Dodaj do ulubionych

Warszawski etnolekt?

29.11.06, 10:30
Byłem przez godzinkę przejazdem przez Dworzec Centralny w Warszawie i
usłyszałem następujące frazy:
- Którędy do KASÓW?
- Pociąg do SKErniewic...
- ...oddał to do naprawy i ONE mu to zrobiły (na pewno chodziło o mężczyzn)...
Obserwuj wątek
    • avroml Re: Warszawski etnolekt? 29.11.06, 14:48
      -Pociąg pospieszny do Przemyśla, przez Demblyn, Lublyn wjedzie na tor...
    • zettrzy Re: Warszawski etnolekt? 29.11.06, 14:49
      a mysmy mieli w szkole pana od robot ktory zwykl byl mawiac ze na zeszyt
      najlepsza jest "obłóżka z ygelytu"
    • randybvain Re: Warszawski etnolekt? 29.11.06, 14:54
      Aha, i jeszcze hasło "Zakolej się z nami"... Nie za bardzo rozumiem, o co
      chodzi? O zakolebanie się (że niby pociąg trzęsie się), czy o wykolejenie
      (raczej antyreklama...)
      • stefan4 Re: Warszawski etnolekt? 29.11.06, 17:08
        randybvain:
        > Aha, i jeszcze hasło "Zakolej się z nami"...

        Pewnie skrót od ,,zakoleguj się z koleją''...

        - Stefan

        www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
    • stefan4 Re: Warszawski etnolekt? 29.11.06, 17:13
      randybvain:
      > - Pociąg do SKErniewic...

      Tak na moje wydawanie się, to jest ewidentny warszawizm. Oni mają w ogóle
      trudności z miękkością i twardością spółgłosek. W drugą stronę też:

      Po suficie chodzo muchi,
      obserwuje muchi ruchi,
      duchi bioro go na dechi,
      wypruwajo mu bebechi.

      Reszta Twoich przykładów
    • skarbek-mm Re: Warszawski etnolekt? 30.11.06, 08:44
      Mam właśnie przyjemność pracować z panem, który, jak o sobie mówi, pochodzi z
      Mazowsza Północnego. Cały czas podziwiam jak on jest w stanie powiedzieć te
      typowe "warszawizmy" typu Dęblin, Lublin tak, że wymawia "i", ale nie zmiękcza
      spółgłoski.
      Czy w Warszawie mówią zdecydowanie Lublyn, czy też tylko nie zmiękczają
      poprzedzającej spółgłoski?

      Bardzo też starannie unika ą i ę. Na końcu słów zawsze jest o lub e płaskie jak
      stół, bez żadnego cienia zakrętaska, i nawet mi się to przykleiło, jak chę
      sobie "poregionalizować" (a propos dyskusji słownikowej smile

      Pozdrawiam

      Skarbek
      • lulu20 Re: Warszawski etnolekt? 01.12.06, 09:51
        > Bardzo też starannie unika ą i ę. Na końcu słów zawsze jest o lub e płaskie
        jak
        >
        > stół, bez żadnego cienia zakrętaska, i nawet mi się to przykleiło, jak chę
        > sobie "poregionalizować" (a propos dyskusji słownikowej smile


        I dobrze ze unikają. W wygłosie absolutnym w polskim nie wymawia się "ę" tylko
        e, szczególnie irytujące jest mówienie idę zamiast ide albo myślę zamiast myśle
        itd. To tak samo jak bys mówił łąłka zamiast łąka
        • stefan4 Re: Warszawski etnolekt? 01.12.06, 10:38
          lulu20
          > I dobrze ze unikają. W wygłosie absolutnym w polskim nie wymawia się "ę" tylko
          > e

          Przepraszam za wścibstwo: jesteś z Warszawy, prawda?

          - Stefan

          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
          • lajkonik521 Re: Warszawski etnolekt? 02.12.06, 17:09
            stefan4 napisał:

            > lulu20
            > > I dobrze ze unikają. W wygłosie absolutnym w polskim nie wymawia się "ę"
            > tylko
            > > e
            >
            > Przepraszam za wścibstwo: jesteś z Warszawy, prawda?
            >
            > - Stefan


            O kurcze, aleś brat warszawiaka pogonił. Dobre. Ale oni tak naprawdę mowią:
            "pierwszou pianiou z chorou dupou, proszeu". Słyszałem z własnej nieprzymuszonej
            autopsji. Zatoki zatkane, czy jak?
            A jedna pani z Mokotowa, to nawet mowi "wczorej lub dzisiej". No, jak moja ś.p.
            babcia. Kurczeu, skoud to sieu ludziom bierze?

