mamba30 30.09.10, 08:53 czekamy na wieści od Ciebie. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
turnesolka Re: Turnesolka 03.10.10, 16:00 Jestem lub raczej jesteśmy już w domu! Jachu urodził się w środę przez cc przed 15tą. Ważył 3300 i miał 51 cm. Odpowiedz Link Zgłoś
loca201 Re: Turnesolka 03.10.10, 17:40 No turnesolka! Moje wielkie gratulacje! Ja jeszcze w szpitalu Wrr... Jutro na porannej wizycie podpytam jakie są perspektywy na nasze wyjście. Wczoraj coś doktorka wspominała, że może jeszcze uda nam się wyjść po niedzieli. Co prawda skoczyła Małej bilirubina, ale wydębiłam lampę do mojej sali i wygrzewamy się na łóżku, bo nie chciałam Jej wozić przez korytarz gdzie są otwarte na przestrzał okna i jest zaje*** przeciąg. Wczoraj poświeciłam Niunie 10 godzin, na noc Ją zawinęłam, bo zimno było, a dziś znowu świecimy się już 9,5 godz, poświecimy się jeszcze do 20 i też dam Małej odpocząć. I zobaczymy co jutrzejsze wyniki pokażą. To będzie nasza chwila prawdy Ps. Ja też czekam na jakieś foteczki Jaśka Odpowiedz Link Zgłoś
elle.net Re: Turnesolka 03.10.10, 18:19 GRATULACJE no to juz moge chyba teraz ja, co? juz mam dosyc a Wam dziewczyny strasznie zazdroszcze Odpowiedz Link Zgłoś
ewikowa Re: Turnesolka 03.10.10, 20:23 Gratuluje!!!!! ciesze sie bardzo i mame chwale za wytrwalosc)) Odpowiedz Link Zgłoś
mamba30 Re: Turnesolka 04.10.10, 09:56 Gratuluję, widze, że worek sie rozsypal Napisz cos więcej, czekamy z niecierpliwością i na zdjęcia również, a jakże teraz na kawę to z Jachem chyba wpadniesz. mhmmmm, mam nadzieje na szybkie odwiedziny słodziaczka. Odpowiedz Link Zgłoś
turnesolka Re: Turnesolka, cz 1 relacji... 04.10.10, 15:54 Dziewczyny, Tyle się przez te ostatnie dni wydarzyło że nie wiem od czego zacząć, zacznę więc od początku ... O 10 w środę zgłosiliśmy się do szpitala na indukcję porodu. Najpierw masa formalności... te wszystkie karty informacyjne etc. Potem jeszcze na IP podłączyli mnie do KTG, w końcu ostateczna decyzja że indukujemy. Przebieranie, masaż szyjki ( o tym chyba napiszę w osobnym odcinku bo to niezapomniane przeżycie - myślałam że zemdleję z bólu) i na salę porodową. Z salą nie było większego problemu (pomaga jak się ma wykupioną indywidulaną opiekę położnej). Ulokowaliśmy się w sali porodowej (chyba jakoś po 12tej) i czekamy dalej. Pojawiały się położne (z oddziału bo moja kończyła zmianę o 14tej więc póki co jej nie było) i lekarz. Podłączyli mnie znowu pod KTG. Trochę czekaliśmy na efekty masażu szyjki, czy same nie odejdą wody lub zaczną się skurcze. Chyba tez potrzebne było trochę zapisu "bazowego" jeszcze bez działania OXY. W końcu przyszła kolejna położna i założyła mi wewnflon i podłączyła pompę z OXY. OXY podawali mi chyba z 20-30 min. Skurcze na KTG chyba jakieś tam się pojawiały ja nie czułam nic. Kompletnie nic. Gadaliśmy sobie z mężem i oglądalismy TV. Potem przyszła położna i wyłączyła mi podawanie OXY mówiąc coś że póki co starczy... Niedługo potem pojawiała się moja ginka i moja położna więc myślałam że teraz podkręcą OXY i coś się zacznie w końcu dziać, bo już mnie dupa zaczynała boleć od leżenia na tym łóżku porodowym. A tu nagle jak grom z jasnego nieba że są duże skoki tętna i że trzeba robić CC. Po prostu szok. Ale jak mówiłam zaufanie do mojej ginki mam całkowite więc nic nie dyskutując powiedziałam że jak trzeba to trzeba. I zaczęło się mocno przyspieszone