ktory jezyk i kultura beda Im najblizsze,
jakie problemy i watpliwosci beda mialy z powodu swojej tozsamosci.
Zarowno jak jak i Oni jestesmy zadowoleni z tego ze sa dwujezyczne. Natomiast
nigdy nie beda zwyklymi przecietnymi dziecmi ktore moga o sobie powiedziec :
jestem Niemcem , Polakiem , Francuzem.
Paszport, pochodzenie rodzicow, miejsce zamieszkania nie ma nic do rzeczy.
Moje dzieci sa pomiedzy .Uwazam ze ma to o wiele wiecej plusow niz minusow
choc czasmi Ich droga nie jest latwa.
Pierwszy raz uswiadomilam sobie Ich problemy z tozsamoscia calkiem niedawno.
Teraz zaczynam z Nimi na temat temat rozmawiac i sama zastanawiac sie nad
odczuciami i problemami jakie moje dzieci maja z wlasna z tozsamoscia.
Kran