            Lajkonix
            panta rei - wszystko w płynie
            • stefan4 Re: Warszawski etnolekt? 02.12.06, 23:04
              lajkonik521:
              > O kurcze, aleś brat warszawiaka pogonił.

              Jesli tak, to przepraszam. Nie miałem zamiaru nikogo gonić.

              A co do nosowości w wygłosie, to Lulu20 ma rację, że jest słabsza niż by się to
              mogło wydawać. Może kiedyś zaniknie, tak jak zanikła np. w języku litewskim.
              Ale w obecnym polskim to jest chyba kwestia regionu pochodzenia mówcy, dlatego
              zapytałem.

              - Stefan

              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
          • lulu20 Re: Warszawski etnolekt? 15.12.06, 15:59
            akurat z Poznania jestem...
            • lajkonik521 Re: Warszawski etnolekt? 15.12.06, 20:21
              lulu20 napisała:

              > akurat z Poznania jestem...

              No dobra, lulek, nie wkurzaj się brat. Tak sobie tylko żartujemy, ok?

              Lajkonix
              • lulu20 Re: Warszawski etnolekt? 18.12.06, 21:23
                Chyba siostra wink

                Przeciez sie nie wkurzam no cos Ty!?
    • kaj.ka Re: Warszawski etnolekt? 30.11.06, 13:08
      A co to jest według ciebie etnodialekt. Bo jesli masz na uwadze grupę etniczną
      zwaną warszawską, albo, jeszcze gorzej, warszawiakami, to jest to głebokie
      nieporozumienie. Bo czy mozna mówić, i go identyfikować, o etnolekcie Dworca
      Centralnego? Dziś nie ma już warszawiaków, ich miejsce zajęli przybysze z
      róznych stron.
      • randybvain Re: Warszawski etnolekt? 30.11.06, 15:27
        ci przybysze z róznych stron to właśnie warszawiacy

        zauważyłem też coś takiego, że kresowianie północni zmiekczają, a południowi
        stwardniają, dlatego chyba mamy takie słowa jak ryksza czy hyperpoprawność, bo
        w okresie ich wprowadzania dominował w środowisku naukowym południowy dialekt
        kresowy.
        -
        Aurë entuluva!
        • kaj.ka Re: Warszawski etnolekt? 30.11.06, 17:37
          randybvain napisał:

          > ci przybysze z róznych stron to właśnie warszawiacy
          Trudno jest mi sie z tym zgodzić. Miejsce zamieszania nie decyduje o
          przynależności do tej klasy. Desygnatami warszawiaka są zakorzenienie w
          tradycji, mentalność no i mowa. Tych przybyszów prędzej nazwałbym warszawianami
          albo lepiej warszawiaczkami.
          >
          > zauważyłem też coś takiego, że kresowianie północni zmiekczają, a południowi
          > stwardniają, dlatego chyba mamy takie słowa jak ryksza czy hyperpoprawność,
          bo
          > w okresie ich wprowadzania dominował w środowisku naukowym południowy dialekt
          > kresowy.
          Pośpiech we wnioskowaniu to nie jest to samo co pośpiech w łapaniu pcheł. Tylko
          w tym drugim przypadku pośpiech jest wskazany. Kiedyż to w środowisku naukowym
          południowy dialekt kresowy dominował? Bo ja mówiłem ryksza i
          kalyhipermanganikum zawsze. Czy to znaczy ze jestem pod wpływem południowego
          daialektu kresowego?
          > -
          > Aurë entuluva!
          • stefan4 Re: Warszawski etnolekt? 30.11.06, 18:09
            randybvain:
            > ci przybysze z róznych stron to właśnie warszawiacy

            kaj.ka:
            > Trudno jest mi sie z tym zgodzić. Miejsce zamieszania nie decyduje o
            > przynależności do tej klasy.

            Ależ ,,warszawiacy'' to nie klasa! Już bliżej mają do narodowości. Łączy ich
            miejsce zamieszkania, trochę specjalna mowa i pewne obyczaje odrębne od polskich.

            kaj.ka:
            > Desygnatami warszawiaka są zakorzenienie w tradycji, mentalność no i mowa.