przygotowywanie do CC. Na szczęście dzień wcześniej zrobilismy z mężem całkowitą depilację tam na dole stwierdziłam że lepiej być gotową na obie ewentualności więc położna tylko trochę jeszcze jednorazówką mnie dogoliła, przebrała w koszulę operacyjną i pomaszerowałyśmy na salę operacyjną, gdzie w tempie przyspieszonym organizowała się cała ekipa do CC (w życiu się nie spodziewałam że to jest aż tyle ludzi) Już wcześniej mielismy z mężem ustalone że na CC to bez sensu aby był na sali więc tu decyzja była szybka. I z perspektywy czasu uważamy że to była słuszna decyzja, bo tłok był i tak wystarczający, sala operacyjna to nie miejsce dla gapiów i dodakowych jakby nie było zarazków. Poza tym nie wiem co mąż by miał tam właściwie robić. No ale wracająć do relacji, zrobili mi ZZO, nie jest jakieś mega bolesne ale przyjemne też nie. Chyba porównywalne do pobierania krwi tylko dodatkowo trzeba się bardzo kontrolować żeby się nie poruszyć. Poza tym ja byłam też dodatkowo trochę przerażona takim szybkim zwrotem sytuacji i tym że jakby nie było czeka mnie operacja. Znieczulenie zaczyna działać błyskawicznie czuje się promieniujące stopniowo w dół ciepło a potem już od wkucia w dół nie czuje się nic i kompletnie nie ma kontroli nad ciałem. Na sali pojawiła się już przebrana do operacji moja ginka więc się zupełnie uspokoiłam. No i się zaczęło, postawili taką zasłonę że nie widziałam co się na dole dzieje. Potem tylko co nieco widziałam z "akcji na dole" i szczerze starałam się jak najmniej widzieć bo to jest jednak mocno dramatyczne że ci tak w pełnej świadomości brzuch rozpruwają i w nim grzebią (po raz kolejny byłam szczęśliwa że nie ma przy tym mojego męża ani nawet nikogo z moich bliskich nawet rodziców lekarzy). Ale czułam że wyciągają malucha, naduszając tak od góry brzucha żeby do "wypchnąć" bo i się pojawił z wrzaskiem oczywiście. Wrzask był taki że mąż na korytarzu słuszał i powiedział że emocje takie były że chciał na salę jednak wparować i go zobaczyć... Ja jakoś trochę otumaniona byłam i aż takich emocji nie czułam, może dlatego że bałam się co się ze mną dzieje i co jeszcze będzie działo. Wzięli malucha na boczny stolik i go tam obmieżyli i zbadali. Dostał 10teczkę a jak go jeszcze z brzucha wyjmowali to położna powiedziała "O chłopak a taki ładny jak dziewczynka".... cdn. bo mi za chwilę cycki rozerwie, muszę obudzić Jaśka i trochę pokarmić Odpowiedz Link Zgłoś
mamba30 Re: Turnesolka, cz 1 relacji... 04.10.10, 16:39 byś się wstydziła tak w połowie przerywać Odpowiedz Link Zgłoś
turnesolka Re: Turnesolka, cz 2 relacji... 05.10.10, 08:18 No więc jak juz stwierdzili że Jachu ma 2 nogi, 2 ręce etc to go zaobrączkowali, chociaż najpierw mi jakis obrączki od innej kobiety pokazali, a ja wogle nie wiedziałam o co chodzi, ale się zreflektowałam no i Jachu jednak dobre dostał W tym czasie ginka robiła swoje za kurtyną (nie chcę nawet wiedzieć co). Jeszcze na sali operacyjnej mi Jaśka na piersiach na chwilę położyli. Oczywiście na rękach miałam podłączone masę kabli etc ale troche go pogłaskałam i pare buziaków dałam bo blisko twarzy mi go położyli. Ale powiem szczerze trochę nadal byłam oszołomiona i jakoś trudno mi było uwierzyć że to już, że to jest mój mały Jachu którego moment temu w brzuchu czułam. W każdym razie do końca życia nie zapomnę dotyku jego skóry. Był taki cieplutki, mieciutki, aksamitny, delikatny i