marta75b
18.06.18, 00:05
Niech ktoś mi coś poradzić, albo pocieszy że to minie, bo mam serdecznie dosyć.
Mam 2 synow- 7 latka ZA i niezdiagnozwanego 2, 5 latka. Starszy teraz pójdzie do szkoły. Jest towarzyskim dzieckiem a mi zależy, żeby poznał rówieśników z którymi pójdzie do szkoły, wiec codziennie wychodzimy na plac zabaw. Tam radzi sobie nieźle, dzieci go lubią, zagaduje do nich, szukazuje kompana do zabawy i rozmowy. Nie mogę go jednak zostawcie samopas. Czasem potrzebuje mojej pomocy w nawiązaniu kontaktu, czasem trzeba go zdyscyplinowac, kiedy wymyśli niebezpieczna zabawę.
Tymczasem mały ma jedną zabawę - uciekanie. Ledwo stopami dotknie ziemi juz pędzi, nie reaguje na moje wołanie, na innych ludzi. Biega jak wysportowany 3 latek. Mam z nim po prostu gehenne. Nie usiądzie na hustawce, na karuzele na 2 sekundy, nie pobawić się w piaskownicy czy na zjeżdżalni. Pędzi przed siebie, do rowów, na ulicę i nie ma rady. Nic i nikt go nie interesuje. Ostatnio mi wybiegł na ulicę kiedy jechało auto i musiałam w panice machać na drodze, żeby się zatrzymało. Inn razem małego pogonil duży pies, na szczęście podobno niegroźny.
Po pół godziny takiego gonienia mam serdecznie dosyć. Najchętniej dala bym sobie spokój z tymi placami zabaw, ale szkoda mi starszego, który ciągnie do dzieci.
Młodszy się bynajmniej na nich nie uspolecznia, bo ludzi nie zauważa.
Starszy tez był taki wedrowniczek, ale słabo biegał, co chwilę się przewracal, potrzebował mojej pomocy, przytulania. Lubił bawić się w piachu, huśtawki, miał cierpliwość.
A młodszy? Przewróci się twarzą w pokrzywy, otrzepie i pędzi dalej.
Lepiej jest kiedy jesteśmy sami we 2 ( np jak mam na późno do pracy) i na 2 mniej ruchliwym i zabudowanym placu zabaw. Ale tam znowu jest mniej kolegów starszego.
Powiedzcie mi czy to minie, czy on już tak zawsze będzie uciekał? Starszy zostawiony sam sobie a ja gonie zestresowana. Na place chodzimy od kwietnia, poprawy brak. Od zawsze na dworze był z dzieckiem słabszy kontakt. Normalnie płakać mi się chce po tym weekendzie.