            Etam. Warszawiak to (z definicji) stały mieszkaniec Warszawy. Przeszłość nie
            ma tu specjalnego znaczenia. Mowa warsiawska też bierze się z miejsca
            zamieszkania (i bliskości Targówka) niż z zakorzenienia w tradycji.

            Ale istotnie, cechą wyróżniającą warszawiaków jest odmawianie warszawskości
            współwarszawiakom przez stosowanie dodatkowych kryteriów rozróżniających
            ,,prawdziwego'' warszawiaka od ,,napływowego''.

            kaj.ka:
            > Bo ja mówiłem ryksza i kalyhipermanganikum zawsze. Czy to znaczy ze jestem pod
            > wpływem południowego daialektu kresowego?

            Jesli mówisz ,,kaly'' zamiast ,,kali'', to faktycznie jesteś pod wpływem.

            - Stefan

            www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
            • uyu Re: Warszawski etnolekt? 05.12.06, 01:03

              stefan4 pisze:
              "I dobrze ze unikają. W wygłosie absolutnym w polskim nie wymawia się "ę" tylko
              e."
              i ma racje. To zjawisko nazywa sie hiperpoprawnoscia i jest rownie niepoprawne
              jak wymowa: robiem, muszem.

              Poslugiwanie sie gwara w zyciu prywatnym nie jest naganne, wrecz przeciwnie.
              Stad przeciez wywodzi sie bogactwo naszego jezyka.
              W zyciu spolecznym nalezy jednak przejsc do poprawnej polszczyzny o czym
              czesto zapomina wiele osob majacych dostep do radia i telewizji.
              • stefan4 Re: Warszawski etnolekt? 05.12.06, 08:26
                uyu:
                > stefan4 pisze:
                > "I dobrze ze unikają. W wygłosie absolutnym w polskim nie wymawia się "ę"
                > tylko e."
                > i ma racje.

                Uyu, no coś Ty, to przecież nie ja tylko Lulu2! Ja stanąłem sztorcem do tej
                wypowiedzi i dlatego NIE MAM Twojej racji. Mam całkiem inną.

                uyu:
                > To zjawisko nazywa sie hiperpoprawnoscia i jest rownie niepoprawne jak wymowa:
                > robiem, muszem.

                Hiperpoprawność to zjawisko znacznie szersze niż wygłosowe nosówki. Należy do
                niego również używanie nieistniejącego współcześnie zaimka ,,tę'' lub nazywanie
                hebla ,,strugiem''.

                Wymowa ,,robiem'' i ,,muszem'' nie jest niepoprawna. Jest to jedna z
                równoległych wersji współczesnego wymawiania nosówek. Raczej niespotykana w
                Twoim dziwnym mieście, ale u pozostałych 95% Polaków na porządku dziennym.
                Chociaż nie jedyna.

                Z wymową wygłosowych nosówek jest w Polsce NAPRAWDĘ różnie. Chyba nikt ich nie
                wymawia tak nosowo jak w zamkniętych sylabach (np. ,,dĄb'' lub ,,skręt''). Ale
                tylko w Warszawie i jej okolicach odnosawia się je kompletnie.

                Ale skoro lubisz tropić ,,błędy'', to powiedz, co sądzisz o stosowanej przez
                niektórych pisowni ,,umię'' zamiast ,,umiem''. Tylko mi nie pisz, ze to jest
                błąd, bo ten punkt widzenia jest mi znany aż do zaziewania na śmierć. Ale skąd
                coś takiego może się brać? Hipotezy:
                (1) Mówca wymawia nosowo ,,e'' w ,,umiem'' i próbuje tą nosowość oddać w piśmie.
                (2) Mówca każde wygłosowe ,,ę'' wymawia jako ,,em'' i wobec tego ,,ę'' wcale mu
                się nie kojarzy z nosowością.

                uyu:
                > W zyciu spolecznym nalezy jednak przejsc do poprawnej polszczyzny

                I tu niemilknące brawa, owacja na stojąco, tak! tak! tak! należy! należy! Odtąd
                bedziemy wszyscy realizowali program polityczny Uyu! A jak ktoś nie
                zarealizuje, to powiemy, że jest be a następnie się rozpłaczemy.

                - Stefan

                www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                • uyu Re: Warszawski etnolekt? 05.12.06, 11:14
                  stefanie4 !
                  "uyu:
                  W zyciu spolecznym nalezy jednak przejsc do poprawnej polszczyzny.
                  I tu niemilknące brawa, owacja na stojąco, tak! tak! tak! należy! należy! Odtąd
                  bedziemy wszyscy realizowali program polityczny Uyu! A jak ktoś nie
                  zarealizuje, to powiemy, że jest be a następnie się rozpłaczemy."