oczywiście maleńki. Zaraz go zabrali, zapakowali w szpitalny bet i wzięli na korytarz, a tam już słyszałam głos mojego męża. Nie pamiętam absolutnie do tam do Jaśka mówił ale wiedziałam, że jest z nim i mały jest bezpieczny i nie będzie się bał. Mnie dalej na sali "oporządzali". Na sali operacyjnej to jeszcze jedna rzecz śmieszna była, tuż przed samym cięciem cały personel stał wokół stołu, na którym leżałam i oprócz anestezjologa to były same kobiety i oczywiście wszyscy w tym operacyjnych fartuchach, czepkach na głowach i maseczkach na twarzach - miałam wrażenie, że wylądowałam w jakimś arabskim kraju i zaraz nade mna niewierną jakieś egzorcyzmy będą odprawiać W końcu pojechaliśmy na salę pooperacyjną. Ja oczywiście nadal z cewnikiem, bez czucia od pasa w dół. Jasiek w tym szpitalnym becie w szpitalnym łóżeczku - wózeczku. Mąż objuczony torbami. Amok totalny, ja jakby nie było po operacji, na jedej ręce non stop rękaw do mierzenia ciśnienia na drugiej ręce podpięta kroplówka i czujnik do pomiaru tętna, oczywiście cały czas cewnik... Jakoś jak to się działo to wydawało się w sumie normalne... ale już teraz na samą myśl słabo mi się robi. Jak jeszcze byłam w szpitalu pare razy przechodziłam koło tej sali pooperacyjnej, niewiedzieć czemu są do niej non stop (chyba że robia jakiś "intymne" zabiegi przy kobietach) otwarte dzwi więc chcąc nie chcąc zajrzałam i na prawdę ale to na prawdę czułam ulgę że już to miałam za sobą. Na tej sali to od razu chcieli pampersy, niedrapki, skarpetki i czapeczkę dla Jaśka więc mąż na szybko szukał w torbie, niby wiedział co i gdzie ale w tym całym szale trochę szukał. Ja nadal oszołomiona a tu mi już buch Jaśka na mnie kładą i przystawiają do piersi. Z jednej strony ogromne szczęście i znów ta cudowna aksamitna skórka z drugiej nie wiem kompletnie jak go trzymać (bo mimo że leży na mnie to jakoś podtrzymywać trzeba) do tego obie ręce nadal podpięte, jak się rękaw do mierzenia cisnienia pompuje to tą rękę muszę wyprostować a tu Jachu akurat ładnie ssie i jakoś trzeba główke podtrzymać... no i jeszcze przyciskać pierś palcem żeby mu noska nie zatykała. Z lekka byłam przerażona. Mój mąż na szczęście przy mnie i jakoś mi się stara pomóc ale też trochę nie wie jak się za małego berbecia złapać. Na szczęście te położne na pooperacyjnej były super. Do tego takie sprawne i pewne tego co robią, że czułam że wszystko jest OK i damy radę. cdn... Odpowiedz Link Zgłoś
turnesolka Re: Turnesolka, cz 2 relacji... poprawka suwaczka 05.10.10, 08:22 coś mi się suwaczek zepsuł poprzednio Odpowiedz Link Zgłoś
mamba30 Re: Turnesolka, cz 2 relacji... poprawka suwaczka 05.10.10, 08:43 No Kochana, to trochę przezyć miałaś Teraz chyba najwyższa pora pokazać ciotkom Jacha. No pokaż, nie bądź taka... Odpowiedz Link Zgłoś
madzialenakata Re: Turnesolka, cz 2 relacji... poprawka suwaczka 05.10.10, 09:34 Gratulacje Kolejna mamusia zmieni się z leżącej na biegającą na wzmożonych obrotach Odpowiedz Link Zgłoś
mamba30 Re: Turnesolka, cz 2 relacji... poprawka suwaczka 05.10.10, 09:42 a Ty co się nie ujawniasz? miałas napisac cos więcej i milczysz, zdjęc tez żadnych nie ma... Odpowiedz Link Zgłoś
madzialenakata Re: Turnesolka, cz 2 relacji... poprawka suwaczka 05.10.10, 10:07 yy, no jak, przeciez opisalam swoja historie a teraz to głownie czytam bo mała mi non stop na cycu wisi a zdjecia - obiecuje ze beda! W ogóle teraz to czas inaczej leci i mi sie moze wydaje ze czesto pisze Odpowiedz Link Zgłoś