                  Ladnie to tak naigrywac sie ze slabej kobiety, ktora przez lata wierzyla
                  nieugiecie w to, ze nie zapomniala wlasnego jezyka, a ktora po powrocie z
                  przerazeniem stwierdzic musi, ze ma trudnosci ze zrozumieniem prostej w tresci
                  i ubozuchnej w formie wypowiedzi w tv! Dlatego nawoluje do poslugiwania sie w
                  mediach zrozumiala dla wszystkich poprawna polszczyzna. Chciales wykpic to
                  wykpiles. Nie masz jednak dosc rownania w dol i dorabiania ideologii do
                  zenujacego poziomu polszczyzny w mediach?

                  "Wymowa ,,robiem'' i ,,muszem'' nie jest niepoprawna. Jest to jedna z
                  równoległych wersji współczesnego wymawiania nosówek. Raczej niespotykana w
                  Twoim dziwnym mieście, ale u pozostałych 95% Polaków na porządku dziennym."
                  hm... a kiedys bylo odwrotnie ... pewnie znowu wynik rownania w dol. No ale
                  jest to "wspolczesne wymawianie" - nikt mi jednak nie wmowi, ze w ciagu
                  dwudziestu paru lat jezyk tak sie przepoczwarzyl, ze trudno go zrozumiec. I nie
                  mam na mysli nowych zwrotow. Mam na mysli niedbala wymowe.

                  "dziwne miasto" w ktorym zamieszkiwalam w zamierzchlych czasach wtedy gdy
                  jeszcze mowiono po polsku, to Torun. W tym miescie umiano odmieniac liczebniki,
                  a lekcje w szkolach i wyklady na uniwersytecie odbywaly sie w poprawnej
                  polszczyznie.

                  To nie jest zamordystyczny program polityczny. To, jak widze, wolanie na
                  puszczy.
                  Na wielu forach mozna znalezc sporo watkow dotyczacych tych, ktorzy po
                  wyjezdzie z kraju juz po trzech miesiacach "zapomniec polski, choc jeszcze nie
                  umiec nowa jezyka". Ja nie zapomnialam, szkoda tylko, ze w kraju wiekszosc
                  zapomniala.
                  A gdy zdarzylo mi sie znalezc forum o jezyku i w jednym zdaniu zaproponowac
                  poslugiwanie sie poprawnym jezykiem - dostalam po lapach. Dlaczego?
                  Przeciez chyba szkol nie wyburzyli i ludzie mieli gdzie sie tej poprawnej
                  polszczyzny nauczyc ! Chyba, ze latwiej rownac w dol?


                  • kaj.ka Re: Warszawski etnolekt? 05.12.06, 15:10
                    uyu, nie przejmuj się i aby nie pogrąż się w kompleksie. Stefan4 występuję na
                    tym forum za zoila, a czasem popada w językoznawcza megalomanie. Nie znaczy to,
                    abym chciał podważyć niwątpliwą erudycję stefana4
                    • uyu Re: Warszawski etnolekt? 05.12.06, 17:50
                      Daleka jestem od przejmowania sie, a o pograzaniu sie w kompleksach mowy nie
                      ma smile)
                  • stefan4 Re: Warszawski etnolekt? 06.12.06, 23:20
                    uyu:
                    > Ladnie to tak naigrywac sie ze slabej kobiety, ktora przez lata wierzyla
                    > nieugiecie w to, ze nie zapomniala wlasnego jezyka, a ktora po powrocie z
                    > przerazeniem stwierdzic musi, ze ma trudnosci ze zrozumieniem prostej w tresci
                    > i ubozuchnej w formie wypowiedzi w tv!

                    Jestem jak najdalszy od bronienia sposobu formułowania myśli w publikatorach
                    (akurat TV nie posiadam, więc znam tylko z opowiadań). Jednak po 20 latach
                    zapominania powinnaś dopuścić myśl, że COŚ być może jednak zapomniałaś, a
                    jeszcze coś innego zmieniło się na tyle, że za tym nie nadążyłaś.

                    Zmienia się przede wszystkim pojęcie ,,poprawności''. W odniesieniu do żywego
                    organizmu, jakim jest język naturalny, to pojęcie nigdy nie miało żadnego sensu.
                    Jedni mówili tak, inni inaczej, a jakieś mundre profesory dekretowały, że ich
                    (profesorów) sposób mówienia jest jedynym poprawnym i jeśli ktoś go nie stosuje,
                    to jest zakałą na drodze do komunizmu. A jeszcze wcześniej: że jest przeszkodą
                    w rozciągnięciu Polski od morza do morza.

                    Obecnie ci językodawcy trochę stracili na znaczeniu, a niektórzy z nich doszli
                    do bardzo naukowego i słusznego wniosku, że język rozwijał się pięknie i
                    skutecznie na długo przed pierwszym profesorem i będzie się rozwijał równie
                    pięknie i skutecznie po ostatnim z nich. Że rzeczywistość językowa jest czymś w
                    rodzaju rzeczywistości materialnej, że można ją badać a nie można dekretować, bo
                    język w ogóle nie jest materią prawną.

                    Nie ma mowy ,,poprawnej'' i ,,niepoprawnej''. Tak samo jak nie ma poprawnego
                    ssaka ani niepoprawnej planety. Natomiast OPIS języka może być poprawny lub
                    nie. Np. stwierdzenie, że Polacy wymawiają wygłosowe ,,ę'' jak ,,e'', jest
                    niepoprawne. A stwierdzenie, że ok. 10% Polaków wymawia wygłosowe ,,ę'' jak
                    ,,e'', ma szanse być poprawne.

                    uyu:
                    > Przeciez chyba szkol nie wyburzyli i ludzie mieli gdzie sie tej poprawnej
                    > polszczyzny nauczyc !

                    JAKIEJ? Pop... co?

                    Szkoły trochę straciły dawną rewolucyjną czujność w sprawie tropienia błędów
                    ortograficznych, czym upodobniły się do szkół w innych krajach cywilizowanej
                    Europy. Nie tracą sił na takie duperele, starają się za to rozwinąć u uczniów
                    jakieś ważniejsze umiejętności (nad tym, że niezbyt im się to udaje, boleję
                    szczerze).

                    uyu:
                    > Chyba, ze latwiej rownac w dol?

                    Nie łatwiej, tylko sensowniej. Jeśli miałbym wzorować mój język na ,,górze'',
                    czyli na Gomułce, Gierku, Wałęsie, Kaczyńskim, Leperze, itp., to wolę wziąć
                    sobie za wzorzec górnika dołowego. A jeśli przez ,,w dół'' rozumiałaś coś
                    innego niż miejsce w narodowym porządku dziobania, to sama sobie jesteś winna,
                    że stosujesz sformułowania niejasne i beztreściowe. Np. takie jak
                    ,,poprawność'' rzeczywistości obiektywnej.

                    - Stefan

                    www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                    • uyu Re: Warszawski etnolekt? 07.12.06, 01:05
                      Jaka jest rola jezyka? - Porozumiewanie sie. Dlatego wydaje mi sie, ze jednak
                      jakies normy powinny byc przestrzegane.

                      Z tymi "dwudziestoma latami zapominania" to tez nie tak. Za wyjatkiem ostatnich
                      trzech lat, przez dziesiec lat pracowalam jako tlumacz i mimo tego uwazam, ze
                      nie mialam pelnego kontaktu z jezykiem w kraju.

                      Nie wiem na czym polega twoj uraz, i skad takie "upolitycznienie" odpowiedzi?
                      Mimo tego spiesze poinformowac, ze w krajach ktore nigdy nie cierpialy pod
                      komunistycznym jarzmem, jezykoznawcy ciesza sie ogolnym szacunkiem i nikt ich
                      nie podejrzewa o zamordystyczne zdoktrynowanie jezyka. Czyli zero argumentow z
                      twojej strony odnosnie "mundrych dziadkow" smile)

                      Dziwie sie, ze szkoly traca jeszcze czas na takie duperele jak nauczanie.
                      Szkoly i uczelnie zachodnie praktykowalam, znam je i stwierdzam, ze piszesz
                      banialuki, dlatego "sama sobie jesteś win(ien)na,że stosujesz sformułowania
                      niejasne i beztreściowe."