mamba30 Re: Turnesolka, cz 2 relacji... poprawka suwaczka 05.10.10, 10:41 taaaa, jednego posta na tydzień... Napisz coś o tym, jak sobie radzicie, jak rosnie, no w ogole wszystko. A nie tak skapisz informacji, nie bądź żyła Odpowiedz Link Zgłoś
turnesolka Re: Turnesolka, cz 2 relacji... poprawka suwaczka 05.10.10, 19:59 zdjęcia obiecuję jutro, bo dziś po południu przeżyłam 3 godzinny maraton, ssania, odbijania, ulewania, ssania, przebierania, ssania, odbijania.... a w między czasie czkawka więc znów ssanie i odbijanie... Ogólnie Jasiek jest kochany i spokojny tylko z tym odbijaniem i czkawką jest trochę upierdliwie Odpowiedz Link Zgłoś
turnesolka Re: Turnesolka, cz 3 relacji... 06.10.10, 10:25 No to na szybko streszczę jeszcze resztę pobytu w szpitalu i pare newsów: Następnego dnia rano z sali pooperacyjnej przenieśli mnie już do normalnej. Wykupiliśmy w końcu tą najbardziej wypasioną bo nie było już dostępnej tej trochę tańszej opcji - z dwoma łóżkami tak więc mąż mógł (i był) cały czas z nami. To jest zdecydowanie "najdroższy 2 osobowy pokój hotelowy w Wawie" ale uważam że warto. Po pierwsze jako że decyzja o cc zapadła na samym początku nie płaciłam ani za położną ani za ZZO więc właściwie pokryło to koszt pokoju. Po drugie po CC ból i nie moc jest STRASZNA. Część moich koleżanek lżej to zniosło ale mnie po prostu tak bolało że parę razy ryczałam z bólu i zrospaczenia mimo silnych leków przeciwbólowych. Położne już od drugiego dnia mocno zachęcają żeby się ruszać a ja po prostu nie byłam wstanie. W tej sytuacji całą opiekę nad maluchem przejął dzielnie mąż. Przynosił mi go tylko na przytulanie i karmienie w łóżku. Co do karmienia ... Odpowiedz Link Zgłoś
turnesolka Re: Turnesolka, przyszedł ten czas... 07.10.10, 18:08 Dziewczyny... i nadszedł ten moment. Marzę o tym żeby poleżeć! Padam już, zmęczona jestem bardzo do tego boli mnie jeszcze po cc. A mały chyba znów chce cyca. Odpowiedz Link Zgłoś
ewikowa Re: Turnesolka, przyszedł ten czas... 07.10.10, 19:02 a wiesz? DOKLADNIE pamietam ta chwile. Stwierdzilam, ze jestem taka zmeczona, ze najchetniej bym sie polozyla i polezala troche - i na sama mysl nie wiedzialam czy sie rozryczzec, czy rozesmiac, wiec zaczelam sie smiac, po cichu bo to w nocy bylo..i tylko meza przebudzilam i on tak troche dziwnie na mnie patrzyl...oj ale gdyby tylko sie dalo tak wylezec sie wczesniej na konto 'po' to bylybysmy SUPER! Odpowiedz Link Zgłoś
madzialenakata Re: Turnesolka, przyszedł ten czas... 07.10.10, 21:41 własnie, przeciez to dla takich jak my ogromny szok - najpierw lezenie, nudy, spanie do woli, marzyło sie o tym zeby troche połazic a teraz ... no wrecz przeciwnie. Mi moja mala daje nawet odpoczac w nocy - najada sie i spi, ale za to wieczorem tak gdzies od 18tej ma "maraton ssania" jak to turnesolka ładnie nazwała i przerzucam ja tak z jednego cyca na drugi tatus mowi, ze chce sie na noc najesc Odpowiedz Link Zgłoś
turnesolka Re: Turnesolka, przyszedł ten czas... 08.10.10, 10:46 u mnie dokładnie to samo w nocy jest ogólnie OK, tylko trochę go trzeba dłużej potrzymać w pionie żeby się "odbił" bo trochę ulewa, ale za to po południu, cyca i cyca. Ulewa mu się już ale dalej chce ssać a mi kręgosłup pęka i ręce odpadają no i oczywiście ciągnie rana po cc, głównie ta w środku Odpowiedz Link Zgłoś