                      Pojecie gory i dolu jest wzgledne. Gornikow dolowych szanuje. Nie szanuje ludzi
                      ktorym zdaje sie, ze sa lepsi od reszty swiata tylko dlatego, ze maja czyste
                      paznokcie.
                      • stefan4 Re: Warszawski etnolekt? 07.12.06, 08:46
                        uyu:
                        > Jaka jest rola jezyka? - Porozumiewanie sie. Dlatego wydaje mi sie, ze jednak
                        > jakies normy powinny byc przestrzegane.

                        Są przestrzegane przez wszystkie społeczności świata. Także przez użytkowników
                        grypsery, a nawet przez przez polityków, przywykłych do popełniania wszelkiego
                        bezprawia. Ale nie te normy, które wydumał jakiś Radca Języka Zatwierdzonego,
                        tylko całkiem inne, które człowiek wysysa z matki albo łapie z morowego powietrza.

                        uyu:
                        > przez dziesiec lat pracowalam jako tlumacz i mimo tego uwazam, ze nie mialam
                        > pelnego kontaktu z jezykiem w kraju.

                        No właśnie.

                        uyu:
                        > Nie wiem na czym polega twoj uraz

                        Może dlatego nie wiesz, że jesteś tłumaczem a nie psychologiem/psychiatrą? Czy
                        jesteś wystarczajaco wykwalifikowana, żeby rozpoznawać urazy na podstawie próbki
                        pisma komputerowego?

                        uyu:
                        > Mimo tego spiesze poinformowac, ze w krajach ktore nigdy nie cierpialy pod
                        > komunistycznym jarzmem, jezykoznawcy ciesza sie ogolnym szacunkiem i nikt ich
                        > nie podejrzewa o zamordystyczne zdoktrynowanie jezyka.

                        W tych krajach bywa różnie. W niektórych z nich językoznawstwo normatywne w
                        ogóle nie istnieje lub prawie nie istnieje. Językoznawcy zajmują się
                        opisywaniem języka a nie jego poprawianiem. I cieszą się szacunkiem, jak to
                        zwykle bywa z przydatnymi naukowcami. U nas to podejście też zaczyna sobie
                        zdobywać uznanie... a Tobie ono przeszkadza.

                        - Stefan

                        www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
              • randybvain Ale co to jest poprawna polszczyzna? 16.12.06, 15:43
                W szkole mialem polonistke pochodzaca z kresow, ktora slowo hałas wymawiala jak
                galas (z dzwiecznym h i lateralnym l) i to wedlug niej byla poprawna wymowa,
                ktorej od nas wymagala (w Gdansku). Tak jak Stefan napisal, poprawnosc jest
                uzalezniona od aktualnie panujacej nam RJP i tego, co jakis jezykoznawca uznal
                za poprawne (moja hipoteza mowi dodatkowo, ze region, w ktorym sie jezykoznawca
                wychowywal ma wplyw na to, jaka wersje wyrazu uznaje za poprawna - najczesciej
                swoja wlasna, nawet jesli inna wersja mowi 95% Polakow). Co iles tam lat
                zmieniane sa reguly ortograficzne...

                Kots na forum Ortografia wyrazil przekonanie, ze starsza wersja jest zawsze
                poprawniejsza od nowszej, wiec uzywanie tę kobietę jest bardziej poprawne niz
                tą kobietę, mimo iz to drugie moze zdarzac sie czesciej.
                • zettrzy Re: Ale co to jest poprawna polszczyzna? 18.12.06, 17:47
                  ta kobieta nie uzywala wersji STARSZEJ, tylko wersji wschodniej, bardziej
                  ukrainskiej niz polskiej
                  w jej wykonaniu trudno mowic o jezyku polskim, zostawmy poprawnosc na boku

                  a co do pan zmuszonych przez byly ustroj do pracy zarobkowej, mimo ze kobieciny
                  nadawaly sie wylacznie na panie domu, to mam swoje wlasne historie z pola
                  bitwy, jak np. moja pani od geografii, ktora uparla sie ze Kielce leza nad
                  Pilica
          • randybvain Re: Warszawski etnolekt? 07.12.06, 16:58
            Od czasu polaczenia kulturowego tych ziem z polskimi... Lwow byl przeciez
            wielkim osrodkiem akademickim zwiazanym z Krakowem. Nasi wielcy pisarze i poeci
            pochodza z tamtych regionow. Takze jezykoznawcy jak : J. Kuryłowicz czy A.
            Bruckner. Duzo jezykoznawcow pochodzi z Krakowskiego. Takie zwyczaje mówieniowe
            mogły mieć wpływ na kształt wyrazów wpisywanych do słowników.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka